Home Festiwale Gwiazdy w Kosmosie czyli cykl “W blasku Oscarów”

Gwiazdy w Kosmosie czyli cykl “W blasku Oscarów”

autor Zwierz
Gwiazdy w Kosmosie czyli cykl “W blasku Oscarów”

Kochani to nie jest wpis dla wszys­t­kich. To jest wpis dla ludzi którzy mieszka­ją w Katow­icach, albo na Śląsku. Albo mają w port­felu aku­rat tyle by kupić sobie bilet PKP do Katow­ic. A powiem wam warto. Bo katow­ick­ie kino Kos­mos real­izu­je cykl “W blasku Oscarów” i trud­no się do niego nie zapal­ić.

Pomysł na cykl teo­re­ty­cznie wyda­je się prosty — mamy miesiąc przed Oscara­mi — pokażmy filmy nomi­nowane czy nagradzane Oscara­mi przez lata. Pomysł może się wydawać posty na papierze ale biorąc pod uwagę ile filmów nomi­nowano, nagradzano, czy wyróż­ni­ano spec­jal­ny­mi nagro­da­mi — wcale nie jest tak łat­wo. Twór­cy cyk­lu postanow­ili pokazać pięć filmów, z których każdy mówi trochę co innego o samej nagrodzie ale także o tym jak zmieni­ały się przez lata wyróż­ni­ane Oscara­mi filmy.

 

Kiedy nagradzano Śpiewa­ka z Jazzban­du przyz­nano mu spec­jal­nego Oscara — bo w pozostałych kat­e­go­ri­ach rywal­i­zowały jeszcze filmy nieme (co bard­zo szy­bko się zmieniło bo pier­wsze roz­danie Oscarów zgrało się z pojaw­ie­niem się dźwięku w fil­mach)

 

Pier­wszy film z cyk­lu To “Śpiewak z Jazzban­du” — pier­wsza pro­dukc­ja dźwiękowa, nagrod­zona spec­jal­nym Oscarem za zas­tosowanie — wów­czas niesamowitej tech­nicznej nowoś­ci. Bo trze­ba powiedzieć, że Śpiewak z Jazzban­du był dla wid­owni zupełnie nowym przeży­ciem. Samo wprowadze­nie dźwięku nie tylko zmieniło sposób w jaki krę­ciło się filmy, ale też nawet to jak wyglą­dały kina. Zmorą właś­ci­cieli kin w następ­nych lat­ach było dos­tosowanie wid­owni kinowych tak by miały dobrą akustykę. nie jed­no kino zbankru­towało bo nie stać ich było na film dźwiękowy.

 

Dla dzisiejszego widza pewne ele­men­ty fabuły mogą być prob­lematy­czne ale tym lep­iej widać jak zmieniło się nasze pode­jś­cie do niek­tórych prob­lemów w kine­matografii

 

Śpiewak z Jazzban­du” jest w Oscarowej his­torii sym­bol­em przeło­mu, ale też pewnych pow­tarza­ją­cych się moty­wów. Z jed­nej strony — his­to­ria o sukce­sie jed­nos­t­ki (och jak Akademia to kocha) z drugiej przełom tech­niczny (nie bez przy­czyny wiele lat później wszyscy będą zakładać że Akademia nagrodzi przeło­mowego tech­nicznie Avatara) z trze­ciej w końcu — film gdzie kluc­zową rolę odgry­wa muzy­ka i piosen­ki. Patrząc na to jak wielkie wraże­nie wciąż robią opowieś­ci o muzykach (w tym roku mamy i„Bohemian Rhap­sody” i” Nar­o­dziny Gwiazdy”) moż­na dojść do wniosku, że Akademia naprawdę ma stały gust. Zresztą nie będę wam za dużo o samym filmie mówić bo wprowadze­nie przed seansem poprowadzi para fil­moz­naw­ców prof. Agniesz­ka Nier­ac­ka i Mar­iusz Ciszews­ki. Szcz­erze zaz­droszczę wszys­tkim którzy zjaw­ią się o 18:30 3 lutego w Kinie Kos­mos.

 

Ponoć Akademia niczego tak nie kocha jak opowieś­ci o aktorach. A już his­to­rie o aktorach którym nie wyszło rusza­ją ser­ca fil­mow­ców do głębi.

Kole­jnym filmem z cyk­lu będzie “Co się zdarzyło Baby Jane” — tym razem 10.02. Jeśli nie widzieliś­cie tego fil­mu to przy­go­tu­j­cie się na wielkie Hol­ly­wood. Sama his­to­ria to doskon­ały psy­cho­log­iczny thriller czys­tej wody, gdzie mamy dwie siostry, prze­moc, sza­leńst­wo, zaz­drość — całą skalę emocji. W tych rolach wys­tąpiły Bette Davis i Joan Craw­ford. Aktor­ki, które były sym­bo­l­a­mi Hol­ly­wood, wybit­nie utal­en­towane i doskonale odna­j­du­jące się w sta­tusie gwiazdy fil­mowej. prob­lem w tym że obie panie się nien­aw­idz­iły. Przez wiele lat rywal­i­zowały w Warn­er Bros o te same role.  W końcu wylą­dowały w tym samym filmie i widać że nie każ­da (zwłaszcza negaty­w­na) emoc­ja jest tu grana. „Co się zdarzyło Baby Jane” to Hol­ly­wood w swoim najlep­szym wyda­niu. Do tego z punk­tu widzenia Oscarowej opowieś­ci mamy tu wszys­tko czego dusza zaprag­nie — rolę postaci osuwa­jącej się w sza­leńst­wo, rolę postaci z niepełnosprawnoś­cią, do tego obie sios­tra to starze­jące się aktor­ki. A ponoć niczego Akademia tak nie kocha jak opowieś­ci o kole­gach po fachu. Jeśli myśli­cie że stare kino jest szty­wne i pozbaw­ione emocji to „Co się zdarzyło Baby Jane” przy­pom­ni wam dlaczego kiedyś ludzie wychodzili z kina i stawali ponown­ie w kole­jce po bile­ty.

 

Raz na jak­iś czas przy­chodzi taki film który zbiera wszys­tko co moż­na zebrać. Ostat­ni Cesarz zebrał 9 Oscarów. wszys­tkie do których był nomi­nowany

 

Tydzień później 16.02 w cyk­lu pojawi się film ważny z dwóch powodów. „Ostat­ni Cesarz” to film zmarłego w tym roku Bernar­do Bertoluc­ciego. Reży­sera kon­trow­er­syjnego, nieza­leżnego, ale też porusza­jącego się swo­bod­nie w ramach bard­zo różnych fil­mowych gatunków. Ostat­ni cesarz wpisu­je się w wielkie kino his­to­ryczne, które rujnu­je wytwórnie ale pozwala reży­serowi stworzyć mon­u­men­tal­ny fresk his­to­ryczny. I takie filmy zdoby­wa­ją uznanie Akademii — to jeden z nielicznych filmów w his­torii który zdobył nagrody we wszys­t­kich kat­e­go­ri­ach w jakich był nomi­nowany — w tym przy­pad­ku w dziewię­ciu. Oscarem nagrod­zony został sam Bertoluc­ci, zaś film został uznany za najlep­szą pro­dukcję 1987 roku (Oscary przyz­nano w 1988). I ponown­ie — nie powin­no nas to za bard­zo dzi­wić, bo raz na jak­iś czas Akademia przyz­na­je hurtem kilka­naś­cie stat­uetek fil­mom his­to­rycznym — jak to było w przy­pad­ku „Ben Hura” czy „Gigi”. Warto też przy­pom­nieć – w kon­tekś­cie rozmów o tym jak bard­zo między­nar­o­dowe mogą być Oscary, że „Ostat­ni Cesarz” to typowy przykład dużej kopro­dukcji różnych kra­jów, która zyskała, uznanie amerykańskiej Akademii. Zresztą ponown­ie — nie chcę wam za dużo opowiedzieć bo przed seansem Patryk Chromik opowie wam wszys­tko co musi­cie wiedzieć o pro­dukcji fil­mu.

Moon­light to mały kam­er­al­ny film, który jed­nak jest przeło­mowy bo pokazu­je bohat­era którego doty­chczas w rywal­iza­cji Oscarowej nie było

 

Ostat­ni film wyświ­et­lany w ramach cyk­lu będzie moż­na obe­jrzeć 23.02 czyli w sobotę przed niedziel­ny­mi Oscara­mi. To „Moon­light”. Sam film jest doskon­ałym przykła­dem na to, jak w ostat­nich lat­ach, skromne oso­biste his­to­rie miały spore szanse na Oscarową stat­uetkę. „Moon­light” to jeden z najskrom­niejszych filmów w his­torii Oscarowych zwycięzców — zarówno pod wzglę­dem przy­chodów z Box Office jak i dys­try­bucji, która w Stanach była niezwyk­le ogranic­zona. Jed­nak do his­torii film niekoniecznie prze­jdzie ze wzglę­du na swój porusza­ją­cy, kam­er­al­ny sce­nar­iusz, który łączy kwest­ie pochodzenia, rasy oraz ori­en­tacji sek­su­al­nej, ale z powodu Oscarowej wpad­ki. Tak to już bywa, że cza­sem okolicznoś­ci w jakich film zdoby­wa Oscara na zawsze pozosta­ją pier­wszą rzeczą jaka przy­chodzi do głowy kiedy o nim mówimy. A szko­da bo ”Moon­light” to piękny film, który prawdę powiedzi­awszy odwołu­je się do wielu ele­men­tów które znamy z klasy­cznego Hol­ly­wood — to może nie melo­dra­mat ale ma on ten wątek miłoś­ci niespełnionej czy niedopełnionej. Ponown­ie — głę­biej nad filmem pochyli się Karoli­na Kostyra w prelekcji przed pokazem.

 

 

Cykl Kina Kos­mos to doskon­ały sposób na to by nie tylko przy­go­tować się na Oscarową galę, ale też obe­jrzeć na dużym ekranie filmy, które cóż.. powin­ny być oglą­dane na wielkim ekranie. Z koniecznoś­ci wszyscy nadra­bi­amy his­torię kina na lap­topach i telewiz­o­rach, ale z włas­nego doświad­czenia wiem, że jed­nak nic nie robi takiego wraże­nia jak starszy film oglą­dany w kinie. Zwłaszcza w przy­pad­ku „Śpiewa­ka z Jazzban­du” czy „Co się zdarzyło Baby Jane” poczu­je­cie różnice. Aktorstwo Bette Davis naprawdę nie mieś­ci się na ekranie lap­topa. Do tego — jeszcze na mar­gin­e­sie — filmy przed­staw­ione w cyk­lu spina specy­ficz­na klam­ra. Od pro­dukcji w której pojaw­ia się tzw. “black face”, do pro­dukcji która za swo­jego bohat­era bierze czarnoskórego homosek­su­al­nego bohat­era — który przez wiele dekad nie miał  szans znaleźć się na ekranie. To uświadamia, że choć Akademia lubi podob­ne wąt­ki i pewien typ bohaterów to jed­nak zmienia się dużo bardziej niż jesteśmy gotowi przyz­nać.

 

Cztery filmy przy­go­towa­nia a potem może­cie z czystym sercem zarwać Oscarową noc.

 

Bile­ty na pokazy nie są dro­gie — kosz­tu­ją 12/14 zł (może­cie je kupić w kasie kina albo na stron­ie filmowa.net . Jeśli zaś nie macie cza­su przez te kil­ka week­endów na udzi­ał w pokazach to nie płacz­cie. Kino Kos­mos spec­jal­izu­je się nie tylko w pokazy­wa­niu aktu­al­nego reper­tu­aru, ale też w pokazach spec­jal­nych, prelekc­jach i około fil­mowych wydarzeni­ach. To kino, które przy­pom­i­na trochę Warsza­ws­ki Iluzjon (porów­nanie słuszne bo przy kinie zna­j­du­je się także Fil­mote­ka Śląs­ka) i jest doskon­ałym miejscem by obe­jrzeć nieco inne tytuły niż w mul­ti­plek­sach, uzu­pełnić swo­ją wiedzę fil­mową i roz­pal­ić ogień kinofil­ii. Co więcej — jeśli podob­nie jak Zwierz uwiel­bia­cie oglą­dać Opery w kinie to właśnie Kos­mos jest miejscem do którego powin­niś­cie przyjść.  Jeśli jesteś­cie z Katow­ic lub okolic a Kino Kos­mos nie jest jeszcze na waszej mapie miejsc do których powin­niś­cie trafić to koniecznie je tam nanieś­cie. Sama byłam tam raz i wyniosłam z tego kinowego spotka­nia wyłącznie zaz­drość że nie może­my mieć Kos­mo­su w Warsza­w­ie.

Ps: Wpis napisany przy współpra­cy z Sile­sia Film i Kinem Kos­mos.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy