Home Film 10 lat szukania bohatera czyli Zwierzowy ranking filmów Marvela

10 lat szukania bohatera czyli Zwierzowy ranking filmów Marvela

autor Zwierz
10 lat szukania bohatera czyli Zwierzowy ranking filmów Marvela

Zwierz kupił sobie niedawno bile­ty na Avengers: Woj­na bez Granic, albo jak zwykł nazy­wać ten film Avengers: Bro­da Kap­i­tana Amery­ki i doszedł do wniosku, że ten prze­j­mu­ją­cy moment i 10 lecie MCU aż prosi się o jakieś pod­sumowanie. Ostate­cznie doszedł do wniosku, że jeszcze nigdy nie ułożył w głowie wszys­t­kich filmów MCU od najm­niej ulu­bionego do tego który lubi najbardziej. I w sum­ie dlaczego by tak nie zro­bić. Dla włas­nej przy­jem­noś­ci.

Zan­im rozpę­ta się tu burza piaskowa i zaczną nas boleć różne częś­ci ciała od czoła wyk­lepanego facepal­ma­mi, przez zaciśnięte zęby po siedzenia musimy kil­ka rzeczy ustal­ić. Po pier­wsze  — ta lista nigdzie nie sili się na jakikol­wiek znaw­czy, fil­moz­naw­czy, komik­soz­naw­czy, super­bo­hateroz­naw­czy (piękne nowe słowo) obiek­ty­wizm. To robione dla przy­jem­noś­ci zestaw­ie­nie w którym brałam pod uwagę różne rzeczy – to czego się po filmie spodziewałam, to jak się na nim baw­iłam, ale też to jak przetr­wał próbę cza­su. W niek­tórych przy­pad­kach – emoc­je mogą być nieco bardziej wys­tudzone bo film miał pre­mierę dawnej, w innych goręt­sze bo film pojaw­ił się na ekranach niedawno. Poza tym dochodzą do tego jeszcze zupełnie oso­biste sym­pa­tie i anty­patie, pewne ele­men­ty wychodzące poza fabułę – ogól­nie cały ten kon­glom­er­at przeżyć, który spraw­ia, że jedne rzeczy podoba­ją się nam bardziej niż inne.

To nie jest lista filmów MCU od naj­gorszego do najlep­szego. To jest lista filmów MCU  od tych które lubię najm­niej do tych które lubię najbardziej. Wasza może się różnić i nie ma w tym nic złego. To nie jest w żad­nym momen­cie oce­na którą chci­ałabym narzu­cić wszys­tkim. Jed­nocześnie – praw­da jest taka, że w każdym z tych filmów jest mnóst­wo wad i zalet – wiele z nich tracą przy porów­na­niu z inny­mi, albo zysku­ją – sukces niek­tórych jest możli­wy tylko dzię­ki temu, że pow­stały na tle lub w kon­trze do innych. Układanie wyt­worów kul­tu­ry w jakiejkol­wiek kole­jnoś­ci jest trudne, i trochę mija się z ideą dzieła jako takiego (wszak dzieło z zasady nie ist­nieje po to by konkurować z innym dziełem ale po to by opowiedzieć swo­ją his­torię) ale daje sobie przyz­wole­nie bo nie ukry­wa­jmy – są to dzieła przez nieco mniejsze „d” poza tym wszyscy to robią, wiec czemu nie przyłączyć się do zabawy. Bo to jest zabawa. I jako taką należy to zestaw­ie­nie trak­tować. Dla pewnego ułatwienia (albo rozbaw­ienia jeśli moje zdanie uległo zmi­an­ie) doda­ję link do recen­zji tych filmów (o ile recen­z­je pojaw­iły się przez te lata na blogu).

 

Na liś­cie korzys­tam z anglo­języ­cznych tytułów bo uważam, że w ten sposób łatwiej uniknąć kon­fuzji.

 

 

Guardians of the Galaxy Vol. 2 nie mam wąt­pli­woś­ci, że to film, który z pro­dukcji Mar­vela nie tylko najbardziej Zwierza rozczarował ale też najm­niej rozbaw­ił. To taka pro­dukc­ja która koniecznie chce prze­bić pier­wszą część (bard­zo dobrze przyję­tych Strażników Galak­ty­ki) więc wszys­tkiego musi być w niej więcej – więcej śmiesznych scen, więcej kolorów, więcej naw­iązań do pop­kul­tu­ry. Wid­zowie mają się zwi­jać ze śmiechu. Ostate­cznie jed­nak całość mimo kilku przy­jem­nych scen czy udanych gagów spraw­ia wraże­nie pozbaw­ionej ducha – który uwiódł część widzów w przy­pad­ku pier­wszej częś­ci. Film próbu­je wywołać emoc­je ale się ich boi, gdy tylko robi się choć na chwilkę trochę poważniej, naty­ch­mi­ast dorzu­ca jakąś scenę wal­ki, albo głu­pawy dow­cip – jak­by bał się, że jeśli zro­bi się poważniej to wid­zowie wyjdą z kina. Do tego – czego Zwierz wyjątkowo nie lubi – nie jest w stanie w żaden sposób ład­nie pokazać przemi­any bohaterów. Trochę niby tu się mają zmienić, ale tak naprawdę muszą zostać mniej więcej w tym samym miejs­cu w którym zaczęli, bo taki­mi ich pol­u­bili widzowie.Choć na samym sean­sie nie baw­iłam się fatal­nie to miałam i do dziś mam wraże­nie, że był to film w dużym stop­niu zbęd­ny.

 

 

Avengers: Age of Ultron - nigdy żaden film tak bard­zo nie zaw­iódł moich nadziei jak dru­ga odsłona Avenger­sów. Głównie dlat­ego, że bard­zo lubiłam pier­wszą odsłonę przygód grupy super bohaterów, ale też dlat­ego, że miałam nadzieję, że his­to­ria w jak­iś sposób rozsąd­nie posunie his­torię naszej grupy do przo­du. Tym­cza­sem dostałam film który był chao­ty­czny, w wielu miejs­cach cofał zmi­any jakie zaszły w uni­w­er­sum (np. W ciągu kilku pier­wszych chwil rozpraw­iono się z wielkim zagroże­niem jakim miała być Hydra). Do tego w samym filmie jest kil­ka moim zdaniem kosz­marnych rozwiązań — jak nieu­miejęt­nie poprowad­zony “side quest” Tho­ra, czy fatal­nie napisany romans Czarnej Wdowy i Hul­ka. Poza tym film cier­pi­ał na obec­ność wyjątkowo słabego prze­ci­wni­ka — takim był Ultron i wyjątkowo leni­wie napisane miejsce akcji — Sorkovia to tak stereo­ty­powa przestrzeń, że aż zęby bolą. Przede wszys­tkim był go jed­nak film niepo­rad­ny, jakoś nie umieją­cy opowiedzieć his­torii tak by nie dotarło do nas że to wszys­tko nie ma sen­su. Oso­biś­cie uważam że to być może naj­gorszy film Mar­vela pod wzglę­dem tego jak słabo opowia­da swo­ją his­torię. Poza tym już poza konkursem — pamię­tam jak przy okazji pisa­nia recen­zji tego fil­mu Kuba Ćwiek rozpę­tał jakąś wyjątkowo nieprzy­jem­ną polemikę z moim postem u siebie na fan­page czy na zawsze pow­iązał mi film z niemiłym uczu­ciem, bycia wys­taw­ioną w sieci na ata­ki. Inna cieka­wost­ka — mój obec­ny mąż a wtedy jeszcze zupełnie przy­pad­kowy chłopak spotkany na kon­fer­encji naukowej, chci­ał ze mną iść na ten film ale go spław­iłam. Na całe szczęś­cie — nieskutecznie (do dziś nie wiem dlaczego to zro­biłam, choć pode­jrze­wam że chodz­iło o to, że wyglą­dał wów­czas na siedem­naś­cie lat).

 

 

The Incred­i­ble Hulk — przyz­nam szcz­erze — film zna­j­du­je się na tyle wysoko, ponieważ nie mam wobec niego wiel­kich uczuć — ani negaty­wnych ani pozy­ty­wnych. Pamię­tam że kiedy go oglą­dałam całkiem mi się podobał, choć baw­ił mnie taki schematy­czny prze­ci­wnik a już na sce­nie w której bohater nie może skon­sumować związku z dziew­czyną bo jak mu tęt­no przyśpiesza to zie­le­nieje Zwierz chi­chotał jak pen­sjonar­ka. Ale ostate­cznie — to była całkiem przy­jem­na pro­dukc­ja z cza­sów w których jeszcze nie było pewne czy cokol­wiek więcej się z tych ekraniza­cji komik­sów urodzi. Pamię­tam jakie to było niesamowite jak w jed­nej ze scen pojaw­ił się Robert Downey Jr. — rozu­miecie postać z jed­nej ekraniza­cji komik­su w innym filmie — to było niesamowite. Inna sprawa, choć uważam że Mark Ruf­fa­lo jest genial­nym Hulkiem­to jed­nak moja wiel­ka miłość do Edwar­da Nor­tona na zawsze każe mi patrzeć na ten film z dużym sen­ty­mentem. To chy­ba jest ostat­ni film o super bohat­er­ach który obe­jrza­łam zan­im zaczęłam pisać blo­ga.

 

 

Iron Man 2 - Doskonale pamię­tam, że kiedy wychodz­iłam z kina byłam tym filmem zach­wycona. Ach jak się życie i gust człowieka zmienia. Dru­gi Iron Man był filmem w którym wszys­tkiego musi­ało być więcej, a jed­nocześnie — oglą­da­jąc film miało się powoli poczu­cie, że jak­by drugie częś­ci przes­ta­ją być kon­tynu­ac­ja­mi na siłę, sta­ją się ele­mentem więk­szej całoś­ci. Obec­ny w cen­trum kon­flikt — a właś­ci­wie pod­wójny kon­flikt całkiem przy­padł mi do gus­tu. A już wiz­ja, że zbro­ja nie jest dobra dla zdrowia Tony’ego zawsze wydawała mi się ciekawym wprowadze­niem tego wątku kosztów super­bo­haterst­wa. Inna sprawa, to były cza­sy kiedy mogłam obe­jrzeć każdy film z RDJ i być zad­owolona z przy­czyn czys­to este­ty­cznych. Ostate­cznie po lat­ach mój najwięk­szy zarzut do fil­mu jest taki, że okazał się takim zwykłym filmem o super bohaterze, filmem o którego ist­nie­niu moż­na szy­bko zapom­nieć bez szkody dla niko­go. Trochę szko­da, że Mick­ey Rouke jest w tym filmie tak słabo wyko­rzys­tany — to było takie okno kiedy wydawało się, że wró­ci na stałe do kine­matografii ale po kilku rolach Hol­ly­wood nadal nie ma na niego pomysłu. Z drugiej strony Iron Man 2 to film, który nie umi­ał dobrze wyko­rzys­tać Sama Rock­wella więc może nie ma się co dzi­wić.

 

Thor: The Dark Word — dru­ga część Tho­ra jest tak nisko na liś­cie głównie dlat­ego, że próbu­ję zachować pozo­ry, pozorów obiek­ty­wiz­mu. Obiek­ty­wnie to jest sła­by film — zły jest tak żaden i tak nieobec­ny że właś­ci­wie moż­na zapom­nieć, że w ogóle jest w filmie. Metro z cen­trum Lon­dynu dojeżdża do  Green­wich po trzech przys­tankach. Ale jed­nocześnie, nic nie poradzę, że to jest film który lubię. Lubię za bard­zo emocjon­al­ny i dow­cip­ny początek fil­mu — gdzie mamy Lok­iego i Tho­ra. Lubię za te trzy min­u­ty kiedy myślałam że Loki nie żyje i to było­by naprawdę coś co się kroiło dla tej postaci. Lubię za samego Tho­ra który wciąż ma w sobie mnóst­wo uroku. A jed­nocześnie — to jest przykład że Mar­velowi zdarza­ją się takie filmy gdzie wszyscy bohaterowie są całkiem mili i fajni i ład­nie ale nijak nie uda­je się nakreślić ciekawego i angażu­jącego kon­flik­tu. Oso­biś­cie mam wraże­nie, że w Thorze 2 całe te mroczne elfy były najm­niej potrzeb­ne i dało­by się je zastąpić — w sum­ie czymkol­wiek. Nie mniej podtrzy­mu­ję zdanie, że dru­gi Thor to nie jest tak zły film jak niek­tórzy twierdzą. Naprawdę ofer­ował swego cza­su miły seans.

 

 

Iron Man 3 — Trze­ciego Iron mana widzi­ałam trzy razy w prze­ciągu kilku tygod­ni — jeden raz w IMAX. Ogól­nie uważam że to jest naprawdę poprawny film który ma dobre momen­ty. Jak np. Fakt że wydarzenia z Avengers odbiły się na stanie psy­chicznym Tony’ego, coś co moim zdaniem było fenom­e­nal­nym dodatkiem do takich w sum­ie lek­kich opowieś­ci­ach o super bohat­er­ach. Oso­biś­cie jestem pod wraże­niem tego co udało się zro­bić film w którym jest jakikol­wiek sus­pens — coś co niekoniecznie wychodzi w przy­pad­ku pro­dukcji super bohater­s­kich. Co mi przeszkadza — wciąż mam wraże­nie, że sce­narzyś­ci nie za bard­zo wiedzieli jak napisać związek Tony’ego i Pep­per tak by był w nim kon­flikt a jed­nocześnie — nadziej na przyszłość. Ostate­cznie jest sporo scen które wyda­ją się trochę bez sen­su. Całe Extrem­ist które pojaw­ia się w pro­dukcji wyda­je się takim koniecznym ukłonem w stronę komik­sów ale jed­nocześnie — też nie mam wraże­nia by ktokol­wiek chci­ał ciągnąć ten wątek, czego nie lubię bo chcę żeby te filmy szły do przo­du a nie tup­tały w miejs­cu. Trochę mi żal tego jak słabo została w sum­ie wyko­rzys­tana Rebec­ca Hall, doskon­ała aktor­ka która częs­to w amerykańs­kich fil­mach nie umie się za bard­zo odnaleźć.  Ostate­cznie sam film wspom­i­nam miło, choć  dziś myślę  o nim jako o pro­dukcji która miała więcej niedoskon­ałoś­ci niż trafionych momen­tów.

 

 

Iron Man — Pamię­tam jak dziś jaki to był szok dla wszys­t­kich kiedy Iron Man okazał się niesamow­itym hitem. To było na dłu­go przed tym jak RDJ był najlepiej opła­canym aktorem w Hol­ly­wood i wciąż jeszcze kojarzył się przede wszys­tkim z aresz­towaniem i prob­le­ma­mi z narko­tyka­mi. Co więcej — nawet Zwierz musi­ał się wtedy do edukować kim dokład­nie jest Iron Man i jakie ma miejsce w uni­w­er­sum Mar­vela. Sieć zasy­pały artykuły o fenome­nie pro­dukcji która jed­nak uważana była wów­czas za pewne ryzyko. Ale ryzyko które się udało. Dziś Iron Man nie robi już takiego wraże­nia jak kiedyś. Tak Tony Stark nadal jest chy­ba najlepiej obsad­zoną postacią w his­torii Mar­vela (tzn RDJ jest Tonym) ale sama akc­ja jest bard­zo pros­ta czy wręcz schematy­cz­na. Po lat­ach Iron Man zaczął trochę nużyć — zwłaszcza że opiera się na tak niesamowicie klasy­cznym układzie i kon­strukcji prowadzenia fabuły. Wciąż jed­nak broni się pier­wsze pół godziny, które niezmi­en­nie oglą­da się z przy­jem­noś­cią bo to rzeczy­wiś­cie doskon­ałe wprowadze­nie w świat i prezen­tac­ja charak­teru bohat­era. Być może na moją ocenę Iron Mana wpły­wa też fakt że widzi­ałam go bard­zo wiele razy i nieste­ty te filmy tak mają — im więcej razy je oglą­dasz tym więcej wad widzisz.

 

 

Guardians of The Galaxy -  Mój prob­lem ze Strażnika­mi Galak­ty­ki jest taki — nie przepadam za głównym bohaterem czyli Star-Lor­dem. Czy to wynik mojej irracjon­al­nej niechę­ci do Chrisa Prat­ta czy bohater jest zbyt “chłopac­ki” trud­no powiedzieć. W każdym razie — nigdy za nim nie przepadałam. Film trochę jak dru­gi Thor cier­pi na prob­lem z dobrze napisanym złolem. Poma­lowanie Lee Pace’a na niebiesko to jeszcze mało by stworzyć postać której będziemy się naprawdę bać. Nie mniej Strażni­cy to rzeczy­wiś­cie było co innego. Inny świat, inne spo­jrze­nie na posta­cie, mnóst­wo kolorów i doskon­ała ścież­ka dźwiękowa. Oso­biś­cie nie jestem skłon­na wracać do fil­mu ale muszę go umieś­cić wyżej na liś­cie ze wzglę­du na to, że to pier­wszy film Mar­vela na którym płakałam. Płakałam bo Szop żeg­nał się z wielkim mówią­cym drzewem. I nie było bardziej porusza­jącej sce­ny w his­torii Mar­vela niż ta. Ogól­nie uważam  że Bradley Coop­er powinien dostać nagrodę za stworze­nie najbardziej porusza­jącej roli szopa w his­torii kina.

 

 

Cap­i­tan Amer­i­ca: The First Avenger - nie lubię tego fil­mu. Mimo uroczego uśmiechu Chrisa Evansa, mimo Peg­gy Carter, mimo tej styl­isty­ki retro — nie lubię. Dlaczego? Po pier­wsze trochę mi przeszkadza to że choć film z jed­nej strony dys­tan­su­je się do wojen­nej pro­pa­gandy z drugiej — lądu­je niebez­piecznie blisko opowieś­ci pro­pa­gandowej. Dru­ga sprawa to ci nieszczęśni fil­mowi naz­iś­ci (a właś­ci­wie hydryś­ci) — zawsze mam z nimi prob­lem bo niby są straszni ale tak naprawdę ich wszelkie fil­mowe dzi­ała­nia w fil­mach takich jak Indi­ana Jones czy Kap­i­tan Amery­ka zamieni­a­ją coś real­nego i naprawdę niebez­piecznego w taką  nomen omen komik­sową nar­rację.  Mam z tym prob­lem choć rozu­miem na jakiej zasadzie funkcjonu­je ten trop. Na koniec mam prob­lem z tym jak bard­zo pier­wszy Kap­i­tan Amery­ka jest w isto­cie trail­erem do kole­jnych filmów — wprowadza co musi wprowadz­ić, żeby moż­na było nakrę­cić Avengers ale jako film sam w sobie moim zdaniem broni się słabo. To chy­ba był pier­wszy raz kiedy siedząc na filmie na pod­staw­ie komik­su Mar­vela miałam wraże­nie, że to naj­droższy trail­er jaki zre­al­i­zowano.

 

 

Marvel’s The Avengers - nie pamię­tam by jakikol­wiek inny film Mar­vela wywołał we mnie taki entuz­jazm pod­czas pier­wszego oglą­da­nia. To Avengers a nie Thor spraw­ili, że Loki stał się pewnym fenomen­em MCU — postacią dru­go­planową która wys­forowała się na pier­wszy plan. Poza tym  nigdy nie zapom­nę tego uczu­cia tri­um­fu kiedy w końcu okaza­ło się, że znaleziono istot­nie ide­al­nego akto­ra do zagra­nia Hul­ka — bo Mark Ruf­fa­lo jest ide­al­nym Ban­nerem. Poza tym — cóż to był ten moment kiedy czuło się entuz­jazm wynika­ją­cym z samego fak­tu, że kilko­ro bohaterów z zupełnie różnych filmów jest jed­nocześnie w tym samym filmie. Poza tym do dziś zas­tanaw­iam się co właś­ci­wie stało się w Budapesz­cie i myślę, że takie budowanie niedopowiedzianej przeszłoś­ci bohaterów było jed­nym z bardziej uroczych ele­men­tów pro­dukcji. Poza tym  wciąż mnie baw­ią sce­ny z tego fil­mu, wciąż uważam że Hawk­eye powinien dostać włas­ną pro­dukcję i do dziś widzę, że to frazy z tej pro­dukcji najczęś­ciej się cytu­je. A czy to film dobry? No nieste­ty — im więcej się nad nim myśli i więcej oglą­da tym bardziej widać, że jest w nim więcej dzi­ur nar­ra­cyjnych niż w szwa­j­carskim serze. Ale to był jeszcze taki moment kiedy moż­na było przymknąć na to oko i doskonale się baw­ić. Co praw­da po kilku powtórkach nie dało się już tak dobrze baw­ić jak za pier­wszym razem ale miłe wspom­nie­nie zostało.

 

Ant-Man - moim zdaniem to film który pod­powia­da Mar­velowi co robić kiedy już spot­ka wszys­t­kich bohaterów w jed­nym filmie i zakończy wszys­tko wybuchem z przy­tu­pem. Otóż Ant-Man jest pro­dukcją mniejszą, kam­er­al­ną, w dużym stop­niu roz­gry­wa­jącą się na mar­gin­e­sie opowieś­ci o ratowa­niu świa­ta. Oso­biś­cie bard­zo mi się to podo­ba — zwłaszcza, że nie trud­no było mi pol­u­bić głównego bohat­era i co więcej — umieś­cić go w jakichś reali­ach społecznych (cud­owny opis tego jak trud­no dostać pracę po więzie­niu) i rodzin­nych (podobał mi się wątek nowego męża byłej żony — poprowad­zony trochę inaczej niż zupełnie stereo­ty­powo). Ostate­cznie Ant-Man był przede wszys­tkim filmem przy­jem­nym, sprawnie zre­al­i­zowanym i choć korzys­ta­ją­cym ze schematu kina o super bohat­er­ach to blis­ki także his­torii o uroczym złodzieju i skom­p­likowanym planie napadu. Co więcej, nawet oglą­dany po raz dru­gi czy trze­ci niekoniecznie stracił na atrak­cyjnoś­ci. Ostate­cznie pójś­cie w stronę bardziej kam­er­al­nej opowieś­ci zde­cy­dowanie wyszło na zdrowie opowieś­ci. I takich filmów chci­ało­by się więcej.

 

 

Spi­der- Man: Home­com­ing - do trzech razy sztu­ka. Tym razem udało się obsadz­ić Spi­der-mana per­fek­cyjnie (choć nadal uważam że Andrew Garfield był bard­zo dobrą decyzją obsad­ową — szko­da że dru­gi film był tak fatal­ny) i przede wszys­tkim — uciec od tego kosz­marnego zak­lętego kręgu kon­fron­towa­nia Spi­der-Mana z coraz bardziej idio­ty­czny­mi prze­ci­wnika­mi. Tu prze­ci­wnik ma słuszne motywac­je (i gra go Michael Keaton co zawsze jets plusem) i nie jest zupełnie idio­ty­czny. Do tego nie roze­gra­no wielkiego roman­su ani z Gwen ani z Mary Jane więc nie ogra­no po raz trze­ci tej samej his­torii. I tak wyszła miła opowieść o nas­to­latku który bard­zo chce poma­gać innym, choć nie jest to proste, i lubi razem ze swoim przy­ja­cielem składać Gwiazdę Śmier­ci z Lego. No jak go nie lubić. Plus fajnie wprowad­zony Tony Stark jako być może naj­gorszy men­tor w his­torii men­torów którym wyda­je się, że są dla swoich podopiecznych niczym ojcowie. Wyszedł film przy­jem­ny, lek­ki i wyry­wa­ją­cy się ze schematu opowieś­ci o początkach bohat­era.  Nie ukry­wam moim zdaniem film był­by lep­szy gdy­by został w całoś­ci nakrę­cony tak jak pier­wsze sce­ny — jako relac­ja wyko­nana tele­fonem komórkowym. To było­by wielkie ryzyko ale efekt mógł­by przekroczyć najśmiel­sze oczeki­wa­nia.

 

 

Doc­tor Strange - nie będę was czarować czy “oszuki­wać” dla mnie ten film jest przede wszys­tkim ciekawy ze wzglę­du na dwa ele­men­ty. Po pier­wsze — ze wzglę­du na obsadę, po drugie ze wzglę­du na pel­erynkę. Ale tak serio, to Zwierz uwiel­bia obsadę tego fil­mu — wyglą­da jak ogól­noświa­towy kon­gres kos­mitów którzy nieu­dol­nie uda­ją ludzi (serio Bene­dict, Til­da, Mads oga­r­ni­j­cie się — ludzie tak nie wygada­ją! ;). Co nie zmienia fak­tu, że po pros­tu dobre aktorstwo spraw­ia, że film się dobrze oglą­da, zwłaszcza jeśli dodamy nieco inne i naprawdę ciekawe wiz­ual­nie efek­ty spec­jalne. Do tego jasne to jest klasy­cz­na his­to­ria o początkach bohat­era ale jest w niej sporo humoru, i momen­tów których niekoniecznie się spodziewamy. Inna sprawa — Zwierz zawsze będzie zach­wycony tym jak ostate­cznie wiel­ki kon­flikt nie kończy się wid­owiskowym mor­do­bi­ciem. Wid­owiskowe mor­do­bi­cia zro­biły się nudne. Inna sprawa — pod wzglę­dem este­ty­cznym to był taki dobry krok w stronę tego by filmy jed­nak wiz­ual­nie się od siebie różniły i miały włas­ny styl. No i Zwierz jest szczęśli­wy że Bene­dict i jego niepoko­r­na pel­ery­na są w wielkim świecie MCU bo to naprawdę był dobry dodatek. Tylko szko­da że jed­nak nie przetłu­mac­zono na pol­s­ki tytułu jako Dok­tor Dzi­wa­go. To był taki genial­ny pomysł.

 

 

Cap­i­tan Amer­i­ca: Civ­il War - żeby było jasne — oce­ni­am ten film bard­zo wysoko. Przede wszys­tkim za stworze­nie sytu­acji kon­flik­towej która rzeczy­wiś­cie uniemożli­wia znalezie­nie  prostego rozwiąza­nia, nawet jeśli bohaterowie próbu­ją ją rozwiązać zgod­nie ze starą zasadą — mor­do­bi­ciem, to okazu­je się że tego kon­flik­tu nie da się rozwiązać wale­niem się po łbie. Pewnych rzeczy nie moż­na załatwić pięś­ci­a­mi. Inna sprawa, to rozwinię­cie wątku Zimowego Żołnierza ‑postać która teo­re­ty­cznie miała być kluc­zowa w poprzed­niej odsłonie Kap­i­tana Amery­ki, ale dopiero tu zaczy­namy rozu­mieć jak jest waż­na. Do tego jeszcze dobre i pozbaw­ione zbęd­nych wstępów wprowadze­nie Czarnej Pan­tery. Ale przede wszys­tkim — doskonale napisany kon­flikt pomiędzy Tonym Starkiem a Kap­i­tanem. Jest tam sce­na w której Robert Downey Jr. udowad­nia dlaczego jest uważany za dobrego akto­ra — kiedy jed­nym zdaniem pokazu­je dlaczego kon­flikt pomiędzy nim a Rogere­sem jest nie do rozwiąza­nia. Serio to naprawdę doskon­ały film. Moim zdaniem — jeden z najlepiej pokazu­ją­cych, że filmy super bohater­skie mają potenc­jał by tworzyć kon­flik­ty dużo głęb­sze i poważniejsze niż tylko “wiel­ki zły z kos­mo­su chce pod­bić ziemię”. No i jeszcze jed­na waż­na rzecz, to tak naprawdę jedyny jak na razie film o super bohat­er­ach który właś­ci­wie nie kończy się dobrze. A właś­ci­wie kończy się bard­zo smut­no i źle. Więc cho­ci­aż­by za to duży plus.

 

 

Black Pan­ther - film fenomen. Być może — najważniejszy film super bohater­ki — pod wzglę­dem tego jak zmienił dla wielu widzów i pro­du­cen­tów sposób myśle­nia o branży. Doskonale osad­zony w wykre­owanym przez siebie świecie. Zasied­lony przez dobrze napisane i zagrane posta­cie — szczegól­nie kobiece. Wycią­ga­ją­cy opowieść o bohat­er­ach ze Stanów i przenoszą­cy je do miejs­ca dla widzów bardziej egzo­ty­cznego niż kos­mos — do rozwiniętej Afry­ki.  Trud­no nie dostrzec jak bard­zo Czarna Pan­tera stała się czymś więcej niż filmem jak bard­zo oży­wiła wid­own­ię, która czuła się wcześniej ignorowana. Jed­nocześnie to dobra fabuła która bardziej niż wokół prob­lemów super bohaterów krę­ci się wokół prob­lemów wład­ców, staw­ia­jąc w cen­trum niemal Szek­spirows­ki dra­mat opier­a­ją­cy się na różnych wiz­jach władzy i powin­noś­ci króla.  Do tego film  ofer­u­je nieco inny wiz­ual­nie świat niż ten do którego jesteśmy przyzwycza­jeni i dokła­da się do dyskusji na tem­at tego czy moż­na utrzymy­wać bogact­wo nar­o­du kosztem cier­pi­enia tych którzy są tuż obok. Doskon­ała, inna pro­dukc­ja, która zro­biła dla reprezen­tacji więcej niż ktokol­wiek mógł się spodziewać.

Thor: Rag­narok - cud­ow­na, psy­chodelicz­na, sza­lona jaz­da bez trzy­man­ki. Dowód na to, że nic nie robi lep­iej super bohaterom niż poczu­cie humoru i postaw­ie­nie na odrobinę dobrej zabawy i sza­leńst­wa. Tik­ka Wait­it udowod­nił, że reżyser abso­lut­nie nie musi porzu­cać swo­jego poczu­cia humoru (nieza­leżnie od tego jak dzi­wne by było) i poczu­cia este­ty­ki za drzwia­mi. Wręcz prze­ci­wnie — im więcej siebie wnosi do fil­mu tym lep­szą zabawę fun­du­je wid­zom. Inna sprawa KONIECZNIE kupicie Blu ray z tym filmem — komen­tarz reży­sera jest fenom­e­nal­ny. W każdym razie Thor Rag­narok poz­wolił wymyślić Tho­ra na nowo, dał Chrisowi Hemsworthowi mnóst­wo radochy z odkry­wa­nia Tho­ra na nowo, a nam wszys­tkim przy­pom­ni­ał, że każdy film robi się odrobinę lep­szy jeśli zaan­gażu­je się do niego Jef­fa Gold­bluma.  Nieza­leżnie od tego czy Hela jest dobrym prze­ci­wnikiem dla Tho­ra, i czy film ma tylko pozo­ry jakiejś głęb­szej myśli, zwierz nie pamię­ta kiedy tak doskonale baw­ił się na filmie i był tak zach­wycony zmi­aną w zachowa­niu bohat­era. Plus — to wresz­cie film który zupełnie zmienia ustalone wcześniej sta­tus quo. I oto Zwier­zowi zawsze chodzi — by filmy jed­nak spraw­iały, że są jakiejś kon­sek­wenc­je a nie tylko pokazy­wały nam w kółko tą samą his­torię w niezmi­en­nym świecie.

 

 

Thor - To chy­ba najbardziej Zwier­zowy wybór na tej liś­cie. Ale szcz­ery. Nie chodzi tylko o to, że pier­wszego Tho­ra nakrę­cił Ken­neth Branagh — fil­mowa miłość życia Zwierza. To wciąż jest fenom­e­nal­ny film pod wielo­ma wzglę­da­mi. Po pier­wsze — udało się w sposób nat­u­ral­ny wprowadz­ić kos­miczny wymi­ar Mar­vela — coś co mogło się wydawać dzi­wne i nie przys­ta­jące do wcześniejszych his­torii “weszło” bard­zo dobrze. Po drugie — cast­ing. Do koń­ca swych dni Zwierz będzie dziękował niebio­som że Branagh dostał wol­ną rękę przy castin­gu więc po pier­wsze — obsa­da jest dużo bardziej zróżni­cow­ana niż wskazy­wał­by sam komiks (wyobraża­cie sobie Tho­ra bez Idrisa Elby? Ja już nie) a po drugie — zaan­gażowano dwóch właś­ci­wie nie znanych szerzej aktorów. Hemst­worth okazał się tak dobrym Thorem że do dziś trud­no uwierzyć, że dało się zro­bić taki cast­ing. Z kolei Hid­dle­ston pewnie jeszcze przez wiele lat grał­by dru­go­planowe role w bry­tyjs­kich seri­alach (stąd prze­cież się znali z Branaghem) zan­im ktoś by dostrzegł, że on się ide­al­nie nada­je jako pro­dukt eksportowy. Po trze­cie — do mnie prze­maw­ia­ją te wszys­tkie Szek­spirowskie wąt­ki zwłaszcza doskon­ała sce­na kon­frontacji Ody­na z Lokim. Ostate­cznie ten film ma w moim ser­cu spec­jalne miejsce i po pros­tu uważam że (mimo słab­szej końców­ki) jest naprawdę świet­ny.

 

 

Cap­i­tan Amer­i­ca: The Win­ter Sol­dier -na pier­wszym miejs­cu film który mim zdaniem pod­niósł opowieś­ci o super bohat­er­ach o dwa stop­nie wyżej. Ale zan­im o tym — powiedzmy sobie najwięk­szym plusem drugiego Kap­i­tana Amery­ki była zmi­ana sta­tus quo — wprowadze­nie współczes­nej Hydry, infil­trac­ja SHIELD — to wszys­tko zmieniło pewien układ do którego wid­zowie się przyzwycza­ili. I to było włas­nie najlep­sze — bo świat zaczął się zmieni­ać, właś­ci­wie od tego momen­tu nie sposób było nie oglą­dać wszys­t­kich filmów przy­na­jm­niej z tej ziem­skiej linii opowieś­ci — bo moż­na było już nie zrozu­mieć o co chodzi. Poza tym, w komik­sach wszys­tko zmienia się non stop (pozosta­jąc do pewnego tylko stop­nia niezmi­enne) więc miło było zobaczyć coś podob­ne­go w filmie. Kole­j­na sprawa to samo przesłanie fil­mu — pokazanie jak łat­wo ludzie pozby­wa­ją się wol­noś­ci w obliczu stra­chu, niebez­pieczeńst­wo ogranicza­nia praw oby­wa­tel­s­kich w imię pow­strzy­ma­nia ter­ro­ryz­mu. Do tego jeszcze główny bohater zdrad­zony przez ideały którym służył. Całość ukła­da się bardziej jak film szpiegows­ki niż typowa opowieść o super bohat­er­ach. I jest w niej sporo współczes­nych lęków  prze­myśleń na tem­at poli­ty­ki — zwłaszcza tej amerykańskiej.  Zwier­zowi dodatkowo spodobała się tworzą­ca się w filmie więź pomiędzy Kap­i­tanem Ameryką i Czarną Wdową — jakoś wcześniej Zwierz nie zauważył jak dobrze te dwie posta­cie ze sobą współpracu­ją. Do tego Zdaniem Zwierza dopiero w tym filmie Chris Evans znalazł swój pomysł na to jaki ma być Kap­i­tan i trze­ba przyz­nać — udało mu się stworzyć niesamowicie szcz­erą postać. Taką która z każdym kole­jnym filmem robi się coraz ciekawsza. Zwierz ma zresztą wraże­nie, że Mar­vel wciąż stara się dogo­nić tego drugiego Kap­i­tana Amerykę i cza­sem jest bliżej — jak w przy­pad­ku Civ­il War — cza­sem dalej. Ale ogól­nie powiem tak — w ostate­cznym rozra­chunku MCU w wyda­niu braci Rus­so wygrał z MCU w wyda­niu Whe­do­na. I dobrze.

Tak wyglą­da moja lista — przy każdym tytule jest link do recen­zji, które Zwierz pisał u siebie na blogu też po pre­mierze.  Cza­sem są bardziej, cza­sem mniej pochleb­ne niż to co Zwierz napisał później. Dziś część z nich czy­tam sama z lekkim rozbaw­ie­niem i zażenowaniem. Ale z drugiej strony — to fajne pod­sumowanie zmi­an jakie zaszły na blogu przez te wszys­tkie lata. Nieste­ty nie jestem w stanie znaleźć recen­zji pier­wszego Iron Mana — ist­nieje możli­wość, że wtedy jeszcze nie recen­zowałam na blogu wszys­tkiego. Nie ma też recen­zji Incred­i­ble Hulk — ponown­ie — data pojaw­ienia się tych filmów trochę wyprzedza pojaw­ie­nie się blo­ga. Pozostałe recen­z­je zostaw­iłam właś­ci­wie niezmi­en­nie — w kilku dodałam ilus­trac­je. Wyrzu­ciłam kil­ka Hej. W jed­nej czy dwóch zmieniłam sfor­mułowanie którego dziś pewnie bym nie użyła, ale to kos­me­ty­czne popraw­ki — nie zmieni­ałam opinii o filmie, nawet jeśli dziś jest juz zupełnie inna.

Robiąc to pod­sumowanie zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę w niemal każdym filmie Mar­vela mam jakąś moją ulu­bioną scenę, zwyk­le jest to prze­błysk tego nie super bohater­skiego świa­ta — świa­ta emocji, stra­chu i poczu­cia zagu­bi­enia. Bo po tych dziesię­ciu lat­ach oglą­da­nia filmów o super bohat­er­ach mogę wam powiedzieć, że nie mam wąt­pli­woś­ci że najbardziej lubię ich wtedy kiedy nie są tacy bard­zo super — a właś­ci­wie wtedy kiedy są ludz­cy zagu­bi­eni i trochę przes­traszeni. I to może spraw­ia że cza­sem najbardziej lubię te momen­ty kiedy nikt chwilowo nie ratu­je świa­ta i moż­na przez chwilę pod maską i pel­eryną zobaczyć człowieka.

Ps: Zwierz oczy­wiś­cie zachę­ca was do roz­mowy i pode­jrze­wa, że macie różne — częs­to zupełnie inne niż Zwierz typy, nie mniej zan­im zaczniemy roz­maw­iać — pamię­ta­j­cie o tym co Zwierz pisał we wstępie. Każdy kto napisze Zwier­zowi, że się myli dostanie karnego jerzy­ka. Bo pisząc o swoich oso­bistych pref­er­enc­jach nie moż­na się mylić.

1 komentarz
0

Powiązane wpisy