Home Brytyjskie Tacy mili, Tacy fajni, Tacy zdolni czyli zwierz na koniec wymienia Kanadyjczyków

Tacy mili, Tacy fajni, Tacy zdolni czyli zwierz na koniec wymienia Kanadyjczyków

autor Zwierz

 ?

Hej

 

Jak wiecie (a jeśli jesteś­cie zupełnie nowy­mi czytel­nika­mi to zaraz się dowiecie) zwierz od kilku miesię­cy co pewien czas ser­wu­je wam listę swoich ulu­bionych para­ją­cych się aktorstwem pod­danych królowej bry­tyjskiej. Byli więc Szko­ci, Wal­i­jczy­cy, Irland­czy­cy, Angl­i­cy, Aus­tral­i­jczy­cy i w końcu czas na Kanadyjczyków (oraz Kanadyj­ki). Zwierz przyj­mu­je zawsze ten sam wskaźnik, to znaczy włas­ną sym­pa­tię, łamaną na zupełnie nie obiek­ty­wnie mier­zoną pop­u­larność. Nie jest to więc w żad­nym razie lista kom­plet­na, co więcej od razu trze­ba zaz­naczyć, że do niekom­plet­noś­ci tej listy przy­czyni się fakt, że o ile zwierz pławi się w kul­turze amerykańskiej i ang­iel­skiej o tyle kanadyjską zna dość słabo i ze słyszenia. Moż­na więc od razu powiedzieć, że na liś­cie raczej będzie więcej Kanadyjczyków o kari­erze między­nar­o­dowej.  Zwierz ma nadzieję, że wszyscy czy­ta­ją­cy go wiel­bi­ciele kul­tu­ry kanadyjskiej (zwierz zakła­da, że jeśli statysty­ki nie kłamią musi się wśród was drodzy czytel­ni­cy znaleźć choć jed­na taka oso­ba), wezmą to pod uwagę i nie poczu­ją się zbyt dotknię­ci pewny­mi oczy­wisty­mi z ich punk­tu widzenia braka­mi.

 

Rzecz jas­na jak w przy­pad­ku każdej takiej listy zwierz gorą­co namaw­ia do uzu­peł­ni­a­nia jej także o własne propozy­c­je. Zwierz zwycza­jowo trzy­ma się w okoli­cach wielokrot­noś­ci licz­by dziesięć i pięć  więc jasne że nie wymieni wszys­t­kich. Poza tym — mimo, iż niek­tórzy wolą pop­kul­tur­alne pyta­nia zadawać zwier­zowi niż googlowi — nawet zwierz nie pamię­ta (a cza­sem nawet nie wie) wszys­tkiego. Tak więc pamię­ta­j­cie, że zami­ast łkać, że lista jest niekom­plet­na dopisz­cie po pros­tu własne propozy­c­je.  A i jak zwyk­le jeszcze jed­na waż­na uwa­ga — kole­jność na tej liś­cie nie ma nic wspól­nego z sza­cunkiem czy sym­pa­tią jaką zwierz darzy wymienionych aktorów.

 

 

Ryan Gosling — dar Kanady dla kobi­et na całym świecie. A właś­ci­wie dla widzów na całym świecie, bo pozy­ty­wnie o Goslin­gu wypowiada­ją się ostat­nio wszyscy. Zwierz nie tak dawno anal­i­zował fenomen jego niesły­chanej pop­u­larnoś­ci wśród widzów, demokratów i fem­i­nis­tek ale praw­da jest taka, że aktor z niego całkiem niezły. Do tego ma dobre oko do pro­jek­tów bo nie dał się uwięz­ić w jed­nym typ­ie ról, wręcz prze­ci­wnie skacze od jed­nego gatunku fil­mowego do drugiego, co przynosi mu co raz to nowe zastępy fanów. I w sum­ie dobrze, bo wyda­je się, że Hol­ly­wood znalazło jed­nego ze swoich nowych  aktorów do pozy­ty­wnych ról pier­ws­zo­planowych — pozy­c­ja, która raz na jak­iś czas się zwal­nia, i kto ją dobrze zapełni może liczyć na szczęś­cie i hon­o­ry. Pod tym wzglę­dem Gosling nada­je się ide­al­nie, i moż­na nawet przymknąć oko na fakt, że jest Kanadyjczykiem. Zwierz wieszczy kole­jną falę uwiel­bi­enia po pre­mierze Gang­ster Squad (przy­na­jm­niej w naszym kra­ju) bo nawet jeśli film nie okaże się za dobry, to Gosling gra tam bohat­era pozy­ty­wnego i jeszcze spo­ty­ka się na planie z Emmą Stone — a chemia między nim a uroczą amerykańs­ka aktorką stanow­iła jedne z naj­moc­niejszych punk­tów hitu jakim było Crazy Stu­pid Love.

 

 

 

  O fenome­nie Goslin­ga zwierz pisał już Tutaj. Na powyższym zdję­ciu Gosling pokazu­je paparazzi co o nich myśli, ale jed­nocześnie udowad­nia swo­ją wręcz prz­er­aża­jącą foto­geniczność.

 

Nathan Fil­lion — zaczni­jmy od stwierdzenia dwóch fak­tów. Po pier­wsze Nathan Fil­lion nie jest wybit­nym aktorem. Jest niezłym aktorem, może dobrym jeśli weźmiemy pod uwagę jego wyczu­cie kome­diowe. Ter­az fakt dru­gi — zwierz uwiel­bia Nathana Fil­liona. To jeden z tych aktorów, którym zwierz jest gotowy wybaczyć pewne bra­ki w warszta­cie bo po pros­tu ich uwiel­bia.  Fil­liona zwierz widzi­ał już wcześniej w różnych pro­dukc­jach (zdaniem zwierza jest on mimo swo­jej kwadra­towoś­ci bard­zo miły dla oka) ale naprawdę zobaczył go dopiero w Cas­tle gdzie aktor rzeczy­wiś­cie gra rolę życia tzn. dostał postać dopa­sowaną ide­al­nie do swoich możli­woś­ci i z sezonu na sezon gra swo­jego bohat­era — zamożnego pis­arza, czułego ojca i zupełnie nieod­powiedzial­nego pomoc­ni­ka policji, co raz lep­iej. No ale sko­ro widzi­ało się Cas­tle i chce się nawet w najm­niejszym stop­niu pre­tendować do roli znaw­cy pop­kul­tu­ry trze­ba też zobaczyć Fire­fly i Seren­i­ty. Fil­lion w obu pro­dukc­jach gra znakomi­cie swo­jego bohat­era — kap­i­tana trud­niącego się prze­mytem statku, który pon­ad wszys­tko staw­ia swo­ją załogę i prag­nie­nie wol­noś­ci. Szko­da tylko, że zan­im mogliśmy do koń­ca poz­nać ta ciekaw­ie rozwi­ja­jącą się postać było już po wszys­tkim. Swego cza­su chodz­iły plot­ki, ze Fil­lion mógł­by zagrać Zieloną Latarnię. Nieste­ty wybra­no innego Kanadyjczy­ka i tak Zielona Latar­nia to film, który chy­ba niko­mu się nie podobał. Ter­az zwierz czeka na pojaw­ie­nie się Fil­liona w Wiele Hała­su o Nic. I  to bard­zo czeka.

 

 

 Jak moż­na nie lubić kogoś, kto tak ubiera się na Hal­lowen. A poza tym Fil­lion jest znakomi­tym przykła­dem naszego człowieka, w Hol­ly­wood czyli aut­en­ty­cznego Gee­ka robiącego kari­erę ;)

 

Jim Car­rey — zwierz wspom­i­nał o aktorze nie tak dawno temu przy okazji aktorów, którzy wyma­gali prze­niesienia z jed­nej szu­flad­ki do drugiej. Car­rey to jed­nocześnie jeden z najważniejszych aktorów kome­diowych w amerykańskim kinie  ostat­nich dwudzi­es­tu lat ale też jeden z najbardziej ukry­wa­ją­cych swój tal­ent dra­maty­czny aktorów w his­torii kina. Nie ule­ga bowiem wąt­pli­woś­ci, ze gdy­by w odpowied­nim momen­cie postaw­ił wyłącznie na kari­erę dra­maty­czną (z wyłącze­niem hor­rorów —  ten hor­ror z numerem 23 w którym grał prz­er­ażał głównie miałkoś­cią sce­nar­iusza) to mógł­by grać w szachy Oscara­mi.  Zwierz akto­ra chwali bo dopiero nie dawno uświadomił sobie, że granie total­nego idio­ty też wyma­ga umiejęt­noś­ci. I choć ostat­nio kari­era aktors­ka Car­reya jak­by przystopowała, to zwierz wierzy, że jeśli uda mu się znaleźć jak­iś dobry, niekoniecznie kome­diowy sce­nar­iusz może wró­cić na szczyt. Choć na razie krę­ci Głupiego i Głup­szego 2 co niekoniecznie jest dobrym wyborem. Choć kto wie, w końcu żeby pol­u­bić smut­nego klau­na najpierw trze­ba sobie przy­pom­nieć jak dobrym jest klaunem.

 

 

 Zwierz nie wie czy wszyscy wiedzą, ale poza wys­tępowaniem w kole­jnej częś­ci Głupiego i Głup­szego Car­rey pokaże się też w drugiej częś­ci Kick Ass.

 


 

Christo­pher Plum­mer — zwierz nie będzie przed wami udawał, że nie prze­gapił 90% kari­ery Plum­mera (na uspraw­iedli­wie­nie może powiedzieć, że aktor mnóst­wo grał na kanadyjs­kich sce­nach, do których zwierz jak­by nigdy szczegól­nie nie miał dostępu, zwłaszcza przed swoim urodze­niem). Prawdę powiedzi­awszy, zwierz może sobie bez waha­nia przy­pom­nieć tylko 4 filmy w których go widzi­ał przy czym dwa z nich dzieli praw­ie pół wieku. Ale po pier­wsze — Plum­mer jest jed­nym z tych prawdzi­wie znanych kanadyjs­kich aktorów, po drugie od cza­su kiedy zwierz pier­wszy raz zobaczył Dźwię­ki Muzy­ki i zapałał szcz­erym uczu­ciem do kap­i­tana Von Trapp  darzy akto­ra sym­pa­tią i sza­cunkiem. Co  ciekawe, Plum­mer wró­cił do aktorów których zwierz rozpoz­na­je dopiero niedawno po swoich znakomi­tych rolach w Debi­u­tan­tach, Ostat­niej Stacji i Par­nas­susie. Niek­tórzy twierdzą, że zeszłoroczny Oscar dla akto­ra był próbą wyrów­na­nia błędów akademii zan­im będzie za późno. Zwierz woli się przy­chy­lać do teorii, że raczej Plum­mer w podeszłym wieku udowod­nił, że tal­ent aktors­ki w prze­ci­wieńst­wie do tego matem­aty­cznego nie słab­nie z upły­wem lat.

 

 

 

 Czy zwierz pisał wam o filmie Ostat­nia Stac­ja, poświę­conym staroś­ci Tołs­to­ja? Jeśli nie to bard­zo pole­ca zwłaszcza, że poza znakomi­tym Plum­merem gra tam Helen Mir­ren i wspom­i­nany na innej liś­cie Szkot czyli James McAvoy

 


Rachel McAdams —  to jed­na z niewielu aktorek, do których zwierz pała niczym nie uza­sad­nioną sym­pa­tią. Zdaniem zwierza jest ład­na, wyglą­da na bystrą, wybiera ciekawe pro­jek­ty, w których dobrze gra. Szer­sza pub­liczność zapewne poz­nała ją przy okazji Pamięt­ni­ka (gdzie wycis­nęła co się dało z dość schematy­cznej roli), zaś sza­lone grono fanów wszys­tkiego co Sher­lock­owe na pewno kojarzy fakt, że jest ona Irene Adler w ostat­niej fil­mowej wer­sji przygód genial­nego detek­ty­wa. Aktor­ka przez pewien czas zdawała się grać dosłown­ie we wszys­tkim — zwier­zowi strasznie podobała się jako wred­na bohater­ka we Wred­nych Dziew­czy­nach (trud­no było ją potem poz­nać w innych pro­dukc­jach) i uważa że była całkiem niezła w swo­jej niewielkiej roli w O Półno­cy w Paryżu. Zwierz nigdy nie zapom­ni też niekoniecznie najin­teligent­niejszego fil­mu roku jakim było Red Eye gdzie tak poradz­iła sobie z ter­ro­ryzu­ją­cym ją morder­cą, że zwier­zowi w pewnym momen­cie zaczęło być go żal.

 

 

 Zwierz może się kłó­cić czy Rachel McAdams jest znakomitą aktorką ale musi przyz­nać, że zawsze lubi kiedy pojaw­ia się na ekranie, nawet jeśli nie koniecznie lubi jej bohater­ki.

 

Mary Pick­ford — kiedy mówi się o tym co może osiągnąć kobi­eta w świecie fil­mu, to trze­ba powiedzieć o Mary Pick­ford.  Zwierz nie może wam zbyt wiele opowiedzieć o tal­en­cie aktor­ki — widzi­ał ją w jed­nej czy dwóch pro­dukc­jach (niemych to na pewno) których tytułów nie pamię­ta. Zresztą zwierz zawsze miał prob­lem z kinem niemym, bo to oglą­danie zupełnie innego rodza­ju sztu­ki. Ale Mary Pick­ford musi znaleźć się na każdej liś­cie, i to nie dlat­ego, ze w zło­tych lat­ach swo­jej kari­ery potrafił zara­bi­ać w tydzień tyle co porząd­nie pracu­ją­cy Amerykanin przez rok, ani nie dlat­ego, że to jej twarz była obiek­tem pier­wszego w his­torii fil­mu zbliże­nia. Mary Pick­ford w świecie w którym wytwórnie potrafiły wpisać aktorom do kon­trak­tów zakaz uśmiecha­nia się, nie dała sobie w kasze dmuchać. Razem ze swoim mężem Duglasem Fair­banksem i Charlesem Chap­linem założyła Unit­ed Artist — wyt­wornie która miała uwol­nić artys­tów od warunk­ów narzu­canych przez wielkie wytwórnie, jed­nocześnie jako jed­na z niewielu gwiazd pamię­tała o tym by zabez­pieczyć swo­je prawa do filmów  w których wys­tępowała. Inny­mi słowy jest to dokład­nie ten typ aktor­ki, który mógł­by stanow­ić wzór dla każdej dziew­czyny, która chce zaist­nieć w świecie fil­mu. Bo grać to jed­no — kierować tym jak co i na jakich warunk­ach się gra, to już wyższa szkoła jazdy.

 

 

 

 Na zdję­ciu założy­ciele Unit­ed Artist co najm­niej jed­ną osobę poza Pick­ford powin­niś­cie kojarzyć :)

 

Don­ald Suther­land — dla niek­tórych sym­bol kanadyjskiego akto­ra w amerykańskiej kine­matografii.  Grał w niesły­chanej iloś­ci filmów ale jego kari­era zaczęła się rozkrę­cać dopiero wtedy kiedy wyglą­dem i postawą dorósł do gra­nia apodyk­ty­cznych bądź dobrotli­wych seniorów rodu. Zagrał w więk­szej iloś­ci seri­ali, które dobrze się zapowiadały ale zeszły z ekranu niż jakikol­wiek inny znany aktor, o którym zwierz mógł­by pomyśleć (pamięta­cie taki fajny ser­i­al Dirty Sexy Mon­ey albo ten o tym jak kobi­eta zosta­je prezy­den­tem USA), jed­nocześnie w żaden sposób nie podzi­ałało to w sposób negaty­wny na kari­erę akto­ra, który zde­cy­dowanie cier­pi na fil­mową nad­gor­li­wość bo pojaw­ił się w pon­ad stu pro­dukc­jach, co nie zdarza się częs­to. Zwierz podob­nie jak mil­iony miał go okazję widzieć ostat­nio w Igrzyskach Śmier­ci gdzie grał prezy­den­ta. I tam chy­ba zobaczymy go ponown­ie- zwłaszcza, ze wyda­je się iż ta rola zosta­je w porów­na­niu z książką trochę rozbu­dowana. Zwierz nie umieś­cił na liś­cie jego syna czyli Kiefera Suther­lan­da. Przede wszys­tkim dlat­ego, że aktor urodz­ił się w Lon­dynie prze­to nie jest Kanadyjczykiem wedle ścisłych zwier­zowych reg­u­lacji.

 

 

 

 Zwierz nie dzi­wi się sce­narzys­tom, którzy trochę rozbu­dowali rolę prezy­den­ta w Igrzyskach Śmier­ci. Jak się ma na planie znakomitego akto­ra charak­terysty­cznego to zawsze daje mu się coś zagrać.

 

Keanu Reeves — zwierz od zawsze miał prob­lem z Keanu. Jest w stanie przyz­nać, że aktor istot­nie wyglą­da jak­by się nie starzał i nawet zwierz potrafi niekiedy zrozu­mieć tę część damskiej wid­owni, która widzi w jego ory­gi­nal­nej urodzie to coś co każe do niego wzdy­chać. Prob­lem z Keanu pole­ga jed­nak na tym, że emocjon­al­na skala jego ról jest ogranic­zona do jed­nego wyrazu twarzy. Cza­sem doskonale się to sprawdza jak w przy­pad­ku Matrixowego Neo w innych przy­pad­kach. cóż niekoniecznie. Przy czym przy­padek Keanu jest dobrą nauczką że nawet spo­ra pop­u­larność nie przekła­da się pros­to na wys­tępy w co raz to lep­szych pro­jek­tach — prawdę powiedzi­awszy po Matrx­ie nie trafiło mu się już nic naprawdę dobrego (no może poza Scan­ner Dark­ly ale kto to oglą­dał), ter­az ma wys­tąpić w filmie 47 Ronin która to pro­dukc­ja ponoć zapowia­da się ciekaw­ie. Zwierz, które­mu zawsze trochę żal Keanu dla którego sukcesy w życiu zawodowym zupełnie nie zgrały się ze szczęś­ciem w życiu pry­wat­nym, pewnie na film pójdzie cały czas zas­tanaw­ia­jąc się czy Keanu umie zmienić wyraz twarzy.

 

 

 

 Są tacy, którzy twierdzą, że Keanu jest Nieśmiertel­ny. Zdaniem zwierza nien­aduży­wanie mięśni twarzy istot­nie wpłynęło na fakt, że aktor starze­je się jak­by trochę wol­niej niż inni.

 

San­dra Oh - jeśli ist­nieje jakikol­wiek powód dla którego zwierz oglą­da 9 sezon Grey’s Anato­my to grana przez Sandę Oh postać Cristiny — niesły­chanie ambit­nej lekar­ki, której na drodze do szczęś­cia sto­ją takie drob­ne przeszkody, jak mężczyźni zostaw­ia­ją­cy ją przed ołtarzem, ter­ro­ryś­ci strze­la­ją­cy do wszys­tkiego co się rusza, spada­jące samolo­ty czy niewierni mężowie.  San­dra Oh gra Cristinę kon­cer­towo — wyglą­da jak­by jako jedy­na nie odpuś­ciła sobie pró­by gra­nia (resz­ta obsady zda­je się lecieć na automaty­cznym pilocie) — jej postać jest śmiesz­na, zde­cy­dowana, niekiedy nawet kon­trow­er­syj­na. Aktor­ka wywiązu­je się ze swo­jego zada­nia na tyle dobrze, że wyda­je się iż sce­narzyś­ci dość nat­u­ral­nie wysuwa­ją jej postać co raz bardziej na pier­wszy plan — co nie dzi­wi bo jest dla widza zde­cy­dowanie ciekawsza niż nud­nawa Mered­ith — teo­re­ty­cznie głów­na postać seri­alu. Zwierz dostrzegł aktorkę już wcześniej w niewiel­kich rolach w całkiem sporej licz­bie pro­dukcji, i ma nadzieję, że po zakończe­niu seri­alu zna­jdzie się dla niej coś ciekawego do zagra­nia.

 

 

 Zwierz uwiel­bia postać Cristiny i uwiel­bia zaan­gażowanie z jakim gra ją San­dra Oh. To chy­ba jedy­na jeszcze ciekawa postać w Grey’s Anato­my, a do tego aktor­ka ład­nieje pod­czas gdy znacz­na część obsady jak­by zbrzy­dła.


 

William Shat­ner — dar kanady dla świa­ta.  Jedyny niepow­tarzal­ny odtwór­ca roli Kap­i­tana Kir­ka. Choć­by nie wiado­mo jak bard­zo starał się Christo­pher Pine (nowy Kirk) nigdy nie  dorów­na Shat­nerowi.  Dlaczego? Specy­ficz­na mieszan­ka pewnoś­ci siebie i zbyt dobrej gry aktorskiej spraw­iła, że postać Kap­i­tana Kir­ka wyszła na ekranie bez porów­na­nia lep­iej niż gdy­by zagrał go naprawdę utal­en­towany aktor. Co praw­da Shat­ner, który potem śpiewał i gry­wał nie za wielkie role w nie za dobrych fil­mach stał się potem trochę pośmiewiskiem (z resztą chy­ba nauczył się do włas­nej oso­by pod­chodz­ić ze sporym dys­tansem)  to jed­nak wystar­czy pięć min­ut z TOS by uświadomić sobie, że był niezbęd­nym skład­nikiem genial­nego kok­ta­jlu.

 

 

 

 Kap­i­tan Kirk miał co praw­da tylko dwa wyrazy twarzy i nie był znakomi­cie zagraną postacią. Ale komu to przeszkadza­ło.

 

Cobie Smul­ders — zwierz umieszcza aktorkę na liś­cie głównie ze wzglę­du na to, że niko­mu we współczes­nej amerykańskiej telewiz­ji nie wypom­i­na się tak bycia Kanadyjczykiem jak aktorce gra­jącej Robin w How I Met Your Moth­er. Zresztą trze­ba aktorce przyz­nać, że dobrze radzi sobie z rolą, która ponown­ie sta­je się powoli chy­ba ważniejsza niż to sce­narzyś­ci początkowo palowali. O jej dal­szą kari­erę zwierz się nie boi bo pojaw­iła się na chwilkę w Avenger­sach a jak wiado­mo, nawet jeśli ktoś pojawi się tam w niewielkiej roli to o nic się martwić nie musi bo już Mar­vel się nim zaopieku­je.

 

 

 


 We współczes­nym świecie fil­mu ist­nieje jed­na pros­ta zasa­da. Chcesz mieć za co płacić rachun­ki do koń­ca życia? Zagraj w filmie Mar­vela.

 

A ter­az lista kilku osób które na liś­cie powin­ny być ale ich nie ma bo zwierz coś do nich ma. Tak więc nie ma Michela Cera czyli Scot­ta Pili­gri­ma bo chłopak gra non stop tą samą rolę, która zaczy­na zwierza den­er­wować, Nie ma Mike Myer­sa bo ten komik jest ambasadorem dokład­nie tego poczu­cia humoru, które na zwierza nie dzi­ała, nie ma Ryana Reynold­sa bo zwierz aut­en­ty­cznie nie rozu­mie jego kari­ery, aktor śred­nio gra a co więcej na pewno nie jest tak przys­to­jny jak próbu­ją zwier­zowi wmówić,  nie ma Hay­de­na Chris­tianse­na bo zwierz jeszcze nie jest gotowy wybaczyć mu to co zro­bił w Gwiezd­nych Woj­nach. Nie ma Anny Paquin bo jak by zwierz się nie starał nie jest w stanie zrozu­mieć dlaczego grana przez nią w Czys­tej Krwi Sook­ie ma tylko jeden wyraz twarzy. No i to chy­ba wszyscy których nie ma a być powin­ni.

 

 Zwierz jeszcze nie wybaczył tego jak źle zagrany był Anakin

 

     Jest za to bonus —  czytel­nicz­ki oglą­da­jące ser­i­al Mur­doch (o pol­i­cyjnym detek­ty­wie pod koniec XIX wieku) zażą­dały by uwzględ­nić na liś­cie  gra­jącego w nim główną rolę Yan­nic­ka Bis­sona, zwierz nieste­ty seri­alu jeszcze nie oglą­da (tzn. widzi­ał chy­ba tylko jeden odcinek) więc nie może niczego więcej powiedzieć, ale wspom­i­na o nim co by zro­bić czytel­niczkom przy­jem­ność.

 

 

 Zwierz może nie oglą­da seri­alu Mur­doch ale zrozu­mi­ał, że jeśli o nim nie wspom­ni zna­jdzie się na czy­je­jś czarnej liś­cie.

 

 

Ps: Zwierz dawno nie pałał tak gorą­cym uczu­ciem do bohaterów jakiegoś seri­alu jak zała­pał do bohaterów seri­alu Rip­per Street o którym już wam pisał. To jeden z tych cud­ownych przy­pad­ków kiedy ser­i­al robi się naprawdę co raz lep­szy z odcin­ka na odcinek.

 

Ps2: Czy zwier­zowi zostali jeszcze jacyś pod­dani królowej? Poza tymi mieszka­ją­cy­mi na małych wys­pach bez włas­nej kine­matografii? Chy­ba nie. szko­da bo dobrze się baw­ił.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy