Postanowiłam, że część moich krótkich opinii o filmach i serialach, które umieszczam na Facebooku, będzie trafiała na Bloga w formcie, który nazywam ZVZ Short. To nie są równorzędne recenzje i teksty – to krótsze polecajki, teksty, które mają objętość (oraz często głębię) postu na FB. Robię to by teksty nie przepadły i żeby osoby, które szukają mojej opinii tylko na blogu miały taką opcję. Mam nadzieję, że sekcja ZVZ Short się wam spodoba.
Ponieważ bardzo kocham łyżwiarstwo figurowe (tylko oglądać, nie uprawiać – lubię moje dziesięć palców i całe kości) to postanowiłam, że obejrzę serial „Miłość na lodzie”. Co prawda przejście od oglądania melodramatycznych wampirów do dramatów uprawiających sport nastolatków jest dość drastyczne, ale przyciągał mnie temat łyżwiarstwa.
Raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że dość szybko będzie musiała wrócić na lód a jako że jest łyżwiarką specjalizującą się w tańcu na lodzie, to jej serce będzie rozdarte pomiędzy starym partnerem a nowym partnerem. Nie będzie też dla was chyba zaskoczeniem, że ów nowy partner jest bad boyem i na początku się nie lubią ale dziwna siła przyciąga ich do siebie.
Odpuściłam po czterech odcinkach, głównie dlatego, że łyżwiarstwa było mało, za to dużo było rodzica, który traktuje swoje dzieci koszmarnie i serial jakoś nie za bardzo umie pokazać go w złym świetle. Jednocześnie to jest taka produkcja, która bardzo grzecznie tłumaczy każdą scenę i konflikt ale jednocześnie – bohaterowie zmieniają charakter tak raz na piętnaście minut – dla większego stężenia dramy.
Problemem są też sceny łyżwiarskie, bo choć dobrze wyglądają to jednak nie da się odtworzyć poziomu profesjonalnych łyżwiarzy na poziomie mistrzostw świata na ekranie. Znaczy pewnie by się dało ale nie w młodzieżowym serialu dla Netflixa.Ale! Gdybym miała tak lat 12-15 pewnie pochłonęłabym całość za jednym posiedzeniem.
Mam też ciekawą refleksję, że łyżwiarstwo jest narracyjnie bardzo pociągającym sportem – zwłaszcza pary taneczne i sportowe bo to jeden z niewielu sportów gdzie kobiety i mężczyźni tworzą razem zespół. Ale niestety, bardzo rzadko udaje się coś ciekawego z tym zrobić. Być może dlatego, że życie sportowców jest dużo nudniejsze i mniej dramatyczne niż sobie to lubimy wyobrażać.
