Home Ogólnie Rzucaj w artystę pieniądzem czyli dlaczego nikt cię nie narysuje za darmo

Rzucaj w artystę pieniądzem czyli dlaczego nikt cię nie narysuje za darmo

autor Zwierz
Rzucaj w artystę pieniądzem czyli dlaczego nikt cię nie narysuje za darmo

Wydawać by się mogło, że kwes­t­ia koniecznoś­ci płace­nia artys­tom i autorom za ich pracę została już obgadana tyle razy, że nie ma co dodawać. Tym­cza­sem Inter­net potrafi człowieka naprawdę zaskoczyć i pod­powiedzieć mu, że kon­cepc­ja płace­nia za pracę artys­tów niekoniecznie dla wszys­t­kich jest oczy­wista.

Zaczniemy od małej aneg­do­ty. Dawno temu zdarzyło mi się, że zapom­ni­ałam o tekś­cie który miałam napisać dla pewnego cza­sopis­ma. O tym, że ów tekst mam napisać przy­pom­ni­ał mi tele­fon redak­tor­ki z pytaniem – bard­zo uprze­jmym – kiedy nadeślę tekst. Odparłam, że muszę wprowadz­ić ostat­nie popraw­ki i całość tek­stu odeślę do dwu­nastej. Była 11:00 a ja właśnie wstałam. O 11:30 tekst był napisany. O 11:45 wysłany do redakcji. Napisanie tek­stu na trzy strony maszynopisu zajęło mi pół godziny. Przyz­nam – zapom­i­nanie o zlece­ni­ach nie jest szczegól­nie odpowiedzialne (choć każde­mu się cza­sem może zdarzyć), nato­mi­ast napisanie akcep­towal­nego tek­stu w pół godziny – nawet mnie nieco zaskoczyło.

Całe zamieszanie doty­czy tego rysunku. Autor­ka opub­likowała je zarówno na swo­jej stron­ie na fb jak i na stron­ie tapas, gdzie moż­na wrzu­cać własne rysun­ki.

 

Ktoś mógł­by tu powiedzieć – że sko­ro napisałam tekst w pół godziny to pisanie jest dla mnie łatwe. I pewnie nie bard­zo by się pomylił. Tak obec­nie – na tym poziomie mojej kari­ery jako oso­by która głównie pisze – wypro­dukowanie bard­zo szy­bko kil­ka stron tek­stu na kil­ka tem­atów w których się ori­en­tu­je nie zaj­mu­je mi bard­zo dużo cza­su. Oczy­wiś­cie może mi zająć więcej – jak muszę się zori­en­tować w tema­cie czy nie mam w danym momen­cie pomysłu jak dokład­nie sfor­mułować myśli. Ale pode­jrze­wam, że nawet z pewny­mi przeszko­da­mi – jak konieczność obe­jrzenia wszys­t­kich kotków na Face­booku  — piszę szy­b­ciej niż więk­szość znanych mi osób. Nie jest to jed­nak umiejęt­ność z którą się urodz­iłam. To po pros­tu wynik reg­u­larnego pisa­nia, i poświęce­nia trud­nej do określe­nia iloś­ci godzin na doskonale­nie tego jak for­mułować swo­je myśli za pomocą pis­ma. Jeśli kiedyś przyszło­by wam do głowy przeczy­tać cały mój blog od początku do koń­ca zobaczylibyś­cie na własne oczy jak bard­zo zmieni­ał się mój styl pisa­nia – jak wielu rzeczy się po drodze nauczyłam. Jeśli potrze­bu­je­cie dowodu na to, że łatwe pisanie wyma­ga cza­su i treningu – dziewięć lat Zwierza jest doskon­ałym przykła­dem na to jak wyglą­da dochodze­nie do „łatwego pisa­nia”. Przy czym Zwierz miał o tyle łat­wo, że do pisa­nia potrzeb­ny jest “tylko” kom­put­er — jeśli chce się np. dobrze rysować czy fotografować na sprzęt i szkole­nia trze­ba wydać sporo więcej.

 

 

Taka łat­wość jest w pewnym stop­niu udzi­ałem wszys­t­kich ludzi którzy zde­cy­dowali się zająć w swoim życiu czymś kreaty­wnym – pisaniem, rysowaniem, śpiewaniem, graniem. Więcej – taka łat­wość jest po pros­tu udzi­ałem wszys­t­kich spec­jal­istów. Księ­gowej łatwiej wypeł­nia się PIT niż komuś kto nie jest do koń­ca pewien gdzie co ma wpisać, murar­zowi zde­cy­dowanie łatwiej się staw­ia ścianę, a panu który remon­tu­je właśnie łazienkę Zwierza łatwiej się kładzie płyt­ki podło­gowe niż samemu Zwier­zowi. To łatwiej nie jest wynikiem posi­adanych zdol­noś­ci które Bóg zsyła na ludzi. To połącze­nie pewnych predys­pozy­cji i pra­cy. Pra­cy, która z boku może się wydawać – zwłaszcza w przy­pad­ku zawodów kreaty­wnych dość mało wyma­ga­ją­ca i przy­jem­na. Ktoś tam sobie pisze dla przy­jem­noś­ci, ktoś tam sobie rysu­je, ktoś poszedł na spac­er robić zdję­cia. Tylko, że fakt iż coś nie przyg­ni­a­ta nas do zie­mi nie zmienia fak­tu – że też wyma­ga pewnego wysiłku. Cza­sem fizy­cznego – jak np. mało kto myśli o tym że rysowanie potrafi być fizy­cznie męczące (na co skarżyli mi się liczni rysown­i­cy i malarze), cza­sem intelek­tu­al­nego – jak cho­ci­aż­by konieczność wymyśle­nia o czym się będzie danego dnia pisało czy zmusze­nie się by po całym dniu pra­cy zasiąść do klaw­iatu­ry czy kart­ki papieru. Łat­wość jest więc pochod­ną pra­cy. Dobry przykład jaki tu przy­chodzi do głowy to sportow­cy – płacimy im dużo nie dlat­ego, że prze­bieg­nię­cie 100 metrów zaj­mu­je im kil­ka sekund ale dlat­ego, że wiemy iż bez całego życia pra­cy i tren­ingów – nie da się tych 100 metrów pokon­ać tak szy­bko.

 

 

Wszys­tko co pisze może wydawać się oczy­wiste. Trud­no więc trochę zrozu­mieć moment w którym czy­ta się w sieci, wypowiedź  Michała Gołkowskiego – pol­skiego auto­ra książek osad­zonych w świecie Stalk­era ale też powieś­ci raczej z gatunku fan­ta­sy, który zda­je się tego mech­a­niz­mu nie rozu­mieć. Otóż dziś rano wrzu­cił on do sieci rysunek autor­ki Car­o­line Dy (początkowo niepod­pisany, co zro­bił później). Krót­ki komiks tłu­maczy dlaczego autorzy nie lubią kiedy prosi się ich po pros­tu o zro­bi­e­nie rysunku. Jej tłu­macze­nie jest proste. Logi­ka Gołkowskiego już niekoniecznie. Po pier­wsze zarzu­ca autorce że gdy­by się nie skarżyła a wykon­ała pracę – wtedy na pewno ktoś by jej zapłacił. Po drugie – samo rysowanie takich obrazków jak rozu­miem jest stra­ta cza­su. Ni i po trze­cie – moje ulu­bione  — fakt, że skarży się dziew­czy­na, autor­ka, a osobą która prosi o rysunek jest bliżej niezi­den­ty­fikowana nakreślona prosty­mi kreska­mi oso­ba miało­by oznaczać, że mamy tu do czynienia z fem­i­nizmem. A fem­i­nizm jak zwyk­le jest zły.

 

 

Argu­ment pier­wszy trochę mnie bawi. Wiz­ja, że jeśli wyko­nanym dobrze pracę na pewno ktoś nam zapłaci brz­mi bard­zo miło tylko hmm… niekoniecznie jest to praw­da. Jeśli nie prosimy o pieniądze zwyk­le ich nie dosta­je­my. Po pros­tu. Oso­biś­cie nie znam niko­go kto najpierw poprosił­by mnie o napisanie tek­stu w ramach przysłu­gi czy po pros­tu dlat­ego, że mnie zna a potem dopiero zapłacił. Jeśli ktoś chce zapłacić wychodzi z tym od razu. Między inny­mi dlat­ego, że to zupełnie inna sytu­ac­ja – kiedy ktoś mówi, że nam zapłaci to już zara­bi­amy, pracu­je­my dla kogoś, ktoś może nas poprosić o coś zupełnie innego i inaczej pode­jść do naszej pra­cy niż wtedy kiedy robimy coś w ramach przysłu­gi. Zresztą każdy artys­ta zna wiz­ję że sko­ro się nas o coś prosi to powin­niśmy się czuć wyróżnieni – zdanie „będziesz mieć do port­fo­lio” nie nar­o­dz­iło się przy­pad­kiem. Wyni­ka z dość powszech­nej prak­ty­ki uznawa­nia że samo wyko­nanie pra­cy dla jakiejś firmy czy insty­tucji powin­no być nagrodą, a pieniądze to tylko miły dodatek – który moż­na załączyć albo niekoniecznie. Kole­j­na sprawa to kwes­t­ia skarże­nia się na trudne warun­ki pra­cy i brak zrozu­mienia ze strony osób które pracu­ją zupełnie inaczej.

 

 

Powiem wam szcz­erze – moim zdaniem twór­cy wciąż skarżą się trochę za mało. I to właśnie na tą czys­to eko­nom­iczną stronę ich dzi­ałal­noś­ci. Żyje­my w świecie bard­zo głęboko zako­rzenionego – dość niebez­piecznego arche­ty­pu twór­cy który nigdy się nie sprze­da i nie może poprosić o zapłatę za swo­ją pracę – jeśli chce pozostać wierny sobie. To arche­typ niebez­pieczny – bo skła­nia do myśle­nia o artys­tach jako osobach które prze­cież nie powin­ny doma­gać się pieniędzy, czy wyce­ni­ać swo­jej pra­cy. Prob­lem z tym, że z tym oporem by prosić o pieniądze muszą wal­czyć też sami artyś­ci. Częs­to otoczeni przez ludzi, którzy bard­zo kom­ple­men­tu­ją ich prace do momen­tu kiedy trze­ba za nią płacić. Zwyk­le osobę która potrafi rysować, czy zna się na grafice trak­tu­je się jako doskon­ałe źródło bezpłat­nej pra­cy na każdą okazję. I jasne – każdy ma krąg dobrych zna­jomych w którym moż­na liczyć że będziemy sobie poma­gali w ramach posi­adanych umiejęt­noś­ci. Ale jed­nocześnie – jeśli ma się wokół siebie bard­zo dużo ludzi którzy nie rozu­mieją potrze­by płace­nia za twór­c­zość – bard­zo trud­no się prze­bić z prośbą by trak­towano nas poważnie.

 

 

Zresztą dzi­wię się, że taką postawę prze­jaw­ia aku­rat pis­arz – przed­staw­iciel zawodu w którym trwa ciągła wal­ka by wyjaśnić ludziom, że tak snu­cie opowieś­ci to miła sprawa ale niekoniecznie oznacza to, że nie chce­my za to pieniędzy. Autor broni się, że kiedy on zaczy­na pisać nie wie czy jego książ­ka zostanie wydana. Ale czym innym pisać z włas­nej potrze­by co się chce a czym innym wykony­wać dla kogoś pracę bez pewnoś­ci czy dostanie się zapłatę. Mnie oso­biś­cie zdarzyła się sytu­ac­ja w której wydawnict­wo zamówiło książkę i zde­cy­dowało się jej nie wydać. Wykon­ałam pracę i nie dostałam ani grosza. Trochę jak­by ktoś przyszedł ci wyre­mon­tować mieszkanie a pod koniec okaza­ło się, że jed­nak nie chci­ałeś robić remon­tu i odsyłasz ekipę do domu. Bez grosza.  Skarże­nie się autorów, czy uświadami­an­ie pub­li­ki nie jest prze­jawem lenist­wa czy roszczeniowoś­ci. To po pros­tu pokazy­wanie ludziom z zupełnie innego świa­ta że nie mogą trak­tować artys­tów inaczej niż wszys­t­kich pozostałych pra­cown­ików. Bo tak się nie da funkcjonować – mieć zawód za który co pewien czas ktoś uzna, że nie musi ci płacić.

 

 

Na koniec rozczuliło mnie to zniechęce­nie fem­i­nizmem. Rzeczy­wiś­cie – fakt że skarży się dziew­czy­na to prze­jaw wielkiego fem­i­niz­mu. Wszak jeszcze parę­naś­cie lat temu dziew­czyny by się nie skarżyły tylko zas­tanaw­iały co na Boga włożą do gar­nka. Ale tak serio – to bard­zo mnie bawi, że kiedy kobi­eta prze­maw­ia jako artys­t­ka – wszak jej pos­tu­laty nie doty­czą tylko kobi­et artys­tek ale artys­tów i rysown­ików w ogóle, to jest postrze­gana wyłącznie przez pryz­mat płci. Tym­cza­sem żad­nej z poruszanych przez nią argu­men­tów nie doty­czy kobi­et. Doty­czy bard­zo sze­rok­iej grupy ludzi którzy mają już dość pra­cow­a­nia dla innych za dar­mo. No ale najwyraźniej – jeśli jesteś kobi­etą i się skarżysz to jest to prze­jaw fem­i­niz­mu. Niech więc będzie to dobry dowód że wszyscy potrze­bu­je­my fem­i­niz­mu, jeśli ma on oznaczać, że nam wszys­tkim – dzię­ki skarżą­cym się kobi­etom będzie lep­iej.

 

 

Naj­ciekawsze w tym wszys­tkim jest to, że autor­ka wcale nie tylko się skarży. Jeśli przyjrzymy się jej stron­ie naty­ch­mi­ast zna­jdziemy pod­powiedź co może­my zro­bić by sko­rzys­tać z pra­cy autorów jed­nocześnie – nie skazu­jąc ich na gryzie­nie tynku. Może­my ich wesprzeć w ramach ser­wisów cor­w­fundin­gowych, może­my też – sko­rzys­tać z otwartych zgłoszeń, gdzie artys­ta sam deklaru­je, że coś dla nas nary­su­je – oczy­wiś­cie musimy za to płacić, ale to lep­iej i dla nas i dla twór­cy. My może­my zgłaszać popraw­ki i prosić o zmi­any, artys­ta poświę­ca nam czas który sam wybrał i który chce poświę­cić na współpracę. Ostate­cznie wszyscy są zad­owoleni. Bo płace­nie komuś za wyko­naną pracę nie spraw­ia, że wszys­tko jest zro­bione gorzej ale – co ciekawe lep­iej. A już uszanowanie cza­su twór­cy – i tego czy chce w danym momen­cie coś dla nas robić czy nie, jest sprawą kluc­zową.

 

 

Na koniec uwa­ga – płace­nie twór­com, podob­nie jak płace­nie przed­staw­icielom jakiegokol­wiek zawodu nie robi z nich pot­worów. Wszyscy twór­cy których znam robią co pewien czas coś za dar­mo. Więcej, sami się zgłasza­ją i sami rezygnu­ją z zapłaty. Robią to ponieważ chcą, ponieważ mogą i ponieważ – każdy co pewien czas jest gotów zro­bić coś dla drugiej oso­by za dar­mo. Robią to też dlat­ego, że np. zaro­bili na swoich innych pra­cach i chwilowo nie patrząc tęsknie na gruz. I to jest właśnie iry­tu­jące – pomysł że zapłace­nie komuś zamieni go w jakąś bestię która zawsze będzie się doma­gała zapłaty, a każde swo­je życiowe dzi­ałanie. Zapłace­nie artyś­cie będzie oznacza­ło, że dostanie wyna­grodze­nie za wyko­naną dla ciebie pracę.  I tyle. Świat się od tego nie zawali. Tylko rysown­i­cy będą mieli co nie tylko to jedze­nie które sobie nary­su­ją.

Ps: Nie jest moim zami­arem wchodz­ić w jakieś per­son­alne swady z autorem komen­tarza do obraz­ka. Bardziej widzę ten tekst jako polemikę z pewną dość powszech­ną postawą, i akt przy­jaznego przy­pom­nienia – głównie podyk­towany troską o moich przy­jaciół artys­tów.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy