Home Film Liczą się tylko łzy Toma Hanksa czyli o Złotych Globach 2019

Liczą się tylko łzy Toma Hanksa czyli o Złotych Globach 2019

autor Zwierz
Liczą się tylko łzy Toma Hanksa czyli o Złotych Globach 2019

Złote Glo­by są specy­ficzną nagrodą. Jej specy­fi­ka pole­ga na tym, że kiedy dowiadu­jesz się, że przyz­na­je je koło 90 osób, z których niek­tóre nie są w stanie udowod­nić że piszą o fil­mach, to nagle wszys­tko przes­ta­je mieć jakiekol­wiek znacze­nie. Jed­nocześnie w świecie fil­mu wszys­tko jest tak ważne jak chce­my. Jak­iś czas temu ustalono, że o Zło­tych Globach mówi się więcej niż np. o SAG Awards i proszę – tu właśnie jesteśmy roz­maw­ia­jąc o tym co 90 osób uznało za najlep­sze w zeszłym roku. I jak­byśmy się nie zży­mali ich decyz­je mają wpływ – cho­ci­aż­by na to jak potem płaci się aktorom, kto dostanie szan­sę na kole­jne pro­dukc­je itp.

 

Jak co roku ilus­tracją będą mi sukien­ki i gar­ni­tu­ry osób których kreac­je najbardziej mi się podobały. Andrew Scott należy do tej grupy
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Tegoroczne Złote Glo­by nie były nagro­da­mi, które moż­na było oglą­dać z mieszan­iną poczu­cia satys­fakcji, zaskoczenia i głębok­iej iry­tacji. Co zresztą dokład­nie opisu­je niemal każdy rok roz­da­nia Zło­tych Globów, choć w tym roku, bard­zo wyraźnie nie było jed­nego tytułu, który zebrał­by wszys­tkie nagrody, pochwały i ukłony. Dostal­iśmy więc nagrody rozrzu­cone po kilku fil­mach i seri­alach co ma swój plus i minus, choć cza­sem moż­na odnieść wraże­nie pewnej przy­pad­kowoś­ci. Na pewno pewnym prze­granym jest Net­flix, który miał wyraźnie nadzieję, na to że pod wzglę­dem fil­mowym ten rok należeć będzie do nich, a ostate­cznie – moż­na było odnieść wraże­nie, że gremi­um dzi­en­nikarskie wręcz spec­jal­nie patrzy w inną stronę, po to by upewnić wszys­t­kich dookoła że Net­flix nie będzie poten­tatem na rynku nagród fil­mowych.

 

Ta sukien­ka jest taka inna i dzi­w­na i przy­pom­i­na prze­branie za jak­iś efekt fali że zro­biła na mnie duże wraże­nie. A w sukience Joey King
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Jed­nocześnie jak co roku – Złote Glo­by udowod­niły, że podzi­ał na filmy kome­diowe i dra­maty­czne pozwala na dużo ciekawsze decyz­je i w sum­ie na dość spraw­iedli­wie rozprowadzenia nagród wśród aktorów pracu­ją­cych nad bard­zo różny­mi pro­dukc­ja­mi. Przy czym pewne rzeczy stały się już bard­zo wyraźnym znakiem Globów – decyz­je znaczą­co inne od tych które pode­j­mu­je Amerykańs­ka Akademia Telewiz­yj­na (może poza Fleabag, ale tu nie ma się co dzi­wić, bo Fleabag było zbyt dobre by zig­norować ten fakt), zaskaku­jące decyz­je w kwes­t­i­ach kome­diowych (nagro­da dla Ramy Yousse­fa za ser­i­al Ramy jest przykła­dem takiej kreu­jące roli Globów), czy nagradzanie ludzi trochę dlat­ego, że się ich lubi a niekoniecznie dlat­ego, że zawsze na pewno są najlep­si ( trochę taki wydźwięk miała nagro­da dla Olivii Col­man — choć w sum­ie to znak wszys­t­kich wiel­kich cer­e­monii roz­da­nia nagród).

 

W sukience Olivii Col­man najbardziej podobały mi się kolor i rękawy. Była ide­al­na do odbiera­nia nagrody za rolę Królowej
Zdjęcie:HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

W moim dzisiejszym omówie­niu bardziej niż na głębok­iej anal­izie o czym świad­czą Glo­by (świad­czą o pewnym zakre­sie gus­tu wcale nie takiej nieza­leżnej grupy 90 osób) skupię się na tym  co o nich sądzę. Nigdy nie przy­puszcza­łam że muszę to wer­bal­i­zować, ale może nie zaszkodzi wspom­nieć, że moje opinie o nagro­dach wynika­ją z moich oso­bistych pref­er­encji i emocji. Są poparte wiedzą o dzi­ała­niu show biz­ne­su ale jed­nocześnie – w dużym stop­niu ta wiedza spraw­ia, że trud­no na nagrody fil­mowe patrzeć jako na nagrody real­nie dla fil­mu czy akto­ra – widzi się je bardziej w sze­rokim kon­tekś­cie tego co dzieje się w Hol­ly­wood. Każ­da nagro­da fil­mowa jest w isto­cie nagrodą od branży dla branży.

 

Bard­zo cenię Phoebe Waller-Brige za to że częs­to zakła­da na różne okaz­je spod­nie pokazu­jąc jak fajnie mogą się sprawdzać na ele­ganc­kich imprezach
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Dobrym przykła­dem będą nagrody dla Tarona Egertona za “Rock­et­man” i Reene Zell­weger za “Judy”. Oba filmy (jeden widzi­ałam, dru­gi jeszcze nie) są fil­ma­mi biograficzny­mi o znanych jed­nos­tkach, których życie było skom­p­likowane a sukces odku­pi­ony prob­le­ma­mi oso­bisty­mi, nałoga­mi i poczu­ciem niezrozu­mienia. W obu przy­pad­kach filmy mają bard­zo mieszane recen­z­je – od zach­wytów po sug­estię, że wpada­ją na tory wyz­nac­zone z góry pro­dukcjom biograficznym – które są jed­ny­mi z najbardziej skon­wencjon­al­i­zowanych nar­racji w kinie i telewiz­ji. Aktorzy wys­tępu­ją­cy w głównych rolach w takich fil­mach, mają specy­ficzne zadanie stworzenia roli, która po częś­ci skła­da się z nieza­leżnej kreacji po częś­ci z odt­worzenia podobieńst­wa do prawdzi­wych osób – co jest bard­zo atrak­cyjne dla wid­owni. Dlat­ego też częs­to zdarza się, że taka rola w słab­szej pro­dukcji jest wysoko oce­ni­ana – bo bardziej niż tylko rolę w filmie oce­ni­amy pro­ces odt­worzenia oso­by o której jest film. Mam poczu­cie, że to po częś­ci stało się w tym przy­pad­ku i też dlat­ego, w ogóle jest pewną zasadą, że role w fil­mach biograficznych przynoszą nagrody. To powiedzi­awszy – bard­zo lubię Tarona Egertona i cieszę się z każdego wyróżnienia dla tego sym­pa­ty­cznego bry­tyjskiego akto­ra. Cieszy mnie też że po kilku­nas­tu lat­ach słab­szej passy wraca Renee Zell­weger bo mam poczu­cie, że to jest trochę inna aktor­ka niż wiele Hol­ly­woodz­kich gwiazd. Nie jest tak że lubię każdą jej postać czy rolę, ale kiedy uda­je się jej trafić w odpowied­ni ton to częs­to gra bard­zo ciekaw­ie.

 

Sukien­ka Saoirse Ronan może nie prezen­tu­je się jakoś powala­ją­co na zdję­ci­ach ale aktor­ka na gali wyglą­dała przepięknie — to jed­na z tych niesamowicie prostych sukienek które robią olbrzymie wraże­nie
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Nie jestem też zas­mu­cona nagrodą dla Bra­da Pit­ta w “Pewnego razu w Hol­ly­wood”, nawet jeśli mam poczu­cie, że w isto­cie nagrodę dostał za to, że wyglą­dał w tym filmie fan­tasty­cznie (jak stwierdz­iła jed­na z moich zna­jomych na Twit­terze – nie ma się co oszuki­wać – to jest nagro­da głównie za to, że wyglą­dał doskonale bez koszul­ki w sce­nie wymi­any ante­ny). Przy czym oczy­wiś­cie to jest w pewnym stop­niu złośli­wość choć nie do koń­ca. Ostate­cznie Brad Pitt uos­abia w filmie Taran­ti­no pewien arche­typ takiego wylu­zowanego fac­eta z Hol­ly­wood, którego włosy zawsze są blond o kali­forni­jskiego słoń­ca a ruchy nigdy nie są zbyt szy­bkie, bo niek­tórzy ludzie nie muszą się spieszyć. Wiem że nie wszyscy kocha­ją „Pewnego razu w Hol­ly­wood” ale ja należę do grupy której ten film się aut­en­ty­cznie niezwyk­le podobał dlat­ego cieszą mnie także wyróżnienia za najlep­szy sce­nar­iusz i dla najlep­szej komedii. Choć nie ukry­wam – abso­lut­nie nie ukry­wam – że uważam za najwięk­szą komedię fakt, że ten film znalazł się w tej kat­e­gorii. Trochę zaczy­na mi się nie podobać to jak wyko­rzys­tu­je się tą kat­e­gorię by poz­wolić fil­mom dra­maty­cznym  star­tować nie robiąc sobie wza­jem­nie konkurencji.

 

Sukien­ka Jen­nifer Lopez wcale mi się nie podobo ale uważam, że trze­ba być naprawdę pewną siebie osobą by prze­brać się za wiel­ki prezent tydzień po świę­tach
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

 

Jeśli chodzi o decyz­je seri­alowe, to nie ukry­wam – moje emoc­je roz­cią­ga­ją się od zrozu­mienia i entuz­jaz­mu po iry­tację. „Sukces­ja” i „Fleabag” to dwa przykłady fenom­e­nal­nych seri­ali z zeszłego roku i trud­no nie cieszyć się ich zwycięst­wa­mi. Nagro­da za rolę królowej w “The Crown” dla Olivii Cole­man wyda­je się raczej potwierdze­niem ogól­noświa­towej sym­pa­tii do aktor­ki niż naprawdę odd­awać nas­trój po trzec­im sezonie „The Crown”. Z drugiej strony jak nie nagradzać aktor­ki, która w jed­nym roku musi­ała­by wchodz­ić na scenę dwa razy – zarówno w kon­tekś­cie zwycięskiego „Fleabag” jak i po włas­ną nagrodę. Hol­ly­wood dostrze­ga to co bry­tyjczy­cy wiedzą od daw­na – nie ma granic tal­en­tu Olivii. Wraca­jąc do Fleabag – wszys­tko bard­zo pięknie z tymi nagro­da­mi, ale żału­ję że jed­nak Glo­ba za swo­ją rolę nie dostał Andrew Scott. Nie było­by drugiego sezonu pro­dukcji gdy­by nie on i jego rola, i jego charyz­ma i jego umiejęt­ność zagra­nia tak powala­ją­co sek­sownego fac­eta (mówię zagra­nia bo uważam że to coś więcej niż kwes­t­ia urody i prezencji). Lubię Stel­lana Skars­gar­da i uważam ze jego prze­mowa wskazu­ją­ca, ze to wszys­tko kwes­t­ia brwi była przez­abaw­na. Wciąż jed­nak Skars­gard to nie Scott.

 

Jeśli chodzi o kolor tego sezonu to z całą pewnoś­cią był nim czer­wony. Oso­biś­cie najbardziej podobał mi się w wyko­na­niu Nicole Kid­man, choć to też kwes­t­ia tego jak doskonale tak jas­na kar­nac­ja pasu­je do tego odcienia czer­wieni
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Uważam że nagro­da dla „Czarnoby­la” była jak najbardziej zasłużona – zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, że ser­i­al stał się głównym tem­atem dyskusji zaled­wie chwilę po tym jak HBO praw­ie straciło całą wid­own­ię przez kosz­marny sezon “Gry o Tron”. Trze­ba naprawdę doskon­ałej pro­dukcji by utrzy­mać zain­tere­sowanie widzów po tym jak coś ich tak zaw­iodło. Bawi mnie trochę że zarówno Rus­sel Crow jak i Bri­an Cox dostali nagrodę za bard­zo podob­ną rolę – dużych, potężnych facetów krzy­czą­cych na wszys­t­kich wokół siebie. Obaj gra­ją głównie głosem i w sum­ie nie jestem w stanie się gniewać na ten wynik bo były to bard­zo dobre role. Do tego nieobec­ność Rus­sela Crowe przy­pom­ni­ała o tragedii w Aus­tralii, która stała się kole­jnym tem­atem poli­ty­czno-społecznych przemów tego wiec­zo­ra (czemu trud­no się dzi­wić biorąc pod uwagę, ze właś­ci­wie Amery­ka jest na grani­cy wojny a jeden kon­ty­nent nam się pali). Niko­go chy­ba też nie zdzi­wiła nagro­da dla Michelle Williams za “Fosse/Verdon”, najm­niej zaś aktorkę bo jej przemówie­nie było tak bard­zo prze­myślane i spójne że nie ma wąt­pli­woś­ci że wymyśliła je wcześniej (w prze­ci­wieńst­wie do przeu­roczego przemówienia Olivii Col­man która zde­cy­dowanie się nie przy­go­towała).

 

I znów mamy czer­wień. Sukien­ka Scar­lett bard­zo mi się podo­ba gdzieś tak do dekoltu. Mam wraże­nie że przy dekol­cie mogła­by być prost­sza bo ma bard­zo ciekawą spód­nicę
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

 

W kat­e­gorii najlep­sza muzy­ka wygrała Hildur Guð­nadót­tir. To znaczy, że po raz pier­wszy w his­torii Zło­tych Globów nagrodę za najlep­szą muzykę do fil­mu dostała kobi­eta. Z jed­nej strony – nie sposób się nie cieszyć, zwłaszcza że ścież­ka dźwiękowa do „Jok­era” to jed­na z jego naj­moc­niejszych stron. Z drugiej, jest jakieś takie dzi­wne uczu­cie, kiedy oglą­dasz 77 cer­e­monię roz­da­nia jakichś nagród, jest rok 2020, a ty się dowiadu­jesz że kobi­eta wygrała coś po raz pier­wszy. No bo nie ukry­wa­jmy – niby duma i radocha ale tak naprawdę to jest sza­le­nie przygnębi­a­jące że kobi­ety wciąż są w świecie gdzie uda­je im się osiągnąć coś po raz pier­wszy. Za rok nie będzie nom­i­nacji dla Hildur i wró­ci wszys­tko do zas­tanego ładu. Zwłaszcza, że to znów był rok bez nom­i­nacji dla jakiejkol­wiek kobiece reży­ser­ki, mimo, że znów mamy rok w którym bez zas­tanowienia moż­na wymienić dobre filmy zro­bione przez kobi­ety, które nie mniej zasługu­ją na nagrody. Rok w rok kobi­ety reży­seru­ją świetne filmy tylko po to by ignorowano je na nagro­dach a w dyskus­jach inter­ne­towych pojaw­iało się zdanie „a może po pros­tu nie było żad­nych dobrych filmów wyreży­serowanych przez kobi­ety”. Argh.

 

Tu mamy fajny przykład sukien­ki, która pewnie by mi się nie podobała na wiesza­ku ale Awk­wa­fi­na tak ją nosi, że mam wraże­nie że to naprawdę doskon­ały wybór
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Z miłych zaskoczeń – nagrodę za najlep­szy film ani­mowany dostał „Praziomek” —  abso­lut­nie prze­cu­d­ow­na pro­dukc­ja, która zde­cy­dowanie na to zasługi­wała. Ponown­ie  – nie pode­jrze­wam by to się powtórzyło na Oscarach ale cieszy, że inne stu­dio, które inwes­t­u­je w inny rodzaj ani­macji dostało nagrodę. Inna sprawa że ja ten film uważam po pros­tu za cud­own­ie przeu­roczy i pamię­tam jak namaw­iałam abso­lut­nie wszys­t­kich żeby pos­zli do kina.  Była jed­na z tych ani­mowanych pro­dukcji zeszłego roku, która po pros­tu nie zawodz­iła – nieza­leżnie czy poszło się jako oso­ba dorosła czy jako dzieci­ak. Nie ukry­wam – zawsze mnie cieszy przeła­manie monopolu Disneya/Pixara bo to są stu­dia które nagród nie potrze­bu­ją, bo i tak w dużym stop­niu monop­o­lizu­ją świat pop­u­larnej ani­macji.

 

W modzie męskiej na nagro­dach bywa nud­no dlat­ego zawsze się cieszę jak jest zapros­zony Tai­ka Wait­i­ti bo wiem, że przyjdzie w czymś odrobinę innym i prze­myślanym
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Tak naprawdę  mam poważne wąt­pli­woś­ci co do trzech – dość trady­cyjnie, najbardziej prestiżowych wyróżnień. Zacznę od nagrody dla Jaquina Phoenixa za „Jok­era”. To była taka nagro­da z gatunku oczy­wistych – głównie dlat­ego, że jeśli już za coś nagradzać „Jok­era” to za rolę Phoenixa. Jed­nocześnie jed­nak nie ukry­wam jestem zmęc­zona tym  dość toksy­cznym tren­dem nagradza­nia aktorów którzy do roli prze­chodzą drasty­czne fizy­czne trans­for­ma­c­je (zwłaszcza chud­ną). Chris­t­ian Bale zbu­dował na tym całą kari­erę i nadal mam wraże­nie, że wcale nie robi go to lep­szym aktorem. Do tego wciąż mam wąt­pli­woś­ci czy aby Hol­ly­wood nie powin­no się zatrzy­mać i zas­tanow­ić dlaczego tak kocha nagradzać aktorów gra­ją­cych oso­by z zaburzeni­a­mi psy­chiczny­mi. Zwłaszcza, że jed­nocześnie kosz­marnie trak­tu­je aktorów którym się zdarzy zała­manie psy­chiczne czy kryzys. Cały czas mam poczu­cie, że stoi za tym takie dość niebez­pieczne przeko­nanie, że zagranie kogoś z zaburzeni­a­mi jest od razu ciekawe i odważne. Jed­nocześnie zaś jak w przy­pad­ku każdej niepełnosprawnoś­ci – właś­ci­wie tylko oso­by sprawne dosta­ją nagrodę za to jakie były dzielne i zagrały kogoś z niepełnosprawnoś­cią czy zaburze­niem. Co nijak się nie przekła­da za zwięk­szaniem szans dla osób z niepełnosprawnoś­ci­a­mi i czy zaburzeni­a­mi. To są rzeczy, które są obok roli Phoenixa,  ale  są jed­nocześnie znakiem pewnej kul­tu­ry przyz­nawa­nia nagród, która mi oso­biś­cie się nie podo­ba. Dużo bardziej w tym roku ceniłam rolę Adama Dri­vera w “His­torii Małżeńskiej”. Która też była odważ­na, bo nie łat­wo zagrać osobę, która rozkła­da na częś­ci pier­wsze pewne bard­zo toksy­czne męskie zachowa­nia. Plus kocham Adama Dri­vera a do Jaquina Phoenixa mam kil­ka zas­trzeżeń natu­ry zupełnie poza fil­mowej.

 

Z męs­kich kreacji moje serce skradł też Tony Shal­houb który wyglą­dał chy­ba najbardziej cool wśród wszys­t­kich zebranych
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Nie jestem też do koń­ca przeko­nana co do wyróżnień dla Sama Mende­sa i jego „1917”. Ponown­ie – jak słusznie zauważył mój ojciec – nieza­leżnie od tego jak dobry był­by to film – prz­er­abia dość moc­no rzeczy, które już w kinie mieliśmy – cho­ci­aż­by w “Galipoli”. Inna sprawa – ponown­ie mam poczu­cie, że trochę za częs­to w Hol­ly­wood nagrody dosta­ją filmy w których nie ma kobi­et. Nie jestem prze­ci­w­na kinu wojen­nemu i wiem, że nie w każdym filmie musi być kobi­eta ale jest różni­ca pomiędzy – świado­moś­cią, że są różne opowieś­ci do opowiedzenia a obser­wowaniem jak częs­to kino bez kobi­et czy praw­ie bez kobi­et, zosta­je wyróżnione. Czy to znaczy, że uważam „1917” za zły film? Nie, ale mam paradok­sal­nie wraże­nie, że taka nagro­da powin­na choć trochę odbi­jać atmos­ferę wokół pro­dukcji. Mimo, że oso­biś­cie uważam „Jok­era” za film nieu­dany, a „Irland­czy­ka” za pro­dukcję trwa­jącą o godz­inę za dłu­go to oba te filmy rzeczy­wiś­cie w zeszłym roku odcis­nęły swo­je pięt­no na dyskusji o fil­mach. Dla wielu osób stały się pro­dukc­ja­mi roku – nie spotkałam się z taki­mi opini­a­mi o „1917”, który to film oce­ni­ano wysoko, ale widać było, że nie budzi takiej potrze­by dyskusji i przeży­wa­nia jak nawet „His­to­ria Małżeńs­ka”. Mam dzi­wne wraże­nie, że ten wybór wyni­ka z niechę­ci do nagrodzenia fil­mu dys­try­buowanego przez Net­flix i z wciąż ist­niejącej bari­ery przed nagrodze­niem tak wysoko fil­mu inspirowanego komik­sem.

 

W tym roku było sporo różowych i fiołkowych sukienek w takich delikat­nych kolorach. Nie jestem w stanie ich ocenić bo nie lubię takich jas­nych odcieni i to mi zaburza percecpcję
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

Patrząc z boku na całą cer­e­monię nie mogłam się oprzeć wraże­niu, że najlepiej wypadły te momen­ty, w których w ogóle nikt nie sku­pi­ał się na rywal­iza­cji. Tom Han­ks popłakał się na sam widok włas­nej rodziny i to było takie miłe, bo już wiemy, że jest jed­na stała rzecz na świecie – Tom Han­ks płaczą­cy gdy ma powiedzieć dwa zda­nia o swo­jej żonie. Ellen DeGeneres mówiła krótko ale cały moment przyz­na­nia jej nagrody i przy­pom­nienia czym był jej com­ing out w pop­u­larnym sit­comie – był ład­nym przykła­dem tego ile znaczy odwa­ga cywilna osób robią­cych w pop­kul­turze. Naprawdę rozbaw­iły mnie tylko dwie uwa­gi w prze­mowach – Brad Pitt mówią­cy że nie przyszedł z mamą bo ilekroć stanie obok jakiejś kobi­ety to wszyscy  mówią że się z nią umaw­ia i to było­by dzi­wne.  Zabaw­na była też Lau­ra Dern dzięku­ją­ca za to że mogła w końcu przemówić w filmie w imie­niu nierozu­mi­anej mniejs­zoś­ci czyli prawników od roz­wodów. Powoli mam wraże­nie, że złośli­wi aktorzy, którzy już wiedzą że to wszys­tko nie ma sen­su są zde­cy­dowanie lep­si od komików, którzy niby mówią to co mają w ser­cu, a wszyscy i tak wiemy, że budu­ją prze­myślaną markę oso­bistą. Ricky Gar­vais tak naprawdę nie może powiedzieć nic naprawdę dow­cip­nego bo musi pogłębi­ać swój wiz­erunek fac­eta który mówi prawdę Hol­ly­wood.  Bywa to śmieszne czy nieprzy­jemne ale naprawdę jest to tak skali­browane  by zbu­dować już dość nużącą (przy­na­jm­niej mnie) markę. Pier­wszy czy dru­gi raz było to nawet ciekawe, ale dziś połowę tych dow­cipów mogliś­cie sobie napisać sami w domu jedynie zagadu­jąc kogo moż­na się przy­czepić.

 

Na koniec moje ulu­bione zdję­cie wiec­zoru czyli Gre­ta Ger­wig i Noah Baum­bach chcą iść do domu zan­im wieczór się jeszcze na dobre zaczął
Zdję­cie: HFPA Pho­tog­ra­ph­er

 

Fakt że roz­dano Złote Glo­by oznacza tylko jed­no – już za chwilkę, już za momen­cik czeka­ją nas nom­i­nac­je Oscarowe. Jestem bard­zo ciekawa czy Akademia podob­nie jak dzi­en­nikarze pójdzie w stronę  dom­i­nacji (nie przekłada­jącej się na nagrody) tytułów Net­flixowych czy może zna­jdzie coś innego do nagrodzenia. Nie mniej tak naprawdę to pytanie – kto wydał najwięcej kasy na pro­mocję. I patrząc z tego punk­tu widzenia nagle okazu­je się że nic nie ma więk­szego znaczenia. No może poza łza­mi Toma Han­ksa.

0 komentarz
2

Powiązane wpisy