Home Nagrody/Imprezy Sieć jest wielka, czy starczy dla nas jej? czyli Zwierz po See Bloggers 2018

Sieć jest wielka, czy starczy dla nas jej? czyli Zwierz po See Bloggers 2018

autor Zwierz
Sieć jest wielka, czy starczy dla nas jej? czyli Zwierz po See Bloggers 2018

Jeśli zas­tanaw­ia­cie się dlaczego w ostat­nim cza­sie piszę tak bard­zo w kratkę, to odpowiedź jest jed­na — duże iloś­ci wyjazdów na raz. Led­wo wró­cił Zwierz z Kosza­li­na a już pakował wal­iz­ki by udać się na See Blog­gers do Łodzi. Jed­nej z trzech najwięk­szych kon­fer­encji bloger­s­kich w Polsce.

Każdy kto czy­ta moje relac­je z imprez bloger­s­kich wie, że ja to w ogóle głównie narzekam. Mój sza­cowny małżonek twierdzi, że może to być wyni­ki tego, że ja w ogóle nie przepadam za ludź­mi w dużych iloś­ci­ach, ale wyda­je mi się, że prob­le­mem są raczej moje wysok­ie oczeki­wa­nia, które częs­to spo­tyka­ją się cóż… z rzeczy­wis­toś­cią. W przy­pad­ku See Blog­gers mam bard­zo mieszane uczu­cia. I to tak odległe od siebie, że aż trud­no je pogodz­ić.  Ale na początku chci­ałabym powiedzieć, że ist­nieje pew­na życiowa niespraw­iedli­wość, kiedy zaprasza­ją cię na kon­fer­encję, krzy­czysz do męża, że jedziecie nad morze a potem kon­fer­enc­ja jest w Łodzi. Łódź cud­owne mias­to ale jed­nak człowiek się psy­chicznie nastaw­ił na Gdynię.

 

Ja wiem, że to przy­padek ale naresz­cie dowiedzi­ałam się dlaczego face­ci na tak dłu­go znika­ją w toale­tach. To takie miejsce spotkań.

Zaczni­jmy od tego, że See Blog­gers to jed­na z tych kon­fer­encji która nigdy nie ukry­wała, że ele­ment współpra­cy z marka­mi i ich pro­mocji jest dla nich ważny. O ile na innych kon­fer­enc­jach zwyk­le zna­jdzie się kil­ka stoisk part­nerów czy wys­taw­ców, na See Blog­gers była to duża sala, gdzie obok siebie prezen­towały się najróżniejsze firmy i orga­ni­za­c­je, które chci­ały przykuć uwagę blogerów. Mieliśmy więc stanowisko WOŚP, firmy które ofer­u­ją sprzęt, orga­ni­za­c­je pozarzą­dowe, firmy kos­me­ty­czne, różnego rodza­ju narzędzia dla blogerów — jak sieci afil­i­a­cyjne a nawet zabaw­ki. Na niemal każdy stoisku moż­na było poroz­maw­iać z wys­taw­ca­mi, dostać próbkę, wziąć udzi­ał w konkur­sie, napić się lemo­ni­ady, dostać lody, czy dar­mowe cza­sopis­mo. Jak wiado­mo takie pro­moc­je przy­cią­ga­ją tłumy, więc przez cały okres trwa­nia kon­fer­encji właśnie to miejsce najbardziej tęt­niło życiem.

 

Na kon­fer­encji przez­nac­zono spec­jalne miejsce do picia kawy i martwienia się o przyszłość sieci.

To jest ten ele­ment który w takim ksz­tał­cie budzi najwięcej moich mieszanych uczuć. Nie oce­ni­am niko­go kto bierze udzi­ał w konkur­sie, czy sta­je w kole­jce po dar­mową próbkę. Ostate­cznie sama chęt­nie wzięłam Twój Styl z płytą z “La, la land” i chęt­nie napiłam się lemo­ni­ady ze stosi­ka PKP (na którym zostałam rozpoz­nana – czyż­by PKP w końcu dostrzegło, że mam z nim wiel­ki i płomi­en­ny romans?) czy poroz­maw­iał chwilkę o tym jak wyglą­da obec­ny rynek środ­ków ochrony roślin, z ludź­mi ze stoiska które przekony­wało, że pryskane nie szkodzi. Jaki mam więc prob­lem? Po pier­wsze — praw­da jest taka, że nie sale wykład­owe, czy warsz­ta­towe ale właśnie część tar­gowa stanow­iła cen­trum imprezy, trochę kosztem miejs­ca gdzie zwyk­le odby­wa się net­work­ing. Sala do net­workingu okaza­ła się trochę przedłuże­niem tar­gu — było tam kil­ka stoisk, kilku ani­ma­torów ale mało miejs­ca do siedzenia i takiego spo­tyka­nia się. Gdy­by była ład­na pogo­da być może taką rolę miejs­ca gdzie wszyscy by się zbier­ali pełniła stre­fa z leżaka­mi. Ale w Łodzi było pochmurno i zim­no i ostate­cznie — na olbrzymiej kon­fer­encji na tysiące blogerów zabrakło po pros­tu zwykłego, pozbaw­ionego pro­mocji miejs­ca do roz­mowy. Porównu­jąc sytu­ację z Blog Con­fer­ence Poz­nań — gdzie miejs­ca do siedzenia i gada­nia było mnóst­wo (i to ono było cen­trum) widać różnice w akcen­tach.

 

Stre­fa wys­taw­ców stanow­iła abso­lutne cen­trum wydarzenia co moim zdaniem dzi­ałało na nieko­rzys­tść takich typowych bloger­s­kich rozmów na które trochę brakowało tu dobrego miejs­ca.

Dru­ga sprawa to kwes­t­ia doboru wys­taw­ców. Jak wiecie nie jestem osobą którą obraz­iła wiele lat temu pro­moc­ja pod­pasek (nadal bawi mnie jak wielu mężczyzn poczuło się urażonych zna­j­du­jąc w swoich paczkach pow­ital­nych pod­pas­ki), czy płynu do pra­nia na kon­fer­enc­jach bloger­s­kich. Zwłaszcza, że były to pro­duk­ty dużych firm które mógł­by zde­cy­dować się na jakąś więk­szą współpracę. Prob­lem jest wtedy kiedy na takiej imprezie dla blogerów rekla­mu­je się pro­du­cent tuńczy­ka w puszce, bo tu już trud­no znaleźć tar­get. Poza tym oso­biś­cie poczułam się śred­nio widząc stanowisko Prov­i­den­ta. Ja wiem, że fir­ma decy­du­je się na dzi­ałanie z blogera­mi, ale patrząc na blogerów dość bezmyśl­nie biorą­cych udzi­ał w ich konkur­sie — zas­tanaw­iałam się ile osób zda­je sobie sprawę, że Prov­i­dent nie jest fir­mą którą oso­ba ety­cz­na powin­na pro­mować. A na pewno każdy bloger powinien się zas­tanow­ić dziesięć razy zan­im uży­czy swo­jej twarzy akcji związanej z jakąkol­wiek insty­tucją finan­sową.

 

Tak zupełnie serio — co pro­du­cent tuńczy­ka chce tu osiągnąć? Jeśli nawet bloger zje tego tuńczy­ka to czy naprawdę przy­pad­kowi i głod­ni uczest­ni­cy kon­fer­encji będą wys­taw­iali najlep­szą rekomen­dację?

Inna sprawa to kwes­t­ia tego, jak wiele stanowisk ofer­owało zwycięst­wo za zdję­cie w social media. I jak chęt­nie uczest­ni­cy odd­awali swo­je kanały kole­jnym fir­mom w zami­an za zeszyt, kos­me­tyk czy możli­woś­ci zakręce­nia kołem for­tuny by wygrać dmuchanego flamin­ga. Nie mam nic prze­ci­wko bra­niu udzi­ału w konkur­sie (LEGO miało przesym­pa­ty­czny konkurs) w którym coś robisz i możesz coś wygrać. Ale takie zale­wanie swo­jego Insta­gra­ma zdję­ci­a­mi — by otrzy­mać mały podarunek, to trochę prze­ci­wieńst­wo jakoś­ciowej treś­ci, o której mówili prowadzą­cy na wszys­t­kich innych pan­elach i wys­tąpi­eni­ach. Jak­by wrzuce­nie zdję­cia na Ins­ta by wybrać sobie zeszyt czy maseczkę do twarzy jest dokład­nie tym z czym powin­no się wal­czyć a nie pro­mować. W końcu jak mówili sami prele­gen­ci – to właśnie takie treś­ci spraw­ia­ją, że coraz trud­niej mówić o real­nym influ­ence mar­ketingu. Zwłaszcza że naprawdę w ostate­cznym rozra­chunku jak to zwyk­le bywa — żad­na z tych rzeczy nie była aż tak atrak­cyj­na by zająć miejsce w naszym ponoć tak cen­nym feedzie — albo ja już jestem zgorzk­ni­ała.

 

Żeby było jasne — nie mam nic prze­ci­wko niek­tórym pro­mocjom czy konkur­som. Sama spędz­iłam trochę cza­su na stoisko LEGO. Ale jed­nocześnie — to jest fir­ma z którą i tak współpracu­ję i którą i tak cenię.

Co ciekawe — ilekroć moi zna­jo­mi mówią, że nie jeżdżą na See Blog­gers ze wzglę­du na ten bard­zo pro­mo­cyjno mar­ketingowy wymi­ar odpowiadam, że ja kon­fer­encję lubię ze wzglę­du na treś­ci. I to jest pewien paradoks tego bloger­skiego spę­du. Jeśli już uda się nam pow­strzy­mać pokusę wycią­ga­nia ręki po prom­ki to dosta­je­my naprawdę dobrze przy­go­towane i ciekawe punk­ty pro­gra­mu. Pier­wszy który musze koniecznie wymienić to pan­el o Twit­terze. Serio to był cud, miód i orzesz­ki. Po pier­wsze dlat­ego, że roz­maw­ia­jąc o Twit­terze nikt nie uda­je, że to się robi dla pieniędzy, co pozwala poroz­maw­iać o tym, jak się komu­nikować, jaki jest język Twit­tera, jak właś­ci­wie wyko­rzysty­wać to medi­um. Poza tym jest coś naprawdę odświeża­jącego w tym kiedy idzie się na pan­el gdzie jed­ną z zapros­zonych osób jest dzi­en­nikarz  mediów trady­cyjnych — Michał Pol i zami­ast słuchać o tym jak dzi­en­nikarze są ważniejsi od ludzi z Inter­ne­tu, moż­na posłuchać bard­zo rozsąd­nej wypowiedzi o tym jak ważny jest Twit­ter dla współczes­nego dzi­en­nikarza. Bard­zo dobrze i ciekaw­ie mówił też Paweł Orzech, zdradza­jąc nam niesły­chanie ważną rzecz — otóż jak się okazu­je nie da się już ofic­jal­nym kanałem zwery­fikować swo­jego kon­ta na Twit­terze. Chy­ba o tym wiedzi­ałam ale wyka­sowałam z pamię­ci, więc fajnie dowiedzieć się znowu. Poza tym Mar­co Kubiś ma u mnie punkcik za to, że kiedy prowadzą­ca pan­el bloger­ka próbowała zro­bić uwagę o tym że dla kobi­et 280 znaków to za mało, ład­nie ją zgasił.

 

Jed­nym z najbardziej oble­ganych spotkań było to z Kasią Nosowską. Przyz­nam szcz­erze, że o ile samo spotkanie było przy­jemne (choć nie dowiedzi­ałam się z niego niczego czego bym nie usłysza­ła w innych roz­mowach Nosowskiej) to poczułam się dzi­wnie przy pyta­ni­ach. To znaczy nie wiem może mam inną wiz­ję roz­mowy z prele­gen­ta­mi ale za dużo było w tym czoło­bit­noś­ci a za mało konkre­tu.

Dru­ga prelekc­ja która bard­zo mi się podobała to wys­tęp Elizy z Fash­ionel­ki. Kiedy zach­wyciłam się jej wys­tąpi­e­niem na Insta­gramie przy­biegło mnóst­wo osób mówić mi, że był niedo­bry i nie mery­to­ryczne. Prob­lem w tym, że wszys­tkie te oso­by nie lubiły Elizy i jej blo­ga, ale chy­ba żad­na nie pisała sama i nie zas­tanaw­iała się nad tym jak pra­cow­ać nad blo­giem tak by odpowied­nio wywarzyć treś­ci reklam­owe. Tak więc — cóż — ich opinie choć wygłaszane z dużą pewnoś­cią siebie chy­ba bardziej doty­czyły niechę­ci do autor­ki i pode­j­mowanych przez nią treś­ci niż do real­iów pra­cy nad blo­gierm. Tym­cza­sem z punk­tu widzenia kon­fer­encji bloger­s­kich i ogól­nie nar­racji o blo­gowa­niu wys­tąpi­e­nie Elizy było nie tylko odważne ale też przeło­mowe. Od lat wspól­nym punk­tem więk­szoś­ci prelekcji jest — jak porzu­cić pracę i jak najwięcej zaro­bić na blogu. Prelekc­ja Elizy mówiła zaś — cza­sem opła­ca się zaro­bić mniej ale lep­iej. Mówiąc o włas­nych doświad­czeni­ach z olbrzymią iloś­cią treś­ci reklam­owych, spada­jącą satys­fakcją i prob­le­mem z wiary­god­noś­cią, wys­nuła bard­zo prosty porad­nik dla blogerów. Nie za dużo współprac, inna pra­ca niż tylko z blo­ga (bo tylko nieza­leżność finan­sowa daje wol­ność), inna jakość współpra­cy — dłuższe i trwal­sze. Prawdę powiedzi­awszy — powiedzieć na kon­fer­encji bloger­skiej, ludziom, że opła­ca się zara­bi­ać mniej to jak wejść na kon­fer­encję pra­co­daw­ców i stwierdz­ić, że czas zad­bać o przy­wile­je pra­cown­icze.

 

Uważam ze prelekc­ja Elizy była jed­ną z najważniejszych na całym wydarze­niu. Głównie dlat­ego że szła trochę pod prąd wyobraże­niom odnośnie tego co oznacza dłu­go­falowo odnieść sukces w social media.

jed­nak tym co najbardziej mnie ujęło w prelekcji Elizy był jas­ny przekaz — nie każdy “robią­cy” w Internecie jest influ­encerem. Otóż to jest coś o czym nie lubi się mówić, bo każdy dziś chce być influ­encerem. Rozróżnie­nie było tu proste — robisz rzeczy ładne i przy­jemne — ale ludzie nie idą za twoim głosem czy polece­niem — jesteś Twór­cą, robisz to samo ale jak powiesz, żeby kupić zielone papu­cie to potem ich nie ma w sklepie — jesteś influ­encerem. Podzi­ał rozsąd­ny i nie taki prosty do sfor­mułowa­nia przed salą pełną ludzi, którzy bard­zo chcą o sobie myśleć, że są influ­ence­ra­mi. Tym­cza­sem nie ma co rozmieni­ać tego poję­cia. Twór­ców jest dużo, influ­encerów jest mało. Nie będę ukry­wać, że jestem zda­nia iż takiego przy­pom­nienia – że samo dzi­ałanie w sieci czy nawet posi­adanie lajków nie od razu przekła­da się na wpływ społeczny – zde­cy­dowanie braku­je. Bo rzeczy­wiś­cie – mam poczu­cie, że nieza­leżnie od tego ile kto ma fanów tylko niewiele osób może powiedzieć z ręką na ser­cu, że jest w stanie zmienić ich postawę czy real­nie zachę­cić do pro­duk­tu.

 

Kiedy nie słuchałam innych sama zadawałam pyta­nia — i chy­ba dobre bo mi się pan­eliś­ci pięknie pokół­cili (zdję­cie. Anka Szatan)

Wys­tąpi­e­nie Elizy było cud­own­ie konkretne i choć jak mniemam wiele osób nie chci­ało go słuchać to dobrze, że w tym zalewie pro­mocji i auto­pro­mocji padło. Inna sprawa, czego nie chcą dop­uś­cić do siebie niek­tórzy komen­ta­torzy, stwierdze­nie, ze się w blo­gowej kari­erze popełniło błąd, czy weszło w ślepy zaułek nie jest proste. Sporo osób w blo­gos­ferze — w tym tych dośc znanych, prędzej umrze niż powie, że zro­biło coś źle. I nawet trud­no się dzi­wić, sko­ro przy­nanie się do błędów jest przez część osób uważane za fałszy­wy PR. Ech cieszę się, że nie piszę o ubra­ni­ach i lifestyle, bo nie umi­ałabym sobie chy­ba poradz­ić z pewnym poziomem irracjon­al­nej niechę­ci. W każdym razie wciąż jestem pod wraże­niem tej prezen­tacji i mam poczu­cie, że doty­czy ona dużo więk­szej grupy osób niż te które chci­ał­by się do tego przyz­nać.

 

Proszę mi powiedzieć co pan sądzi o nowym castin­gu do Wiedźmi­na” (kusiło mnie żeby zadać to pytanie ale ostate­cznie uznałam że mogłabym po tym zostać wypros­zona z mojego włas­nego pan­elu) fot. Anka Szatan

Drugiego dnia imprezy miałam też pan­el, który prowadz­iłam. Doty­czył tego jak mówić o kul­turze w sieci. Przyz­nam szcz­erze, że każdy prowadzą­cy pan­el może marzyć o takiej wymi­an­ie zdań jaka się odbyła na sce­nie — bo jak pan­eliś­ci niemalże wyry­wa­ją sobie mikro­fon i każdym ma nie tylko opinię ale też serce by jej bronić to właś­ci­wie prowadzą­cy może się rozsiąść wygod­nie i tylko zerkać co pewien czas na zegarek czy aby na pewno mamy jeszcze pra­wo być na sce­nie. Co praw­da nie ze wszys­tki­mi moi­mi pan­elis­ta­mi się zgadzam ale na tym pole­ga pię­kno dobrej dyskusji o kul­turze — trud­no się zgodz­ić z każą postawą. Mam nadzieję, że taka emocjon­al­na roz­mowa wielu osobom uświado­mi, że roz­maw­ian­ie o kul­turze na even­tach bloger­s­kich ma znacze­nie — zwłaszcza, w kon­tekś­cie tego co blogerzy i ogól­nie influ­encerzy mogą zro­bić w kwestii uczest­nict­wa Polaków w kul­turze. O ile w ogóle coś mogą zro­bić. Inna sprawa — obec­ność Michała Żebrowskiego wśród pan­elistów uświadomiła mi jak cud­own­ie robi znana twarz na frek­wencję na pan­elach. Powin­ni usta­wowo przy­dzielać choć jed­nego akto­ra na każdą roz­mowę o kul­turze.

 

Zabrałam Mateusza na kon­fer­encję bloger­ską i jak sami widzi­cie — pod­szedł do niej z wielkim entuz­jazmem.

Jed­nocześnie tym co zostanie mi najbardziej w głowie po See Blog­gers to fakt, że w takim wydarze­niu biorą udzi­ał tysiące osób. Patrząc po sali — poza kilko­ma zna­jomy­mi twarza­mi nie rozpoz­nałam więk­szoś­ci z nich. Przyszło mi na myśl, że sporo wśród tych osób jest takich, które dopiero zaczy­na­ją swo­ją przy­godę z blo­gowaniem i budowaniem społecznoś­ci. Zas­tanaw­iam się czy star­czy dla nas wszys­t­kich Inter­ne­tu, sko­ro ja już ter­az czu­ję że świat blo­gowy bard­zo się kończy i w sum­ie dochodz­imy do momen­tu w którym pisaniem blo­ga jak sposób na życie powoli zaczy­na prze­chodz­ić do annałów — ustępu­jąc, miejs­ca szer­szej dzi­ałal­noś­ci w social media. Czy patrzę na przyszłość blo­gos­fery, czy może na owoc tej coraz trud­niejszej do zre­al­i­zowa­nia obiet­ni­cy że w Internecie każdy może odnieść sukces. I mówię to z per­spek­ty­wy oso­by która powoli sama czu­je, że prze­chodz­imy do innej rzeczy­wis­toś­ci i że ludzie bez których kil­ka lat temu spotkanie blo­gowe nie mogło­by się odbyć dziś robią już coś zupełnie innego.  Cały czas się zas­tanaw­iam, czy mówiąc o swoich sukce­sach blogerzy czy szerzej influ­encerzy nie obiecali rzeszy ludzi czegoś co tak naprawdę już ter­az jest niedostęp­ne.

 

Patrząc na rzesze uczest­ników imprezy zas­tanaw­iałam się — czy nie social media nie obiecu­ją za wiele. Czy drzwi do kari­ery przez blo­ga są jeszcze otwarte?

See Blog­gers to z całą pewnoś­cią kon­fer­enc­ja która waż­na jest dla blogerów początku­ją­cych, dla których sama możli­wość spotka­nia z inny­mi piszą­cy­mi ma sporą wartość. Myślę, że pod tym wzglę­dem już trochę z tego wyrosłam. Z drugiej strony —  jestem w stanie jak najbardziej docenić, że dla tych którzy w blo­gos­ferze są od niedaw­na spotka­nia na żywo  muszą stanow­ić miłą nowość. Jed­nocześnie co bard­zo mnie zain­try­gowało — obec­nie młodzi blogerzy są dużo pewniejsi siebie w pro­mowa­niu swoich kanałów. Co chwilę widzi­ałam kogoś z koszulką, tor­bą z hasłem swo­jego blo­ga. Ja pier­wsze wiz­ytów­ki robiłam chy­ba cztery lata po tym jak zaczęłam pisać. Och cza­sy się zmieni­a­ją. Człowiek czu­je, że się starze­je.

A w ogóle zro­biłam Mateusza z LEGO choć zna­jo­mi twierdzą że braku­je im jego spo­jrzenia pełnego sza­leńst­wa ;)

 

Na koniec jeśli intere­su­ją was kwest­ie orga­ni­za­cyjne to w sum­ie jest to kon­fer­enc­ja zor­ga­ni­zowana bez zarzu­tu. Jako gość miałam naprawdę ide­al­ną opiekę, przypil­nowano wszys­tkiego — łącznie z tym by przy­pom­nieć mi o koniecznoś­ci wcześniejszego wysła­nia zagad­nień do pan­elistów, co oso­biś­cie uważam za doskon­ały pomysł. Do tego naprawdę nie miałam najm­niejszych prob­lemów z prze­jaz­dem, zak­wa­terowaniem czy komu­nikowaniem się z osoba­mi odpowiedzial­ny­mi za kon­fer­encję. Doskon­ałym pomysłem była aplikac­ja przyp­isana kon­fer­encji. Genial­na rzecz, która zaw­ier­ała biogramy osób wys­tępu­ją­cych, spis uczest­ników, miejsce na dodawanie wiz­ytówek a także pro­gram na którym moż­na było zaz­naczyć punk­ty pro­gra­mu  i potem wyświ­et­lać tylko to na co chce się pójść. Pros­ta i genial­na w obsłudze rzecz, która jest niesamowicie przy­dat­na na kon­fer­encji gdzie kil­ka rzeczy dzieje się na raz. No i najważniejsze — nie zaw­iesza­ła się. Patrząc po tym, jak zad­owoleni byli pozostali uczest­ni­cy i jak ład­nie ich przyję­to (nikt z tej kon­fer­encji nie mógł wyjść głod­ny czy z nien­aład­owanym tele­fonem) pode­jrze­wam, że pozy­ty­wnych opinii o orga­ni­za­cji kon­fer­encji będzie dużo. Zresztą wraca­jąc do kwestii podład­owa­nia tele­fonu – ktoś rzeczy­wiś­cie wykazał się geniuszem wskazu­jąc wys­taw­com, że nic tak nie przekonu­je do mar­ki jak możli­wość naład­owa­nia tele­fonu.

A w ogóle budynek kon­fer­en­cyjny po dawnej elek­trowni, w której odby­wała się kon­fer­enc­ja jest bard­zo fajny

 

Czy pojadę na kole­jne See Blog­gers? Myślę, że moje uczu­cia wzglę­dem kon­fer­encji pozosta­ją niezmienione. Niekoniecznie jest to impreza na którą będę biegła się zapisy­wać ale wciąż — to jed­na impreza bloger­s­ka na której już dwa razy miałam okazję poroz­maw­iać szerzej na tem­at kul­tu­ry w blo­gowa­niu i social media. I w sum­ie biorąc pod uwagę jak bard­zo ten tem­at jest zwyk­le na mar­gin­e­sie zain­tere­sowa­nia więk­szoś­ci kon­fer­encji, nigdy nie zapom­nę See Blog­gers że dwa razy odd­ał kul­turze główną scenę. Bo to jed­nak jest coś o czym zawsze warto mówić więcej.

Ps: Kochani dziś zgod­nie z zapowiedz­ią rozwiązanie konkur­su o dinoza­u­rach. Nagrod­zone oso­by są pros­zone by napisały do mnie maila na adres zwierzpopkulturalny@gmail.com. A zestawy LEGO wygrali: Pauline Czar­nec­ka, Mrk­jad, Maria Michałek, Krzysztof Czyżak, Mag .    Jed­nocześnie chce was poprosić żebyś­cie sprawdzili koniecznie czy nie wygral­iś­cie czegoś w innych konkur­sach w których bral­iś­cie udzi­ał. Bo mam wraże­nie, że kil­ka osób nadal się do mnie nie odezwało. Sprawdź­cie swo­je komen­tarze pod konkur­sowy­mi post­a­mi bo tam zostaw­iam dla was wiado­mość.

1 komentarz
0

Powiązane wpisy