Home Film Do trzech razy sztuka czyli o Spider-man: Homecoming (bez spoilerów)

Do trzech razy sztuka czyli o Spider-man: Homecoming (bez spoilerów)

autor Zwierz
Do trzech razy sztuka czyli o Spider-man: Homecoming (bez spoilerów)

Zwierz przyz­na wam szcz­erze, że od pewnego cza­su filmy super bohater­skie, pozostaw­iały go z pewnym uczu­ciem niedosy­tu. Choć zdarza­ły się pro­dukc­je całkiem udane jak np. Dok­tor Strange to coraz częś­ciej zwierz wychodz­ił z kina zas­tanaw­ia­jąc się, czy kiedykol­wiek poczu­je jeszcze na Sali kinowej taką miłą lekkość jaka towarzyszyła pier­wszym sean­som Iron Mana czy Avengers. Okaza­ło się, że odpowiedź przyszła z najm­niej spodziewanej strony. Bo kto by się spodziewał, że przyniesie ją Spi­der-man.

Trze­ba zaz­naczyć na początku, że Spi­der-man to być może najm­niej lubiany przez zwierza bohater komik­sowy. Trud­no powiedzieć dlaczego, bo prze­cież to postać pisana, przy­na­jm­niej od pewnego cza­su dość dow­cip­nie ale jakoś zwierz nigdy nie miał ochoty za dużo myśleć i czy­tać o Peterze Park­erze. Co do ostat­nich ekraniza­cji to zwierz musi wam szcz­erze przyz­nać, że Spi­der-man Sama Ramiego jest jed­nym z tych filmów, które wywołu­ją w nim iry­tację nawet dziś (a prze­cież minęło tyle cza­su) – zwłaszcza trze­cia część która jest po pros­tu zbiorem chao­ty­cznych scen. Co do Amaz­ing Spi­der-man to zwierz jest wielkim fanem castin­gu Anderw Garfiel­da w tej roli ale jed­nocześnie – kur­czę, nawet przy niezłej pier­wszej częś­ci nie sposób obronić drugiej odsłony przygód Człowieka Pają­ka. Jej jakie to było złe, chao­ty­czne i całkowicie pozbaw­ione dobrych pomysłów. Do tego, prze­ci­wni­cy Spi­der-mana byli karykat­u­ral­ni i mało intere­su­ją­cy. Stąd też pode­jś­cie trze­cie do bohat­era i jego przygód jakoś nie budz­iło w zwierzu entuz­jaz­mu, bo trud­no się pozy­ty­wnie nastaw­iać do trze­ciej pró­by nakręce­nia tej his­torii dobrze.

 

Dopiero za trzec­im razem udało się stworzyć nie tylko fajnego Spi­der-mana ale też Petera Park­era którego moż­na pol­u­bić.

Jakie było zdzi­wie­nie zwierza kiedy okaza­ło się, że tym razem się udało. Nowy film o Spi­der-manie nie tylko jest najlep­szą propozy­cją fil­mową o człowieku pająku ale też – jed­nym z lep­szych filmów z MCU jaki nam ostat­nio zapro­ponowano.  Zwierz nie spodziewał się, ze uży­je tego słowa w sto­sunku do kole­jnej pro­dukcji Mar­vela o super bohat­er­ach ale ten film jest… świeży. Lek­ki. Inny. Widzi­cie więk­szość pro­dukcji o super bohat­er­ach, zwłaszcza tych które dopiero zaczy­na­ją cykl przygód danej postaci w MCU (czy w jakimkol­wiek innym fil­mowym uni­w­er­sum), wyglą­da mniej więcej tak samo. Poz­na­je­my bohat­era, bohater dosta­je super mocy, uczy się ich zalet, uczy się ich wad, przeży­wa kryzys, zosta­je pod­nie­siony na duchu, odkry­wa przestępcę, pokonu­je przestępcę (albo innego prze­ci­wni­ka), ratu­je świat, cału­je dziew­czynę (albo robi coś w tym sty­lu), koniec fil­mu. Schemat cza­sem się nieco zmienia ale w sum­ie człowiek ma wraże­nie, że w kółko oglą­da te same sek­wenc­je. Nawet jeśli bohaterowie są fajni (jak Strange) to przy drugim oglą­da­niu zaczy­na się robić nud­no i moż­na tylko grać w specy­ficzne bin­go dla super bohaterów.

 

Spi­der-man nie ratu­je świa­ta tylko dba o porządek w Queens, dzię­ki temu bliżej mu do bohaterów seri­alowego MCu które jest bard­zo lokalne

Co jest innego w Spi­der-manie? Przede wszys­tkim bohater ma już swo­je moce kiedy go poz­na­je­my. Nie musi kom­bi­nować co się stało, ani przeży­wać dra­matu, że jest inny. Nie ma też prob­le­mu ze znalezie­niem dla siebie mis­ji. Wie, że powinien wal­czyć z przestęp­ca­mi i czeka aż Tony Stark wyz­naczy mu jakąś więk­szą mis­ję i pozowali mu dołączyć do Avengers. Jak na razie głównie zostaw­ia wiado­moś­ci na automaty­cznej sekretarce ochro­niarza Star­ka. Przy czym film ład­nie pokazu­je, że zwal­czanie przestępc­zoś­ci – nawet jeśli tylko w jed­nej dziel­ni­cy Nowego Jorku niekoniecznie jest takie proste jak może się wydawać. I to nie z powodu jakichś moral­nych oporów, tylko że po uli­cach bie­ga­ją raczej złodzieje row­erów niż wielkie gan­gi. No a poza tym nasz bohater jest nas­to­latkiem i walkę z przestęp­ca­mi musi real­i­zować po lekc­jach – zresztą i tak dla bycia Spi­der-manem zrezyg­nować z wielu zajęć poza lek­cyjnych i przy­na­jm­niej zwierz nie mógł przes­tać myśleć o tym jak to zaważy na jego przyję­ciu na stu­dia. Całość oczy­wiś­cie trzy­ma w tajem­ni­cy przed rodz­iną i zna­jomy­mi choć trze­ba przyz­nać, że nie jest w tym tak dobry jak wielu jego poprzed­ników.

 

Choć wydawało się to nie możli­we, tym razem obyło się bez pato­su.

Sko­ro zostanie członkiem Avengers nie jest takie oczy­wiste Peter próbu­je jakoś pogodz­ić swo­je pry­watne śledzt­wo odnośnie ludzi niele­gal­nie sprzeda­ją­cych broń która korzys­ta z tech­nologii obcych z nor­mal­nym życiem nas­to­lat­ka, który chce baw­ić się Lego z najlep­szym przy­ja­cielem, zabrać ład­ną dziew­czynę na bal absol­wen­tów i może nie pod­paść za bard­zo opiekuńczej ciotce. Oznacza to ni mniej ni więcej, że w tym filmie nie zna­jdziemy wątku ratowa­nia świa­ta – wręcz prze­ci­wnie, Spi­der-man jest tu bliższy seri­alowym bohaterom Mar­vela, którzy próbu­ją otoczyć super opieką najbliższą okolicę. Zwierz miał w ogóle wraże­nie, że tak napisany Spi­der-man stanowi dobry pomost pomiędzy bard­zo lokalny­mi bohat­era­mi seri­alowego uni­w­er­sum Mar­vela a ratu­ją­cy­mi świat i wszechświat Avenger­sa­mi. Jed­nocześnie ta decyz­ja by his­to­ria roz­gry­wała się nieco bardziej lokalnie prowadzi nas do przy­jem­nego fil­mu gdzie przez więk­szość cza­su oglą­damy młodego bohat­era na tropie. Tak moi drodzy, ta super bohater­s­ka pro­dukc­ja ma w sobie więcej z młodzieżowej pro­dukcji , gdzie chodzi o lokalną przestępc­zość (coś jak Veron­i­ca Mars) niż z udarem­ni­a­nia kole­jnej kos­micznej katas­tro­fy. To miła odmi­ana. Zwłaszcza że ład­nie pokazano, iż prowadze­nie śledzt­wa i przyła­panie kogoś na gorą­cym uczynku wcale nie jest takie proste. I łatwej zła­pać kogoś kto rozwala całe mias­to, niż przestępcę który stara się dzi­ałać cichaczem.

 

Spi­der-man zwyk­le miał spore prob­le­my z dobrze napisanym czarny­mi charak­tera­mi. A tu udało się stworzyć jed­nego z najlep­szych prze­ci­wników w całym MCU

Udało się też w końcu fajnie wyważyć super bohater­skie przy­gody Spi­der-mana z jego szkol­nym życiem. A Peter Park­er ma to szkolne życie takie trochę banalne, jest na uboczu ale bez prze­sady – nikt nim aż tak strasznie nie pog­a­rdza, a ślicz­na dziew­czy­na w której się pod­kochu­je wcale go nie ignoru­je. Jed­nocześnie wprowadze­nie najlep­szego przy­ja­ciela, który o wszys­tkim wie spraw­ia, że odpadł nam ten straszny, przepo­jony cier­pi­e­niem wątek skry­wa­nia wielkiej tajem­ni­cy. Do tego udało się rzeczy­wiś­cie pokazać bohat­era jako dzieci­a­ka który wolał­by pewnie iść na imprezę do zna­jomych czy popluskać się na base­nie w cza­sie szkol­nej wyciecz­ki, niż wal­czyć z przestępc­zoś­cią. Ale jed­nocześnie – udało się to pokazać bez dramy, rozważań nad poczu­ciem obow­iązku itp. Peter Park­er to miły chłopak, a jego życie bywa nieco trud­niejsze od rówieśników ale nie jest przepo­jone ety­czny­mi wyb­o­ra­mi czy cier­pi­e­niem. Co jest dobrą decyzją bo ileż moż­na oglą­dać ten sam wątek. Do tego szkoła Park­era jest faj­na – peł­na zróżni­cow­anej młodzieży, które to posta­cie – nawet niezbyt przy­jem­ny zna­jomy z drużyny naukowej – są napisane z wyraźną sym­pa­tią do młodych ludzi. Udało się stworzyć film który nie pokazu­je młodzieży jako bandy niemiłych i samol­ub­nych idiotów.

 

Film strasznie fajnie roz­gry­wa wątek MJ — bohater­ki której zwierz zwyk­le nie lubi a tu czekał na każdą jej kwest­ię

Wielu widzów którzy widzieli tylko trail­er bali się, że w filmie będzie za dużo Star­ka i będzie to film bardziej o nim niż o Spi­der-manie. Tym­cza­sem wątek obec­noś­ci Star­ka w życiu Petera bard­zo dobrze roze­gra­no. Pojaw­ia się co pewien czas i próbu­je być dla młodego człowieka men­torem czy nawet takim trochę ojcem, co niekoniecznie wychodzi wszys­tkim na dobre. Zresztą ten film bard­zo dobrze pokazu­je nam jak bard­zo Tony Stark się nie zmienił – wciąż dba­jąc o to by w świecie super bohaterów spra­wować kon­trolę nad wszys­tkim. To on posi­a­da kostium Spi­der-mana ale też fir­mę zaj­mu­jącą się sprzą­taniem po wszel­kich super bohater­s­kich zniszczeni­ach. Nie trud­no dostrzec, że choć Stark nie hand­lu­je już bronią, to nie zapom­ni­ał jak się robi majątek na kon­flik­tach.

 

Choć Stark pojaw­ia się tylko w roli dru­go­planowej to dość dobrze widać, że jego bohater wcale się tak bard­zo nie zmienił od cza­su kiedy sprzedawał broń wszys­tkim stronom kon­flik­tu.

Trze­ba zresztą stwierdz­ić, że ten leci­ut­ki i bard­zo dow­cip­ny film (naresz­cie – od dłuższego cza­su zwierz się tak bard­zo i częs­to nie śmi­ał na filmie Mar­vela) ma jeszcze jed­ną zaletę. Bard­zo dobrze pod­nosi kwest­ię z którą próbował się zmierzyć nie jeden film – ostat­nio chy­ba najbardziej Bat­man. Jak obec­ność super bohaterów wpły­wa na ludzi i czy przy­pad­kiem nie jest tak, że sama obec­ność wal­czą­cych ze złem tworzy nowych złoczyńców. Właś­ci­wie cały główny wątek- sprzedaw­cy broni korzys­ta­jącej z tego co pozostaw­ili na zie­mi kos­mi­ci w cza­sie pier­wszych Avengers – jest takim typowym wątkiem społecznym. Super bohaterowie coś zro­bili, coś zniszczyli, ale kto na tym zaro­bi, kto zys­ka, jak ułożyć sobie życie w tym zupełnie innym świecie. Jest w tym całkiem sporo inteligent­nych pytań i komen­tarza społecznego odnośnie tego, czego nie widać z wysok­iej wieży Tony’ego Star­ka. Zwier­zowi bard­zo się ten wątek podobał, zwłaszcza, że mamy już tyle filmów o super bohat­er­ach że czas spo­jrzeć na to jak wpły­wa­ją na „zwykłych ludzi”. Zresztą bard­zo fajnie w filmie wprowad­zone są ele­men­ty które przy­pom­i­na­ją że super bohaterowie pojaw­ia­ją się w codzi­en­nym życiu mieszkańców tego świa­ta – o wydarzeni­ach z Civ­il War Peter Park­er uczy się na wiedzy o społeczeńst­wie, a video z Kap­i­tanem Ameryką nauczy­ciel pokazu­je na lekcji wf. Zwier­zowi bard­zo podobało się, że naresz­cie zobaczył trochę zwykłego, nor­mal­nego świa­ta, który cza­sem w tych wszys­t­kich fil­mach ginie.

 

Szkolne życie Park­era i jego przy­jaźń z Nedem nie znika­ją z fil­mu kiedy zaczy­na się coś dzi­ać. I dobrze bo codzi­en­ność w świecie super bohaterów potrafi być ciekawsza niż wal­ka z kole­jnym złoczyńcą.

 

Trze­ba też powiedzieć, że bard­zo się udał ten film obsad­owo. Tom Hol­land nie tylko wyglą­da odpowied­nio młodzieńc­zo (co praw­da nie na 15 lat ale ma w sobie dużo więcej młodzieńczej kan­ci­as­toś­ci niż jakikol­wiek wcześniejszy Peter Park­er) ale też umie grać. Robi bard­zo sym­pa­ty­czne wraże­nie jak zdol­ny (na całe szczęś­cie nie zapom­ni­ano, że to powinien być młodociany geniusz) ale też po pros­tu sym­pa­ty­czny dzieci­ak który ucieszy się na myśl o składa­niu Gwiazdy Śmier­ci z klock­ów Lego. Co nie zmienia fak­tu, że jest w filmie sce­na w której widz­imy, że ten cały Spi­der-man nawet z świet­nym kostiu­mie, to jeszcze dziecko. Jest taka sce­na w której nasz bohater jest aut­en­ty­cznie prz­er­ażony a widz sprowad­zony na ziemię – nie oglą­da pewnego siebie dorosłego, ale dzieci­a­ka które­mu jeszcze nie przyszło do głowy, że może się mu stać coś naprawdę złego. Doskon­ały jest Michael Keaton – jako jeden z najlepiej napisanych złoczyńców w MCU. Obsadze­nie tego (naresz­cie przeży­wa­jącego rene­sans kari­ery) akto­ra w roli prze­ci­wni­ka Spi­der-mana ma o tyle sens, że jak Keaton coś gra to mu wierzymy, ufamy i nawet rozu­miemy. To zupełnie zmienia dynamikę pomiędzy bohaterem a jego prze­ci­wnikiem. Dużo kon­trow­er­sji wzbudz­ił fakt, że MJ zagrała Zen­daya, ale to jest tak fenom­e­nal­nie pomyślana rola, że stanowi chy­ba najlep­sze wyjś­cie z sytu­acji „ Peter Park­er musi koniecznie być bez­nadziejnie zakochany”. Ogól­nie jeśli chodzi o wąt­ki roman­ty­czne to film bard­zo ład­nie się sprawu­je.  Głównie dlat­ego, że praw­ie ich nie ma. Warto jeszcze zaz­naczyć, że młod­sza ciot­ka May grana przez Marisę Tomei, to bard­zo dobry pomysł. Także dlat­ego, że film potrafi się z tej zmi­any wieku śmi­ać ale przede wszys­tkim, dlat­ego, że to jest „jakaś” postać z którą bohater jest naprawdę związany, a nie jakaś starsza pani w tle, która głównie prawi morały.

Tom Hol­land może nie wyglą­da na lat 15 ale naresz­cie człowiek nie zas­tanaw­ia się dlaczego 30 latek gra nas­to­lat­ka

 

Spi­der-man: Home­com­ing jest filmem który przy­wraca wiarę zwierza w MCU. A właś­ci­wie w to, że da się jeszcze opowiedzieć w ramach tego uni­w­er­sum lekką, zabawną his­torię, która w pełni wyko­rzys­ta fakt, że mamy już kilka­naś­cie filmów składa­ją­cy się na świat fil­mowych super bohaterów. A jed­nocześnie ten film, w prze­ci­wieńst­wie do bard­zo wielu pro­dukcji, nie spraw­ia wraże­nia jak­by był wielkim trail­erem kole­jnych przygód bohat­era. Wręcz prze­ci­wnie – gdy­by nie nakrę­cono już żad­nego innego fil­mu o samodziel­nym Spi­der-manie ten nadal by się bronił jako dobrze opowiedziana, zamknię­ta w sobie his­to­ria. To bard­zo przy­jem­na odmi­ana i także zaskaku­ją­cy powiew świeżoś­ci. Zwłaszcza tego lata kiedy od wiel­kich wytwórni dostawal­iśmy głównie filmy, które przy­pom­i­nały wszys­tkie pozostałe filmy, które już widzieliśmy. I kto by pomyślał, że aku­rat taki – zupełnie przez zwierza nie wyczeki­wany- Spi­der-man okaże się pro­dukcją z której wychodzi zwierz z uśmiechem i właś­ci­wie bez zas­trzeżeń. Do kina! Będziecie się dobrze baw­ić.

Ps: Gdy­by ktoś w Mar­velu był naprawdę niesamowicie odważny to całe Infin­i­ty War było­by nakrę­cone dokład­nie tak jak całe wspom­nie­nie wydarzeń z Berli­na w Spi­der-manie.

16 komentarzy
0

Powiązane wpisy