Home Film W Paryżu jak, w Paryżu, który” czyli zwierz filmowo i sentymentalnie spaceruje po mieście

W Paryżu jak, w Paryżu, który” czyli zwierz filmowo i sentymentalnie spaceruje po mieście

autor Zwierz

 ?

Hej

 

          Macie cza­sa­mi tak, że prowadzi­cie blo­ga od praw­ie pię­ciu lat w przeko­na­niu, że coś bard­zo dokład­nie opisal­iś­cie kiedy wasza wyszuki­war­ka infor­mu­je was, że ten super dokład­ny opis to trzy lin­ij­ki tek­stu we wpisie z cza­sów kiedy nie potrze­bowal­iś­cie pię­ciu stron wor­da by powiedzieć, że film się wam podobał? Otóż był przeko­nany, że opisał wam już wszys­tkie najpop­u­larniejsze mias­ta w pop­kul­turze. Okazu­je się jed­nak, że poza jed­nym drob­nym wpisem, o Nowym Jorku (pamię­ta ktoś jeszcze jak zwierz podróżował przez pięćdziesiąt Stanów USA pisząc o każdym z nich przez pryz­mat nakrę­conych tam filmów. To były cza­sy) zwierz nigdy niczego takiego nie popełnił. A oznacza to, że może zupełnie bezkarnie popełnić wpis o Paryżu.

 

 Zwierz lubi wiedzieć, że ktoś ma za oknem taki widok, choć sam go dla siebie nie pożą­da.

 

Widzi­cie moi drodzy kochani czytel­ni­cy, zwierz jest troszkę bez­nadziejny. Zakochał się w Paryżu dokład­nie w chwili kiedy sto­jąc na schodach ruchomych prowadzą­cych ze stacji metra na Pola Elize­jskie zobaczył zarys Łuku Tri­um­fal­nego. I już było po zwierzu.  Jak widzi­cie nie potrze­bował wiele cza­su. Choć zwierz jest abso­lut­nie pewny, że nigdy nie mógł­by zamieszkać w tym mieś­cie (wszyscy mówią po fran­cusku, poza tym mieszkać w Paryżu oznacza nie możność wiz­y­towa­nia go raz na jak­iś czas w roman­ty­cznej atmos­ferze igno­rancji dla tak przyziem­nych spraw jak stra­jk śmiecia­rzy), to jed­nak ilekroć pojaw­ia się ono na ekranie tylekroć w zwierzu odzy­wa się jakieś uczu­cie tęs­kno­ty. Stąd zwierz postanow­ił wybrać się na wirtu­al­ną wycieczkę do Paryża. On zostanie w domu. Pojadą za niego filmy.

 

 

 

 Kadr z pier­wszego jed­no min­u­towego doku­men­tu nakrę­conego w 1899 Paryżu. Potem mias­to już nigdy nie miało wol­nego.

 

Amerykanin w Paryżu — tak naprawdę to film o mieś­cie, w którym praw­ie nie ma mias­ta. Przyglą­da­jąc się deko­racjom nie sposób nie dostrzec, że film krę­cono w stu­dio (dokład­niej w Kali­forni­jskim stu­dio MGM) ale.  niek­tóre uję­cia krę­cono też w Paryżu. Nie mniej choć właś­ci­wie mias­to jest przede wszys­tkim pretek­stem by moż­na było wpleść w zupełnie sym­pa­ty­czny musi­cal pięt­naś­cie min­ut niemego bale­tu (ach gdzie te filmy), to jest w nim zawarta pros­ta praw­da, że nawet jeśli jesteś mieszka­ją­cym w fatal­nych warunk­ach ubogim malarzem w Paryżu, to jest to zde­cy­dowanie najlep­sze miejsce by znaleźć się w takiej sytu­acji. W końcu wcześniej czy później ktoś nas odkry­je, a nawet jeśli nie odkry­je to na bank się zakochamy. Każdy wcześniej czy później zakocha się w Paryżu.

 

 

 Musi­cie wiedzieć, że jeśli jesteś­cie w Paryżu to ist­nieje oblig­a­to­ryjny nakaz odtańczenia skom­p­likowanej chore­ografii nad Sek­waną.

 

Przed Zacho­dem Słoń­ca — a co jeśli już się zakochałeś? Dawno temu w Wied­niu. Czy nie jest Paryż, a właś­ci­wie niewiel­ka księ­gar­nia, najlep­szym miejscem  by poroz­maw­iać z kobi­etą, która odmieniła two­je życie. Może­cie prze­jść się nad Sek­waną, nawet popły­wać jed­nym z tych niewiel­kich state­czków wożą­cych ludzi wzdłuż rze­ki, przede wszys­tkim zaś powin­niś­cie poroz­maw­iać, tak by nawet siedzą­cy na kinowej sali widzi odniósł wraże­nie, że nigdy nie zabraknie wam tem­atów. Taki Paryż ład­nych ogrodów, i tych  ślicznych wąs­kich uliczek, gdzie domy obras­ta stary bluszcz, a w ukry­tych pod­wórkach mieszczą się piękne mieszka­nia do których wchodzi się po tych skrzyp­ią­cych schodach. Na dworze rodz­i­na i sąsiedzi przy­go­towu­ją kolację (która pewnie potr­wa kil­ka godzin zna­jąc fran­cuzów) i czas który choć jeszcze przed chwilą uciekał ter­az jak­by zwol­nił. Musi­ał. W końcu to Paryż.

 

 

 Jeśli spotkać miłość swego życia to najlepiej w księ­gar­ni ale nie byle jakiej. Szek­spir i spół­ka. Wytch­nie­nie dla każdego anglo­języ­cznego podróżni­ka. Zwierz wychodz­ił z tej księ­gar­ni trzy razy i trzy razy wracał kupić coś jeszcze.

 

Nietykalni — w Paryżu są piękne posi­adłoś­ci z włas­ny­mi pod­wórka­mi i bra­ma­mi wjaz­dowy­mi i smutne blokowiska, w których mieszka­ją emi­granci. W niewiel­kich mieszka­ni­ach, żyją cały­mi rodz­i­na­mi dzieląc, łóż­ka, łazien­ki i tą niewielką przestrzeń pomiędzy. Życie toczy się pomiędzy budynka­mi, przy które wyglą­da­ją nie jak sen ale jak kosz­mar Cor­busiera.  Co więc gdy te dwie dziel­nice mias­ta się spotka­ją, pod postacią spar­al­iżowanego pra­co­daw­cy i jego opieku­na. Sza­lony rajd przez mias­to, z miga­ją­cy­mi mijany­mi latar­ni­a­mi to prawdzi­wa przy­go­da, zwłaszcza gdy od  man­datu moż­na się wymi­gać trud­ną sytu­acją zdrowot­ną swo­jego pra­co­daw­cy. Moż­na pójść na spoko­jny spac­er do parku, albo posiedzieć w galerii sztu­ki. Paryż choć tak dzieli obu mężczyzn, zna­j­du­je też dla nich obu odrobinę miejs­ca, by mogli sobie razem pospacerować cieszą cię włas­nym towarzys­t­wem. I choć nie da się zamienić blokowiska na pałac to jed­nak sko­ro już się jest w Paryżu moż­na się spotkać gdzieś pomiędzy.

 

 Pomiędzy smut­ny­mi blokowiska­mi, i mały­mi pała­ca­mi z włas­nym pod­wórkiem i bramą jest odrobinę przestrzeni na to by móc się spotkać.


Zakochany Paryż — nie ma takiego miejs­ca w Paryżu, które nie zasługi­wało­by na włas­ną his­torię. Od tych smut­nych, przez te roman­ty­czne po te zupełnie codzi­enne. Ang­iel­s­ka para kłó­ci się nad grobem Oscara Wilde, młody turys­ta wpa­da w szpony wam­pirów, znud­zona aktor­ka wzy­wa na plan fil­mowy narko­tykowego dil­era, rozwiedzione małżeńst­wo prz­erzu­ca się w kna­jpie przy­ja­ciela złośli­woś­ci­a­mi na jakie stać ludzi, którzy mimo wszys­tko chy­ba się jeszcze kocha­ją, mąż zakochu­je się jeszcze raz w umier­a­jącej żonie, niewidomy chłopak przeży­wa trudne chwile w swoim związku, amerykan­ka odwiedza mias­to, o którym zawsze marzyła. Każ­da his­to­ria związana z innym kawałkiem mias­ta, nie wszys­tkie równie dobre, ale kiedy spaceru­je się sze­roki­mi bul­wara­mi, wąski­mi uliczka­mi, zatrzy­mu­je się na pla­cach i w nie znanych turys­tom dziel­ni­cach to nie sposób nie zakochać się jeszcze odrobinę bardziej.

 

 

 

 Wyzwaniem jest nie zakochać się w Paryżu. Nawet jeśli się go zupełnie nie widzi.

 

Fran­tic — a może Paryż wcale nie roman­ty­czny, wcale nie oswo­jony, może to mias­to potwór, które może człowieka pochłonąć, gdy tylko odd­ali się tego co znane, od hotelowego lob­by, ład­nie urząd­zonego poko­ju i miejsc dla turys­tów. Mias­to w którym stac­je metra są brudne i praw­ie opuszc­zone, klu­by hałaśli­we i pełne pode­jrzanych typów, gdzie dzieją się rzeczy trudne do wyjaśnienia, gdzie życie bywa naprawdę ryzykowne, a zgu­bione żony naprawdę trudne do odnalezienia.  Paryż to mias­to, z którego chci­ało­by się jak najszy­b­ciej wyjechać i nie oglą­dać się za siebie.

 

 

 Ale nie zawsze jest tak cukierkowo. Niek­tóre stac­je metra są ciemne paskudne i abso­lut­nie nie roman­ty­czne.

 

GI Joe: Rise of Cobra — wszyscy przyzwycza­il­iśmy się że wszyscy podli tego świa­ta chcą zniszczyć Nowy Jork. Jeśli Paryż zosta­je zmieciony z powierzch­ni zie­mi to tylko po to by zasyg­nal­i­zować, ze w Nowym Jorku będzie jeszcze gorzej  (zwierz nie pamię­ta w którym filmie katas­troficznym mete­o­ryt spadł pros­to na Paryż, jak­by celował ale widzi przed oczy­ma duszy swo­jej taką scenę). Tym razem nie tylko mamy pełen zniszczenia rajd po uli­cach Paryża  to jeszcze na dodatek.. tak moi drodzy czytelnicy.mamy podłą złą super broń, która dosłown­ie zja­da wieżę Eif­fla. Musi­cie zrozu­mieć, że dla każdego zakochanego w Paryżu widza jest to przeży­cie odrobinę trau­maty­czne. Zwierz doczy­tał z resztą, że Paryż całkowicie zmieciono z powierzch­ni zie­mi w dwu­nas­tu fil­mach — i to dwa razy zniszczyli go Mars­janie! Pewnie wiedzą, jak ludzkoś­ci będzie przykro (no może poza Anglika­mi)

 

 

 Najazd nie najazd, podły, plan nie podły plan ale są pewne rzeczy, których się po pros­tu nie robi. Poza tym może zwierz się myli ale wieża jest tu strasznie nie w skali.


Amelia — jak wiado­mo Paryż zasied­lany jest przez lekko egzal­towane, optymisty­czne i dobrze nastaw­ione do życia dziew­czę­ta. Lubią one małe drob­ne uczyn­ki, pracu­ją w tych ślicznych kaw­iar­ni­ach, które są jedynie w Paryżu i stara­ją się zmienić życie ludzi dookoła na odrobinę lep­sze. Cza­sem zwraca­jąc skarb z dziecińst­wa, cza­sem przeprowadza­jąc niewidomego przez ulicę tak jak jeszcze nikt wcześniej tego nie zro­bił, cza­sem stara­jąc się poz­nać tożsamość tajem­niczego człowieka, który robi sobie zdję­cie we wszys­t­kich maszy­nach do robi­enia szy­b­ki zdjęć legi­t­y­ma­cyjnych. Amelie Paryskie oczy mają wielkie, dłonie drob­ne i zawsze ład­nie im w zielonym. Zaś Paryż wokół nich wyda­je się być  widziany przez dno starej butel­ki, odrobinę zielony, odreal­ni­any, zupełnie mag­iczny. Budzą­cy obawę, że nigdzie w żad­nym mieś­cie równie niesamowite, cud­owne i dobre rzeczy zdarzyć się nie mogą. 

 

 

 Jest Paryż we wszys­t­kich kolorach tęczy i jest taki widziany przez dno butel­ki w którym wszys­tko, naprawdę wszys­tko, zdarzyć się może.

 

Kod Da Vin­ci — codzi­en­nie mil­iony ludzi marzą by ich wyciecz­ka po Luwrze już się skończyła, sam zwierz o mało nie został kiedyś stra­towany przez sta­do turys­tów bieg­ną­cych zobaczyć kole­jne arcy­dzieło sztu­ki. No ale zwiedzanie Luwru a możli­wość oglą­da­nia prawdzi­wego tru­pa w jed­nej z sal to zupełnie inne rozry­w­ki. Człowiek ma niemal żal, że nasz bohater Robert Long­don tak bard­zo zaj­mu­je się tru­pem zami­ast dać nam chwilę wol­nego by przyjrzeć się obra­zom, które zazwyczaj oglą­damy zza pleców pięćdziesię­ciu turys­tów. W filmie jest trochę bie­ga­nia i nawet wyjazd z Paryża, ale w ostate­cznym rozra­chunku okazu­je się, że to czego się tak szu­ka znaleźć moż­na w jed­nym właś­ci­wym miejs­cu na świecie czyli w Paryżu, w którym wielkiej krysz­tałowej Piramidy na dziedz­ińcu pałacu wcale nie postaw­iono tylko dlat­ego, że kura­tor ochrony zabytków miał aku­rat wolne. No i jeszcze jed­no jeśli jesteśmy w Luwrze — bie­ganie bard­zo szy­bko przez galer­ię obrazów jest abso­lut­nie doz­wolone ale trze­ba się wyle­gi­t­y­mować jako wiel­ki fan kina.

 

 

 

 Są takie miejs­ca w Paryżu gdzie należy przyk­lęknąć i zas­tanow­ić się kto na Boga poz­wolił postaw­ić szk­laną Piramidę przed Luwrem.

 

Pret-a-porter ? — sko­ro jesteśmy w Paryżu to należało­by zajrzeć na jak­iś pokaz mody. Oczy­wiś­cie jeśli uda się nam się wyjść z poko­ju hotelowego. Obsłu­ga nie dość, że zamel­dowała nas z kimś kogo zupełnie nie znamy, to jeszcze zgu­biła ubra­nia, zgu­biła bagaże, więc zostały nam tylko dostawy szam­pana, miękkie szlafro­ki, jed­no łóżko i miłe towarzyst­wo. Poza poko­jem hotelowym dzieją się zaś dra­maty. Całe kolekc­je zosta­ją sprzedane, redak­tor­ki mag­a­zynów mod­owych kom­pro­mi­tu­ją się przed znanym fotografem, pro­jek­tan­ci mody zakochu­ją się w niewłaś­ci­wych osobach, doskon­ałe żony robią zakupy  ubrań w bard­zo dużych rozmi­arach, a pew­na włos­ka para spo­ty­ka się po lat­ach nie obec­noś­ci. Wszys­tko zaś we wspani­ałym Paryżu gdzie moda jest ważniejsza właś­ci­wie od praw­ie wszys­tkiego. Oczy­wiś­cie to wiz­ja prześmiew­cza, gdy­by tak parys­ki świat mody potrak­tować odrobinę bardziej na poważnie, wtedy trze­ba jak bohater­ka Dia­beł ubiera się u Prady, wrzu­cić tele­fon do fontan­ny i zwiewać z tego przepięknego nadp­sutego świa­ta jak naj­dalej

 

 

 Paryż bez mody to właś­ci­wie nie Paryż. Moda bez Paryża to tylko ubra­nia.


 

Moulin Rogue -  od cza­su do cza­su człowiek prag­nie rozry­w­ki. A gdzież ją znaleźć jak nie w dziel­ni­cy Mont­martre, gdzie tuż obok najpiękniejszej bazy­li­ki mias­ta kry­je się prawdzi­we gni­az­do roz­pusty czyli Moulin Rogue.  Z początku baw­imy się dobrze, piękne kobi­ety, głoś­na muzy­ka,  artysty­cz­na bohe­ma i cią­gle dolew­ki szam­pana. Dopiero po pewnym cza­sie widz­imy, że tak pięknie nie będzie, że pod cud­owny­mi suk­ni­a­mi i ściśnię­ty­mi gorse­ta­mi kryją się pęknięte ser­ca i przeżarte gruźlicą płu­ca. Chce­my więc zwiewać do innego przy­bytku kul­tu­ry zan­im dopad­nie nas ten minorowy nas­trój, ale przy­pom­i­namy sobie, że jak uczy nas Upiór w Operze czy ostat­ni Sher­lock Holmes, powin­niśmy się trzy­mać z dala od paryskiej opery. Bo nieza­leżnie od tego jak dobry jest tam reper­tu­ar zawsze może nam coś wybuch­nąć albo spać na głowy. Nie powin­no się też chodz­ić do kina, w każdym razie nie na pre­miery filmów o walecznych żołnierzach wer­ma­ch­tu (jak wiemy z Bękartów Wojny to może się naprawdę źle skończyć dla wszys­t­kich widzów)

 

 

Nie wszys­tkim jest wiado­mo, ze nad Paryżem księżyc wyglą­da dokład­nie tak jak w Podróży na Księżyc, która jest we Francji uznawana za film doku­men­tal­ny.

 

O półno­cy w Paryżu — tylko w tym mieś­cie, dokład­nie o Półno­cy zajeżdża w bard­zo określone miejsce bard­zo określony pojazd. Może to być czarny samochód, może to być doroż­ka, jeśli się do niego wsiądzie moż­na się prze­nieść w cza­sy kiedy Paryż zamieszki­wały same sławy. A ponieważ Paryż zawsze był ide­al­ny miejscem dla sfrus­trowanych przymier­a­ją­cych gło­dem artys­tów, moż­na się cofać niemal w nieskońc­zoność. Zwierz jest pewien, że w okre­sie kamienia łupanego, to właśnie w Paryżu mieszkali najbardziej artysty­cznie pod­chodzą­cy do łupa­nia kamieni ludzie pier­wot­ni. Nie mniej jed­nak gdy­by to od zwierza zależało, zatrzy­mał­by się trochę przy sto­liku przy którym siedzi Scott Fitzger­ald ze swo­ją lekko sza­loną żoną. Wyda­ją się całkiem sym­pa­ty­czni, nie są tak sza­leni jak Dali, tak obrażalscy jak Picas­so i w prze­ci­wieńst­wie do Hem­ing­waya mówią prozą. Zwierz winien może dodać, że mówi o posta­ci­ach wyłącznie w ich fil­mowym wyda­niu.

 

 

 Amerykanin patrzy na mias­to, którego nigdy nie zrozu­mie, ale przy­na­jm­niej może mieć ambic­je.

 

Rata­touille? — Prze­cież to Paryż to mias­to wiel­kich kucharzy i wiel­kich smakoszy. Jeśli nie chce­cie by waszym kuli­narnym prze­wod­nikiem była Julia Child z Julie&Julia, zawsze może­cie wybrać, prze­wod­nict­wo zakochanego w cud­ownej fran­cuskiej kuch­ni miejskiego szczu­ra. Zaled­wie odrobi­na tresury wystar­czy by zamienić niezbyt pewnego siebie młodego pomoc­ni­ka kuchen­nego w prawdzi­wego mis­trza patel­ni. A sko­ro się wspaniale gotu­je to w Paryżu, należy oczeki­wać wiz­y­ty prawdzi­wego kuli­narnego kry­ty­ka, który nie toleru­je niczego poza najws­panial­szą potrawą. Jed­nak w ostate­cznym rozra­chunku, z mula­mi w occie, i cud­own­ie przyrząd­zony­mi prze­grze­bka­mi może wygrać proste danie, zaś kry­ty­ka kuli­narnego, kucharza i szczu­ra może po pros­tu połączyć miłość do najws­panial­szego jedzenia w najws­panial­szym mieś­cie.

 

 

Szczur patrzy na mias­to, które go nigdy nie zrozu­mie, ale przy­na­jm­niej ma ambic­je.

 

Jak to, mówicie że już czas wracać? Że nie da się wymienić w jed­nym wpisie wszys­t­kich filmów krę­conych w Paryżu. Ale prze­cież zwierz jeszcze nie powiedzi­ał wam, że jeśli już jesteś­cie w Paryżu to koniecznie musi­cie odtańczyć swój obow­iązkowy taniec nad brzegiem Sek­wany, nawet jeśli nie macie tal­en­tu, tam uda wam się wszys­tko. Tak przy­na­jm­niej przekonu­je Woody Allen, we ‘Wszyscy mówią Kocham cię”. I jeszcze zwierz musi wspom­nieć, że pod żad­nym pozorem nie szuka­j­cie młodej dziew­czyny do towarzyst­wa. Bo to Paryż więc pewnie się w niej zakocha­cie i jak zupełni głup­cy weźmiecie ślub z miłoś­ci, tak przy­na­jm­niej było w “Gigi”. Chy­ba, że szuka­cie jakiegoś bez­imi­en­nego sek­su w jakimś pustym mieszka­niu. Wtedy też wam to nie wyjdzie na dobre. Trzy dni jakiej takiej satys­fakcji a potem okaże się to dla was naprawdę zabójcze. Zobacz­cie “Ostat­nie Tan­go w Paryżu” a zrozu­miecie prze­strogę zwierza. A i jeszcze nie przyj­mu­j­cie żad­nych bib­liofil­s­kich zle­ceń (Dziewiąte Wro­ta pod­powiada­ją, że tam kryją się jacyś sataniś­ci), i nie daj­cie się nabrać na wys­tęp lokalnego tran­swest­y­ty, który najpewniej jest po pros­tu kobi­eta (Victor/Victoria). No i strzeż­cie się zamaskowanych złoczyńców, sieją­cych zamęt (Fan­tomas) oraz nad­gor­li­wych inspek­torów sieją­cych jeszcze więk­szy zamęt (Różowa Pan­tera). A jeśli pójdziecie się pomod­lić to pamię­ta­j­cie — tu w koś­ciołach moż­na natknąć się na dra­maty­czne his­to­rie  (Dzwon­nik z Notre Dame) Najlepiej zaś prze­jdź­cie się spoko­jnie po  mieś­cie,  a potem wsiądź­cie do samolo­tu i zapom­ni­j­cie o Paryżu. Wszak łatwiej  jest żyć nie pamię­ta­jąc, że ist­nieje Paryż kiedy nas tam nie ma.

 

 

 Woody Allen przekonu­je nas, że w Paryżu każ­da obow­iązkowa chore­ografia nad Sek­waną uda się znakomi­cie, nieza­leżnie od naszych warunk­ów.

 

Ps: Zwierz ma nadzieję, że dość niety­powa lekko nie poważ­na for­ma wpisu rzu­ca się w oczy. Jeśli nie zwierz chce was poin­for­mować, że taka była jego natu­ra

Ps2: Jutro ciąg dal­szy Paryża bo dziś zwierz idzie na Nędzników ( Do you hear the zwierz sing? Jeśli tak to zwierz współczu­je)

 

ps3: Do tytułu zwierz zacz­erp­nął dwie lin­ij­ki z wier­sza Szym­borskiej Clochard. 

 

 

 Zwierz chce podz­iękować wszys­tkim gło­su­ją­cym za pier­wsze miejsce w swo­jej kat­e­gorii po pier­wszym dniu głosowa­nia. Jed­nocześnie razem z Jimem przy­pom­i­na, że głosowanie jeszcze trwa (do 31.01) i każdy głos się liczy :) 

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy