Home Najlepsze Czasy Zwierza Bez ludzi to nie ma sensu czyli jak zbudować zaangażowaną społeczność

Bez ludzi to nie ma sensu czyli jak zbudować zaangażowaną społeczność

autor Zwierz
Bez ludzi to nie ma sensu czyli jak zbudować zaangażowaną społeczność

Prowadze­nie jakiejkol­wiek dzi­ałal­noś­ci w sieci dość szy­bko uświadamia człowiekowi, że może wiele zdzi­ałać, za wiele zapłacić, i próbować wielu nowych rzeczy, ale najważniejsza jest społeczność jaką stworzy wokół swoich dzi­ałań. Bez zaan­gażowanej, wspier­a­jącej a przede wszys­tkim – akty­wnej, społecznoś­ci nie wiele da się w sieci osiągnąć. Pytanie tylko jak taką społeczność stworzyć.

 

Nie ukry­wam, że raz na jak­iś czas dosta­ję takie pytanie i najczęś­ciej nie umiem dokład­nie powiedzieć co spraw­iło, że czytel­ników blo­ga jest nie tylko wielu, ale także – że, są bard­zo fajną grupą. Zawsze mam ochotę powiedzieć „samo tak wyszło” ale potem zda­ję sobie sprawę, że to nie jest aż tak pros­ta odpowiedź. Trochę jak ten blog „sam się nie napisał” (mimo, że cza­sem mam takie wraże­nie) tak i nad społecznoś­cią musi­ałam popra­cow­ać (choć nie zawsze w pełni świadomie). Ostate­cznie do zas­tanowienia się nad tym jak pra­cow­ałam nad swo­ją społecznoś­cią skłoniła mnie współpra­ca z Panią Swo­jego Cza­su. Postanow­iłam więc spisać moje doświad­czenia.

Zasady, zasady i jeszcze raz zasady

Co więc takiego robiłam? Przede wszys­tkim dość szy­bko ustal­iłam dość twarde zasady. Wiem, że w dyskusji kul­turze potrafi być sporo emocji, ale jed­nak pewnych zasad przestrze­gać trze­ba. Jed­ną z pier­wszych pod­sta­wowych zasad jakie uznałam za najważniejsze, było to, że muszę bronić czytel­ników przed inny­mi czytel­nika­mi. Inny­mi słowy – to, że ktoś kry­tyku­je mnie jeszcze spoko­jnie przeżyję, ale jeśli ktoś w komen­tarzu był niegrzeczny wobec drugiej oso­by, musi­ał się liczyć z kon­sek­wenc­ja­mi. Zresztą w ogóle od samego początku tępiłam zaczep­ne, niemiłe tek­sty. Nie koniecznie oznacza­ło to, że wszys­t­kich banowałam (nien­aw­idzę banować ludzi) ale odpisy­wałam na komen­tarze tłu­maczyłam – tak, żeby każdy mógł zrozu­mieć jakie są moje zasady. Jedyny rodzaj treś­ci który zawsze bez mrug­nię­cia okiem wyrzu­całam – zaw­ier­ał treś­ci nie do przyję­cia – skierowane prze­ci­wko grupom mniejs­zoś­ciowym. Nie ukry­wam – moja cier­pli­wość z cza­sem uległa nieco nad­szarp­nię­ciu i dziś nieco łatwiej dostać bana ale jed­nocześnie, zakładam że kiedy ma się tak dużą społeczność to żeby dbać o jej poziom trze­ba cza­sem być bard­zo surowym sędz­ią.

 

Aut­en­ty­cznie, aut­en­ty­czny Zwierz

Dru­ga rzecz, wyszła trochę tak przy­pad­kiem a chodzi mi o pewną aut­en­ty­czność. Nigdy nie próbowałam udawać przed moi­mi czytel­nika­mi, że moje życie skła­da się wyłącznie z pas­ma sukcesów. Ani też, że świat, w którym żyje jest ide­al­ny. Nie ukry­wałam też przed nimi prawdy o tym, że część mojego sukce­su wyni­ka z tego, że dostałam naprawdę świet­ny start do pisa­nia i zaj­mowa­nia się kul­turą. Dzię­ki temu mogłam zobaczyć jak fan­tasty­cznie reagu­ją ludzie, kiedy pokaże się im swo­je prawdzi­we życie. I to właśnie nie tylko sukcesy, ale też rzeczy, które mi się nie uda­ją. Więcej, mam wraże­nie, że naprawdę więk­szość ludzi w sieci nie szu­ka wiz­ji ide­al­nego, zawsze pro­fesjon­al­nego człowieka, którego życie jest zapię­ta na ostat­ni guzik, ale kogoś prawdzi­wego. To nie znaczy, że od razu trze­ba tak jak ja zostać królem komicznej literów­ki, ale nie należy się spinać i udawać, że jest się kimś zupełnie innym. Bo jed­nak dużo łatwiej zbu­dować społeczność na aut­en­ty­cznoś­ci niż na jakiejś budowanej staran­nie fasadzie, która i tak nie wytrzy­ma spotka­nia z real­nym życiem. Nigdy nie spotkałam się z takim pozy­ty­wnym i ciepłym odzewem jak wtedy, kiedy po pros­tu napisałam o mojej ciąży poza­maci­cznej i o tym jak trafiłam do szpi­ta­la. Myślę, że dla wielu osób fakt, że nie bałam się o tym napisać mojej społecznoś­ci było potwierdze­niem, że trak­tu­ję ich jako oso­by dla mnie ważne.

 

Nie będę wam sprzedawać jogur­tu (nie tylko dlat­ego, że mam uczu­le­nie)

Rzecz trze­cia to ucz­ci­wość. To niby takie proste a jed­nak sporo osób nie doce­nia tego jak dobrze społeczność reagu­je na bycie po pros­tu, po ludzku ucz­ci­wym. Wiem, że może się to wydawać pod­sta­wowe, ale praw­da jest taka – że zawsze warto zachowywać się ucz­ci­wie wobec swo­jej społecznoś­ci. Nie łgać. Przyz­nawać się do błę­du. Przepraszać, jeśli zajdzie taka konieczność. Mówić o tym, dlaczego się coś zro­biło, dlaczego pod­jęło się współpracę. Pode­j­mować się tylko takich dzi­ałań w której się naprawdę wierzy. Pokazać, że ma się pewne grancie których się nie przekroczy. To są proste komu­nikaty, ale spraw­ia­ją, że członkowie społecznoś­ci czu­ją się bez­piecznie – że nic się tu nagle dzi­wnego nie stanie. Moi czytel­ni­cy wiedzą, że nie zacznę z dnia na dzień reklam­ować jogur­tu, środ­ków na odchudzanie, czy ład­owarek samo­chodowych. Jeśli zaś bym zaczęła to robić, to tylko z bard­zo dobrych powodów. Nie uważam, żeby społeczność miała kon­trolować biz­ne­sowe dzi­ała­nia influ­encera ale jeśli bierze się ją pod uwagę przy pode­j­mowa­niu dzi­ałań to wszyscy na tym zysku­ją.

 

Mam w domu lodówkę ale boję się otworzyć…

Kole­j­na rzecz, która przy­chodzi mi do głowy, to obec­ność – nie mówię, że trze­ba być akty­wnym we wszys­t­kich social medi­ach, bo mało kto ma na to czas i mało kto ma możli­woś­ci, ale trud­no wyobraz­ić sobie zbu­dowanie społecznoś­ci w sytu­acji, w której nie wchodzi się w inter­akc­je z czytel­nika­mi. Odpowiadanie na maile, komen­tarze, głosy w dyskusji. Nie mówię, że to się zawsze uda – ja sama widzę, że nie jestem w stanie odpowiedzieć zawsze, kiedy ktoś pisze coś pod postem, ale staram się jed­nak być akty­w­na w sieci, odnosić się do dyskusji, które się pojaw­ia­ją, reagować, jeśli widać, że pojaw­ił się spór czy sytu­ac­ja robi się napię­ta. Ale też – na tyle uważnie mon­i­torować dzi­ała­nia społecznoś­ci by dostrzec pewne prob­le­my i starać się im zaradz­ić. Dam wam przykład – na mojej grupie na FB „Fan­klub Bar­mana i Rabi­na” (nazwa grupy pochodzi od mojej wybit­nej literów­ki) wprowadz­iłam zasadę, że nowoś­ci od Net­flixa czy z jakiejkol­wiek innej plat­formy, moż­na omaw­iać dopiero trzy dni po pre­mierze. Zro­biłam tak widząc, ile osób stre­su­je się tym, że już trwa­ją dyskus­je i roz­mowy a oni jeszcze nawet nie zdążyli wyjść z pra­cy i usiąść przed telewiz­orem. Nie wszyscy są zach­wyceni tą zasadą, ale dzię­ki temu po trzech dni­ach moż­na już roz­maw­iać w szer­szym gronie i nie tworzymy atmos­fery napię­cia, że każdy musi od razu usiąść do nowego seri­alu. Zasa­da pros­ta a spraw­ia, że więcej osób w społecznoś­ci czu­je się dobrze.

 

Jeśli jest śro­da to oglą­damy bry­tyjs­kich aktorów

Na koniec zwró­ciłabym jeszcze uwagę na to jak dobrze zbu­dować więź w społecznoś­ci wokół pewnych zachowań, sym­boli, skrótów myślowych. U mnie przez lata śro­da oznacza­ła, że wrzu­cam na fan­page zdję­cie przys­to­jnego bry­tyjskiego akto­ra, wszyscy moi czytel­ni­cy wiedzą, że śmieję się z włas­nych literówek, że moja gru­pa czy fan­page to miejsce, gdzie moż­na bez lęku przyz­nać się do włas­nych fanows­kich zapędów, wyz­nać miłość aktorowi czy aktorce czy pochwal­ić się kolekcją Trans­form­er­sów. Moi odbior­cy na Insta­gramie wiedzą, że nową książkę, którą czy­tam zaprezen­tu­ję im na tle mojego domowego regału. Wszyscy też wiedzą, że rad do roku wszędzie będę pisać o górach, bo właśnie pojechałam z mamą do Zakopanego. Wprowadzanie wspól­nych haseł, hash­tagów, zdjęć czy sym­boli naprawdę doskonale dzi­ała na stworze­nie atmos­fery, że jest się razem i tworzy się jakąś spójną grupę. Po pewnym cza­sie nie muszę nawet szukać zdjęć przys­to­jnych bry­tyjs­kich aktorów – moi czytel­ni­cy radzą sobie z tym sami doskonale.

To może trochę potr­wać

Myślę, że nie da się w żaden sposób przeskoczyć nad tym, że budowanie społecznoś­ci to pra­ca nie na dni, ale na tygod­nie, miesiące i lata. Oczy­wiś­cie może się zdarzyć, że obser­wa­torów, czytel­ników czy laku­ją­cych nagle niesamowicie przy­będzie. Ale żeby z grupy osób, której podoba­ją się czy­jeś tek­sty, video czy zdję­cia zro­bić społeczność – trze­ba po pros­tu cza­su. Przy czym wyda­je mi się, że to, ile nam to zajmie trochę zależy od medi­um. Mam poczu­cie, że łatwiej przy­wiązać się do Youtu­bera czy nawet pod­cast­era niż do blogera. Bo jed­nak oglą­danie czy słuchanie kogoś tworzy więk­sze poczu­cie więzi. Wciąż jed­nak trze­ba pamię­tać, że nie ma złotego sposobu, które zamieni jakąś grupę obcych sobie ludzi w akty­wną społeczność w prze­ciągu tygod­nia. Z drugiej strony — kiedy już się taką społeczność uda stworzyć, to moż­na na nią naprawdę liczyć. Nawet jeśli z jakiegoś powodu zro­bi się sobie prz­er­wę w dzi­ała­niu to wciąż będzie ona stała za tobą murem.

Pomoc­na dłoń (a nawet ebook)

To są moje oso­biste prze­myśle­nia na pod­staw­ie moich doświad­czeń z budowaniem społecznoś­ci. Zda­ję sobie sprawę, że do wielu rzeczy musi­ałam dojść sama, częs­to instynk­town­ie. Popeł­ni­ałam też po drodze sporo błędów. Ale też – pamię­tam, że dzi­ałałam trochę po omacku, bo nie było dobrych mate­ri­ałów na ten tem­at. Jeśli wy chce­cie popra­cow­ać nad swo­ją społecznoś­cią w sieci albo jeśli czu­je­cie, że robi­cie coś fajnego, ale nie umiecie tej zaan­gażowanej społecznoś­ci stworzyć, to mam dla was dobrą wiado­mość. Już w kwiet­niu pojawi się Ebook Pani Swo­jego Cza­su właśnie na tem­at budowa­nia społecznoś­ci. Może­cie się na niego zapisać z wyprzedze­niem klika­jąc TUTAJ. A jeśli chce­cie już poczy­tać kil­ka dodatkowych dobrych rad to zapraszam do pos­ta na blogu Pani Swo­jego Cza­su – Klau­dy­na Maciąg (którą z nam w sieci od lat) napisała naprawdę fajny post o tym jak budować społeczność. Jeśli zas­tanaw­ia­cie się gdzie zacząć albo co popraw­ić – to te mate­ri­ały na pewno wam pomogą. Ja już czy­ta­jąc post Klau­dyny miałam kil­ka prze­myśleń na tem­at tego co jeszcze mogłabym zro­bić inaczej czy lep­iej. Bo na pracę nad tym by stworzyć wokół siebie grupę ludzi, dla których chce się tworzyć, naprawdę nigdy nie jest za późno.

Post pow­stał we współpra­cy z Panią Swo­jego Cza­su.

0 komentarz
1

Powiązane wpisy