Trzmiel daje radę czyli Zwierz o Bumblebee

08/01/2019

Całe nieszczęście czyli o trzecim sezonie Serii Niefortunnych Zdarzeń

08/01/2019

A na koniec i tak wygra smutny film biograficzny czyli zwierz o Złotych Globach 2019

08/01/2019

Oglądnie ceremonii rozdania nagród to rozrywka. Nic innego. Sympatyczna rozrywka telewizyjna która ma w sobie elementy rywalizacji. Tym przynajmniej jest dla nas, widzów. Dla producentów, reżyserów i aktorów to prestiżowa przepychanka która może zaowocować lepszym pozyskaniem funduszy na film, wyższą gażą, czy po prostu ułatwieniem przy następnym projekcie.  Dlatego nagrody filmowe są jednocześnie zupełnie nie ważne i całkiem istotne. I dlatego, zwierz musi wam napisać o tegorocznych Złotych Globach, które były miejscami całkiem ciekawe a miejscami dość trudnego do oglądania.

Zacznijmy może od tego co w ogóle się z rozdanymi nagrodami nie wiąże czyli z monologami i wyborem prowadzących.  Od razu powiem, że zarówno Andy Samberg jak i Sandra Oh należą do grupy amerykańskich aktorów telewizyjnych których po prostu lubię. Samberg skradł moje serce rolą w Brooklyn 99 a Sandra Oh była naprawdę genialna i w Grey’s Anatomy i w Killing Eve. Nie ma więc w mojej opinii ani odrobiny niechęci – nadal uważam, że udało się wybrać dwie niesamowicie sympatyczne osoby. I co więcej – niekoniecznie oczywistych kandydatów. Jak ten duet wypadł? Moim zdaniem średnio. O ile wychowanek SNL – Andy Samberg doskonale radził sobie z udawaniem, że to co mówi do zgromadzonych na sali właśnie przyszło mu do głowy, a nie jest zapisane na prompterze, o tyle Sandra Oh była wyraźnie bardzo przejęta i chyba nieco za bardzo próbowała grać. Ostatecznie style dwójki prowadzących zupełnie się rozminęły i całość wypadła trochę wymuszenie. Zwłaszcza kiedy po serii mniej lub bardziej udanych dowcipów (mój ulubiony to uwaga, że świat był zawsze paskudny i rasistowski ale teraz jest gorszy bo mamy telefony komórkowe) nastąpiła chwila poważniejsza. Nie wątpię że mówiąca o chwili zmiany i o otaczających ją twarzach zmiany Sandra Oh mówiła ze szczerym wzruszeniem. Problem w tym, że ta wielka zapowiadana zmiana, która tak ją wzruszyła jest wciąż bardziej  w kwestiach deklaracji niż realnych przemian. Hollywood zapowiada co chwilę, że wszystko będzie zupełnie inaczej a potem znów wszystko jest tak samo. W ciągu roku od poprzedniej gali na której rządziło Time is Up niewiele się tak naprawdę zmieniło w biznesie.

 

Prowadzący bardzo starali się być na luzie ale w sumie nawet Zwierz poczuł, że są zestresowani
Zdjęcie: HFPA Photographer

Trzeba zresztą przyznać, że do końca wieczoru odnosiło się wrażenie, że w tym roku wszyscy są jakby nieco bardziej pijani (na sali) i rozkojarzeni (wśród prezenterów) zaś nagrodzeni statuetkami bardzo starali się znaleźć tą jedną dojmującą sprawę wieczoru ale – co ciekawe, głosy tak niesamowicie jednoznacznie polityczne ucichły. To już nie jest rok kiedy Meryl Streep mówi oficjalnie jak bardzo poruszył ją Trump. To nawet nie jest rok w którym ktoś mówi jednoznacznie o polityce Stanów. To raczej rok w którym usłyszymy grę ze słowem „mur” (o którego budowę toczy się teraz polityczna wojna) i ogólne nawoływania do porządnego zachowania w tych trudnych czasach. Fakt, że polityczność przeszła tu do aluzji może świadczyć o kilku zjawiskach. Jedno to trochę zmęczenie materiału – nawet zagorzali przeciwnicy Trumpa trochę tracą rozpęd (zwłaszcza po ostatnich wyborach które nieco mają przywrócić równowagę siły), a poza tym  można podejrzewać, że nawet sami aktorzy w pewnym momencie mają dość. Ewentualnie ktoś rozesłał list prosząc by wszyscy za temat przewodni wypowiedzi wybrali radość jaką daje im praca przy filmie i uprzywilejowanie jakie łączy się z możliwością opowiadania historii – jeśli już szukać motywu przewodniego to właśnie tu by się znalazł.

Jak co roku Zwierz robi przegląd kiecek które naprawdę mu się podobały tu na zdjęciu Sandra Oh i Jodie Comer z Killing Eve. Zwłaszcza sukienka Sandry Oh zrobiła na Zwierzu wrażenie – fajnie wygląda to w zestawieniu z suknią jej serialowej partnerki
Zdjęcie: HFPA Photographer

 

Drugi znaczący motyw wieczoru to kwestia równouprawnienia kobiet w przemyśle filmowym. Nagrodzone aktorki zwracały na to uwagę. Patricia Arquette jak zwykle mówiła o obecności kobiet na planie filmowym, Regina King publicznie oświadczyła, ze od tego momentu we wszystkim do czego przyłoży rękę będzie po połowie kobiet i mężczyzn. Glen Close która przecież grała kobietę w cieniu mężczyzny, zachęcała inne kobiety by nie bały się podejmować działania i nie chowały się za swoimi partnerami. Po części zwyciężczynią wieczoru była tak naprawdę Octavia Spencer która pojawiła się na scenie jako jedna z producentek nagrodzonego Globem filmu Green Book. Co prawdę powiedziawszy dopiero uświadomiło jak rzadko na scenie pojawiają się kobiety nagradzane w innej kategorii niż aktorskiej. Zwłaszcza na Złotych Globach.

 

Suknia Jamie Lee Curitis spotkała się ponoć z powszechnym pozytywnym przyjęciem. Zwierz się nie dziwi.
Zdjęcie: HFPA Photographer

Wydaje się, że w tym roku decyzje stowarzyszenia dziennikarzy dotyczące telewizji były nieco bardziej trafne – a może tylko przez Zwierza przyjmowane bardziej z entuzjazmem, niż decyzje dotyczące kina. W świecie telewizji padło kilka zaskakujących ale niesamowicie cieszących mnie werdyktów. Statuetkę dla najlepszej produkcji dramatycznej przyznano The Americans – niemal można było usłyszeć radosny krzyk z milionów gardeł ludzi, którzy od paru lat namawiali wszystkich do oglądania tego doskonałego szpiegowsko-obyczajowego dramatu. Teraz po ostatnim sezonie nagroda w końcu trafiła do serialu – choć, niestety nie do aktorów w nim grających, którzy też na to zasługiwali. Najlepszym serialem komediowym został, trochę ku zaskoczeniu wielu, The Kominsky Method – wyprodukowana przez Netflixa produkcja Chucka Lorre (tego od bardzo dobrych i bardzo złych seriali) w której przyglądamy się życiu nauczyciela aktorstwa i jego agenta. Obaj panowie są już mocno starsi ale jak to bywa, starość też może być zabawna. Serial o tyle wygrał dość niespodziewanie, że  Netflix go za bardzo nie reklamował. Ale tak już jest z serialami komediowymi nagradzanymi przez Globy – zwykle to produkcje które widzowie dopiero mają odkryć. Nagrodę za występ w tej produkcji dostał Michael Douglas który nie ukrywajmy, pewnie jest miło zaskoczony, że na tym etapie swojej kariery dramatycznej może dostać nagrodę za role komediową. Wśród aktorek nagrodzono Rachel Brosnahan za rolę w Marvelous Mrs. Maisel. Tu mam nieco mieszane uczucia bo moim zdaniem nie ma drastycznego skoku gry aktorskiej między pierwszym a drugim sezonem. W drugim sezonie dostaliśmy jeszcze więcej tego samego. Tzn. pod względem aktorskim. Zdecydowanie bardziej zasłużyłaby tu Alison Brie która naprawdę niesamowicie rozwinęła swoją role między pierwszym a drugim sezonem GLOW. No ale najwyraźniej Netflix nie może zgarnąć wszystkiego.

 

Cody Fern najwyraźniej zapomniał że wampiry nie powinny się afiszować. Jak słusznie napisała Mysza. Byłby z niego wspaniały Lestat
Zdjęcie: HFPA Photographer

Skoro jesteśmy przy aktorach to przeuroczy był moment kiedy Richard Madden dowiedział się, ze wygrał statuetkę dla najlepszego aktora w serialu dramatycznym, za rolę w Bodyguard. Tak szerokiego uśmiechu szkocki aktor chyba nie miał od dawna. Prawda jest taka, ze rzeczywiście Madden i jego rola były kluczowe dla powodzenia hitu BBC dystrybułowanego przez Netflix (co dla amerykanów jest niemal równe z tym jakby serial zrobił Netflix). Jednak z punktu widzenia aktora to przede wszystkim naprawdę spora szansa by trochę podskoczyć w Hollywoodzkich rangach i być może  startować po większe role. Jedna postać o inicjałach J.B bardzo by pasowała do szkota. Zwłaszcza że Madden został przed wjeściem na scenę wyściskany przez Idrisa Elbę więc właściwie można to uznać za odpowiednie błogosławieństwo.  Możemy prawda? Z kolei najlepszą aktorką została Sandra Oh za rolę w Killing Eve. Ponownie jest to triumf BBC (tym razem BBC America) co pokazuje że Brytyjczycy z dobrą dystrybucją rządzą światem. Sama nagroda aktorce się z całą pewnością należała – jej rola w serialu jest doskonała. Jej wzruszenie było przeuroczo prawdzie i odbierając nagrodę wyglądała na dużo bardziej zrelaksowaną niż  w czasie całej reszty gali.

 

Thandi Newton wyglądała absolutnie bosko. Chyba nie było tego wieczora aktorki z lepszą fryzurą
Zdjęcie: HFPA Photographer

W przypadku mini seriali mieliśmy wielu doskonałych kandydatów – rzekłoby się aktorską śmietankę. Nagrodę za najlepszą rolę męską w mini serialu odebrał Darren Criss za rolę w produkcji o Zabójstwie Versace. Ten sam serial został też nagrodzony jako najlepsza produkcja w tej kategorii. Nie będę ukrywać, ze choć uwielbiam Darrena Crissa to jednak moim zdaniem Benedict Cumberbatch jako Patrick Melrose był bez porównania lepszy. No ale może nie da się dać wszystkich nagród Brytyjczykom. Inna sprawa, że Criss nie grał źle, choć nie ukrywam, sam serial nie porwał mnie tak jak jego poprzednia odsłona o O.J Simpsonie. Co ciekawe, Darren Criss, któremu kilka razy w życiu zdarzyło się portretować bohaterów homoseksualnych oświadczył kilka dni temu, że nie będzie więcej tego robił – żeby dać szasnę ludziom z tej mniejszości na zdobycie tych ról. Ciekawe posunięcie – tzn. społecznie jak najbardziej słuszne, tylko zastanawia mnie czy to coś zmieni czy producenci po prostu wybiorą kolejnego aktora który będzie już chętny. No ale czasem pewne rzeczy robi się z przekonania. Nagrodę za najlepszą rolę kobiecą dostała Patricia Arquette za Ucieczkę z Dannemory. Zwierz zbiera się od jakiegoś czasu by obejrzeć serial ale jeszcze się nie zebrał. Szkoda trochę Amy Adams która pozostaje jedną z tych fenomenalnych aktorek które mają wszystkie nominacje i bardzo mało nagród.

 

Lady Gaga pojawiła się w sukni dramatycznej krojem ale spokojnej kolorem (nawiązującej do jednej z sukienek Judy Garland). Moim zdaniem suknia bardzo w porządku choć ja bym chyba zostawiła naturalny kolor włosów.
Zdjęcie: HFPA Photographer

 

Serce Zwierza zabiło mocniej kiedy ogłoszono zwycięzcę w kategorii najlepsza rola drugoplanowa w mini serialu bo ta trafiła do Bena Whishawa. Och gdyby amerykanie zrozumieli jakim diamentem jest ten brytyjski aktor. Choć może lepiej nie, Whishaw to typowy aktor który chyba powinien zostać w Anglii i grać naprzemiennie miłego misia zgubionego na dworcu, w nowoczesnym wystawieniu Bahantek. A także w fenomenalnych serialach jak np. Very English Scandal za który dostał nagrodę. Wśród kobiet triumfowała Patricia Clarkson – jako jedyna z fenomenalnej obsady Sharp Objects  – serialu który chyba w zamiarze HBO miał powtórzyć sukces Wielkich Kłamstewek ale jak na razie jest raczej wśród przegranych niż wśród wielkich zwycięzców. Moim zdaniem HBO tak go promowało, że część widzów była nim zmęczona zanim się jeszcze zaczął.

 

Sporo było w tym roku zwiewnych materiałów Alison Brie do swojej lekkiej sukienki miała ciemny bardzo wyrazisty stanik. Niektórzy są zachwyceni niektórzy nie wiedzą co myśleć. Zwierz jest trochę rozdarty. Na zdjęciu też Dave Franco.
Zdjęcie: HFPA Photographer

Tyle z nagród telewizyjnych – moim zdaniem całkiem ciekawych i choć nie idealnych to całkiem sprawiedliwych. Przejdźmy teraz do swoistego misz maszu jakim są nagrody filmowe. Tu bowiem dość wyraźnie okazało się, że gdzie czterech się bije tam czasem piąty korzysta. Nagrodę za najlepszą piosenkę odebrała Lady Gaga (a właściwie twórcy wykonywanej przez nią piosenki). I tu zakończyła się dość szybko dobra passa Narodzin Gwiazdy. To dość ciekawe bo na początku sezonu nagród wydawało się, że Narodziny Gwiazdy zgarną wszystko ale im bliżej wielkich wieczorów tym częściej pojawiały się głosy, że to wcale nie jest taki dobry film. Może kobiety go w końcu zobaczyły. Nie mniej Lady Gaga płakała jakby dostała nagrodę za najlepszą rolę żeńską, co w sumie nie jest złe Zwierz lubi wzruszenia.  Także nagroda za najlepszą muzykę dla „First Man” potwierdziło coś co stało się w ostatnich tygodniach jasne – że tym razem Damien Chazelle nie trafił w serca Hollywood i jego kolejny film zamiast worka nagród może się pocieszyć tylko nagrodą za muzykę, która zawsze w twórczości autora odgrywała duże znaczenie.

 

Nie jestem do końca pewna co ma dokładnie na sobie Timothee Chalamet ale takiemu we wszystkim ładnie. Jakie to chłopię ma piękne kości policzkowe. Ale co ważniejsze – odwagę by na czerwonym dywanie postępować odważnie.
Zdjęcia: HFPA Photographer

Z racji na specyficzny podział kategorii na Złotych Globach dość szybko stało się jasne że nie ma jednego faworyta. Nagrodę za najlepszy scenariusz dostało Green Book, nagrodzone też za najlepszą drugoplanową rolę męską w komedii (dla  Mahershala Ali) i najlepszy film komediowy. Green Book to zwycięzca tegorocznego festiwalu w Toronto. A zasada mówi, że jak wygrasz w Toronto to czekają cię wspaniałe rzeczy na drodze do Oscara. Tam gdzie Green Book nie trafi do kategorii komediowej bo nie ma kategorii komediowej. Co oznacza, że może być trudniej ale może być też łatwiej zdobyć nagrodę dla najlepszego filmu. Co nie byłoby złe biorąc pod uwagę konkurencję.  Drugim filmem który zdobył dwie nagrody jest leżąca w zupełnie innej filmowej konstelacji Roma. Roma zdobyła wyróżnienie za najlepszy film nieanglojęzyczny i reżyserię dla Alfonso Cuarona. Trzeba pamiętać, że Roma na Oscarach może startować po nagrodę za najlepszy film. I nie byłoby to złe wyjście. To cudowna produkcja która moim zdaniem jest rzadkim przykładem kina które i za dziesięć i piętnaście lat będzie przemawiało do emocji widza. Sama nagroda dla Cuarona bardzo mnie cieszy bo nie da się ukryć, że dawno już nie było tych twórców którzy sami reżyserują, montują, piszą, produkują, i jeszcze robią zdjęcia. Trochę się czasy Chaplina przypominają. Gdyby jeszcze Cuaron pisał muzykę. Ale serio bardzo trzymam kciuki za takie kino.

 

Gemma Chan chyba wygrała w tym roku rywalizację na najpiękniejszą suknię. Przynajmniej w rankingu Zwierza
Zdjęcie: HFPA Photographer

Ostatnim filmem który zabrał do domu więcej statuetek jest… Bohemian Rhapsody. Wygrał za najlepszą rolę męską – statuetkę do domu zabrał Rami Malek, oraz za najlepszy film dramatyczny Nie będę ukrywać, że nie wiem do końca jak skomentować tą decyzję. Tak wiem, że rola Maleka była uznana dość powszechnie za dobrą. Dla mnie była co najwyżej poprawna. Mam też problem z tym, że zdecydowanie wolę rolę w których się tworzy postać niż te w których odtwarza się kogoś żyjącego. Ale wiem, też że to odtwarzanie żyjących bardziej imponuje różnym gremiom. Nie mniej nie będę się kłócić – Rami Malek to aktor któremu dobrze życzę, fajnie że dostał nagrodę (nie pierwszy raz) i mógł się cieszyć zwycięstwem. Na pewno ta rola wymagała od niego dużo wysiłku i tu Zwierz nie będzie darł szat. Natomiast nie będę ukrywać, że zwycięstwo Bohemian Rhapsody to dla mnie sprawa przykra. Film jest co najwyżej średniakiem. Skrojonym wedle najbardziej utartych i nudnych ram filmu biograficznego. Wyzbyty osobowości, tak by na pewno nikt nie został postawiony w złym świetle. Ładnie wyrzucający poza nawias wszystko co mogłoby za bardzo zaniepokoić widza który umarłby na widok życia rockmena. Do tego to po prostu film który sprawia wrażenie jakby nakręcono go dwie dekady temu gdzie sam fakt że mówi się o homoseksualizmie (bo przecież film wygumkowuje trochę biseksualizm bohatera) twórcy już czynił go ważnym dziełem. Bardzo mnie ta wygrana boli bo znaczy to, że  rzeczywiście dobra zasada kręcenia poważnych biograficznych filmów pod  nagrody nadal działa. W sumie Bohemia Rhapsody pachnie taką epoką Weinsteina gdzie wystarczyło pomieszać film biograficzny, wątek wykluczenia, i porcję brytyjskich aktorów żeby wyskoczyły nagrody. Mam nadzieję, że Oscarowa Akademia tego nie łyknie.

 

Claire Foy może nie zachwyciła wszystkich sukienką ale jej fryzura i makijaż były fenomenalne. Aktorka wyglądała jak gwiazda starego kina w najlepszym wydaniu
Zdjęcie: HFPA Photographer

Ostatecznie tego wieczora największą przyjemność sprawiły mi nagrody filmów które mogły się pochwalić jedną statuetką. Gelnn Close była autentycznie wzruszona wygraną za rolę w Żonie. Co rzeczywiście było pewnym zaskoczeniem. Większym kiedy zaczniemy przeglądać nagrody przyznae aktorce i zorientujemy się, ze o ile dostała ona sporo wyróżnień za role telewizyjne to prawie żadnych za role filmowe. A mówimy tu o 45 latach fenomenalnej kariery na ekranie, scenie i w telewizji. Bardzo mnie to ucieszyło bo w ostatnich latach zdałam sobie sprawę, że Glenn Close należy do rzadkiego gatunku aktorek które naprawdę są w stanie zagrać wszystko i potem wszyscy przyjmują doskonały występ za oczywisty. Z kolei nagrodę za najlepszą rolę kobiecą w produkcji komediowej dostała Olivia Coleman. Zwierz jest zdania że Coleman jest jedną z najzdolniejszych współczesnych aktorek. Kropka. Komedia, dramat, film szpiegowski. Nie ma takiego gatunku w którym by się nie znalazła. Do każdego coś wnosi więc sprawdzi się jako policjantka, koleżanka z pracy czy angielska królowa. Jest w niej cos takiego co każdą z jej bohaterek czyni w jakiś sposób bliską widzowi, ale jednocześnie – prawdziwą. Odbierając swoją statuetkę Coleman po prostu zachowywała się uroczo, dokładnie jak osoba która wydaje się bardzo rozbawiona pomysłem dostawiania Złotego Globu, choć przecież to już jej drugi. Na koniec nagrodę za najlepszą męską rolę komediową dostał Christian Bale (za rolę w Vice) który obiecał że nie powie za dużo a potem podziękował Szatanowi. Zaś amerykański Twitter popadł w konfuzję bo gdzieś po drodze wszyscy zapomnieli, ze Bale jest Walijczykiem.

 

Olivia Colman jakoś umknęła Zwierzowi wczoraj wieczorem kiedy na żywo przeglądał sukienki z czerwonego dywanu. Nie mniej zdaniem zwierza to bardzo ładna choć prosta kreacja
Zdjęcie: HFPA Photographer

Pod pewnymi względami rzeczywiście było to przełomowe rozdanie Złotych Globów. Na czternaścioro nagrodzonych aktorów, statuetki przypadły dwójce aktorów czarnoskórych, jednej aktorce koreańskiego pochodzenia, aktorowi którego matka pochodzi z Filipin, aktorowi Egipskiego pochodzenia. Najlepszym reżyserem został Meksykanin (choć nie ukrywajmy w ostatnich latach to się robi norma.). Do tego wśród nagrodzonych znaleźli się twórcy jednoznacznie deklarujący swoją przynależność do mniejszości seksualnych. Także nagrodzone role często opowiadały o przedstawicielach mniejszości, zarówno te filmowe jak i telewizyjne. Takiej różnorodności wcale tak często nie widać – zwłaszcza nagrodzenie jakiejkolwiek aktorki azjatyckiego pochodzenia jest wyjątkowe. Wcześniej to się nie zdarzyło. A mamy 2019 rok i 76 rozdanie nagród. Tak więc mamy tu jakiś przełom. Nie aż tak wielki, ale jednak – coś się ruszyło. Z drugiej – jeśli się przyjrzymy najszerszej reprezentacji to wychodzi na to, że najbardziej opłaca się być Brytyjczykiem. Wygląda na to, że brytyjska inwazja trwa. Na miejscu amerykańskich aktorów zastanowiłabym się co takiego mają Brytyjczycy czego nie mają oni. Może edukację kierunkową i doświadczenie sceniczne. Może publiczną telewizję. Może to kwestia wody. Może kwestia tego że dobiera się najlepszych aktorów a nie tych którzy najlepiej wyglądają na zdjęciach. A może po prostu mają lepsze role bo mniej biorąc za dzień zdjęciowy. Któż to wie.

 

Wiele aktorek postawiło na zestawienia dwóch kontrastowych kolorów. U Kaley Cuoco był to piękny granat i biel. Sukienka miała też kieszenie więc ideał.
Na zdjęciu też, Karl
Cook
Zdjęcie : HFPA Photographer

Pod względem filmowym nie mieliśmy jednak żadnego przełomowego roku. Wygrał konkurencję film bardzo schematyczny, wręcz idealnie wpisujący się ramy filmu pretendującego do nagrody. Poza tym jak zwykle nominowano historie małe, osobiste, próbujące spojrzeć na większe sprawy przez pryzmat jednostek. Lubię takie kino, więc osobiście mi to nie przeszkadza. Choć chciałoby się jakiegoś tąpnięcia czy powiewu świeżości. Ten pojawił się tylko w jednej kategorii – w najlepszej animacji wygrał ostatni Spider- man – film który rzeczywiście oferuje coś innego, zarówno fabularnie jak i pod względem tego jak go przygotowano. Chciałoby się więcej takiej filmowej inności. Bo nie ma nic piękniejszego niż kiedy kino wymyśla się trochę na nowo. No ale nie w tym roku. W tym roku wszyscy uśmiechaliśmy się kiedy Jeff Bridges odbierał nagrodę za całokształt twórczości i zastanawialiśmy się, czy nie nadszedł czas na to by bracia Coen nakręcili Big Lebowski 2. To byłaby kontynuacja na którą zasługujemy. Choć pewnie nigdy jej nie dostaniemy.

 

Jameela Jamil wybrała absolutnie przepiękny kolor sukienki, takiego różu nie miała na czerwonym dywanie żadna inna aktorka.
Zdjęcie: HFPA Photographer

Na koniec jeszcze ważna uwaga – nie warto czytać w tym momencie Złotych Globów jako wskazówki Oscarowej. Po pierwsze, w ostatnich latach trochę się te dwie nagrody  rozeszły a po drugie, w tym roku bardzo wiele może zamieszać Roma, która na Globach musiała być filmem nieanglojęzycznym ale nie mogła startować po najlepszy film. Na Oscarach są inne zasady, Mam też dziwne wrażenie, że być może Oscarowe gremium będzie bardziej wolało reżyserski debiut aktora czyli Narodziny Gwiazdy niż film przy którym o reżyserze nikt nie chce wspominać głośno ze względu na oskarżenia i kontrowersje (bo przecież nikt nie mówi o Singerze który wyreżyserował większość materiału do filmu o Queen). No ale zobaczymy. Ostatecznie tak naprawdę jedynym prawdziwym zaskoczeniem byłaby wygrana Czarnej Pantery. A tego – mimo oczywistych zysków chwilowo nikt nie zrobi. I tak wiele się zmienia, i wszystko zostaje takie same.

 

Ps: Oczywiście we wpisie znalazł się tylko ułamek wczorajszej gali mody, dobranej przez Zwierza w sposób subiektywny. O modzie i kieckach możecie jak najbardziej rozmawiać ale Zwierz przypomina o tym, że komentujemy ubranie a nie urodę czy figurę osoby która je nosi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...