Home Seriale Dwóch aktorów w poszukiwaniu sensu czyli o “Staged”

Dwóch aktorów w poszukiwaniu sensu czyli o “Staged”

autor Zwierz
Dwóch aktorów w poszukiwaniu sensu czyli o “Staged”

Nie będę przed wami ukry­wać – nie zachowałam się bard­zo ucz­ci­wie. Na moją obronę mogę dodać, że uczynię wszys­tko by moją nieucz­ci­wość wyrów­nać, gdy tylko będę miała okazję. Co zro­biłam? Zła­małam się i wyłuskałam wszys­tkie odcin­ki seri­alu „Staged” z Davi­dem Tan­nan­tem i Michaelem Sheen­em na YouTube i je obe­jrza­łam. Nie mam wiel­kich wyrzutów sum­ienia, bo ta kró­ci­ut­ka sześ­cioocinkowa pro­dukc­ja jest wspani­ała. I dowodzi, że da się zro­bić coś fan­tasty­cznego nawet mają bard­zo małe możli­woś­ci tech­niczne.

 

 

W „Staged” David Ten­nant i Michael Sheen gra­ją samych siebie. Dwóch uznanych bry­tyjs­kich aktorów, którzy właśnie mieli zaczy­nać pró­by do sztu­ki, ale pojaw­ił się koron­awirus. Ich reżyser (w tej roli reżyser i sce­narzys­ta całej pro­dukcji Simon Evans) pro­ponu­je by zaczęli pró­by przez inter­net a kiedy teatry się otworzą będą mogli wyko­rzys­tać swo­ją prace i wyprzedz­ić konkurencję. Pró­by mają się zacząć, ale nasi bohaterowie są rozko­jarzeni (Sheen jest przeko­nany, że pta­ki próbu­ją prze­jąć kon­trolę nad światem, Ten­nant literu­je w głowie każde słowo od tył) a do tego zachowu­ją się jak pri­madon­ny.  Niemal każdy odcinek kończy się sporem obu panów którego nazwisko ma być pier­wsze na plaka­cie (to co wymyślą pojaw­ia się w napisach początkowych odcin­ka następ­nego). Aktorów od pra­cy odcią­ga dosłown­ie wszys­tko – głównie, żony (które gra­ją prawdzi­we part­ner­ki obu aktorów – Geor­gia Ten­nant i Anna Lund­berg) oraz liczne małe dzieci. W tle zaś pojaw­ia­ją się dość niespodziewani goś­cie – których pojaw­ie­nie się zawsze przynosi niesamow­ity ubaw (zwłaszcza w ostat­nim odcinku mamy kil­ka scen pereł).

 

To co w seri­alu bawi to właśnie ta gra postacią znud­zonych aktorów, których ego jest tak kruche, że w każdej chwili może się roztrza­skać. Obaj rywal­izu­ją, są wobec siebie złośli­wi albo opryskli­wi i zachowu­ją się w taki sposób, który jest dopuszczal­ny tylko między dwójką niesły­chanie dobrze zna­ją­cych się osób. Wszyscy chodzą wokół nich na pal­cach, mimo, że na pier­wszy rzut oka widać, że obaj aktorzy mają nieco zawyżone mnie­manie o sobie. W tle ich żony z troską rozmyśla­ją czy nie postradali już zupełnie zmysłów, uczą się nowych języków, piszą książ­ki, wprowadza­ją popraw­ki do sce­nar­iuszy, poma­ga­ją zna­jomym w kryzysowych sytu­ac­jach. Inny­mi słowy zna­j­du­ją sobie pracę i cel, pod­czas kiedy ich mężowie prze­chodzą kryzysy włas­nej wartoś­ci, którym zaraża­ją niemal każdego kto próbu­je z nimi współpra­cow­ać.

 

 

Kluczem do genial­noś­ci seri­alu są dwie rzeczy. Po pier­wsze – jest on świet­nie zagrany. Wyglą­da na to, że wystar­czy zostaw­ić Ten­nan­ta i Sheena razem przed połącze­niem inter­ne­towym i dosta­je się fenom­e­nal­ny duet, który jest w stanie ponieść każdą, nawet najprost­szą his­torię. Widz czer­pie radość z samego prze­by­wa­nia w ich towarzys­t­wie. Jed­nocześnie ser­i­al jest po pros­tu dobrze napisany – dow­cip­ny, kiedy trze­ba, napisany z olbrzymim dys­tansem zarówno do wagi zawodu akto­ra, jak i reży­sera. Jed­nocześnie jed­nak, sce­narzys­ta wie, że takie opowieś­ci snute w cza­sie kwaran­tan­ny muszą mieć jak­iś ładunek emocjon­al­ny. Tu pojaw­ia się w tle w postaci sąsi­ad­ki, która być może zapadła na wirusa. I ponown­ie – był­by to wątek mało znaczą­cy, gdy­by nie fakt, że zarówno Sheen jak i Ten­nant potrafią doskonale zagrać trochę smutku, zaniepoko­je­nia, czy poważnego przy­pom­nienia o trud­nej sytu­acji, pomiędzy jed­ną a drugą zabawną sceną.

 

Twór­com udało się też dobrze wyko­rzys­tać for­mę kole­jnych połączeń inter­ne­towych – są one prze­tykane sce­na­mi roz­gry­wany­mi w domu Ten­nan­ta co daje nam nie tylko małe okien­ka, ale też bardziej klasy­czne sce­ny, są też przebit­ki na puste ulice Lon­dynu, czy też wyko­rzys­tane doku­men­talne mate­ri­ały. Wszys­tko spraw­ia, że wyko­rzys­tanie tych okienek połączenia inter­ne­towego wyda­je się tu bardziej artysty­cznym wyborem niż koniecznoś­cią (jak moż­na wyczuć w wielu „pan­demicznych” pro­dukc­jach). Inna sprawa, że twór­cy nie zapom­nieli dodać pewnych ele­men­tów znanych z połączeń kon­fer­en­cyjnych – w wielu takich pan­demicznych pro­dukc­jach zapom­i­na się dodać takie ele­men­ty jak np. trud­ność ustal­e­nia kto będzie mówił pier­wszy czy prob­lem z mówie­niem wszys­t­kich uczest­ników roz­mowy na raz. Tu te wszys­tkie ele­men­ty się pojaw­ia­ją, choć nien­achal­nie.

 

 

Kiedy zas­tanaw­iałam się, dlaczego ten ser­i­al przyniósł mi tyle radoś­ci (a przyz­nam szcz­erze – był dla mnie jed­ną z fajniejszych pro­dukcji jaką widzi­ałam w ostat­nich tygod­ni­ach) doszłam do wniosku, że poza doskon­ałą grą aktorską i świet­ny­mi dow­ci­pa­mi jego siła leżała w pros­to­cie. Otóż zami­ast tworzyć zupełnie nową opowieść, w której pojaw­ia­ją się przedzi­wne kom­p­likac­je, dosta­je­my his­torię która właś­ci­wie jest praw­ie jak z życia wzię­ta. Dwóch aktorów, którzy nie mogą prowadz­ić prób sztu­ki, bo jest pan­demia. Oczy­wiś­cie dal­sze wydarzenia są pod­krę­cone, ale mogę sobie wyobraz­ić, że taki sce­nar­iusz o nie mogą­cych się dogadać aktorach mógł­by pow­stać nawet gdy­by nie było koron­awirus. Dow­cip nie jest osad­zony w trud­nej sytu­acji w jakiej znaleźli się bohaterowie, ale w ich charak­ter­ach i relac­jach. Ich dyskus­je w pewnym stop­niu są rozważa­ni­a­mi nad tym jaki­mi są aktora­mi, co lubią w swoim zawodzie a czego woleli by uniknąć. Ostate­cz­na puen­ta zmierza raczej w kierunku odpowiedzi na pytanie – co właś­ci­wie robi w życiu aktor, a nie co robi aktor w cza­sie koron­awirusa.  Choć to kome­diowy ser­i­al to udało się tu zła­pać reflek­sję nieco głęb­szą, która wykracza daleko poza świat pan­demii. I chy­ba dlat­ego, się udało – bo to ser­i­al o aktorach, których przy­dy­bał koron­awirus. A nie o pan­demii przez pryz­mat aktorów.

 

 

Na koniec, kiedy patrzy się na pro­jekt taki jak „Staged” to nie sposób się na chwilkę zatrzy­mać i nie zad­u­mać nad tym jak jed­nak wspaniale jest mieć aktorów, którzy poza doskon­ałym CV fil­mowo, telewiz­yjnym mają też doświad­cze­nie sceniczne. Bo cały czas oglą­da­jąc ser­i­al miałam poczu­cie, że ta płyn­ność przenoszenia się z codzi­en­noś­ci do świa­ta nieco wobec niej prze­suniętego, ten brak potrze­by posi­ada­nia kostiu­mu, deko­racji, nawet więk­szej ekipy, jed­nak lep­iej wychodzi, kiedy ma się doświad­cze­nie sceniczne. A może po pros­tu jestem pod wraże­niem jak doskon­ałym ekra­nowym duetem jest David Ten­nant i Michael Sheen, albo na odwrót. Jeśli obe­jrzy­cie „Staged” będziecie wiedzieć, że kole­jność nigdy nie może być przy­pad­kowa.

 

Ps: Przysięgam, że jeśli kiedykol­wiek pro­dukc­ja pojawi się na jakimkol­wiek nośniku to ją zakupie.

0 komentarz
5

Powiązane wpisy