Home Komiksy Cała sterta komiksów czyli Zwierz recenzje pięć nowości od Non ‑Stop Comics

Cała sterta komiksów czyli Zwierz recenzje pięć nowości od Non ‑Stop Comics

autor Zwierz
Cała sterta komiksów czyli Zwierz recenzje pięć nowości od Non ‑Stop Comics

Jak­iś czas temu wydawnict­wo Non-Stop Comics postanow­iło, obsy­pać Zwierza prawdzi­wym komik­sowym szczęś­ciem.  Tym razem w paczce zna­j­dowało się kil­ka zupełnie różnych komik­sów ale Zwierz z pewną przewidy­wal­noś­cią już ter­az może powiedzieć, że wszys­tkie warte są kupi­enia. Nie mniej ponieważ pewnie jeszcze nie obrabowal­iś­cie jakiegoś skar­b­ca to Zwierz postara się wam napisać coś o każdym z nich i ma nadzieję, że poz­woli wybrać ten który właśnie wam spodo­ba się najbardziej.

Na pier­wszy ogień idą Chrononau­ci, za którym sto­ją Mark Mil­lar i  Sean Mur­phy. To utrzy­mana w styl­istyce pro­dukcji przy­godowych z lat osiemdziesią­tych  his­to­ria dwóch podróżników w cza­sie. Dok­tor Corbin Quinn z fryzury przy­pom­i­na nieco Wolver­ine ale jest w isto­cie geniuszem który opra­cow­ał tech­nologię spec­jal­nych skafan­drów pozwala­ją­cych przenosić się w cza­sie – dokład­niej w przeszłoś­ci. Jego przy­ja­ciel  Dan­ny Reil­ly to niezbyt odpowiedzial­ny poszuki­wacz przygód, który jed­nak ide­al­nie nada­je się na trud­ną i karkołom­ną mis­ję sprawdzenia co kry­je his­to­ria. W cza­sie ich pier­wszej mis­ji dochodzi do wypad­ku, który uruchamia ciąg dość niespodziewanych wydarzeń. Chrononau­ci ujmu­ją przede wszys­tkim poczu­ciem humoru. To naprawdę zabawny, lek­ki komiks – który kwest­ie podróży w cza­sie  pokazu­je od nieco mniej poważnej strony. A jed­nocześnie – zgod­nie z dobry­mi zasada­mi kina przy­godowego – wszys­tko może być sza­lone i zabawne tak dłu­go jak mamy też jakieś prawdzi­we emoc­je. Tu prawdzi­wa jest przy­jaźń między Cor­binem i Dan­nym – panowie są dla siebie w stanie zro­bić naprawdę wszys­tko a także żal Corbina, że poświę­cił całe życie nauce zami­ast zająć się rodz­iną – ojcem i żoną. Ten trop jest zresztą bard­zo fajnie poprowad­zony – bo ostate­cznie okazu­je się kluc­zowy. Zwier­zowi bard­zo podobał się sce­nar­iusz ale też rysun­ki. Trud­no tu się rozpisy­wać ale to jest właśnie taka kres­ka jaką Zwierz lubi. Plusem Chrononautów jest fakt, że choć komiks ma cztery częś­ci (tak przy­na­jm­niej Zwierz znalazł w Internecie) to ten wydany przez Non-Stop Comics może sobie spoko­jnie funkcjonować jako osob­ny tom zupełnie bez szkody dla his­torii (EDIT: Poin­for­mowano Zwierza że te cztery częś­ci wszys­tkie zna­j­du­ją się w tym jed­nym tomie. Więc macie wszys­tko!). Co jest fajne bo nie zawsze jest tak, że komiks chwyci i potem człowiek zosta­je sfrus­trowany z jed­nym czy dwoma zeszy­ta­mi i bez puent. Tu tego prob­le­mu nie ma.

 

 

 

Kole­j­na ciekawa pozy­c­ja na liś­cie to Jezioro Ognia autorstwa Nathana Fair­bair­na i Mat­ta Smitha (ten drugim ma genial­ny biogram pod koniec tomu – składa­ją­cy się głównie z tłu­maczenia którym Mat­tem Smithem autor nie jest). His­to­ria roz­gry­wa się w XIII wieku w cza­sie kruc­jaty prze­ci­wko albi­gen­som. Ponown­ie mamy dwóch młodych (jak moż­na się domyślać – nas­to­let­nich) przy­jaciół Theo i Hugh, którzy trochę z nudów i trochę z przeko­ry postanaw­ia­ją dołączyć do kruc­jaty a właś­ci­wie do trwa­jącego oblęże­nia. Ponieważ są młodzi i jeszcze nie mieli okazji się wykazać dosta­ją zadanie – pojechać do odd­alonego o miesiąc miastecz­ka – jed­nego z siedlisk herezji. W wypraw­ie bierze udzi­ał także inkwiz­y­tor, ryc­erz który za wiele nap­a­trzył się na  okropieńst­wa wcześniejszych kruc­jat i jeszcze kilku ryc­erzy- w tym Sir Hen­ry który pojaw­ił się głównie po to by przyprowadz­ić niepoko­rnego Theo do domu. Wyprawa wyda­je się zadaniem które ma odciągnąć młodzików od niebez­pieczeńst­wa, ale prowadzi ich w sam środek kosz­maru. Bowiem niewielkie miasteczko naw­iedza­ją pot­wory, którym nikt nie jest się w stanie prze­ci­w­staw­ić.  Trud­no się zresztą dzi­wić bo dość szy­bko zaczy­namy rozu­mieć, że owe pot­wory pojaw­iły się tam … na statku kos­micznym. Opowieść doskonale łączy dwie zupełnie różne his­to­rie – z jed­nej – opowieść o ataku kos­mitów na bied­nych mieszkańców śred­niowiecznej Francji, z drugiej –  ciekawe spo­jrze­nie na europe­jskie kruc­jaty prze­ci­wko here­tykom. Zdaniem Zwierza niek­tórzy czytel­ni­cy mogą uznać kos­mitów za mniej intrygu­ją­cy tem­at, niż wierzenia Katarów (te zaś są naprawdę ciekawe). Sam komiks jest najlep­szy właśnie wtedy kiedy daje nam chwilkę odpocząć od akcji i pozwala przyjrzeć się bohaterom i cza­som w którym przyszło im żyć. Ostate­cznie jed­nak Zwierz cały czas czy­tał Jezioro Ognia z myślą, że to był­by bard­zo dobry film. Choć o ile w komik­sie takie mieszanie porząd­ków uchodzi i nawet nie dzi­wi, to w filmie rzad­ko uda­je się połączyć rzeczy tak odległe jak kruc­jaty i kos­mi­ci i otrzy­mać satys­fakcjonu­ją­cy efekt koń­cowy.

 

 

 Trze­ci komiks może wzbudz­ić najwięcej kon­trow­er­sji – Wbrew Naturze (t.I Prze­budze­nie) wyszło spod pióra (dosłown­ie bo jest ona autorką sce­nar­iusza i rysunków ) Mir­ki Anol­fo. Komiks opowia­da o świecie zamieszkanym  przez antropo­mor­ficzne zwierzę­ta. Ta antropo­mor­fizm objaw­ia się w tym, że właś­ci­wie zwierzę­ta te wyglą­da­ją dokład­nie jak ludzie ale np. nasza głów­na bohater­ka jest świnką więc ma ryjek i ogonek i uszy jak świn­ka a poza tym jest całkiem nor­mal­ną dziew­czyną. Nie mniej ten pomysł na antropo­mor­ficznych bohaterów ma swo­je plusy. Jakie? Przede wszys­tkim sam pomysł na świat przed­staw­iony – rząd robi wszys­tko by zachę­cić swoich oby­wa­teli by łączyli się w pary. Ale tylko takie które mogą dać potomst­wo – nie tylko homosek­su­al­izm ale też łącze­nie się w pary z przed­staw­iciela­mi nie swo­jego gatunku. Jeśli do 25 roku życia nie uda się komuś znaleźć part­nera wtedy przy­dziela go państ­wo. Nasza bohater­ka – świn­ka Leslie właśnie skończyła 25 lat.  Nie ma za dobrej pra­cy i pomysłu na siebie. Nato­mi­ast co noc śni się jej biały wilk z którym… cóż powiedzmy tak – nie gra w kar­ty. Tym­cza­sem rząd nadzwyczaj szy­bko zna­j­du­je jej ide­al­nego part­nera – bard­zo przys­to­jnego pana świnkę. Tylko nie wszys­tko jest proste – bo sny naszej bohater­ki mają w sobie coś bard­zo niepoko­jącego co chy­ba jest związane ze starożyt­ny­mi leg­en­da­mi. Zwierz nie opowie wam więcej bo his­to­ria ma w sobie sporo zwrotów akcji i sam pier­wszy tom tylko zachę­ca by czy­tać dalej. Zwierza skusiła przede wszys­tkim wiz­ja takiego zupełnie innego społeczeńst­wa – zwierz uwiel­bia kiedy autorzy wymyśla­ją jakieś własne zasady rządzące światem przed­staw­ionym. Część osób może być nieco skon­fun­dowana tym że jest to jed­nak komiks miejs­ca­mi dość śmi­ały i z antropo­mor­ficzny­mi zwierzątka­mi. Z drugiej strony – tak naprawdę dużo więcej doty­czy tu budowa­nia postaci (naprawdę niezłego) i świa­ta w którym żyją. Do tego autor­ka ma bard­zo fajną, miękką kreskę, która przy­wodzi na myśl taki kreskówkowy sposób rysowa­nia. W każdym razie Zwierz początkowo trochę krę­cił nosem a ter­az jest zach­wycony i ma nadzieję, że pojaw­ią się kole­jne tomy.

 

 

Kole­jny tom to komiks europe­js­ki a dokład­niej hisz­pańs­ki (żeby nie powiedzieć kat­alońs­ki) autorstwa El Tor­res i Jeusa Alon­so Igle­si­asa pod tytułem ‘Duch Gaudiego”. To taki komiks którego fabuła spoko­jnie mogła by się stać filmem – bo ma bard­zo fil­mowy układ. Mamy młodą matkę która ratu­je pewnego star­ca przed potrące­niem dokład­nie w tym samym miejs­cu w którym Gau­di wpadł pod tramwaj, mamy niewy­jaśnione zbrod­nie które ktoś popeł­nia w miejs­cu najsławniejszych budynków wznie­sionych według pro­jek­tów Gaudiego, mamy panią sędzie, łysego – twardego i inteligent­nego śled­czego i pytanie – czy to sam duch Gaudiego mści się za to jak trak­towane są zapro­jek­towane przez niego budyn­ki czy może to jak­iś wyrafi­nowany seryjny morder­ca. Duch Gaudiego to sprawnie opowiedziana, dow­cip­na i wcią­ga­ją­ca his­to­ria krymi­nal­na która robi coś podob­ne­go co powieś­ci Dana Brow­na (minus poczu­cie, że to co czy­tamy jest żenu­jące) – pomiędzy kole­jne akty sen­sacyjnej intry­gi wkła­da całe mnóst­wo infor­ma­cji o Gaudim, jego architek­turze i co chy­ba naj­ciekawsze – tym co się z nią stało po śmier­ci architek­ta. Duch Gaudiego to zdaniem Zwierza ide­al­ny komiks dla ludzi którzy być może nie czy­ta­ją za dużo komik­sów. Spój­na, zamknię­ta his­to­ria, z ciekawym połącze­niem  mrocznej his­torii i ponown­ie – nie takich „mrocznych” ilus­tracji. W każdym razie jeśli zna­cie kogoś kto lubi Gaudiego to komiks dla nich obow­iązkowy – bo też widać, że twór­cy pod­chodzą bard­zo emocjon­al­nie do spuś­cizny po wielkim architek­cie. Zbliża­ją się (powoli) świę­ta i wyda­je się, że Duch Gaudiego to naprawdę ide­al­ny pomysł na prezent. Może jak włoży­cie do środ­ka bilet lot­niczy do Barcelony to uzyska­cie prezent stule­cia.

 

 

Ostat­ni komiks w paczce to Odrodze­nie (Tom pier­wszy: Jesteś wśród przy­jaciół) autorstwa Tima See­ley i Mike’a Nor­tona. His­to­ria jest jak z dobrego hor­roru – pewnego dnia w małym miasteczku w Wis­con­sin, gdzie zawsze jest zim­no i leży śnieg,  zmar­li wraca­ją do życia. Może gdzie indziej wywołało by to panikę ale nie w Wis­con­sin. Tu jest to tylko kole­jny prob­lem dla Dany Cypress, lokalnej polic­jan­t­ki (i co ważne cór­ki lokalnego sze­fa policji) która ter­az musi sobie radz­ić z kon­sek­wenc­ja­mi tych wydarzeń, a do mias­ta ścią­ga­ją religi­jni fanaty­cy i rzą­dowi spec­jal­iś­ci – wszyscy stara­ją­cy się znaleźć odpowiedź na pytanie co się właś­ci­wie stało. Do tego ukochana sios­tra naszej bohater­ki, sama padła ofi­arą morder­st­wa – nie wie kto ją zamor­dował, ale ponieważ nie umarła do koń­ca to może poprosić swo­ją siostrę o śledzt­wo (a jed­nocześnie ukry­wać fakt, że nie jest do koń­ca żywa przed ojcem). Zwierz wciąż korzys­ta z fil­mowych porów­nań ale czy­ta­jąc komiks miał wraże­nie takiego mik­su gdzieś pomiędzy Far­go a Pozostaw­iony­mi. Z jed­nej strony mamy opowieść o małej społecznoś­ci w której dzieje się coś bard­zo dzi­wnego i niepoko­jącego, z drugiej to też opowieść o rodzinie – zwłaszcza o sios­tra­ch i o takim zaskaku­ją­co nor­mal­nym (niekiedy) życiu wraz ze swoi­mi zmarły­mi. Odrodze­nie doskonale budu­je napię­cie więc jak tylko skończy się pier­wszy tom to człowiek od razu wyglą­da drugiego. I pewnie się pojawi bo to może być hit zwłaszcza dla tych którzy lubią dzi­wne his­to­rie z dreszczykiem.

 

 

To tyle na dziś. Ale Zwierz wam powie, że nawet nie wiedzi­ał jak brakowało mu wydawnict­wa Non-Stop Comics (które w dużym stop­niu opiera swo­ją ofer­tę na komik­sach wydawnict­wa Image Comics, które ma w swo­jej ofer­cie naprawdę świetne tytuły) dopó­ki nie pow­stało. Jasne Zwierz jak każdy lubi komiksy DC i Mar­vela i chęt­nie sięg­nie po komiks europe­js­ki (na którym się zresztą dużo bardziej wychował, bo u Zwierza w domu łat­wo było znaleźć komiksy bel­gi­jskie i fran­cuskie a amerykańskie już niekoniecznie) ale brakowało mu czegoś pomiędzy. To znaczy komik­sów rysowanych w sty­lu amerykańskim ale nie będą­cych częś­cią więk­szego świa­ta Mar­vela czy DC.  Zwłaszcza, że choć zwierz lubi komiksy zaan­gażowane (ma nawet na nie osob­ną półkę z dala od tytułów o super bohat­er­ach) to lubi też zwykłą rozry­wkę – tylko może niekoniecznie cią­gle o tych samych bohat­er­ach w różnych kon­fig­u­rac­jach. I tu właśnie wchodzi Non- Stop Comics które ofer­u­je podob­ną rozry­wkę, ale jed­nak z inny­mi posta­ci­a­mi, domknię­ty­mi cyk­la­mi i w ogóle nieco inne pod wzglę­dem este­ty­ki czy tem­aty­ki. Zresztą jeśli będziecie się zas­tanaw­iać nad sprezen­towaniem komuś komik­su to wyda­je się, że sięg­nię­cie po tytuły od Non-Stop Comics daje więk­szą szan­sę na trafie­nie w coś czego obdarowywany jeszcze nie ma a co może mu się spodobać.

 

 

Na koniec jak zwyk­le o cenach – więk­szość komik­sów kosz­tu­je w przy­pad­ku Non- Stop Comics 40 zł – za wyda­nia śred­niej gruboś­ci, na dobrym papierze i w bard­zo miłych gład­kich okład­kach. Grub­sze komiksy (np. Jezioro Ognia) kosz­tu­ją 46 zł. Nato­mi­ast pewnym zaskocze­niem był Duch Gaudiego bo to komiks wydany w twardej opraw­ie i taki za które inne wydawnict­wa pewnie by sobie policzył dużo więcej – tu cena to pięćdziesiąt parę zło­tych – aku­rat tyle ile moż­na wydać na prezent np. na Mikoła­j­ki. W każdym razie – cenowo nie jesteśmy w jakimś niebie ale jest na tyle dobrze, że moż­na sobie co pewien czas kupić intere­su­ją­cy nas tytuł. W końcu nie musimy czy­tać wszys­tkiego. Choć Zwierz nie ukry­wa… kor­ci.

 

Ps: Wszys­tkie omaw­iane dziś przez Zwierza komiksy znalazły się w paczce od Non-Stop Comics co oznacza, że Zwierz nie zapł­cił za nie ani grosza. Jed­nak sam wpis nie jest spon­sorowany. BTW – pisząc ten wpis zwierz roz­mon­tował pier­wszą górę komik­sów leżącą u niego na biurku. Dru­ga – zaw­ier­a­ją­ca głównie man­gi właśnie doczekała się na swo­ją kole­jkę – więc być może już niedłu­go – pier­wsze w his­torii blo­ga recen­z­je man­gi! Takie cza­sy! Tyle do czy­ta­nia!

10 komentarzy
0

Powiązane wpisy