Home Film Niemoralne słoneczniki czyli o Sierra Burgess jest przegrywem

Niemoralne słoneczniki czyli o Sierra Burgess jest przegrywem

autor Zwierz
Niemoralne słoneczniki czyli o Sierra Burgess jest przegrywem

Sier­ra Burgess jest prze­gry­wem to nowy film dla nas­to­latków Net­flixa. Nie będę ukry­wać, że rzad­ko zdarza mi się obe­jrzeć taki film przy którym jestem abso­lut­nie przeko­nana, że ma szkodli­we przesłanie. Nawet bardziej niż kosz­marne „Kiss­ing Booth” a wszys­tko pod przykry­wką opowiada­nia o niety­powych bohaterkach i wadze bycia sobą. (recen­z­ja zaw­iera spoil­ery bo się wściekłam)

Sier­ra Burgess jest typową niety­pową postacią z komedii młodzieżowych. Nie dba o wygląd, bo jest bardziej zain­tere­sowana nauką – ma same piąt­ki i planu­je się dostać na Stan­ford. Nie powin­no być to takie trudne bo jej ojciec jest znanym pis­arzem. Sier­ra nie ma prob­le­mu z tym by radz­ić sobie z paskud­ny­mi dzieci­aka­mi w szkole które wytyka­ją jej na każdym kroku że jest brzy­d­ka, bo jej mat­ka jest jakimś rodza­jem młodzieżowego kołcza, który uczy dzieci­a­ki o samoak­cep­tacji. Sier­ra ma więc pozornie wszys­tko czego mogła­by chcieć dziew­czy­na ze stereo­ty­powo zarysowana wedle zasady „nie możesz mieć jed­nocześnie dobrej fig­ury i samych piątek”.

 

 

Tak zdaniem twór­ców fil­mu wyglą­da niesamowicie brzy­d­ka dziew­czy­na. Żebyś­cie zdawali sobie sprawę.

Bohaterkę w szkole najbardziej prześladu­je Veron­i­ca, pop­u­lar­na i ślicz­na cheer­lead­er­ka, która umaw­ia się z chłopakiem na stu­di­ach i jest w eli­cie szkoły. Złośli­wość Veroni­ki osią­ga maksy­mal­ny poziom kiedy podry­wa­jące­mu ją w barze Jamey’owi (który jest śliczny jak z obraz­ka ale przy­jaźni się niekoniecznie z najpop­u­larniejszy­mi chłopaka­mi w swo­jej szkole) daje numer Sier­ry. Jamey wysyła jed­nego smsa, i tak zaczy­na się flirt Sier­ry z Jamey’em który dość szy­bko prze­chodzi w wiel­o­godzinne roz­mowy tele­fon­iczne i dość oczy­wiste uczu­cie. Sier­ra szy­bko jed­nak odkry­wa, że przys­to­jny fut­bolista, myśli że roz­maw­ia z cheer­lead­erką. Zami­ast wyjaw­ić mu prawdę, postanaw­ia utrzymy­wać szaradę. Uda­je się jej to bo Veron­icę właśnie (pod pretek­stem zbyt dużej różni­cy intelek­tu­al­nej) rzu­cił starszy chłopak, i dziew­czy­na potrze­bu­je korepety­tor­ki. Sier­ra uczy Veron­icę o Pla­tonie, a Veron­i­ca uda­je przed przys­to­jnym chłopakiem Sier­rę.

 

Veron­i­ca to doskonale napisana postać. Zde­cy­dowanie bardziej zasługu­ją­ca na film niż schematy­cz­na Sier­ra

 

Zaczni­jmy od tego co moim zdaniem jest w tym filmie dobre. To wątek Veron­i­cy – niby na drugim planie ale bard­zo oży­w­czy. Dziew­czy­na, która ma w szkole i na social media pozornie ide­alne życie w isto­cie miesz­ka, w dość brzy­d­kim domu wypełnionym stary­mi i brzy­d­ki­mi mebla­mi. Ma matkę która cały czas ją poucza (odnosząc się do wyglą­du i wagi), dwie kosz­marne młod­sze siostry i ojca który odszedł i którego mat­ka trak­tu­je jak zmarłego. Im więcej wiemy o Veron­i­cy tym bardziej rozu­miemy dlaczego tak ważne jest dla niej utrzymy­wanie szkol­nego sta­tusu i pozorów że jej życie skła­da się z samych sukcesów. Sier­ra która żyje w olbrzymim domu z obo­jgiem bogatych, wyk­sz­tał­conych i kosz­marnych (ale nieza­mierze­nie, po pros­tu sce­narzys­tom się wyda­je że jak ojciec porozu­miewa się z córką wyłącznie cytata­mi z lit­er­atu­ry to jest to urocze a nie kosz­marne) rodz­iców. Tylko w szkole Veron­i­ca jest górą, Sier­ra której rodz­iców stać na wyższą uczel­nię i zapewnie­nie swo­jej córce wszys­tkiego co najlep­sze – jest górą w życiu.

 

Trud­no o coś bardziej szkodli­wego niż młodzieżowe filmy w których ludzie postępu­ją niemoral­nie i okazu­je się, że nie ma żad­nych kon­sek­wencji

Film całkiem dobrze prowadzi wątek ich przy­jaźni – na całe szczęś­cie nie każąc w obrę­bie fil­mu prze­chodz­ić żad­nej z bohaterek meta­mor­fozy (choć nieste­ty końcówka sugeru­je, że to Veron­i­ca musi stać się inna, a nie Sier­ra). To przy­jem­na wiz­ja, które w kine­matografii wciąż braku­je – pokazanie że hier­ar­chia szkol­na nie odpowia­da tej społecznej, i że cza­sem niek­tóre dzieci­a­ki naprawdę muszą sobie dobre życie wykre­ować w social media by nie wypaść poza krąg rówieśników. Jed­nocześnie film fajnie pokazu­je, że tak naprawdę to z jakich rodzin i domów wychodz­imy, z jaki­mi prob­le­ma­mi młody człowiek bory­ka się na co dzień, ma wpływ na wszys­tko – fakt, że więk­szość fil­mowych nas­to­latków miesz­ka w iden­ty­cznych domach i ma właś­ci­wie zawsze równą sytu­ację rodz­iną (chy­ba że pojaw­ia się wątek patologii) strasznie spłaszcza te skom­p­likowane relac­je sta­tusu, możli­woś­ci i szkol­nej pop­u­larnoś­ci. Poza tym aktor­ki mają na ekranie dobrą chemię i nie jest trud­no w ich przy­jaźń uwierzyć.

 

 

Gdy­by bohaterowie fil­mu żyli w jakimś alter­naty­wnym świecie i mor­dowali ludzi siekiera­mi film był­by mniej szkodli­wy niż taka szkol­na opowieść z której wyni­ka, że w sum­ie nie ma nic złego w oszuki­wa­niu innych bo jak powiesz przepraszam to wyjdzie na two­je.

Tu pozy­ty­wne opinie na tem­at fil­mu się kończą. I w sum­ie to smutne że jed­nak nie moż­na nakrę­cić fil­mu młodzieżowego o dwóch dziew­czy­nach które się nie lubią, a które odkry­wa­ją że mogą się pol­u­bić, jeśli odrzucą szkolne podzi­ały. I fajnie było­by obe­jrzeć dziew­czynę, która ori­en­tu­je się, że w szkole może jest prze­gry­wem ale w życiu ma naprawdę dobrze. Ogól­nie – taki film o dziew­częcej przy­jaźni, utrzy­many nie w tonie poważnej pro­dukcji ale właśnie takiej lekkiej pro­dukcji młodzieżowej pewnie by mnie ucieszył i zach­wycił. Nie mam nic prze­ci­wko roman­som ale tu wątek roman­sowy jest kosz­marnie toksy­czny i roze­grany tak źle, że aż boli.

W filmie bohater­ka ma przy­ja­ciela, ale wszys­tkie sce­ny pomiędzy nimi sprowad­zone są albo do kłót­ni albo do ignorowa­nia drugiej oso­by.

 

Widzi­cie dawno temu napisałam na blogu tekst w którym jas­no pod­kreśliłam, że naj­gorszą rzeczą jaką kine­matografia wmaw­ia ludziom, to że świńst­wa jakie sobie wza­jem­nie robimy – nie wielkie zbrod­nie, ale właśnie świńst­wa i kłamst­wa, moż­na odkrę­cić jed­nym przepraszam. Dla mnie takie filmy są poważnym zagroże­niem dla moral­noś­ci bo każą nam kibi­cow­ać posta­ciom postępu­ją­cym źle, które nie ponoszą odpowiedzial­noś­ci za swo­je czyny. Może jestem staro­mod­na ale uważam że dobrze podany morał to rzecz jak najbardziej koniecz­na, zwłaszcza w filmie młodzieżowym. Tu teo­re­ty­cznie był­by dobry punkt wyjś­cia do mądrego morału o tym, że nie moż­na kogoś oszuki­wać, i zwodz­ić nawet jak ci się podo­ba. I nawet jak ci się nie wyda­je, że jesteś god­na czy god­ny. Wyobrażam sobie doskon­ałe zakończe­nie fil­mu w którym głów­na bohater­ka traci chłopa­ka (może zyskać przy­jaciółkę) i musi postanow­ić że jed­nak inaczej spo­jrzy na świat.

 

Film o szkol­nej królowej która poza szkołą ma przech­la­pane był­by zde­cy­dowanie lep­szy od tego fes­ti­walu niepoko­ją­cych tropów.

Sier­ra Burgess nie ponosi jed­nak żad­nych negaty­wnych kon­sek­wencji swo­jego zachowa­nia. Mimo, że kłamie, a także, co nie jest lep­sze, jeśli nie gorsze – pub­licznie poniża koleżankę, ostate­cznie okazu­je się, że wszys­tko jest w porząd­ku. Bo Sier­ra przeprosiła i to nawet nie w sposób który pokazy­wał­by jakąś zmi­anę. Nie po pros­tu nagrała piosenkę …. Co więcej jest to piosen­ka o niej. Nawet kiedy pod sam koniec słyszy jak źle się zachowała, wciąż się uspraw­iedli­wia wskazu­jąc, że prze­cież to świat spraw­ił, że tak postąpiła. Zachowanie Sier­ry jest obrazą dla wszys­t­kich mniej atrak­cyjnych (czy tak się czu­ją­cych dziew­czyn) które jed­nak zdaniem twór­ców muszą się uciec do postępu, i w ich przy­pad­ku niemoralne zachowanie jest zrozu­mi­ałe bo jak się inaczej prze­bić w świecie. Ten film tak pięknie pod pozorem pokaza­nia innej his­torii utwierdza schemat że dla dziew­czyn takich jak Sier­ra jedy­na szansa to zawodz­ić chłopa­ka tak dłu­go aż łaskaw­ie przes­tanie zwracać uwagę na ich wygląd.

 

Nawet kiedy film się kończy Sier­ra wyraźnie nie rozu­mie, że niekoniecznie per­fek­cyjny wygląd nie daje prawa do takiego zachowa­nia. Fakt, że film jej nie korygu­je, jest dość prz­er­aża­ją­cy

Zresztą film jest dość kosz­marny dla ład­nych dziew­czyn, właś­ci­wie cały czas sugeru­jąc, że tak naprawdę są głupie i płytkie i nie mają chłopakom nic do zaofer­owa­nia poza przesyłaniem nagich fotek. Tym­cza­sem wszyscy face­ci marzą o takim ide­al­nym pakunku – mózgu Sier­ry w ciele Veron­i­cy ale nieste­ty nie da się tego dostać w pakiecie. Na szczęś­cie Sier­ra ze swo­ją sym­pa­tią do Nitchego, i głęboki­mi uwaga­mi w sty­lu „Ciekawe czy gwiazdy wiedzą że świecą” jest ide­al­ną dziew­czyną, które tak naprawdę prag­ną face­ci. Bo oni chcą tych głębo­kich dziew­czyn, które skry­wa­ją się w brzy­d­kiej powłoce, a nie głupich lalek. Prob­lem w tym, że Sier­ra naprawdę nie mówi w tym filmie nic wybit­nie mądrego. Jest total­nie zagu­biona, niemoral­na, a do tego nieprzy­jem­na. Prawdę powiedzi­awszy gdy­by jej ukochany odszedł­by z Veron­icą była­by to dużo sym­pa­ty­czniejsza para. Zresztą sko­ro o chłopaku mowa, to widać że też sce­narzyś­ci mają w jakiejś pog­a­rdzie tych typowych chłopaków z drużyny wiec nasz może grać ale musi być jed­nocześnie odpowied­nio poe­t­y­czny. Wiecie, żeby nie było, że inteligen­ta dziew­czy­na zakochała się w sportow­cu.

 

W filmie pojaw­ia się wątek tego, że bohater­ka powin­na się samookreślić kim jest jeśli chce zdawać do najlep­szych szkół. Ale jakoś ten wątek nigdy nie zna­j­du­je puen­ty. I ogól­nie trud­no orzec po co jest (i dlaczego dziew­czy­na dopiero ter­az zaczy­na pra­cow­ać nad swoim port­fo­lio do szkoły wyższej)

Gdzieś w tle pojaw­ia się wątek Sier­ry próbu­jącej dostać się na stu­dia ale nie wyróż­ni­a­jącej się niczym spośród wielu innych kandy­datów którzy mają doskon­ałe stop­nie i mówią w kilku językach. W punkcie doradzt­wa zawodowego (są takie w szkołach) Sier­ra słyszy że musi być jakaś i coś wymyślić, zaan­gażować się, może napisać książkę. Trochę przez cały film czekamy aż Sier­ra coś wymyśli – albo dojdzie do wniosku, że jeszcze nie czas by wymyślać się w całoś­ci. Ale nie – dziew­czy­na nie ma poję­cia czym się zająć. Co ciekawe – film dość dobrze, choć chy­ba przy­pad­kowo obnaża jak kre­tyńskie jest wyma­ganie od nas­to­latków by już na tym poziomie kimś były. Zresztą sko­ro przy nauczy­cielach jesteśmy to równie kosz­marny jest wątek w którym nauczy­ciel­ka każe uczniom pisać na ocenę i recy­tować poezję. Nie wiem jak wy ale zawsze mnie zas­tanaw­ia jak moż­na komuś kazać pisać poezję na stopień. Chy­ba, że się kocha przy­muszać ludzi do grafo­manii. Wiara nauczy­ciel­ki że napisze najlep­szy wier­sz z całej klasy jest głębo­ka. Tym­cza­sem Sier­ra nie pisze wier­sza tylko piosenkę. Po cza­sie. Czy jest z tym prob­lem? Nie, dziew­czy­na zosta­je zasy­pana kom­ple­men­ta­mi. I co więcej trud­no powiedzieć dlaczego. Ład­na piosen­ka ale nic spec­jal­nego. Plus – to najbardziej niewyko­rzys­tany wątek fil­mu. Sier­ra mówią­ca przed klasą wier­sz o tym jak wszyscy uda­ją lep­sze życie, czy o tym że bycie sobą jest trudne a szukanie siebie jeszcze trud­niejsze doskonale wpisy­wało­by się w schemat opowieś­ci szkol­nych i przy­na­jm­niej dawało­by puen­tę.

 

To niesamowite jak film zakła­da że chłopak po takiej infor­ma­cji (że był oszuki­wany) nie poczu­je się zdrad­zony czy oszukany na dłu­go. Tak jak­by głębok­ie uczu­cia były głównie zarez­er­wowane dla kobi­et

 

Film zupełnie też błądzi jeśli chodzi o pokazy­wanie relacji Sier­ry z rodzi­ca­mi. Jak pisałam – to abso­lut­nie kosz­mar­na para. Taka która do bohater­ki przez cały film nie odzy­wa się ani razu nor­mal­nie. Ojciec syp­ią­cy książkowy­mi cytata­mi zami­ast roz­mowy – który o czym by nie mówił, mówi o sobie i mat­ka która ewident­nie nie zda­je sobie sprawy, z tego, że cór­ka pewność siebie uda­je (albo nawet nie uda­je ale ma ją raczej wykutą niż zin­ter­nal­i­zowaną). Cała kon­frontac­ja pole­ga na tym, że Sier­ra krzy­czy na rodz­iców, ale nic z tego nie wyni­ka. Nie ma żad­nego przed­staw­ienia racji, żad­nego pocieszenia. Kiedy Sier­ra mówi rodz­i­com, że nie sposób do nich dorów­nać bo mają takie osiąg­nię­cia, kosz­marnie braku­je sce­ny w której ojciec czy mat­ka mówi jej – oczy­wiś­cie że mamy takie osiąg­nię­cia, bo jesteśmy dorośli, ty masz całe życie na osiąg­nię­cie czegoś na włas­nych warunk­ach. Tym­cza­sem przesłanie rodz­iców jest „bądź sobą” co jest o tyle den­er­wu­jące, że w sum­ie przez cały film uczymy się, że Sier­ra będąc sobą nie jest najlep­szą osobą.

 

Nie wiem kto wymyślił że postać ojca porozu­miewa­jącego się z córką wyłącznie cytata­mi z lit­er­atu­ry będzie ciekawa. nie jest. Ktoś powinien mu powiedzieć że jest upierdli­wy

Uważam że w świecie w którym coraz łatwiej zro­bić komuś świńst­wo przez social media, w fil­mach takich jak Sier­ra Burgess jest prze­gry­wem, wła­manie się komuś na kon­to, wyśmi­an­ie w Internecie, czy pod­szy­wanie się pod kogoś powin­no być potępi­anie z całą surowoś­cią. Bo to jest dokład­nie to co jest na wyciąg­nię­cie ręki dla współczes­nych dzieci­aków i trze­ba im na każdym kroku pow­tarzać że mają tak nie robić, nawet jak maja ochotę. Bo będą tak robić (są nas­to­latka­mi robią mnóst­wo głupich rzeczy) ale powin­ny mieć świado­mość, że to jest naprawdę paskudne. Tym­cza­sem w filmie Sier­ra wła­mu­je się na kon­to Veron­i­cy, umieszcza na niej kom­pro­mi­tu­jące dla dziew­czyny treś­ci, czyni je pub­liczny­mi. To z kolei pode­j­mu­ją inni uczniowie – wyświ­et­la­jąc kom­pro­mi­tu­jącą wiado­mość na tabl­i­cy wyników meczu. To są dzi­ała­nia po których wszyscy powin­ni zostać przez film potępi­eni, ukarani i po pros­tu pokazani jako posta­cie negaty­wne. Tylko, że nic takiego nie ma. Sier­ra dostanie chłopa­ka, a wszyscy radośnie będą się baw­ić na balu matru­al­nym, który powin­no się odwołać za karę.

 

W filmie jest sce­na gdzie bohater­ki oszuku­ją chłopa­ka który myśli że cału­je jed­ną a cału­je drugą. To jest kole­j­na rzecz która wzbudz­iła we mnie jak­iś opór bo znów — zero pomyślunku jak bard­zo taka sce­na jest nie w porząd­ku.

Film ma bard­zo niepoko­jące przesłanie z którego wyni­ka, że jeśli świat nie jest dla ciebie ide­al­ny to w sum­ie – masz uspraw­iedli­wie­nie dla niewłaś­ci­wego zachowa­nia. Sier­ra nie ma złego życia, nie pasu­je do rówieśników, ale nie tak boleśnie (ma zna­jomych, jest częś­cią szkol­nej społecznoś­ci) – fakt że nie jest pię­knoś­cią (choć gra­ją­ca ją aktor­ka ma abso­lut­nie prześliczną twarz i jak widać gdy nie ma fatal­nych kostiumów – nie taką złą fig­urę) nie uspraw­iedli­wia bohater­ki. Po pros­tu. Nie moż­na krę­cić filmów w której niemoralne zachowanie jest uspraw­iedli­wione niższą samooceną czy nie pasowaniem do wzor­ca urody, który uzna­je się za obow­iązu­ją­cy. Zwłaszcza, że nie ukry­wa­jmy – więk­szość nas­to­latków nie ma urody fil­mowych aktorów i naprawdę niko­go to nie zwal­nia z moral­nego zachowa­nia. Jeśli posta­cie takie jak Sier­ra nie ponoszą kon­sek­wencji bo są inne to uzna­je­my, że w sum­ie jest to wystar­cza­ją­cy powód bo są gorsze i poszkodowane. To nie zmienia sys­te­mu to go umac­nia. Bo to znaczy, że rzeczy­wiś­cie Sier­ra jest gorsza od swo­jej blond koleżan­ki, której już tak łat­wo by nie wybac­zono, uzna­jąc że nie ma powodu by trak­tować ją inaczej – bo prze­cież pasu­je.

 

 

Sier­ra zachowu­je się niemoral­nie i paskud­nie ale ostate­cznie wszys­tko jest OK bo napisała piosenkę. Nie no serio?

 

Na koniec smutne jest to, że film w sum­ie potwierdza, że brzy­d­kie dziew­czyny nie mają szans u chłopaków. Nawet jeśli sym­pa­ty­czny (rzeczy­wiś­cie faj­na postać) chłopak ze szkoły obok, wyraźnie by się mógł zain­tere­sować Sier­rą, to nie ma na to żad­nych szans. W „Masz wiado­mość” które miało odrobinę podob­nych ele­men­tów, główny bohater z jed­nej strony mailował z bohaterką, z drugiej – poz­wolił jej poz­nać samego siebie. Dzię­ki temu dał szan­sę by bohater­ka zakochała się też w nim- zna­jąc go. Tego w filmie bard­zo braku­je. Bo tak, chłopak lądu­je z dziew­czyną, która ma o nim tak niskie mnie­manie że nawet nie poz­woliła mu siebie poz­nać. To strasznie przykre i toksy­czne. Nie mówiąc już o tym że rzeczy­wiś­cie wymi­any zdań pomiędzy tą dwójką które widz­imy, jakoś nie świad­czą o niesamowicie głębokim uczu­ciu gotowym przetr­wać prawdzi­we oszust­wo. Zresztą to jest niesamow­ity trop w kome­di­ach roman­ty­cznych, wmaw­ia się nam, że bohaterów łączy niesamowi­ta więź ale kiedy przy­chodzi do pokaza­nia dia­logu czy roz­mowy to pyta­ją siebie wza­jem­nie jaką by byli kanap­ką. Nie mniej nieza­leżnie od prawdzi­woś­ci uczuć mamy do czynienia z bard­zo paskud­nym oszust­wem.  A przy­pom­ni­jmy, oszust­wa takie jak te, niekiedy doprowadza­ją do tragedii. Aut­en­ty­cznie ludzie giną bo w sieci zostali zwiedzeni, że roz­maw­ia­ją z kimś innym. Nie dlat­ego, że roz­maw­iali z kimś groźnym, ale dlat­ego, że nie mogli znieść oszust­wa, upoko­rzenia, uczuć zain­west­owanych w coś co nigdy nie było prawdą. To niesamowicie okrut­na gra.

 

 

Film troch.ę mówi że brzyd­szym czy grub­szym dziew­czynom wol­no więcej bo inaczej jak mają sobie poradz­ić. Co nie jest dobrym przesłaniem bo umac­nia stereo­typ zami­ast go zmieni­ać.

Mam wraże­nie, że ktoś w Net­flix­ie uznał, że sko­ro film będzie o grub­szej dziew­czynie to wszys­tko będzie okej – i nikt go nie skry­tyku­je. No sor­ry ale nie, nie tak to powin­no wyglą­dać. Zresztą ponown­ie odniosę się tu do mojego pos­tu o Insa­tiable w którym doskonale pokazano, że nie waga i moral­ność albo właś­ci­wie zwol­nie­nie z moral­noś­ci nie są ze sobą pow­iązane. Zresztą sporo oburzenia które spadło na Insa­tiable mogło­by spoko­jnie spać na ten film. Bo w sum­ie to jest dopiero szkodli­wa pro­dukc­ja. Ale przykry­ta słod­ki­mi tropa­mi z komedii roman­ty­cznych. Inna sprawa, że jeśli chodzi o obraźli­we rzeczy, to sce­na w której Sier­ra uda­je osobę głuchą żeby nie odezwać się przy chłopaku który rozpoz­na jej głos… nie wiem kto to pisał, ale to jest dokład­nie ta sce­na w której mam wraże­nie, że ktoś zapom­ni­ał, że to naprawdę jest słabe pod­szy­wać się nie tylko pod inną osobę ale i osobę z niepełnosprawnoś­cią.

 

W świecie w którym miłość chłopa­ka jest nagrodą Sier­ra nie ponosi kon­sek­wencji swoich czynów, wręcz prze­ci­wne w sum­ie dosta­je nagrodę.

Bard­zo rzad­ko zdarza mi się tak bard­zo czuć że film pod pozorem sym­pa­ty­cznej pro­dukcji dla nas­to­latków sprzeda­je coś bard­zo niemoral­nego i nie fajnego. Jasne to nie jest jedyny film z ukry­waniem tożsamoś­ci ale ponown­ie – jak pisałam – we współczes­nym świecie gdzie jest to zro­bić łat­wo – abso­lut­nie musi to być potę­pi­one. Plus nie ukry­wam – to lenist­wo sce­nar­ius­zowe. A mogła­by z tego być ład­na opowieść o dziew­częcej przy­jaźni. I komu by to przeszkadza­ło. A tak nie ważne czy his­to­ria jest o róży czy słoneczniku. Kto tak się zachowu­je ten śmierdzi.

Ps: Czy może­my porzu­cić trop w którym  w całej szkole jest jed­na brzy­d­ka dziew­czy­na. Nosz kur­czę, nic nie jest tak fil­mowo dyskrymin­u­jące jak wiz­ja że wszys­tkie nas­to­lat­ki są ide­alne poza tą jed­ną

0 komentarz
0

Powiązane wpisy