Postanowiłam, że część moich krótkich opinii o filmach i serialach, które umieszczam na Facebooku, będzie trafiała na Bloga w formcie, który nazywam ZVZ Short. To nie są równorzędne recenzje i teksty – to krótsze polecajki, teksty, które mają objętość (oraz często głębię) postu na FB. Robię to by teksty nie przepadły i żeby osoby, które szukają mojej opinii tylko na blogu miały taką opcję. Mam nadzieję, że sekcja ZVZ Short się wam spodoba.
Nie wierzę w manifestacje różnych rzeczy w rzeczywistości ale nie da się ująć tego inaczej – wymanifestowałam sobie serial. A dokładnie jego ponowną dystrybucję serialu w Polsce. Po kolei: Gdzieś tak na końcu listopada zaczęłam znów oglądać „Wywiad z Wampirem” (kocham ten serial) i pomyślałam sobie „Jak to jest możliwe, że Sam Reid jest taki zdolny, piękny i charyzmatyczny i nie ma większej kariery”.
Co zaprowadziło mnie w króliczą norę szukania ról Sama Reida w innych produkcjach – bo kojarzyłam go z seriali (pamiętam jak bardzo podobały mi się „Owieczki boże”, które można było kiedyś zobaczyć na HBO, czy jego rola w filmie „Belle”), ale niekoniecznie je widziałam. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęła się intensywna promocja trzeciego sezonu „The Newsreader”, finału serialu o australijskich dziennikarzach telewizyjnych w latach osiemdziesiątych, w którym Reid gra jedną z głównych ról.
Pamiętałam, że serial miał dystrybucję w Polsce ale internet podpowiedział, że na Viaplay, która to platforma już nie istnieje. Poza tym w chwili w której szukałam nie było go w dystrybucji w Polsce, więc spędziłam mnóstwo czasu szukając czy może jest jednak gdzieś w sieci ale jak na złość – ponieważ to rzecz Australijska, trudno było cokolwiek znaleźć. Było mi smutno, bo serial i grana przez Reida postać wydawała się super. Plus ta produkcja ma 100% pozytywnych ocen na RT od krytyków i 92% pozytywnych ocen od widzów, co zdarza się rzadko. Porzuciłam więc poszukiwania i zatopiłam się w słodkiej i gęstej frustracji – bo tak bardzo pzrzebowałam tego serialu.
I nagle wczoraj patrzę – 2 sezony po prostu są na Netflix. W Polsce – tak zupełnie zwyczajnie. Leganie, na wyciągnięcie ręki. Dodali go w połowie grudnia. Pierwszy sezon pożarłam w jeden wieczór (oki i noc do 4:00 ale nie mówimy o tym zbyt wiele). Jestem zachwycona, bo to dokładnie to czego się spodziewałam. Historia opowiada o dziennikarzach pracujących w jednej z Australijskich telewizji. Oczywiście na samym szczycie zawodowej hierachii stoi bycie osobą, która czyta wieczorne wiadomości. Jeden z naszych bohaterów – Dale, marzy o tej pozycji, choć na początku musi zadowolić pozycją mało znaczącego producenta. Serial skupia się na tematach, które zawsze będą mnie interesować – praca dziennikarska w czasach przed internetem, wydarzenia które były istotne dla historii Australii w latach osiemdziesiątych, czy sposób zarządzania mediami w czasach kiedy były kluczowe dla kształtowania społecznej percepcji rzeczywistości. Ale ten serial to przede wszystkim fantastycznie napisane, często niejednoznaczne postaci. Sam Reid jest też w tym serialu fantastyczny i tak różny od Lestata jak tylko się da, w pierwszych odcinkach aż trudno uwierzyć, że to ta sama osoba. O ile Lestat, to postać pewna siebie i wręcz histeryczna, to Dale jest zamknięty w sobie, niezwykle uzależniony od opinii innych, często autodestrukcyjny. Naprawdę z ręką na sercu – jest to jeden z lepszych seriali jakie widziałam w ostatnich latach. Nie tylko fascynujący fabularnie (pozwalający też poczuć atmosferę lat osiemdziesiątych) i wybitny aktorsko ale też wprowadzający ciekawe i niejednoznaczne wątki.
Doczytałam, że scenarzysta i twórca serialu częściowo bazował go na własnych przeżyciach i doświadczeniach. Mam wrażenie, że najlepiej odbija się to w postaci Dale’a czyli bohatera granego przez Sama Reida. Bo to bohater zagubiony, nieco chimeryczny ale też szukający swojej tożsamości. Pytania jakie sobie zadajemy przez cały serial dotyczą tego, jak należy czytać tą postać i jej tożsamość. Narracja pozwala bowiem patrzeć na niego zarówno jako na bohatera biseksualnego, dla którego nie ma miejsca w rzeczywistości społecznej lat osiemdziesiątych, ale też jak na bohatera homoseksualnego, którego traumatyczne doświadczenia z młodości sprawiają, że nigdy nie jest w stanie w pełni uznać swojej tożsamości. Ja sama oglądając serial nie raz zmieniałam zdanie – jak mam bohatera interpretować. Te niejednoznaczności czynią tą opowieść zdecydowanie ciekawszą niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zbyt wiele produkcji mówi nam dziś dokładnie co mamy myśleć o bohaterach.
