Home Ogólnie Miesiąc wiedzy tajemnej czyli 10 refleksji 30 dni po ślubie

Miesiąc wiedzy tajemnej czyli 10 refleksji 30 dni po ślubie

autor Zwierz
Miesiąc wiedzy tajemnej czyli 10 refleksji 30 dni po ślubie

Dziś będzie oby­cza­jowo. Zwierz napisał post na Face­booku i pod­sunię­to mu pomysł, że to dobry tem­at na blo­ga (dzię­ki Rien­na­hera) więc będzie post. Oto bowiem mija miesiąc od ślubu zwierza i z tej okazji mam dla was garść niesły­chanie głębo­kich reflek­sji.

 

90% osób uży­wa­ją­cych słowa mąż to młode mężat­ki które nadal to bawi.

W ciągu ostat­niego miesią­ca infor­mowałam o fak­cie posi­adanie męża wszys­t­kich czy tego chcieli czy nie. Np. dzwoni pan kuri­er pytać czy będę w domu i ja mu mówię, „Mąż powinien być w domu” i mówię to takim neu­tral­nym tonem więc pan kuri­er się nie ori­en­tu­je, że to nie jak­iś taki powszed­ni mąż tylko mój włas­ny now­iut­ki paroty­god­niowy. Albo w kon­wer­sac­jach zamieni­am Mateusz na „mój mąż” co jest przekomiczne bo znaczy że jestem na tyle stara że mam męża. Jedyny prob­lem – zwyk­liśmy się do siebie w domu zwracać co pewien czas zwrotem „My dear fiancé” (tak jesteśmy pre­ten­sjon­al­ny­mi ludź­mi którzy cza­sem wrzu­ca­ją ang­iel­skie zwroty w kon­wer­sację) – po ślu­bie nieste­ty to już nie dzi­ałało tak dobrze a „My dear spouse” nie brz­mi już tak dobrze.

 

Pod­pisy­wanie się nowym nazwiskiem zawsze jest dzi­wne. Zwłaszcza przy składa­niu pod­pisu

Nie zmieniłam całkowicie nazwiska, mam – jak więk­szość kobi­et w mojej rodzinie – nazwisko pod­wójne. Prob­lem w tym, że zarówno moja mat­ka jak i moja bab­cia nigdy nie pod­pisy­wały się nazwiskiem pod­wójnym – chy­ba, że była to jakaś konieczność urzę­dowa. Co spraw­iło, że wyrosłam w przeko­na­niu, że posi­adanie pod­wójnego nazwiska to sprawa urzę­dowa a w norm­lanym życiu należy się posługi­wać starym. Tylko, że w prze­ci­wieńst­wie do mojej mamy i bab­ci spec­jal­nie zmieni­ałam nazwisko na pod­wójne żeby się wyróżnić spośród pochodu kobi­et które nazy­wa­ją się dokład­nie tak samo jak ja. Nie zmienia to fak­tu, że ilekroć korzys­tam z nowego nazwiska czu­ję się jak­bym się popisy­wała. Co nie zmienia fak­tu, że bard­zo dokład­nie pod­pisu­je wszys­tkie maile w nowy sposób. Ręcznie zaś jeszcze nie opanowałam jak zapisać oba nazwiska nie gubiąc po drodze żad­nej litery.

 

Do pan­icznego lęku że się zgu­bi pierś­cionek zaręczynowy dochodzi lęk że się zgu­bi obrączkę.

Kiedy wybier­ałam pierś­cionek zaręc­zony moją motywacją (oprócz miłoś­ci do wszys­tkiego co lata w kos­mosie) do wyboru pierś­cionka ze sre­bra i z mete­o­ry­tem była świado­mość, że jeśli go zgu­bię to będę za nim płakać głównie sen­ty­men­tal­nie a nie finan­sowo. W przy­pad­ku obrącz­ki odezwała się moja specy­ficz­na postawa (uważam że obrącz­ka to nie biżu­te­ria czy pierś­cionek tylko sym­bol – złote kółko) doprowadz­iła do posi­ada­nia obrącz­ki nieco droższej niż pierś­cionek zaręczynowy. Tak więc mój wybit­ny plan że nie będę się prze­j­mować zgubą spal­ił na panew­ce. Ter­az boję się zgu­bić i pierś­cionka i obrącz­ki, co niechyb­nie kiedyś się stanie bo jestem osobą która jest w stanie zgu­bić wszys­tko.

 

Młodzi mężowie mają trochę obsesję na punkcie noszenia obrącz­ki. Głównie dlat­ego, że to częs­to ich pier­wszy pierś­cionek.

Pod­czas kiedy ja drżę o zgu­bi­e­nie obrącz­ki, mój mąż (A.D punkt pier­wszy) cią­gle się swo­jej przyglą­da. Infor­mu­je mnie za każdym razem kiedy jej nie zabierze z domu i bard­zo drży o to, żeby się nie pobrudz­iła czy nie porysowała (co w przy­pad­ku złotej obrącz­ki jest wręcz pewne). To spraw­iło, że zdałam sobie sprawę, że dla więk­szoś­ci mężczyzn obrącz­ka jest pier­wszym pierś­cionkiem jaki noszą w życiu. W sum­ie to trochę smutne bo pierś­cionek to taka faj­na ozdo­ba (zapy­ta­j­cie met­alow­ców)

 

Kupi­e­nie sobie nowego wygod­nego łóż­ka zmienia życie bardziej niż ślub.

Po ślu­bie miałam kil­ka dni kryzy­su że niby nowy stan cywilny a w moim życiu nic się tak naprawdę nie zmieniło. Na szczęś­cie kupi­e­nie nowego, wygod­nego i sze­rok­iego łóż­ka spraw­iło, że czu­ję iż zaczy­nam nowy rozdzi­ał w życiu – taki w którym jest mi naprawdę wygod­nie i kocham swój narożnik (tą część not­ki powin­na spon­sorować IKEA która uczyniła me życie lep­szym)

 

Moment w którym pier­wszy raz zaz­nacza się mężat­ka w jakimś for­mu­la­rzu jest podob­ne do tego śmiesznego uczu­cia które towarzyszy wypełnie­niu for­mu­la­rza po uzyska­niu dyplo­mu.

Zaraz po tym jak skończyłam stu­dia i miałam w końcu wyk­sz­tałce­nie wyższe, przez dwa dni wypeł­ni­ałam wszys­tkie for­mu­la­rze tylko po to by móc zaz­naczyć tą ramkę. Ter­az kiedy mam męża (A.D punkt pier­wszy) wypeł­ni­am wszys­tkie kwes­t­ionar­iusze w których pada pytanie o stan cywilny. Choć trze­ba przyz­nać, jestem już powoli na końcu tego okre­su. Nie mniej nadal mam prob­lem kiedy czy­tam o „jak wyglą­da życie młodej singiel­ki w dużym mieś­cie” i ori­en­tu­je się, że nieste­ty to już nie o mnie. A zawsze było o mnie. Damn.

 

Raz w życiu ma się coś ciekawego do powiedzenia jak ludzie których nie widzieliśmy jak­iś czas pyta­ją “co u Ciebie ciekawego”

Od lat nie zmieni­ał zwierz pra­cy, miejs­ca zamieszka­nia (tzn. zmienił ale miesz­ka dwa kro­ki od miejs­ca gdzie zawsze mieszkał), nie wyjechał w daleką podróż do dzi­kich kra­jów. W zeszłym roku wydał książkę ale powiedzieć komuś kogo się dawno nie widzi­ało, że wydało się książkę brz­mi jak straszne przech­wał­ki. Poza tym trze­ba opowiadać o czym jest książ­ka i jak się sprzeda­je i tu trochę wszyscy się nudzą. Tak więc w takich przy­pad­kowych roz­mowach trochę zwierz nie miał o czym infor­mować rozmów­ców. Tym­cza­sem ślub jest cud­own­ie neu­tral­ny, wiado­mo jak należy zareagować i przy­na­jm­niej zdaniem zwierza jest to wydarze­nie dość ciekawe. Jego przy­dat­ność zwierz datu­je na całe pół roku. Potem trze­ba coś nowego wymyślić.

Wszyscy ludzie którym mówiło się “Zdz­won­imy się po ślu­bie” zaczy­na­ją dzwonić

Przez trzy miesiące przy­go­towań do ślubu zwierz głównie mówił ludziom, że bard­zo mu przykro i nie ma cza­su i żeby się koniecznie zadz­wonili w sierp­niu to się umówimy. No i ludzie – trud­no ich winić, zaczy­na­ją dzwonić w sierp­niu i doma­gać się spotkań, wywiąza­nia się z zobow­iązań i w ogóle dzi­ała­nia. Powoli zaczy­nam rozu­mieć wszys­tkie młode małżeńst­wa które decy­du­ją się naty­ch­mi­ast na dziecko. To ma sens – przekładasz wszys­tko na po ślu­bie a potem masz dziecko i nie masz cza­su. W ten sposób przez kilka­naś­cie lat możesz mówić ludziom żeby zadz­wonili później bo jest się zaję­tym.

 

Najbardziej prz­er­aża­jącą wiz­ją związaną ze zmi­aną stanu cywilnego jest obliczanie w ilu miejs­cach trze­ba zmienić dane.

No tak dowód trze­ba zmienić. I pasz­port. I zadz­wonić do banku. I poin­for­mować pracę. I pamię­tać że w umowach ma być nowe nazwisko i zmienić je na Fb. Tyle robo­ty. Serio to jest kosz­mar. Braku­je jakiegoś jed­nego przy­cisku który poz­wolił­by na raz zmienić wszędzie nazwisko. Ogól­nie dla takiego leni­w­ca jak ja, który dosta­je wysyp­ki na widok urzę­du konieczność licznych zmi­an doku­men­tów to jest kosz­mar. A i jeszcze muszę zmienić kartę miejską. KOSZMAR.

 

Nieza­leżnie ile kom­ple­men­tów dostało się na ślu­bie, obcię­cie włosów dostar­cza drugie tyle.

Ist­nieje możli­wość, że zawsze wyglą­dam ład­nie, ale to mało praw­dopodob­ne. Co nie zmi­ana fak­tu, że po mil­ion­ie kom­ple­men­tów jaki dostałam w dniu ślubu, dru­ga – brzmią­ca pode­jrzanie bardziej entuz­jasty­cznie przyszła kiedy ścięłam w końcu włosy zapuszczane od chwili zaręczyn. W związku z tym pora­da jest taka – jak nie chce­cie brać ślubu a chce mnóst­wo fajnych kom­ple­men­tów zmień­cie fryzurę. Taniej wychodzi.

No i tyle zmi­an. Mąż (A.D.1) chy­ba kocha mnie tak samo jak kochał. Nie nabrałam głębok­iej mądroś­ci życiowej, choć przyz­nam szcz­erze że mieliśmy pier­wszy kryzys. Obiecano mi na obi­ad piec­zone kartofle a kiedy wró­ciłam z pra­cy to okaza­ło się, że na obi­ad będzie kasza. Nie mniej sko­ro to przetr­wal­iśmy to chy­ba nie trze­ba się lękać o miesiąc następ­ny.

Ps: Zwierz z góry zapowia­da że wyjeżdża w przyszłym tygod­niu i ist­nieje spore praw­dopodobieńst­wo, że w ramach szuka­nia inspiracji twór­czej w życiu poza kom­put­erowym nie napisze aż dwóch wpisów. Drżyj­cie

PS2: Zgad­ni­j­cie kto dziś sia­da nagrać pod­cast <3

 

11 komentarzy
0

Powiązane wpisy