Home Seriale Odcinki nieboskie czyli o drugiej części 5 sezonu “Lucyfera”

Odcinki nieboskie czyli o drugiej części 5 sezonu “Lucyfera”

autor Zwierz
Odcinki nieboskie czyli o drugiej części 5 sezonu “Lucyfera”

Och Lucyferze, Lucyferze, co ja do dia­bła mam z tobą zro­bić… przyz­nam szcz­erze, od daw­na nie zdarzyło mi się by ser­i­al tak bard­zo mnie jed­nocześnie rozbaw­ił, ziry­tował, rozczarował i zachę­cił bym oglą­dała więcej. A taki jest właśnie Lucyfer w drugiej połowie swo­jego piątego sezonu. Post został napisany tak by nie było w nim jed­noz­nacznych spoil­erów. Przy­pom­i­nam jeszcze że o pier­wszej połowie sezonu pisałam TUTAJ

 

Wyz­nam wam coś szcz­erze — pomysł sprowadzenia postaci Boga od samego początku niekoniecznie mi pasował. Wiecie, kiedy do całego tego dia­bel­sko aniel­skiego zamiesza­nia doda­je się wszech­moc­nego boga to nagle przes­ta­je być zabawnie a zaczy­na się robić bard­zo niedorzecznie. Co powiedzi­awszy — mam wraże­nie, że trzy pier­wsze odcin­ki sezonu, w których postać Boga Ojca ogry­wa kluc­zową rolę są chy­ba najlepsze.

 

LUCIFER (L to R) DENNIS HAYSBERT as GOD and TOM ELLIS as LUCIFER MORNINGSTAR in episode 509 of LUCIFER Cr. JOHN P. FLEENOR/NETFLIX © 2021

 

Przy­na­jm­niej mamy w nich bard­zo wyraźnie zarysowany kon­flikt opar­ty przede wszys­tkim na emoc­jach. Lucyfer nie chce niczego więcej tylko miłoś­ci i zrozu­mienia swo­jego ojca, a brak jas­nej deklaracji, że jest kochany i akcep­towany przenosi się na jego inne dzi­ała­nia i decyz­je. Kiedy odrzucimy cały ten niebi­ańs­ki wątek dosta­je­my całkiem przyz­woity psy­cho­log­iczny obraz rodzin­nego kon­flik­tu. Ba! Na tyle log­iczny w swoim prowadze­niu postaci, że nawet moment, kiedy Lucyfer i sam Bóg zaczy­na­ją śpiewać utwór z Nędzników ma w ramach tej opowieś­ci sens.

 

Prob­lem w tym, że twór­cy — którzy nie zdawali sobie chy­ba sprawy, że dostaną jeszcze sezon, zostali z odcinka­mi, które wyda­ją się jed­nocześnie łapać jak najwięcej postaci i wątków, a z drugiej — niekoniecznie mieć na nie miejsce. Najbardziej chy­ba absurdalne w tym wszys­tkim jest to, że ser­i­al — który w tym momen­cie kon­cen­tru­je się niemal w całoś­ci na rywal­iza­cji o bycie wszech­moc­nym bóst­wem, wciąż chce być też krymi­nal­nym pro­ce­du­ral­nem. Nieprzys­tawal­ność tych dwóch warstw nar­racji jest tak dalece przekomicz­na, że trud­no się w to zaan­gażować. Wyz­nam wam szcz­erze, że kiedy domknął się po kilku odcinkach wątek kon­flik­tu z ojcem (przy­na­jm­niej częś­ciowo) musi­ałam się bard­zo zebrać w sobie by obe­jrzeć resztę do koń­ca za jed­nym posiedze­niem. Być może dlat­ego, że jest tam odcinek bard­zo, bard­zo sła­by (doty­czą­cy Dana Espinozy) który oglą­da się z najwięk­szą trudnością.

 

LUCIFER (L to R) TOM ELLIS as LUCIFER MORNINGSTAR and LAUREN GERMAN as CHLOE DECKER in episode 514 of LUCIFER Cr. JOHN P. FLEENOR/NETFLIX © 2021

 

 

Inna sprawa — choć w tych odcinkach zna­jdziemy sporo emocji to są wąt­ki w których ich zde­cy­dowanie braku­je. Tu przede wszys­tkim chodzi o związek Lucyfera i Chloe. Nigdy nie była to para która miała najlep­szą chemię w telewiz­ji, ale jed­nak obser­wowanie jak próbu­ją się zejść dawało jakąś satys­fakcję. W tych odcinkach które ter­az widz­imy właś­ci­wie trud­no powiedzieć co się między nimi dzieje — moż­na dojść do wniosku, że żadne z nich nie jest jakoś szczegól­nie drugim zain­tere­sowane. Pada­ją ważne słowa i istotne deklarac­je, ale całość jest taka… osob­na. W sum­ie miałam poczu­cie, jak­by ten wątek — choć abso­lut­nie kluc­zowy trochę ciążył scenarzystom.

 

Inna sprawa, że pojaw­ia­ją się w tym sezonie wąt­ki dość  drasty­cznie przy­cięte, niemal obraźli­wie skró­cone jak np. Powrót Ewy, która jeszcze niedawno odgry­wała rolę kluc­zową. Nie jestem też fanką tego jak nagle coś co w poprzed­nich sezonach było niesły­chanie ważne jak np. Śmiertel­ność syna  Ame­nadiela ter­az zosta­je rozwiązane w dwóch dialo­gach. Podob­nie poszuki­wanie przez Mazi­keen duszy zosta­je rozwiązane nieco na kolanie. Oczy­wiś­cie jeśli już miałabym powiedzieć jaki wątek doty­czą­cy postaci dru­go­planowej najbardziej mnie ziry­tował to ten doty­czą­cy Dana Espinozy. Mam wraże­nie, że wszys­tko co przy­trafiło się mu w tym sezonie jest dowo­dem na to co dzieje się z posta­ci­a­mi, przy których sce­narzyś­ci są zbyt znudzeni by je napisać.

 

LUCIFER (L to R) D.B. WOODSIDE as AMENADIEL, TOM ELLIS as LUCIFER MORNINGSTAR and LAUREN GERMAN as CHLOE DECKER in episode 516 of LUCIFER Cr. JOHN P. FLEENOR/NETFLIX © 2021

 

Co powiedzi­awszy — bard­zo dobrze baw­iłam się oglą­da­jąc ten sezon. Sporo w nim było dow­cipów (spotkanie fałszy­wego medi­um z człowiekiem planu­ją­cym pro­gram telewiz­ji FOX to takie pięknie kop­nię­cie w kostkę tych którzy ska­sowali ser­i­al), gier słownych i naw­iązań do kwestii bib­li­jnych. Fajnie było też przyjrzeć się posta­ciom z przeszłoś­ci Lucyfera. Wciąż widać, że Tom Ellis bawi się fenom­e­nal­nie na planie i wciąż jestem pod wraże­niem, jak inaczej wyglą­da i zachowu­je się w seri­alu Michael — co nie jest proste biorąc pod uwagę, że głównie różni go od Lucyfera uczesanie. A jed­nak co dobra gra aktors­ka to dobra gra aktors­ka. Przy okazji – to już pią­ty sezon a ja nadal nie mogę się nadzi­wić jak słabo jest zagrana rola Chloe. Nie wiem czy Lau­ren Ger­man jest dobrą czy złą aktorką wiem, że jej postać jest zagrana tak bard­zo na jed­nej emocji i jed­nym wyra­zie twarzy, że sta­je się to miejs­ca­mi komiczne. Zwłaszcza, że resz­ta obsady radzi sobie naprawdę bard­zo dobrze.

 

Wiem, że wiele osób było zaw­iedzionych odcinkiem musicalowym ale oso­biś­cie — uważam że wyszedł lep­iej niż gorzej. Wyjaśnie­nie dlaczego wszyscy tańczą i śpiewa­ją miało sens (przy­na­jm­niej w świecie seri­alu), udało się ze dwie piosen­ki odpowied­nio wkom­ponować w nas­trój jaki mieli w danym momen­cie bohaterowie i co ważne — i moim zdaniem kluc­zowe dla powodzenia takich pro­dukcji — dos­tosowano aranżac­je utworów do możli­woś­ci wokalnych aktorów. Tom Ellis ma bard­zo ład­ny głos ale jed­nak nie wyciąg­nie nut tak jak pro­fesjon­al­ny śpiewak więc trze­ba utwór odpowied­nio zaaranżować. Podobało mi się też że oso­by które ewident­nie nie chci­ały czy nie potrafiły śpiewać nie zostały w to wciąg­nięte. Co powiedzi­awszy — nie wszys­tko tu się ide­al­nie udało ale i tak miałam fra­jdę i ucieszyło mnie, że sko­rzys­tano nie tylko z utworów popowych ale też musicalowych.

 

LUCIFER (L to R) KEVIN ALEJANDRO as DAN ESPINOZA in episode 510 of LUCIFER Cr. COURTESY OF NETFLIX © 2021

 

Jak pisałam na wstępie — ta dru­ga cześć piątego sezonu ma w sobie coś frus­tru­jącego — wyda­je się być taką mieszanką stylów i pomysłów, która cza­sem się uda­je a cza­sem prowadzi do zadawa­nia sobie niepotrzeb­nych pytań o sens całego zamiesza­nia. Wciąż jed­nak pod sam koniec sezonu zła­pałam się na tym, że chci­ałabym więcej. Choć na tym etapie — z ulgą przy­witała­by porzuce­nie już zupełnie nie przys­ta­jącego for­matu (czy właś­ci­wie szczątek for­matu) pol­i­cyjnego pro­ce­du­ral­na. Ostate­cznie najlepiej (przy­na­jm­niej moim zdaniem) Lucyfer radz­ił sobie w tym czwartym sezonie gdzie był bard­zo jed­noz­naczny spójny wątek przewodni.

 

Nie da się ukryć, że trud­no jest jed­noz­nacznie ocenić pią­ty sezon Lucyfera — urwany w połowie z powodu pan­demii, spraw­ia wraże­nie jak­by chci­ał być kilko­ma sezon­a­mi na raz i niekoniecznie umi­ał poz­bier­ać jakieś prag­nie­nie by domykać wąt­ki z tym, że został jeszcze jeden cały sezon. Dlat­ego daję tu taryfę ulgo­wą i cieszę się, że całość dała się jed­nak oglą­dać i że cały ser­i­al po prze­jś­ciu do Net­flixa zyskał drugie życie. Pytanie tylko czy uda się mu w ostat­nim sezonie satys­fakcjonu­jące prze­jść do wieczności.

0 komentarz
1

Powiązane wpisy

situs domino99 Indonesia https://probola.club/ Menyajikan live skor liga inggris
agen bola terpercaya bandar bola terbesar Slot online game slot terbaik agen slot online situs BandarQQ Online Agen judi bola terpercaya poker online