Home OgólnieZPOPK Short: Wonder Man

ZPOPK Short: Wonder Man

autor Zwierz

Postanowiłam, że część moich krótkich opinii o filmach i serialach, które umieszczam na Facebooku, będzie trafiała na Bloga w formcie, który nazywam ZVZ Short. To nie są równorzędne recenzje i teksty – to krótsze polecajki, teksty, które mają objętość (oraz często głębię) postu na FB. Robię to by teksty nie przepadły i żeby osoby, które szukają mojej opinii tylko na blogu miały taką opcję. Mam nadzieję, że sekcja ZVZ Short się wam spodoba.

Powolutku i na raty obejrzałam serial „Wonder Man”. Początkowo oglądałam trochę z przymusu, bo pojawiały się jakieś pozytywne opinie, plus chciałam mieć jakąś serialową nowość zaliczoną. Koło trzeciego odcinka zmieniłam zdanie. To jedna z fajniejszych rzeczy jaka wyszła od Marvela w ostatnich latach.

Z jednej strony – to jest rozpisana na kilka odcinków satyra na świat Hollywood pisana z perspektywy kogoś, kto bardzo wyraźnie miał dość procesu castingu, wysyłania swoich kaset do reżyserów obsady i rozmów z natchnionymi reżyserami. To Hollywoodzka opowieść pisana z perspektywy ludzi, którzy muszą wynajmować specjalne studio by nagrać swoją kasetę na przesłuchanie.

Z drugiej to opowieść o przyjaźni. O wszystkim co nam przyjaźń daje – wsparcie, zrozumienie ale też wewnętrzny spokój. To serial, który miejscami przypomina „buddy comedy” ale wchodzi poza ramy tego schematu i dotyka czegoś głębszego. Naprawdę dawno nie widziałam w kinie popularnym takiej dobrej, czułej męskiej przyjaźni.

Być może ten efekt pojawił się trochę „przypadkiem” i wynika z doskonałej obsady – przez większość czasu mamy na ekranie dwóch świetnych aktorów. Ben Kingsley bawi się świetnie swoją rolą, a Yahya Abdul-Mateen II wnosi taką głębie do swojego bohatera, która sprawia, że rozumiemy czemu czekają na niego rzeczy wielkie.

W sumie jedyne co jest w tej opowieści naddatkowe to wszystko fantastyczne bo ta historia broniłaby się spokojnie też bez tego elementu (no może poza przeuroczą końcówką).

Kto wie, może dlatego ta produkcja Marvela mi się spodobała – bo te wszystkie fantastyczne rzeczy są tylko wymówką by nakręcić ciekawy serial (który sięga po wiele realizacyjnych pomysłów) o przyjaźni, ambicjach i tym, że wszyscy potrzebujemy kogoś kto zaakceptuje nas dokładnie takimi jakimi jesteśmy.

Nie spodziewałam się, że ten serial mnie tak kupi.

Powiązane wpisy