Home Ogólnie Blog poniekąd polityczny czyli jak wszystko rozumieć i na nic się nie zgadzać

Blog poniekąd polityczny czyli jak wszystko rozumieć i na nic się nie zgadzać

autor Zwierz

O poli­tyce na blogu piszę rzad­ko, bo mam poczu­cie, że to nie miejsce na tego typu rozważa­nia. Jed­nocześnie – jako his­to­ryk, socjolog, pra­cown­ik cza­sopis­ma poli­ty­czno-społecznego, oso­ba zaan­gażowana i zain­tere­sowana światem – nie mam dnia bez poli­ty­ki. I dziś, kiedy his­to­ria prze­b­ie­ga truchtem pod moim oknem, zmieni­a­jąc być może na wiele lat pod­stawy ustro­ju mojego kra­ju, myślę, że was w mój świat zabiorę. Mój bard­zo skom­p­likowany świat człowieka, który coś chce przez czas, nawet zły, przenieść.

 

Sprawa sądown­ict­wa roz­pala­ją­ca w ostat­nich dni­ach umysły i ser­ca jest dobrym miernikiem tego, co właś­ci­wie się wokół nas dzieje. Zamach na trójpodzi­ał władzy, który obser­wu­je­my, dla jed­nych jest zamachem na pod­stawy ustro­ju i końcem zarówno państ­wa prawa, jak i demokracji; dla innych – spodziewaną i wyczeki­waną zmi­aną. Jed­nocześnie obie strony chcąc nie chcąc muszą się nien­aw­idz­ić – jed­ni niszczą sys­tem, drudzy bronią przeg­niłych struk­tur? Czy obie strony mają równe rac­je? Nie. Pod­ważanie trójpodzi­ału władzy nie jest dobre dla niko­go. Dlaczego? Otóż nawet popier­a­jąc takie zmi­any, należy przeprowadz­ić prostą oper­ację myślową. Wyobraźmy sobie, że u władzy są ludzie, z który­mi się nie zgadza­my; ludzie robią­cy rzeczy, na które nie ma naszej zgody – nieza­leżnie od tego, jaka to par­tia czy świato­pogląd. Czy na pewno chce­my, by zniknęły nieza­leżne sądy? Bez nich jesteśmy bezbron­ni. Czy chce­my, żeby sędziowie byli jakkol­wiek uza­leżnieni od poli­tyków? By bali się trafić do więzienia, jeśli wydadzą wyrok, który się nie spodo­ba rządzą­cym? Wszys­tkie przy­wile­je sędz­iów, które budzą wśród wielu tyle kon­trow­er­sji, służą temu, by sędziowie byli nieza­leżni. Bo to nasza jedy­na ochrona przed tym, by wybrana – nawet demokraty­cznie – władza musi­ała się kogoś posłuchać. To jak w tej znanej his­torii o mły­narzu, który przy­pom­i­nał cesar­zowi, że są jeszcze sądy w Berlin­ie. Bez sądów w Berlin­ie wszyscy prze­gramy z cesarzem.

 

Ale jed­nocześnie – wiem, że ludzie którzy uważa­ją zmi­any, jakie zachodzą, za dobre, widzą sprawę inaczej. Być może nie raz i nie dwa spotkali się z wyrok­iem, który uznali za niespraw­iedli­wy. Może sędzia, na którego się natknęli, był niemiły, niekom­pe­tent­ny, może po pros­tu aro­ganc­ki. Może czy­tali o wszys­t­kich przy­pad­kach, kiedy sędzia okazał się nieucz­ci­wy, a na takie his­to­rie moż­na się było ostat­nio częs­to natknąć w prasie (nieprzy­pad­kowo). Nie mogę wyk­luczyć, że część osób jest świę­cie przeko­nana, że sądy są już całkowicie upoli­ty­cznione i nowe ustawy nic nie zmieni­a­ją, tylko sankcjonu­ją stan fak­ty­czny. Jestem abso­lut­nie pew­na, że sporo osób nie jest w stanie odróżnić spraw­iedli­woś­ci w poj­mowa­niu oso­by pry­wat­nej – która uważa, że sąd powinien zrozu­mieć jej postawę – od spraw­iedli­woś­ci rozu­mi­anej z punk­tu widzenia prawa – która niekoniecznie pokry­wa się z tą spraw­iedli­woś­cią „zdroworozsąd­kową”. To jak z przepisa­mi o przedawnie­niu. Są konieczne, by sys­tem dzi­ałał, ale cza­sem aż trud­no prze­jść do porząd­ku dzi­en­nego, kiedy słyszymy, co się przedawniło. Ale nie czyni to zasady złą.  Zda­ję sobie sprawę, że niechęć do sądów w Polsce naras­tała lata­mi, była wyko­rzysty­wana poli­ty­cznie i stanowi jed­no z głównych spoiw wśród bard­zo różnych wybor­ców par­tii rządzącej. A jed­nocześnie – przy całej tej świado­moś­ci prz­er­aża mnie, jak łat­wo i szy­bko moż­na nam wszys­tkim spod stóp wysunąć to jed­no z ostat­nich zabez­pieczeń przed władzą auto­ry­tarną, jakim są nieza­leżne sądy.

Obję­cie umysłem tego, co stało się z poli­tyką w Polsce, jest trudne. Trze­ba zacząć od tego, że dziś nie mamy wybor­ców dwóch par­tii, ale ludzi żyją­cych w rzeczy­wis­toś­ci­ach równoległych. Jeśli dla jed­nych ważne oso­bis­toś­ci w państ­wie zginęły w wypad­ku lot­niczym, a dla drugich ktoś je z pre­m­e­dy­tacją zamor­dował, a państ­wo nie zareagowało, to nie ma tu wielkiego pola do negoc­jacji. Bo to nie dwa poglądy, tylko dwa światy. Nie znaczy, że oba są równie prawdzi­we, ale mamy w kra­ju ludzi, którzy żyją w zupełnie innej rzeczy­wis­toś­ci, innym świecie, w innej Polsce. Tak po pros­tu. Czy moż­na ich przekon­ać, że się mylą? Trud­no powiedzieć, sko­ro argu­men­ty nie dzi­ała­ją. Aro­ganc­ka postawa częś­ci środowisk też nie poma­ga. Czy ich rzeczy­wis­tość jest przez to dla nich samych mniej prawdzi­wa? Ależ skąd. To jest coś, co się trochę w głowie nie mieś­ci, ale dużo tłu­maczy. Pod­czas kiedy ja żyłam w ostat­nich lat­ach w kra­ju demokraty­cznym, w którym rządz­iła par­tia poli­ty­cz­na, z której niek­tóry­mi poglą­da­mi się zgadza­łam, inni żyli w kra­ju, w którym eli­ty umówiły się z obcym kra­jem, by wykończyć opozy­cję. Dwa światy obok siebie. Punk­tów sty­cznych niewiele.

Ale nie chodzi nawet o sprawę tak wielką, jak katas­tro­fa smoleńs­ka. Ludzie także w innych sfer­ach życia żyli w dwóch świat­ach. Cóż z tego, że wskaźni­ki gospo­dar­cze pokazu­ją, że rzą­dom Plat­formy towarzyszył wzrost gospo­dar­czy. Wskaźni­ki jed­no, ludz­ka per­cepc­ja drugie. Pod­czas kiedy ja żyłam w kra­ju, gdzie rosły płace i spadało bezrobo­cie, a ja sama raczej nie cier­pi­ałam bard­zo z powodu łama­nia praw pra­cown­iczych, obok mnie żyli ludzie, którzy zostali sami z kredy­ta­mi we frankach, których praw nikt nie przestrze­gał, a co więcej – niby zara­bi­ali więcej, ale wcale się nie boga­cili. Kupowali coraz więcej, ale ich życie wcale nie wydawało się lep­sze ani łatwiejsze. Albo co gorsza – tylko słyszeli, że żyje się coraz lep­iej, a star­cza­ło im cud­em do pier­wszego, a w okol­i­cy nie było żad­nego miejs­ca pra­cy, choć ponoć bezrobo­cie się zmniejsza­ło. Pod­czas kiedy dla mnie ostat­nie lata oznacza­ły coraz więk­szą sta­bi­liza­cję, oni czuli, że czegoś im braku­je, że za mało się im poma­ga, że powin­ni mieć więcej. Obie te Pol­s­ki ist­ni­ały jed­nocześnie. Przy tych samych wskaźnikach gospo­dar­czych. Co więcej – pew­na recep­ta na zmartwienia – zaciśni­j­cie pasa, nie bierz­cie kredy­tu – wydawana była z pozy­cji ludzi, którzy nie musieli się tymi sprawa­mi martwić. Łat­wo radz­ić innym, by obniżyli swój poziom życia, kiedy tobie samemu całkiem nieźle się powodzi. Poza tym – potrze­by, nawet idio­ty­czne, ros­ną. Być tym jedynym, co nie ma mieszka­nia, samo­chodu czy dużego telewiz­o­ra. Kto się odważy?

Mogłabym tych ludzi, którzy myślą inaczej, szcz­erze nien­aw­idz­ić, bo psu­ją mój kraj swo­ją decyzją, by odd­ać władzę w ręce członków par­tii robiącej wszys­tko, byle­by przeprowadz­ić specy­ficzny odwet nie tylko na poprzed­niej władzy, ale na ostat­nim dwudziestopię­ci­ole­ciu. Bo prze­cież to nie chodzi o to, by roz­mon­tować Pol­skę Plat­formy, ale o to, żeby przepisać te ostat­nie ćwierć wieku tak, jak­by wydarzyło się coś zupełnie innego. Stąd dziś znów roz­maw­iamy jak w lat­ach 90., deko­mu­nizu­je­my ulice hurtem, kłócimy się o to, kto był w PZPR, a kto ma pra­wo być opozy­cjon­istą. Dzi­en­nik telewiz­yjny przekonu­je, że dopiero ter­az kończy się w Polsce komu­nizm. To wszys­tko jest próbą ode­gra­nia jeszcze raz dyskusji już raz przeprowad­zonych – tylko ter­az w wyda­niu tych, którym nie spodobały się tamte odpowiedzi. Bo prze­cież to jest – poza wszys­tkim innym – mała zem­s­ta za roszady poli­ty­czne, które roz­gry­wały się, gdy jeszcze prezy­den­tem był Wałęsa. Tyle że o ile poli­tyków PiS i ich zachowa­nia szcz­erze nie znoszę i muszę wyłączać telewiz­or, kiedy się w nim pojaw­ia­ją, to o wybor­cach mam zgoła inne zdanie. Myślę, że wybor­cy PiS mają bard­zo podob­ną potrze­bę co ja – chcą się w tym kra­ju poczuć dobrze. U siebie.

Myślę, że gdy­bym mieszkała w mniejszym mieś­cie, urodz­iła się w innej rodzinie, chodz­iła grzecznie do koś­cioła i pra­cow­ała w niewielkim zakładzie pra­cy, mogłabym dostrze­gać zale­ty rządów PiS.  Sprawa Try­bunału Kon­sty­tucyjnego była­by wysoce abstrak­cyj­na – bo w sum­ie, to są jacyś ludzie w togach, daleko ode mnie. Jasne, przy odpowied­niej wiedzy nietrud­no dostrzec, że Try­bunał i Sąd Najwyższy wpły­wa­ją na życie wszys­t­kich Polaków, ale kto się nad tym zas­tanaw­ia? Kto się zas­tanaw­iał przez ostat­nie osiem lat? Byłabym zwolen­niczką 500 plus, bo dobrze dostać pieniądze na dzieci. Zwłaszcza, że młode rodziny cienko przędą. To, że część matek zostanie w domu, by mnie nie martwiło – w końcu kobi­eta powin­na być przy dziecku w pier­wszych lat­ach. Nie miałabym prob­le­mu z tym, że koś­ciół ma tyle do powiedzenia w sprawach poli­ty­ki – prze­cież wszyscy w Polsce chodzą do koś­cioła. A jeśli nawet ktoś nie chodzi, powinien pod­porząd­kować się więk­szoś­ci, w końcu tak dzi­ała demokrac­ja, co więk­szość wybierze, to ma być. Mogłabym się bać imi­grantów – może jed­na wiz­y­ta w Egip­cie zostaw­iła­by mi złe wraże­nia, może jakaś kuzyn­ka w Anglii mieszkała­by w złej dziel­ni­cy. Może nigdy bym nie widzi­ała żad­nego muzuł­man­i­na na oczy, tylko jak­iś tłum w telewiz­ji. Może bym chci­ała, żeby było, jak jest. Bo tak zawsze było.  Może bym się tym nie prze­j­mowała, bo musi­ałabym się zająć dzieck­iem, zro­bić obi­ad mężowi, poplotkować w pra­cy, wypra­sować sukienkę do koś­cioła. Może wszys­tko było­by dobrze, sko­ro wszyscy zdrowi.

Być może, jak bard­zo wielu Polaków, byłabym przeko­nana, że wszyscy poli­ty­cy to złodzieje, szu­je i podli ludzie. Jed­ni krad­ną i drudzy krad­ną. Jed­ni łamali pra­wo i drudzy łamią pra­wo. Ogól­nie niczego dobrego nie moż­na się po nich spodziewać. Dor­wali się do kory­ta i chcą dla siebie jak najwięcej. Więc nie ma różni­cy, kto rządzi i co tam w tych sej­mach zade­cy­du­ją – wszyscy i tak myślą tylko o sobie. Roz­maw­iałam z ludź­mi, którzy głosowali w wyb­o­rach, kieru­jąc się przeko­naniem, że albo ich głos niewiele zmienia, albo że dobrze będzie wtedy, kiedy do władzy dojdzie ktoś inny. Co więcej, spotkałam ludzi, w których była tak wiel­ka potrze­ba, by ktoś w końcu postępował zgod­nie z tym, co mówi i obiecu­je, że gotowi byli zaak­cep­tować nawet najbardziej niedemokraty­czne propozy­c­je, byle­by przed­staw­ia­ją­ca je oso­ba nie krę­ciła i robiła tak, jak mówi. Jed­nocześnie w tym wszys­tkim jest przeko­nanie towarzyszące ludziom nieza­leżnie od grupy społecznej, że poli­ty­ka jest czymś oder­wanym od życia i dalekim. Nie ma zau­fa­nia do klasy poli­ty­cznej, a za tym idzie – brak zau­fa­nia do sys­te­mu. Jak szanować coś, co pow­stało w wyniku pra­cy tych, których nie szanu­je­my? Nietrud­no dostrzec, że przy takim spo­jrze­niu mało jest insty­tucji państ­wa, którym się ufa.

Pró­ba zrozu­mienia, skąd biorą się cud­ze poglądy, nie oznacza wcale zgody na nie. Nie jestem się w stanie pogodz­ić z ros­nącą w kra­ju kseno­fo­bią i rasizmem. Ale jed­nocześnie nie mam wraże­nia, by przed ich roz­wo­jem wśród zwykłych, niezaan­gażowanych w żadne orga­ni­za­c­je ludzi, chroniła mnie pog­a­r­da. Widzę zma­sowaną akcję pro­pa­gandową władz i mediów.  Wiem, że zadzi­ała. Bo zma­sowane akc­je pro­pa­gandowe dzi­ała­ją. Mogę się martwić, że na moje społeczeńst­wo podzi­ałała szy­b­ciej. Że cała ta pro­pa­gan­da nie musi­ała być sub­tel­na. Nie spotkała się z oporem. Była cyn­icz­na do granic.  Jed­nak wiem, że ludziom łat­wo sprzedać stra­ch. Zwłaszcza wtedy, kiedy moż­na zin­ter­pre­tować rzeczy­wis­tość tak, że potwierdza nasze obawy. Jasne – jeśli się siedzi, oglą­da, słucha, śledzi, anal­izu­je, to łat­wo zrozu­mieć – ten mężczyz­na, który wysadza się na kon­cer­cie, i ci ludzie, których chce­my przyjąć do kra­ju, to zupełnie inni ludzie. Ale nie wszyscy potrafimy anal­i­zować wydarzenia na świecie – wciąż mało kto rozu­mie, że spo­ra część prob­lemów Zachodu bierze się z kolo­nial­nego dziedz­ict­wa, z prob­lemów z kwes­t­i­a­mi nar­o­dowoś­ci nowo przy­byłych, z masowym ścią­ganiem ludzi do pra­cy w poprzed­nich dekadach. Nawet wśród moich wyk­sz­tał­conych zna­jomych niekiedy widzę niechęć do pochy­la­nia się nad skom­p­likowaną siecią pow­iązań i zależnoś­ci, które spraw­ia­ją, że mamy takie a nie inne prob­le­my na świecie. A jeśli ktoś nie pode­j­mu­je tego wysiłku, to się boi. Boi się umiejęt­nie postaw­ionego cho­choła. Może pod­partego nieulec­zony­mi jeszcze w społeczeńst­wie (a przy­na­jm­niej w niek­tórych jego gru­pach) cią­go­ta­mi do anty­semi­tyz­mu. Może dlat­ego ten stra­ch tak dobrze się trzy­ma. Może dlat­ego lud się boi. Chci­ałabym, żeby się nie bał. Ale jed­nocześnie wiem, że dla obu stron coraz trud­niejsze jest zdanie: wszyscy ludzie są wyjś­ciowo równi i zasługu­ją na sza­cunek. To dziś pogląd niemal radykalny.

Tak więc staram się wcielić w kogoś innego. Nie być dziew­czyną z dużego mias­ta, z inteligenck­iej rodziny, z małego aka­demick­iego bąbel­ka. Wyjść tam, gdzie to, co ja uważam za słuszne, nie jest oczy­wiste. Praw­da jest taka, że nie uważam, by było łat­wo wyz­nawać moje poglądy. Bycie osobą bard­zo otwartą wyma­ga ciągłego pil­nowa­nia samego siebie, zadawa­nia sobie pyta­nia nie tylko o to, co jest dobre dla mnie, ale o to, co jest dobre dla innych. Kwes­t­ionowa­nia pomysłu, że to, co podo­ba się mnie, spodo­ba się wszys­tkim. Przyz­nawanie innym wol­noś­ci bywa paradok­salne, niechęć, by pra­wo krępowało jed­nos­tkę, by ktokol­wiek narzu­cał mi swo­ją wiarę czy świato­pogląd, oznacza, że sama się muszę pil­nować. Cza­sem bywa ciężko, zwłaszcza że pól, na których trze­ba wykazać się oby­wa­tel­ską postawą, jest coraz więcej. Myślę też, że trze­ba dobrze panować nad stra­chem przed tym, co inne, dzi­wne, zmi­enne. Trze­ba sobie pow­tarzać bard­zo częs­to, że jed­ni muszą coś odd­ać, by drudzy też coś mieli. Trze­ba nie być ego­istą, a jed­nocześnie trze­ba bard­zo ego­isty­cznie bronić swoich praw. To trud­na postawa, myślę, że dla wielu bard­zo paradok­sal­na. Moim zdaniem – najbardziej słusz­na, bo dawanie innym praw zawsze stoi wyżej, niż ich odbieranie. Im mniej osób jest wyk­luc­zonych, tym łatwiej będzie się nam żyło. Jest to też postawa bard­zo utopi­j­na, bo zawsze ktoś jest wyk­luc­zony. No i nie jest łat­wa. Trze­ba bard­zo dużo nad nią myśleć. Wery­fikować. Szukać. A ludzie ucieka­ją od wol­noś­ci, odpowiedzial­noś­ci i wszys­tkiego, co wiąże się z pochy­laniem się nad samym sobą. Tacy jesteśmy i póki ktoś nas nie zmusi, nie przypil­nu­je, nie nauczy, chęt­nie odd­a­je­my naszą wol­ność. To nie jest nowy mech­a­nizm, choć zawsze przerażający.

Zresztą to pil­nowanie samego siebie cza­sem bywa trudne też dla mnie. Kiedy widzę chłopa­ka na uli­cy w bluzie z żołnierza­mi wyk­lę­ty­mi czy z pow­stańczą kotwicą, mam złośli­wą ochotę zro­bić mu test z his­torii. Albo po pros­tu szcz­erze go nie lubić. Ale częs­to popraw­iam sama siebie. Patrzę na koszulkę z naj­tańszego poliestru, na bluzę, której nie robił pol­s­ki pro­du­cent. Nie raz i nie dwa zła­pałam się na tym, że ten ide­o­log­iczny strój miał jeszcze jeden ele­ment – był tani. Nie kupi­ony w galerii hand­lowej, bo tam dro­go, ale na bazarku. Może prze­myślany ide­o­log­icznie, a może taka jest moda, a może nie ma innego mod­elu. Chcę się wkurzyć na tego młodzień­ca i na wszys­t­kich młodych ludzi, którzy deklaru­ją głosowanie na PiS. Ale potem przy­pom­i­nam sobie te wszys­tkie inter­ne­towe roz­mowy, w których współczes­na młodzież jest pog­a­rdzaną bandą idiotów, z których nic nie będzie. Czyżbyśmy byli trochę win­ni, może sko­ro nie są w stanie nic udowod­nić i zro­bić to przy­na­jm­niej założą koszulkę. Może są młodzi i potrze­bu­ją prawdzi­wej ide­ologii, nawet jeśli jest tak strasznie uproszc­zona. Może zupełnie nie rozu­mieją, o co chodzi, ale sko­ro kole­ga ma koszulkę, to oni też mają. Czy mogę nie lubić tego chłopa­ka w tej koszulce, czy patrzeć na niego jako na wytwór tylu różnych czyn­ników, że zasługu­ją na osob­ny wpis. Prze­cież gdzieś z tyłu głowy wiem, że ten chłopak mógł­by mieć koszulkę z Karskim, a nawet z Edel­manem. Gdy­by mu ją odpowied­nio sprzedać. Tylko tego nikt nie robił. Przy­na­jm­niej nie tak, jak się podo­ba młodzieży. Bo wszak co było najlep­sze w Żołnierzach Wyk­lę­tych? Byli antysys­te­mowi. Jak młodzież. A może chłopak po pros­tu jest bied­ny i nic nie ma poza tymi Wyk­lę­ty­mi. Więc myślę, i myślę. Jak tego młodego człowieka rozu­mieć i nie rozu­mieć jednocześnie.

Wiem, że wśród wielu osób, które znam, obec­na sytu­ac­ja poli­ty­cz­na budzi głębo­ki sprze­ciw. Musimy coś zmienić – zro­bić coś więcej, niż wyjść na ulicę. Też uważam, że dos­zliśmy do jakiegoś punk­tu, w którym jest trud­no po pros­tu patrzeć i nic nie robić. Ale jed­nocześnie wiem, że mieszkam w kra­ju, w którym takie zmi­any i decyz­je podoba­ją się pon­ad 30% gło­su­ją­cych. Jeśli nawet wymien­imy władzę i znów prze­r­o­bimy wszys­tko, jak było, te 30% z kawałkiem nie zniknie. Nie rozpłynie się. Nadal będzie żyć w swo­jej równoległej rzeczy­wis­toś­ci. Nie może­my ich zig­norować. Ich rzeczy­wis­toś­ci. Ich lęków. Ich poczu­cia, że chcą czegoś innego, rzetel­nego, pod­bu­dowanego ide­ologią. Czegoś, co nie będzie tym, co już znali. Nie moż­na ich wyrzu­cić i o nich zapom­nieć. I nie mówię tu o tej częś­ci, która wszędzie widzi bezpiekę i zachowu­je się tak, jak­by jedynym punk­tem odniesienia w his­torii Pol­s­ki był okrągły stół. Rzeczy­wiś­cie, tu mamy do czynienia z ludź­mi, którzy tak moc­no wierzą w swo­ją wiz­ję dziejów, że nic im nie pomoże. Mówię o tym sze­rokim elek­tora­cie, którego okrągły stół też nie za bard­zo obchodzi. Chcą, żeby było inaczej. Być może ucz­ci­wiej, może „na zdrowy rozum” spraw­iedli­wiej, może po dawne­mu, kiedy nikt nie miał za wiele. Pytanie – czy ist­nieje jakieś wspólne inaczej, do którego moż­na dążyć?

Nie chcę nien­aw­idz­ić. Nie chcę nien­aw­idz­ić swo­jego kra­ju. Jego mieszkańców. Wybor­ców innej par­tii. Swo­je negaty­wne uczu­cia pozostaw­iam dla ludzi, którzy moim zdaniem naprawdę na nią zasługu­ją. Dla tych poli­tyków par­tii rządzącej, którzy kłamią w medi­ach – tylko po to, by budz­ić stra­ch i panikę wśród ludzi. Dla tych, którzy z uśmiechem lekce­ważą pra­wo i jego zasady – jed­nocześnie głosząc, że odd­a­ją ludziom dostęp do spraw­iedli­woś­ci. Tych, którzy co chwila powołu­ją się na wyni­ki wyborów, ale odwraca­ją się ple­ca­mi od więk­szoś­ci społeczeńst­wa, jak­by zapom­nieli, że wygrać wybo­ry a dostać man­dat na robi­e­nie wszys­tkiego to nie to samo. Tych, którzy włas­ną nieucz­ci­wość tłu­maczą przewinieni­a­mi poprzed­nich par­tii i ustro­jów. To, że Kowal­s­ki kradł, nie znaczy, że Wiśniews­ki może. A jeśli Wiśniews­ki przyszedł na stanowisko, bo wszyscy wiedzieli, że Kowal­s­ki kradł, to jego przewina­mi nie może tłu­maczyć włas­nej nieu­dol­noś­ci. Nie jestem w stanie słuchać tych, którzy pod­waża­ją cier­pi­e­nie ludzi, odwraca­ją się od tragedii i z poczu­ciem moral­nej wyżs­zoś­ci dyk­tu­ją innym, jak mają żyć. Nie jestem w stanie patrzeć na dzi­en­nikarzy, którzy muszą wiedzieć, że kłamią. Nien­aw­idzę niekom­pe­tencji, ale też świa­ta, w którym ktoś próbu­je mi wytłu­maczyć, że drze­wo jest po to, by człowiek mógł je ściąć. Nien­aw­idzę paskud­nej obłudy. Przyz­nam szcz­erze – nien­aw­idzę takiego spra­wowa­nia władzy. Władzy, która musi wiedzieć, że postępu­je niez­god­nie z zasada­mi, bo czy inaczej pra­cow­ała­by pod osłoną nocy?

Za poprzed­niej władzy żyło mi się dobrze i nie byłam na ani jed­nej demon­stracji. Ter­az co chwila jestem na jakiejś. Mniej lub bardziej bez­nadziejnej, mniej lub bardziej licznej. Już dwa razy poli­ty­ka stukała do mych drzwi. Kiedy jako kobi­eta poczułam się fizy­cznie zagrożona propozy­c­ja­mi nowych przepisów antyabor­cyjnych. Kiedy jako oso­ba pracu­ją­ca w medi­ach pojechałam w nocy pod sejm, bo nagle wiec­zorem okaza­ło się, że pra­ca, którą prze­cież pośred­nio wykonu­ję, jest zagrożona. Nigdy wcześniej nie musi­ałam iść na żad­ną demon­strację poza Paradą Równoś­ci. Nie czułam się zagrożona. Czy zagrożeni czuli się ci, których nie widzi­ałam? Chy­ba nie. Demon­strowali przed­staw­iciele niek­tórych zawodów, związkow­cy, zwolen­ni­cy Radia Mary­ja, ale cała resz­ta żyła dość spoko­jnie. Miesięcznice smoleńskie odby­wały się co miesiąc na Krakowskim Przed­mieś­ciu i tak wrosły w kraj, że trud­no było o nich pamię­tać. A jed­nocześnie – w tym spoko­jnym, europe­jskim kra­ju musi­ało być mnóst­wo niesamowicie niezad­owolonych, sfrus­trowanych ludzi, przeko­nanych o tym, że są krzy­wdzeni, ignorowani i prześlad­owani. Nikt tego nie rozład­ował, nikt tego umiejęt­nie nie uleczył, nikt tych ludzi nie zmienił.

Ta myśl mówi mi, że do tego, co było, nie da się wró­cić. Bo gdy­byśmy mieli wró­cić, to znów zro­bi się nam pod skórą taki czyrak. Czyrak, który zresztą zro­bił się i w Stanach, i Wielkiej Bry­tanii. Coś musi się zmienić. Nie uważam, by par­tia rządzą­ca miała pomysł na zmi­anę, bo jest par­tią odwe­tu, wiecznej opozy­cji. Jedy­na opozy­cyj­na par­tia z więk­szoś­cią sej­mową w his­torii ludzkoś­ci. Nie może zaleczyć ran, bo żyje z tego poczu­cia niedoce­nienia, z tej alter­naty­wnej rzeczy­wis­toś­ci. Nie widzę też na sce­nie poli­ty­cznej kogoś, kto miał­by dobry pomysł, co dalej. Przeszłość była lep­sza od ter­aźniejs­zoś­ci, ale gdy­by nie tamte błędy, to pop­ulisty­czne hasła nie padły­by na tak podat­ny grunt. Gdy­byśmy jed­nak o czymś nie zapom­nieli, to nie było­by ter­az takiej krwiożer­czej chę­ci odwe­tu, takiej agresji (niek­tórych środowisk), takiej potrze­by odbi­cia sobie lat prześlad­owań – częs­to prze­mocą i pog­a­rdą. Coś w tam­tym układzie było bard­zo nie tak. I niekoniecznie chodz­iło o sam układ, ale może o to, jak rządzą­cy umieli się wytłu­maczyć. W końcu jeśli jest taka apro­ba­ta społecz­na dla roz­mon­towa­nia zasad trójpodzi­ału władzy, to znaczy, że ludzie nie do koń­ca rozu­mieli, co i jak działa.

Nie jestem sym­e­trys­tką. Wiem, że ter­az jest gorzej, niż było. Jestem przeko­nana, że im więcej wol­noś­ci da się ludziom, im sil­niejszy związek kra­ju z insty­tuc­ja­mi między­nar­o­dowy­mi, im mniejsze związ­ki koś­cioła i państ­wa, tym żyje się nam lep­iej. Ale jed­nocześnie jeśli czegoś naprawdę nie lubię, to życia w plemie­niu. Kupowa­nia poglądów w pakiecie. Uczuć w paczce. Kiedy widzę coś, czego nie rozu­miem, nie chcę uciekać w nien­aw­iść, chcę zrozu­mieć – bo tylko wtedy może da się coś zro­bić. Ale przede wszys­tkim – wiem, że muszę przez każdą sytu­ację „prze­nieść” to, co najważniejsze. Human­izm, który nakazu­je mi uznawać, że wszyscy zasługu­je­my (wyjś­ciowo) na sza­cunek.  Empatię, która każe mi zapy­tać, co właś­ci­wie siedzi w głowie tych „innych”. Sza­cunek, który spraw­ia, że nie chcę ofic­jal­nie prze­j­mować języ­ka drugiej strony. Ostate­cznie chci­ałabym po wszys­t­kich per­tur­bac­jach pozostać sobą, a nie stać się gorszą wer­sją siebie. To chy­ba był­by za duży koszt. Jed­nocześnie moje doświad­czenia życia w świecie spraw trud­nych jest niewielkie. Może się nie da. Ale nie porzucę moich zasad tylko dlat­ego, że ktoś mi się kazał przyp­isać do jakiegoś plemienia.  Nie dlat­ego, że są równoważne. Ale dlat­ego, że poli­ty­ka nie pole­ga na zapisy­wa­niu się do sek­ty, plemienia czy fan­do­mu. Poli­ty­ka pole­ga na posi­ada­niu poglądów i pode­jś­ciu do insty­tucji państ­wa. Poglądów, które moż­na mody­fikować, zmieni­ać i moż­na o nich dysku­tować. Kiedy nie moż­na o nich dysku­tować, to już nie poglądy, tylko wyz­nanie wiary. Moż­na je mieć, ale nie powin­niśmy budować koś­ciołów w miejsce parlamentu.

Patrzę na prz­er­ażone posty moich zna­jomych w Internecie. Robię sobie notatkę w kalen­darzu, by iść na demon­strację. Roz­maw­iam z przy­jaciół­mi. Żyję poli­tyką na poziomie, który wcale mi się nie podo­ba. Zwłaszcza że trze­ba się jeszcze martwić o sprawy między­nar­o­dowe i o wielkie góry lodowe. Wiem, że ludzie nie chcą się zaj­mować poli­tyką. Nie widzą w niej samych siebie. Chcą spoko­ju, rozwi­ja­nia swoich pasji. Dyskusji o tym co czu­ją, że jest blisko ich. Poczu­cie, że poli­ty­ka należy do innego świa­ta to nie jest wina PiS. To wina wszys­t­kich rządzą­cych par­tii od początku nowego sys­te­mu. Wina też poprzed­niego sys­te­mu. Chci­ałabym, żeby poli­ty­ka była dla ludzi waż­na. Ale to nie jest takie proste. Nie da się kogoś zaw­sty­dz­ić do innego życia. Do innej postawy. Da się wye­dukować, poprowadz­ić, zachę­cić. Wyżs­zość tych, którzy się angażu­ją niewiele zmieni. Poza utwierdzaniem postaw. Tylko, że aby się z tym pogodz­ić, trze­ba wyjść poza siebie, stanąć obok. Kto ma na to czas.

Poli­ty­ka nie jest nieważ­na. Jest piekiel­nie waż­na. Jest tym, co deter­min­u­je niemal wszys­tko, co nas otacza. Nawet fakt, że biorę ślub w urzędzie, jest wynikiem czy­je­jś poli­ty­cznej decyzji. Decyzji, która uznała taki związek za legal­ny. Poli­ty­cz­na jest moja pra­ca i to nie dlat­ego, że pracu­ję w tygod­niku, ale dlat­ego, że należy mi się urlop. Ktoś ułożył i przegłosował pra­wo pra­cy. Poli­ty­czny jest mój dojazd do pra­cy. Dlat­ego, że poli­ty­czne decyz­je gwaran­tu­ją ist­nie­nie wol­nej prasy. Bez dotacji na metro nie było­by czym dojechać do redakcji. Poli­ty­czne jest moje łącze inter­ne­towe – państ­wo mogło­by mi ograniczyć Face­booka czy zamknąć mi Inter­net za wielkim murem. Poli­ty­cz­na jest kul­tura, o której kocham pisać. Kino, bez którego nie mogę żyć. A dziś ten blog. I to dobrze.

PS: Pod wpisem nie ma sekcji komen­tarzy. Dlaczego? Bo mam jeszcze jed­ną reflek­sję. W prawdzi­wym życiu zdarza­ło mi się wielokrot­nie roz­maw­iać z ludź­mi o skra­jnie różnych poglą­dach, kry­tykować ich, zgadzać się, itd. W Internecie jed­nak roz­mowa poli­ty­cz­na zamienia się w pyskówkę, a reflek­s­ja nad wydarzeni­a­mi, zami­ast się rozwi­jać, skra­ca do jakiegoś bon motu. A ja chcę dziś skończyć mówić. Bez przerywania.

PS2: Wpis napisałam po tym, jak przeczy­tałam gdzieś w sieci, że ktoś nie napisał­by wpisu poli­ty­cznego, bo się boi utraty czytel­ników. Ja myślę, że mam poglądy, które tak naprawdę są dla wszys­t­kich. I niczego się nie boję. Ale też nie mam wraże­nia, bym cokol­wiek naprawdę ryzykowała. A jed­nocześnie, w imię blo­ga rozu­miejącego, doskonale rozu­miem tych, którzy o poli­tyce nie piszą.

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy

Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik.

Situs slot terbaru terpercaya

slot hoki terpercaya

game slot online judi bola judi bola online resmi judi bola resmi terpercaya
Situs sbobet resmi terpercaya. Daftar situs slot online gacor resmi terbaik. Agen situs judi bola resmi terpercaya. Situs idn poker online resmi. Agen situs idn poker online resmi terpercaya. Situs idn poker terpercaya.

Kunjungi Situs bandar bola online terpercaya dan terbesar se-Indonesia.

liga228 agen bola terbesar dan terpercaya yang menyediakan transaksi via deposit pulsa tanpa potongan.

situs idn poker terbesar di Indonesia.

List website idn poker terbaik. Daftar Nama Situs Judi Bola Resmi QQCuan
situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online