Miałaś Polsko złoty róg

14/11/2018

Dobrze być królem. Nawet szalonym czyli wywiad z Markiem Gatissem

14/11/2018

Będę oglądać Dirty Dancing 70 razy dziennie czyli Czy popkultura może pomóc na złamane serce?

14/11/2018

Co pewien czas dostaję maile od moich czytelników z prośbą o pomoc. Czasem ktoś złamie nogę i potrzebuje pomocy by przetrwać kilka tygodni w łóżku i nie zwariować. Czasem ktoś pragnie dowiedzieć się jakie filmy wypada obejrzeć przed maturą. Czasem jednak, częściej niż może się wydawać, dostaję pytania – co by Zwierz polecił na złamane serce. Co sprowadza nas do pytania – czy popkultura może cokolwiek na złamane serce poradzić.

Osobiście nigdy Zwierz nie złamał sobie serca w sposób poważny. To zaleta pozostawiania singielką aż do dwudziestego ósmego roku życia, kiedy to jak w komediach romantycznych napotkałam męża na konferencji naukowej (choć czy są komedie romantyczne o konferencjach naukowych? Jeśli nie trzeba natychmiast nakręcić tuzin). Z drugiej strony to wada bo nigdy nie miałam poczucia że wszystkie piosenki o miłości są o mnie. W każdym razie, aby nieco wzbogacić moje przeczucia, zapytałam też swoich czytelników co sądzą – okazało się, że złamane serce nie było potrzebne by znaleźć odpowiedź. I myślę, że spokojnie można tą odpowiedź rozciągnąć na wiele innych życiowych doświadczeń.

 

 Po pierwsze jak wszyscy wiemy, czas leczy rany. Ale czas trzeba czymś wypełnić. Wypełnianie go długimi, pełnymi dramy i zwrotów akcji serialami, trochę pomaga jednak wypełnić długie dni i godziny w czasie których trzeba czekać aż nam przejdzie. Plus jest taki, że oglądane seriale, zwłaszcza kiedy oglądamy na raz ich wszystkie sezony, tworzą specyficzne wrażenie, szybszego upływu czasu. Jeśli dziś usiądziecie i obejrzycie wszystkie sezony Przyjaciół w dwa tygodnie to paradoksalnie będziecie mieli wrażenie, że upłynęło dużo więcej czasu. Bo choć w waszym życiu niewiele się wydarzyło, świat bohaterów serialu kilka razy stanął na głowie. Ta specyficzna gra z poczuciem upływu czasu, którą serwują nam oglądane hurtem seriale może nas skutecznie przekonać, że minęło więcej czasu niż nam się wydaje, a ponieważ bohaterowie się tak bardzo zmienili, to i w nas pewnie zaszła zmiana. Nie podziała na wszystkich ale na niektórych. Poza tym, seriale pełne dramy – jak Gossip Girl czy Dynastia sprawiają, że chcąc nie chcąc angażujemy się w produkcje zastanawiając się co wydarzy się dalej. Nawet jeśli oglądamy je trochę bezmyślnie. Inna sprawa – znam ludzi, którym na złamane serce najlepiej robi przeczytanie czterdziestu kryminałów. Kiedy po raz piąty zabija narzeczony – człowiek ma wrażenie, że wygrał życie na loterii.

Po drugie – jesteśmy często skłonni postrzegać bohaterów produkcji filmowych czy serialowych jako dowód na to, że nie wszystko stracone. Pamiętam, że kiedy pojawiła się Miranda lubiłam oglądać ten serial – nie tylko dla poczucia humoru ale także z myślą, że skoro w życiu Mirandy wszystko układa się dobrze, to dla mnie jest jak najbardziej szansa. Myślę, że wiele osób – nawet zdając sobie sprawę, że ogląda fikcję, lubi w życiu i perypetiach bohaterów szukać znaku, że jest jeszcze nadzieja. Skoro bohaterki Seksu w Wielkim Mieście mogły kilkanaście razy na sezon znajdować i tracić wielką miłość i uświadamiać sobie, że to nie jest cały ich świat, to my też możemy. Nie wiem czy to doskonale poradzi na złamane serce, ale z drugiej strony – sporo naszych wyobrażeń o życiu i jego przełomowych momentach bierzemy właśnie z popkultury. Jeśli kiedykolwiek jadłyście pudło lodów po tym jak odszedł od was facet czy dziewczyna to pewnie dlatego, że niemal wszystkie bohaterki zachodniej popkultury tak robią. I nie ma w tym nic złego, bo zjedzenie pudła lodów też nie leczy złamanego serca ale człowiek przynajmniej zjadł lody.

 

 

 

 

Po trzecie, wydaje mi się że zwrócenie się ku popkulturze ma jeszcze jeden wymiar. Kultura jest trochę po to byśmy szukali w niej odbicia własnych uczuć, emocji i poczucia, że nie jesteśmy sami. Dlatego, w sumie siedzenie i słuchanie w kółko utworów o złamanych sercach nie jest takie głupie. Nie chodzi o to, żeby się zdołować, ale też o to by przekonać się że gdzieś tam był twórca który myślał dokładnie tak samo jak my, i czuł podobnie. Kiedy tylko uświadomimy sobie, że nasze uczucia nie są tak bardzo wyjątkowe, że gdzieś tam jest ktoś kto czuł podobnie i nawet napisał o tym piosenkę czy nakręcił film – nie jesteśmy ze swoim smutkiem sami. Raczej dokładamy się do wielkiego zbioru przeżyć, które łączy ludzkość i niejednokrotnie napędza ją do napisania koszmarnie łzawych utworów na charczący głos i gitarę. Wydaje się, że to całkiem zdrowe wyjść ze świata w którym się jest tylko samemu i poszukać potwierdzenia, że wszystko z naszym złamanym sercem jest w porządku.

Po czwarte- zaskoczyło mnie w odpowiedziach moich czytelników ile osób wskazywało dość przypadkowe czy nie oczywiste dzieła jako te które pomogły im w prywatnym kryzysie. Bo trochę tak jest, że nasza psychika czasem działa dziwnie. W chwili najgłębszego mroku, nagle ratuje nas oglądanie w kółko nie „Dirty Dancing” (pamiętacie tak robiła bohaterka New Girl) czy „Śniadania u Tiffany’ego” (które pocieszało Blair Waldorf) ale dystopijnego Equilibrium. Dlaczego? Bo wszyscy jesteśmy inni, niektórych z głębi ich smutku i rozpaczy wyrywają horrory, innych młodzieżowe filmy o miłości a jeszcze innych czterdziesty seans Szeregowca Ryana. Kultura ma tą niesamowitą moc że czasem – wbrew rozsądkowi potrafi w nas obudzić uczucia o których byliśmy pewni, że je zakopaliśmy, a nasze serce padło i już się więcej nie podniesie. Na całe szczęście. Inaczej pomyślcie o tych wszystkich biednych ludziach którzy złamali sobie serce w młodości. Gdybyśmy wszyscy tak jak oni wierzyli, że nigdy więcej nie będziemy szczęśliwi, byłby to naprawdę smutny świat.

 

Po piąte – kultura jest dobra by po prostu najzwyczajniej w świecie odwrócić naszą uwagę. Siedzenie i gapienie się na film czy serial może się okazać lepszym wyjściem niż siedzenie i gapienie się na ścianę. Jednocześnie – to doskonały miernik, tego jak bardzo nic nie robimy. Jeśli jednego dnia obejrzymy czternaście odcinków jednego serialu na raz i Netflix pyta czy jeszcze żyjemy to może być to całkiem niezły sygnał, że chyba nie mamy się tak dobrze jak mogło się nam wydawać. Nie mniej – pierwszy dzień w którym zamiast naszego złamanego serca zaczniemy rozważać, dlaczego Ted z „Jak poznałem waszą matkę” jest takim upierdliwym bohaterem – to dzień małego zwycięstwa. Człowiek to taka w sumie prosta istota – jeśli będziemy naszemu mózgowi podrzucać coś innego do myślenia – to w końcu zaczniemy o tym myśleć. Co jest lepsze niż rozpamiętywanie w kółko ostatnich dwudziestu rozmów z byłym czy byłą i zastanawianie się co takiego właściwie powiedzieliśmy. Zdecydowanie więcej sensu ma wściekanie się na luki logiczne w drugim sezonie Westworld

 

Ostatecznie ilekroć ktoś pyta mnie co można poradzić na złamane serce to najbardziej polecałabym przeczytanie własnego pamiętnika z czasów młodości. Tam na pewno jest jakaś deklaracja że się nigdy więcej człowiek nie zakocha. To pomaga nabrać perspektywy. Co się jednak tyczy kultury popularnej to przyznam szczerze – nadal nie ma pewności czy istnieje na takie pytanie właściwa odpowiedź. Bo wierzę, że ucieczka w popkulturę pomaga – na wiele życiowych smutków pomaga. Nie siedziałabym tyle oglądając Dynastię gdyby nie pomagała. A jednocześnie – kiedyś trzeba wyłączyć serial i stanąć oko w oko ze swoimi problemami. Które zwykle nie są tak zagmatwane jak dzieje rodziny Carringtonów ale niekoniecznie sobie pójdą jeśli będziemy patrzeć w inną stronę. Najbardziej chciałabym zaś poradzić by sobie serca nie łamać w ogóle, ale jak rozumiem – to jedna z tych rad których trudno się trzymać.

Natomiast wiem jedno – nie ma jednej dobrej metody na kulturalną walkę ze złamanym sercem czy chandrą. Na każdego działa co innego. Jednym o świecie pozwala zapomnieć powtórka z „Wojny i Pokoju” bo zanim się skończy czytać to człowiek już zapomni co go martwiło. Inni muszą obejrzeć czterdzieści komedii romantycznych by się utwierdzić w przekonaniu że romantyczna miłość jednak istnieje. Są tacy których serce znów zaczyna bić kiedy Freddie Kruger zabije kolejną ofiarę. I nie ma  w tym nic złego – jak pisałam – kultura do nas wszystkich dociera inaczej, więc nie dajcie sobie wmówić że są dobre i złe rzeczy na złamane serce. Są dobre i złe rzeczy dla was. I jak musicie słuchać Justina Bibera, żeby wyjść z głębi około sercowych mroków, to nawet Zwierz nie będzie was sądził.

Ps: Dzięki wszystkim którzy podzielili się swoimi doświadczeniami na grupie Zwierza na FB. Jeśli nie wiecie o jej istnieniu to jak klikniecie TUTAJ będziecie mogli dołączyć. Tak sobie tam rozmawiamy i narzekamy.

Ps2: Jutro będzie coś bardzo fajnego. O ile dożyję, bo przeziębiony wielce jest Zwierz.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...