Home Nagrody/Imprezy Gdy Toruń wzywa, Zwierz musi przybyć czyli kilka uwag do Polconu 2018

Gdy Toruń wzywa, Zwierz musi przybyć czyli kilka uwag do Polconu 2018

autor Zwierz
Gdy Toruń wzywa, Zwierz musi przybyć czyli kilka uwag do Polconu 2018

Kil­ka lat temu postanow­iłam, że nie będę jeźdz­ić na Pol­con. Z różnych powodów byłam nieco zniechę­cona do tego kon­wen­tu, i miałam poczu­cie, że wszyscy będą się na nim doskonale baw­ić beze mnie. Ale kiedy w tym roku okaza­ło się, że Pol­con jest w Toruniu to nie mogłam odmówić, bo Toruniowi się nie odmaw­ia.

Bycie goś­ciem kon­wen­tu dla niek­tórych to wymar­zona sytu­ac­ja. Ma się pewność że będzie dla ciebie miejsce na kon­wen­cie, ma się zak­lepane zak­wa­terowanie i jeśli się chce moż­na dostać zwrot kosztów prze­jaz­du (bard­zo rzad­ko proszę o zwrot tych kosztów bo prze­cież jakoś bym się i tak mogła dostać na kon­went). Dla mnie bycie goś­ciem kon­wen­tu, to też pewne poczu­cie obow­iązku – trze­ba odd­ać się do dys­pozy­cji twór­com planu – co chcą to dostaną. W przy­pad­ku Zwierza były to dwie prelekc­je i kil­ka pan­eli. Nieste­ty tak wypełniony kalen­darz spraw­ia, że cza­sem jest się od rana do wiec­zo­ra na kon­wen­cie ale real­nie słucha się głównie swoich pan­eli i prelekcji. Piszę to głównie dlat­ego, że wciąż muszę sama sobie przy­pom­i­nać, że wielką fra­jdą było­by pojechanie na kon­went tylko po to by posłuchać innych. Obiecu­ję to sobie od kilku lat ale wiecie – widzę nazwę kon­wen­tu i od razu chcę o czymś odpowiedzieć. Taki odruch.

 

Nie ma kon­wen­tu bez wian­ka. Tak już od paru lat. Nieste­ty zwyk­le kil­ka dni po kon­wen­cie siadam na wianku i tak kończy on swój żywot

 

W tym roku Pol­con roz­gry­wał się w Toruniu ale nie w tym samym miejs­cu co Coper­ni­con. Coper­ni­con zwyk­le roz­gry­wa się w budynkach uni­w­er­syte­tu tuż obok rynku, co tworzy ciekawą atmos­ferę kiedy towaryzst­wo kon­wen­towe miesza się z turys­ta­mi zwiedza­ją­cy­mi piękne stare mias­to w Toruniu. Ale Pol­con tym razem odby­wał się na tere­nie kam­pusu uni­w­er­syteck­iego – nieco odd­alonego od cen­trum, za to dającego niepow­tarzal­ną możli­wość zor­ga­ni­zowa­nia kon­wen­tu w zamkniętej spójnej przestrzeni. Oso­biś­cie przyz­nam wam szcz­erze – jestem roz­dar­ta. Z jed­nej strony – kocham atmos­ferę Coper­ni­conu i wyskaki­wanie w prz­er­wie do kna­jp na starym mieś­cie. Z drugiej – kam­pus UMK jest naprawdę fajny i przy­jazny. Do tego wszys­tko jest blisko siebie i jest miejsce na odpoczynek, zakupy i rozstaw­ie­nie food truck­ów. Naprawdę nie wiem gdzie jest lep­iej – zwłaszcza że warto dodać, że sale wykład­owe są zde­cy­dowanie nowocześniejsze niż w starych budynkach co też jest bard­zo pozy­ty­wne.

 

Mysza pobiła wszelkie reko­rdy fajnoś­ci wybier­a­jąc na wyjazd włosy koloru nie­ba przy zachodzą­cym słońcu

 

Mój Pol­con roz­gry­wał się w 80% w Sali pop­kul­tur­al­nej 3 gdzie miałam kil­ka pan­eli i prelekcji. Nie wiem czy wszyscy tak mają ale mam wraże­nie, że zde­cy­dowanie lep­iej wypada­ją mi prelekc­je o których myślę, że będą słab­sze okazją się potem na żywo bardziej intere­su­jące niż te o których myślę że się do nich świet­nie przy­go­towałam. I tak prelekc­ja o tym jak wyglą­da­ją kon­tynu­acje zakońc­zonych seri­ali wypadała mi chy­ba lep­iej niż porów­nanie dwóch ekraniza­cji Faren­heit 451. Albo tylko tak mi się wyda­je. Co do pan­eli – to emoc­je były bard­zo różne. Pan­el o block­buster­ach okazał się wielką kłót­nią o to ile osób tak naprawdę kojarzy Jef­fa Bridge­sa i chy­ba umknął nam fakt, że w bard­zo wielu punk­tach całkiem się ze sobą zgadza­my. Poza tym – wciąż twierdzę, że jest olbrzymia luka w świecie wiel­kich pro­dukcji – luka na wiel­ki, dobry melo­dra­mat rzu­cony na his­to­ryczne tło. To naprawdę przez lata przynosiło reko­r­dowe zys­ki. Między inny­mi dlat­ego, że angażowało zupełnie inną wid­own­ię, niż np. ekraniza­c­je komik­sów. Po tych emoc­jach, pan­el o dystopi­ach  i utopi­ach okazał się bard­zo rzetel­ny i ciekawy – to było bard­zo miłe doświad­cze­nie – zwłaszcza że prowadzą­ca była fenom­e­nal­nie przy­go­towana (podob­nie jak biorą­ca udzi­ał w pan­elu Ocia, która na Pol­conie miała prelekcję właśnie o dystopi­ach).

 

Nie widać na zdję­ciu ale Ocia ma włosy jeszcze filoe­towe. Dobrze że miałam wianek bo by głu­pio wyszło.

 

Jak zwyk­le ciekaw­ie wypadł pan­el Pod­słuchane – bo tu nigdy nie wiemy gdzie zawę­dru­je kon­wer­sac­ja. Tym razem poszła w ciekawym kierunku bo roz­maw­ial­iśmy głównie o tym dlaczego, choć przy­dało­by się nam więcej rąk do robo­ty niekoniecznie będziemy w taką pomoc angażować naszych słuchaczy. Poza tym okaza­ło się, że mamy mnóst­wo nowych pro­jek­tów, które zebrane razem zapowiada­ją naprawdę ciekawy sezon pod­castów które ter­az mają trochę wol­nego.  Jed­nak najmil­szym pan­elem kon­wen­tu okazał się ten pod tytułem „Jak się nie zgu­bić na Net­flix” gdzie opowiadal­iśmy o tym jak szukamy filmów na Net­flix, jak staramy się oszuki­wać stronę tak by nie pokazy­wała nam w kółko tego samego i w ogóle – jaką mamy metodę wybiera­nia filmów do oglą­da­nia. To była miła roz­mowa bo okaza­ło się, że mamy całkiem sporo do powiedzenia.

 

 

Zdję­cie ze strony Gavran — gramy sobie w Pocią­gi.

Jeśli chodzi o punk­ty pro­gra­mu innych osób to byłam na całych trzech. Na początku poszłam na prelekcję „Okul­tyzm w Har­rym Pot­terze”. Przyz­nam szcz­erze – miałam nadzieję na takie uporząd­kowane omówie­nie konkret­nych moty­wów z Pot­tera i o jakie odniesienia do okul­tyz­mu się je oskarża. Ostate­cznie prelekc­ja była chao­ty­cz­na. Tym co doprowadz­iło mnie do pasji było mówie­nie o protes­tantach jako o całoś­ci bez rozróżnienia anglikanów, ewan­ge­lików czy innych odłamów. Wkurza­ło mnie myle­nie ewan­ge­lików z ewan­ge­likana­mi. Ale w sum­ie czego się spodziewać po prelekcji gdzie autor poda­je zły łacińs­ki źródłosłów słowa okul­tyzm. Nie uważam by każdy musi­ał znać łac­inę ale jak chcesz podać łacińs­ki źródłosłów to najpierw sprawdź jaki jest poprawny. Ostate­cznie prelekc­ja była nud­na i bard­zo mało konkret­na.

 

Z Pawłem Opy­do baw­imy się doskonale (fot. Maciej Cza­j­ka)

 

Drugą prelekcją na której byłam to wys­tąpi­e­nie Krzysia Cer­ana z Mysz­masza o X‑menach. Nie wiem czy słuchal­iś­cie kiedyś jak Krzyś mówi o X‑menach ale jeśli nie – traci­cie czyste pię­kno. W prelekcji Krzyś­ka było mnóst­wo wiedzy, ale też pasji i poczu­cia humoru. Słuchało się tego doskonale i prawdę powiedzi­awszy – mimo że prelekc­ja zaczy­nała się o 20 nie miałabym nic prze­ci­wko temu by trwała kil­ka godzin. Po pros­tu słuchanie kogoś kto się doskonale zna na swoim tema­cie jest naprawdę  przy­jemne. Poza tym Krzysiek ma takie cud­owne pode­jś­cie do tego jak niesamowicie skom­p­likowane są losy X‑menów. A naprawdę są skom­p­likowane. Ostat­nią nie moją prelekcją na którą się udałam było wys­tąpi­e­nie Mateusza poświę­cone prob­le­mom z definicją gry. Wiecie to miłe uczu­cie kiedy słucha się czy­je­goś wys­tąpi­enia i myśli sobie „Ojej jakie to ciekawe posłuchałabym więcej” a potem przy­pom­i­nasz sobie, że zabierasz prele­gen­ta do domu i możesz posłuchać więcej. Mateusz jest też abso­lut­nie uroczy w tym jak wiele wie o rzeczach tak nis­zowych jak to kiedy dokład­nie jed­na z gier potrzeb­nych do gra­nia w pier­wsza edy­cję D&D wprowadz­iła fig­ur­ki. Dla kogoś kto wychował się w świecie zbęd­nych nis­zowych infor­ma­cji to bard­zo dobra cecha.

 

Dzikie tłumy na mojej prelekcji (fot. Maciej Cza­j­ka)

Mogłabym wysłuchać więcej ale Mateusz namówił mnie na sko­rzys­tanie z wypoży­czal­ni gier. To coś z czego kiedyś nie korzys­tałam i dopiero Mateusz nauczył mnie ile fra­jdy na kon­wen­tach daje możli­wość wypoży­czenia gry której się nie ma i przetestowanie jej między prelekc­ja­mi. Tym razem wypoży­czyliśmy „Wsiąść do pociągu” edy­cję Niemiecką. Ta edy­c­ja różni się od pod­sta­wowej wer­sji tym, że są w niej pasażerowie których „prze­wozi się” z mias­ta do mias­ta. Niewiel­ki dodatek do zasad czyni grę naprawdę emocjonu­jącą. Oczy­wiś­cie zan­im kon­went się skończył kupil­iśmy sobie tą wer­sje do domu. A ponieważ wracal­iśmy pociągiem to mogliśmy grać w pocią­gi na dwor­cu. Najlep­sza w życiu rzecz!

 

Toruń to ładne mias­to jest.

Każdy kto zna Zwierza wie, że dla mnie najlep­szą rzeczą w kon­wen­tach jest możli­wość spo­tykanie zna­jomych. W tym przy­pad­ku – spędzenia nieco więcej cza­su z ludź­mi z Pod­słuchane, z który­mi co praw­da roz­maw­iam na co dzień ale jed­nak, rzad­ko mamy czas spotkać się wszyscy na żywo w jed­nym miejs­cu. Z taką Myszą częś­ciej widu­ję się na kon­wen­tach niż w Warsza­w­ie. Dru­ga sprawa to spotka­nia z moi­mi kon­wen­towy­mi zna­jomy­mi. Tym określe­niem opisu­ję wszys­t­kich których znam tylko na kon­wen­tach i w sieci. W sieci znam ich przez cały rok a widu­ję ich tylko co pewien czas na kon­wen­tach. A sko­ro w ogóle o takich zna­jomych mowa – nie będę ukry­wać, że uwiel­bi­am tych ludzi, którzy sami będąc w trak­cie orga­ni­zowanego przez siebie kon­wen­tu zaczy­na­ją mówić, że dobrze było­by zro­bić nowy. Serio uwa­ga o kon­wen­cie poświę­conym musicalom rzu­cona przed jed­nym z pan­eli zaowocow­ała zgłoszeni­a­mi do połowy pro­gra­mu. Ogól­nie bycie musicalowym świrem było trochę moty­wem prze­wod­nim Pol­conu.

 

Pier­wsze rzędy słucha­ją naszego pan­elu w napię­ciu (konkurs zna­jdź osobę gra­jącą w Poke­mo­ny)

Gdy­bym miała zgłosić jakąś negaty­wną uwagę odnośnie samej imprezy to doty­czyła­by sprawy raczej dru­gorzęd­nej czyli jedzenia. Wiem, że food truc­ki są niesamowicie modne ale jed­nak po dwóch dni­ach jedzenia głównie smażonych rzeczy człowiek ma dość. Może dobrze było­by w przyszłym roku nieco bardziej zróżni­cow­ać ich ofer­tę, może znaleźć jak­iś sposób by moż­na było zjeść coś innego niż fry­t­ki i burgery na kil­ka sposobów. Z drugiej strony – kiedy ostat­niego dnia wysłałam Mateusza by ode­brał nasze zamówie­nie na fry­t­ki, Mateusz wró­cił z dwoma paczka­mi – jed­na zamówioną a dru­ga została mu wręc­zona po drodze przez konkuren­cyjny food truck – żeby mógł porów­nać smak. Serio mi się to nigdy nie przy­darza. A Mateusz cią­gle dosta­je coś za dar­mo. Muszę go częś­ciej wysyłać na zakupy. Inna sprawa to kwes­t­ia targów. Może mi się wyda­je ale z roku rok jest na nich coraz więcej tego samego. Pojaw­ie­nie się jakiegokol­wiek nowego wys­taw­cy powodu­je nagłe zain­tere­sowanie – bo przy­na­jm­niej jest coś innego. Już wszyscy mamy pod­sta­wowe koszul­ki Star Wars.

 

Nie umiem korzys­tać z takiego zegar­ka ale Pusheen był zbyt słod­ki by go nie kupić

Wyjeżdżanie z kon­wen­tów jest trudne. Ten moment kiedy sta­jesz w kole­jce do banko­matu i po chwili nie ma kole­j­ki tylko kółko zna­jomych – bo wszyscy w kole­jce się zna­ją, daje takie poczu­cie radoś­ci i bez­pieczeńst­wa że trud­no z tego wyjść do codzi­en­noś­ci. To jak z nosze­niem wian­ka. Na kon­wen­cie to taki naj­drob­niejszy prze­jaw zaan­gażowa­nia w trady­cję ciekawych ubiorów i cos­play. Poza kon­wen­tem – ludzie się oglą­da­ją na uli­cy bo przeszedł ktoś kto nie pasu­je. Dlat­ego te kil­ka godzin po zakończe­niu kon­wen­tu są takie ciężkie. I dlat­ego samo jeżdże­nie na kon­wen­ty jest takie uza­leż­ni­a­jące. Nie chodzi tylko o prelekc­je i roz­mowy. Ale o to cud­owne poczu­cie bez­pieczeńst­wa i przy­należnoś­ci. I tego nigdy dość.

 

Ps: Zwierz pisze ter­az zwyk­le co dwa dni ale jeśli tęskni­cie za moi­mi tek­sta­mi i w ogóle za Zwierzem to koniecznie pamię­ta­j­cie śledz­ić moje tek­sty na Onet Kul­tura i wpadać co pewien czas na Insta­gra­ma gdzie Zwierz jest coraz bardziej akty­wny.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy