Batman i Batman czyli zwierz o dwóch nietoperzych animacjach

16/09/2014

Poleć zwierz coś fajnego… czyli krótki poradnik dla polecających i szukających filmu na wieczór

16/09/2014

Do not go gentle czyli o tym, że nie jesteście za starzy

16/09/2014
empty image
empty image

Hej

Kilka tygodni temu zwierz umieścił na facebooku status w którym odnosił się do zjawiska bycia „za starym” na oglądanie, czytanie, noszenie czegoś co jest uznawane za dziecinne, młodzieżowe czy po prostu zbyt popkulturalne dla dorosłych. Zwierz napisał ten status pod którym pojawiło się sporo komentarzy i dyskusji (głównie o tym czy matka zwierza powinna czy nie powinna kupić sobie szalik Slytherinu). Niemniej potem zwierz dostał kilka maili od ludzi, którzy nie żyją w tak fajnym otoczeniu jak zwierz i muszą się co dzień zmagać z oskarżeniami, że są dziecinni, niedojrzali czy po porostu niedorośli dlatego, że nie porzucili swoich pasji ale wręcz przeciwnie nadal w nich trwają. Zwierz jest z wami całym sercem i żeby wam trochę pomóc w dzisiejszym wpisie kilka argumentów za tym, ze wcale nie jesteście zdziecinniali ani niedojrzali. Przy czym dla tych którzy żyją w takim ciepłym środowisku jak zwierz część tych argumentów może być wtórna. Ale w sumie nigdy dość powtarzania sobie, że wszystko z nami w porządku.

 

photo_big_square

  Dzisiejszy wpis jest o tym, że wszyscy powinniśmy być trochę jak Batman

 

Ludzie się bawią – koncepcja, że człowiek dorosły się nie bawi jest stosunkowo nowa i w sumie bardzo nam jako gatunkowi obca. Ludzie zawsze się bawili – zarówno młodzi jak i zupełnie dorośli. Sporo gier, które dziś uważamy za dziecięce wyrosły z zabaw dorosłych. Sporo sportów czy tradycji wywodzi się z najzwyklejszych zabaw. Zresztą sami zwróćcie uwagę, że jeśli zbierze się kilkanaście osób razem i dam im się trochę swobody to niezależnie od wieku zaczną się zachowywać trochę jak dzieci. Podobnie z samymi zabawkami – wcale nie było tak, że armiami żołnierzyków bawiły się tylko dzieci i nie było domków dla lalek dla zupełnie dorosłych pań. Zabawa jest częścią naszego istnienia i koncepcja że kiedyś stajemy się zbyt dorośli by się dobrze bawić, jest po prostu sprzeczna z naszą naturą. Przy czym zwróćcie uwagę, że sporo osób uważa, że właściwie to można się bawić ale tylko wtedy kiedy zabawa uwzględnia tańce, śpiewy, alkohol i ogóle dążenie do utraty związku z rzeczywistością. To też jest fajna zabawa i zwierz nie należy do osób widzących świat w czerni i bieli. po prostu jest zdania, że każdemu jego zabawa. Ale przejść przez życie  na poważnie się nie da. Jest to obce naszej ludzkiej naturze. Dlatego, nie ma nic złego w tym, że próbujecie się dobrze w życiu bawić.

Dla dzieci nie znaczy dziecinnie – sporo osób zarzuca wielbicielom popkultury, że koncentrują się na rzeczach „dla dzieci” – komiksach, filmach, animacjach. Nie trzeba tu chyba nikomu tłumaczyć, że to spłaszczanie tematu, bo wszystko to istnieje w swojej dorosłej odmianie – od komiksów po animacje. Ale nie chodzi tylko o to. Bo przecież to, że oglądamy Doktora Who nie znaczy, że oglądamy go z taką samą naiwnością jak dziecko. Można oglądać rzeczy przeznaczone dla dzieci czy młodzieży z włączonym krytycznym myśleniem osoby dorosłej. Podobnie z lekturą powieści młodzieżowych -to, że jesteśmy starsi sprawia że czytamy je inaczej – zwracamy uwagę na nawiązania które młodszemu czytelnikowi mogłyby umknąć, dostrzegamy schematy narracyjne, zadajemy pytania które pewnie kilka czy kilkanaście lat wcześniej by nam umknęły. Nie jest to ani odrobinę mniej dojrzałe niż czytanie powieści dla dorosłych w sposób bezrefleksyjny. Poza tym zwierz wychodzi z założenia że o tym jaka jest powieść decyduje też wiek czytelnika który do przeżyć bohatera dokłada własne przeżycia i refleksje. Zwierz ma dal was jeszcze jeden przykład. Kiedy jest się dzieckiem i zbiera się klocki Lego to oczywiście poza jakimiś geniuszami większość z nas składała albo pojazd z zestawu albo jakąś przypominającą samochód, domek czy zamek budowlę. Teraz pomyślcie ile wspaniałych rzeczy można zbudować z Lego będąc człowiekiem dorosłym. Jesteśmy sprawniejsi manualnie mamy lepszą wyobraźnię, możemy przemyśleć jak to wszystko będzie się z góry prezentować. Czy budowanie z lego jest gorsze pudełek z decoupage? Zdaniem zwierza nie. Wszystko pozwala jakoś spędzić wolny czas wymaga zdolności manualnych a przede wszystkim – sprawia przyjemność temu, kto się w ten sposób bawi. Trochę podobnie jest z każdą inną gałęzią kultury – jako ludzie dorośli możemy z tego co nawet dziecięce wysnuć zupełnie dorosłe wnioski.

  Dorośli fani Lego mają swoja nazwę i wcale sie nie wstydzą tego, że mają frajdę z zabawy klockami. Zwłaszcza że w ich wykonaniu oznacza to najczęściej budowę nowych niesamowitych budowli, wymagających talentu, wyobraźni i pomysłu

Młodo nie jak młodzież – wielkim problemem są ubrania – w pewnym momencie ludziom odbija i dochodzą do wniosku, że z danym obrazkiem na koszulce, w danym kolorze rajstop będą wyglądać źle tylko dlatego, że kilka miesięcy wcześniej była któraś z kolei rocznica ich urodzin. Po pierwsze – nikogo tak naprawdę nie obchodzi czy nosisz koszulkę z Supermanem mając 29 czy 30 lat. Ludzie na ulicy albo się uśmiechną widząc Supermana (przybij im piątkę – działa!) albo zignorują zupełnie ciebie twoją koszulkę i twój wiek. Jeśli ktoś pomyśli sobie, ze jesteś za stary/za stara na taki ciuch to znaczy że i tak pewnie pomyślałby o tobie coś oceniającego. Nikt tak naprawdę nie interesuje się ocenianiem ile masz lat i czym masz jeszcze prawo do noszenia takiej a nie innej koszulki, chyba że jest w złym humorze i ma dość świata. Ewentualnie jeśli jest sfrustrowany, że on sam już by sobie takiej nie kupił. Większość osób twoja koszulka, szalik czy przypinka po porostu nie interesuje. Kolejna sprawa – tak jasne nie chcemy wypaść jak ludzie udający młodszych niż są (bo to takie kompromitujące) ale przecież nie udawajmy. To nie jest tak, że zakładając koszulkę z Wolverinem nagle tracicie wyrabiany przez lata gust, poczucie stylu czy jakiegoś decorum. Te ciuchy nie są sprzedawane w zestawach które trzeba nosić razem i wszystkie są uszyte na chude piętnastolatki. Spokojne możecie dopasować popkulturalne rzeczy do waszego stylu, ulubionych kolorów, czy jeśli już się tym martwicie – wieku. Jasne nie wszędzie będziecie mogli iść w koszulce z logo Batmana, ale od samego faktu jej kupienia nie zapomnicie o tej zasadzie. Poza tym – ubrania kupuje się dla siebie a nie dla innych ludzi. Jeśli coś sprawiłoby wam frajdę to w sumie… od kiedy inni ludzie mają taką władzę nad waszym życiem? A jeśli już się przejmujecie (łatwo powiedzieć nie przejmuj się gorzej wprowadzić w życie), to na pewno nikt nie będzie miał nic przeciwko temu jeśli w fandomowej koszulce pojawicie się na urlopie czy w domu. A to i tak tylko rada dla tych którzy mają opory, raczej  by przełamać własne przekonanie, że kogoś to poruszy.

Nie musisz wybierać między a i b – to nie jest tak, że zainteresowanie tym co popkulturalne czy uważane za dziecinne skutkuje porzuceniem tego co przeznaczone dla dorosłych, poważne czy należące do kultury wyższej. Po prostu nie. Nie czyta się Harrego Pottera zamiast Prousta. Czyta się Harrego Pottera i Prousta. Ewentualnie nie czyta się Prousta ale nie dlatego, że jest się dziecinnym tylko dlatego, że nigdy nie miało się tak naprawdę na niego czasu. Jednego dnia nosi się koszulkę z Wolverinem drugiego wydaje część oszczędności na targach książki bo chce się uzupełnić kolekcję poezji. Można spokojnie chodzić do Opery i oglądać Doktora Who. Jasne nie wszyscy to robią, ale to nie znaczy, że nie ma takiej możliwości. Co więcej zwierz jest przekonany, że płakanie na Disneyu nigdy nie stało w sprzeczności z płakaniem nad książkami Dostojewskiego. Więcej zwierz podejrzewa, że ludzie którzy naprawdę potrafią szukać emocji i przeżyć w kulturze będą chętnie sięgali po jedno i drugie. Dla łapczywego konsumenta kultury potencjalny wiek odbiorcy dzieła jest tylko wskazówką a nie ograniczeniem. Poza tym –  nie ukrywajmy – w naszej kulturze znalezienie naprawdę dobrego tekstu przeznaczonego dla dzieci czy młodzieży  oznacza odnalezienia czegoś co najczęściej ma wartość także dla dorosłych. Bo dobrze pisać dla dzieci i młodzieży to prawdziwa sztuka. Przy czym, żeby było jasne, zwierz jest wielkim zwolennikiem kulturalnej łapczywości, a nie zamykania się w gatunkach, czy w sferach kultury. Jasne w czytaniu powieści YA nie ma nic złego i jeśli czytamy ich wystarczająco dużo możemy wyciągnąć niesłychanie fajne wnioski. Co nie zmienia faktu, że wszystkim zwierz zawsze poleca mieszanie stylów, gatunków i tego co wysokie z niskim. Nie dla prestiżu czy dojrzałości. Po prostu tak zmiksowana kultura smakuje lepiej.

Dowód że w Internecie jest każdy obrazek :)

Jeśli możesz być sobą albo Batmanem… zawsze bądź Batmanem – zastanówcie się przez chwile kiedy możecie decydować o swoim życiu – pierwsze lata odpadają, potem jest koszmar szkoły, kończycie szkołę i idziecie na studia. Tu dostajecie trochę wolności – a potem nagle kiedy już dojdziecie kim jesteście, co was bawi a co was nie bawi, jaki nadruk chcecie mieć na koszulce, jaką książkę na czytniku, jaką przypinkę przy torbie ktoś znów wam mówi, że niestety dobre czasy się skończyły i że teraz powoli będziecie już co raz starsi aż w końcu kompletnie nic wam nie będzie wolno. I tak nagle okazuje się, że dopiero co wyrwaliście się z jednych zakazów a wpadacie w drugie. Nie dajcie się. Nie ma nic fajniejszego niż być dorosłym który się nie przejmuje. Nie musicie łamać społecznych norm, ani wykazywać się super daleko idącą asertywnością, ani nawet być nie mili dla innych. Nie musicie się też odcinać od innych ludzi by pokazać im jak bardzo jesteście dorośli. Ale możecie dojść do prostego wniosku, że tylko idiota może wam powiedzieć w okolicach 30 roku życia, że na cokolwiek jesteście za starzy. Prawda jest taka, że dla większości z nas to może być dopiero 1/3 życia. Czy nie kupisz piłeczki czteroletniemu psu bo jest już za stary na zabawy? (zakładając że psy żyją koło 12 lat?).I tak zwierz wie, większość z nas chce się dostosować do społeczeństwa. Bycie nonkonformistą nie jest proste i w sumie nie zawsze jest rozsądne. Ale zwierz nie namawia was do obalania jakiegoś ładu. Tylko do bycia sobą a właściwie Batmanem (ten wpis nie namawia do mordowania rodziców!). Batman przecież nie przejmuje się co mu mówią inni tylko idzie przez życie robiąc to co lubi i przebierając się za człowieka-nietoperza. Śmielibyście się z Batmana?

Nie ma przymusu – to jest chyba najważniejsze. Każdy z nas może dowolnie zdecydować, kiedy czuje się na coś za stary. Jeśli uznasz, że coś jest zbyt dziecinne i cię nie bawi. Nie ma problemu. Odkładasz na bok, bierzesz co innego, nikt cię nie oceni. Część osób nawet pochwali. Ale jeśli mimo upływu lat nadal czerpiesz radość z pewnych filmów, książek, gier to właściwie, w czym jest problem? Nie oszukujmy się, życie i tak da nam kopa nie jeden raz, więc dlaczego mamy się świadomie odcinać od tego, co daje nam radość. Ponownie – większość z nas wcale nie ucieka w świat przeżyć dziecinnych udając, że dorosłości nie ma. Bywa tak że całymi dniami zajmujemy się rzeczami ważnymi, bardzo dorosłymi i wymagającymi bardzo dużo koncentracji a potem wracamy do domu i chcemy wrócić do czegoś co nas bawi. Gdzie w tu problem? Tylko myśląc o życiu człowieka bardzo czarno i biało możemy dojść do wniosku, że osoba nie porzucająca tego co lubiła wcześniej pozostanie niedojrzała. Za niedojrzałością wielu osób wcale nie stoi pielęgnowana pasja do tego, co dawało im radość w młodości. Za niedojrzałością ludzi stoją przede wszystkim wąskie horyzonty myślenia, strach przed obowiązkami, nieumiejętność wzięcia odpowiedzialności za własne czyny. A to tylko początek listy. Ale on nie ma wiele wspólnego z rodzajem konsumowanej kultury. Można co tydzień chodzić do filharmonii i być najbardziej niedojrzałą osobą na konwencie fantastycznym.  Jeśliby rodzaj konsumowanej kultury miał decydować kto jest dojrzały i dorosły to powstałby spory problem z tymi, którzy jak najbardziej dorośli i odpowiedzialni są ale kultura nie za bardzo ich interesuje.

 

Kto powiedział że trzeba zaczynać wcześnie? (stąd)

Życie nie ma rozkładu jazdy – a jeśli jesteście jeszcze trochę dziecinni to właściwie… co w tym złego? Serio. Zastanówmy się. Dzieci oczywiście kojarzą nam się ze złymi cechami (może nie ze złymi ale takimi z których się wyrasta i są niepożądane u dorosłych): naiwnością, niecierpliwością, niewielką wiedzą. Brakiem odpowiedzialności. Ale zwierz woli na to spojrzeć z innej strony – dzieci charakteryzuje entuzjazm, ciekawość i pewna nienasycona rządza wiedzy, która szybko w nas gaśnie (tak mniej więcej 3 września w pierwszej klasie). Co właściwie byłoby złego w tym, by to w sobie utrzymać. Żeby pielęgnować to co dawało i wciąż daje nam radość. Nasze życie nie ma rozkładu jazdy. To nie jest tak, że jeśli nie wsiądziesz do wagonu „dojrzałość” na stacji „18-25” to nigdy nie złapiesz go dalej. Niektórzy startują ze swoim życiem bardzo wcześnie, inni później. Jeśli dobrze pójdzie możemy żyć i 100 lat. Spokojnie zdążymy ze wszystkim w naszym życiu, nie musimy się aż tak strasznie śpieszyć. Jasne społeczeństwo przekonuje nas, że do pewnych konkretnych cezur musimy coś osiągnąć. Ale patrząc na historię widać, że w zależności od wieku, kontynentu, kraju te cezury się zmieniały. Nie ma więc tu żadnych prawd absolutnych. Rozkład jazdy każdy ma własny – niektórzy wskakują do pociągu do dorosłości wcześniej, inni później. A jeszcze inni wsiadają i wysiadają, idą spacerem między stacjami i bardzo się dobrze czują czasem zachowując się całkiem poważnie a czasem zakładając na głowę wianek i biegając w kółko. Wiadomo ruch to zdrowie. Zresztą jak już powiedzieliśmy. Możecie siedzieć w pierwszym wagonie pociągu, od pierwszej stacji i nadal czytać w czasie podróży Pottera.

Nie zrozumcie zwierza źle. Zwierz jest całym sercem za tym by w życiu raczej poruszać się do przodu. W pewnym momencie znaleźć sobie mieszkanie, (co brzmi fajnie na papierze, ale nieco trudniej w rzeczywistości), pracę (nie dlatego, że zarabianie oznacza dojrzałość ale dlatego, że jednak praca może poza kasą dawać też radość i satysfakcję), założyć rodzinę (albo przynajmniej znaleźć sobie kogoś bliskiego nie koniecznie pozostając z nim w związkach rodzinnych). Zwierz nie ma nic przeciwko przyjmowaniu na siebie odpowiedzialności, szukaniu co raz trudniejszych wyzwań, podejmowaniu zobowiązań. Zwierz całym sercem jest za pomysłem by wraz z wiekiem, co raz więcej od nas zależało, byśmy zaczynali otaczać kontrolą czy opieką inne osoby, stawali się nauczycielami, przewodnikami, doradcami, rodzicami.  Z wiekiem musimy nauczyć się załatwiać własne sprawy, brać odpowiedzialność za błędy i dbać o swoje interesy. Ale jednym z przejawów dojrzałość – przynajmniej w opinii zwierza – jest też zrozumienie, że na końcu nie ma nagrody za dobre sprawowanie. Nikt nam nie wynagrodzi czasu spędzonego na udawaniu, ze jesteśmy kimś innym niż się czujemy. Nie ma pod koniec życia zwrotu dni, które spędziliśmy udając kogoś innego. Bycie dorosłym polega też na tym, że uświadamiasz sobie, że nie ma żadnej instytucji czy siły wyższej która zadba o twoje szczęście, zadowolenie, poczucie własnej wartości.  I wtedy bardzo dojrzale możecie założyć koszulkę z Wolverinem, zawiązać szalik Slitherinu i iść do kina na najnowsze Transformersy. I nic wam od tego z waszej ciężko wypracowanej dorosłości nie ubędzie. A ktokolwiek myśli inaczej to straszny dzieciak.

Ps: Zwierz już wiele razy pisał ale może jeszcze raz da znać, że jest w Toruniu od piątku do niedzieli i może jakby jakiś toruński czytelnik chciał (ewentualnie toruński czytelnik w liczbie mnogiej) to zwierz mógłby się spotkać.

Ps2: Zwróciliście uwagę że ostatnio wszystko wszystkim się nie podoba – jak tylko zaczyna się rozmawiać o filmach, książkach czy serialach zawsze okazuje się, że może się dobrze zapowiadało ale ogólnie to spadek poziomu i w ogóle beznadzieja. Zwierz zaczyna być tym zmęczony. Przy czym nie chodzi o wyłącznie krytycznego myślenia, ale kiedy ostatnim razem mieliśmy w ręku produkt absolutnie idealny? Zwierz szuka w pamięci ale ma z tym problem. Ale to temat na inny wpis.

ps3: Oczywiście pierwsza część tytułu jest fragmentem słynnego wiersza Dylana Thomasa. Oczywiście wiersz Thomsa (który jest wybitny) mówi o rzeczach dużo ważniejszych i poważniejszych. Ale jakoś się zwierz nie mógł uwolnić od tego cytatu ( a właściwie od całego wiersza) jak myślał nad wpisem, więc zostawił.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Eire

    W sumie Zwierzu dodałabym jeszcze jeden podpunkt- że bycie „dziecinnym” w kwestii rozrywki nie rzutuje na inne dziedziny życia. Jakoś tak przylgnęło że jak np. ktoś bawi się komiksami to tylko niebieski ptak z luźnym zawodem. Tymczasem można mieć dzieci, zbudować dom, być profesjonalistą w odpowiedzialnym zawodzie, a w wolnych chwilach jeździć na konwenty. Nie trzeba wyskakiwać z wagonu „dojrzałość” tylko zabrać lekturę na wolną chwilę.

  • Barbara Maskotka Karlik

    Warto pamiętać, że Cesaria Evora międzynarodową karierę zrobiła mając lat 47 :D

  • Świeczek

    Przeczytałam tytuł i pomyślałam, że to będzie o odcinku „Shakespeare Code” (w ramach retellingów, czy coś, sama nie wiem). Czy to objaw zdziecinnienia, jeśli wszystko kojarzy mi się z Doktorem? :D

  • Ginny

    Dobry wpis na sześć dni przed moimi 31. urodzinami…

    Przy okazji: informacja dla wszystkich: życie naprawdę zaczyna się po trzydziestce.

    • Alex

      True! 30 to świetny wiek.

      • emgie

        Coś w tym jest …

  • Bardzo dobry wpis, zwierzu :) Każdemu przyda się od czasu do czasu przypomnienie, że ma prawo być kim chce i lubić to, co chce, a nie to, co jest „odpowiednie” dla jego wieku.

    Swoją drogą nie polecam oglądać Doctora od razu po operze. Bo potem się okazuje, że chcesz oszuszyć łzy po La Traviacie, a tu Moffat uderza w ciebie małym, płaczącym Doctorem i uroczą Clarą, i w efekcie łkasz ze wzruszenia przez kolejne godziny.

    P.S. Czytelnicy spoza Torunia, ale w Toruniu przebywający też mogą przyjść? ;)

    • Przyłączam się do pytania. Będę na Coperniconie i chętnie bym Zwierza spotkała :).

      • Lubiemaliny

        Ja też będę i też chętnie spotkam :3

  • Pracuję w bibliotece i w zeszłym tygodniu przyszła babeczka (tak po pięćdziesiątce), wypożyczyła kilka książek, zrobiła krok w kierunku wyjścia, wróciła, rozejrzała się czy na pewno nikogo innego nie ma w sali, zrobiła się czerwona i zapytała czy może wypożyczyć „Anię z Zielonego Wzgórza”. Kiedy powiedziałam jej, że sama dzień wcześniej sama zrobiłam sobie powtórkę z tej książki to aż odetchnęła z ulgą i przyznała się, że od dawna już chciała powtórzyć sobie „Anię”, ale bała się, że ktoś pomyśli sobie, że jest zdziecinniała, bo przyznała się do tego koleżance i ta ją wyśmiała. Smutne.

    • Nie smutne, bo był happy end. :)

      • Smutne, że ktoś kogoś wyśmiał za czytanie „Ani z Zielonego Wzgórza”. Smutne, że ktoś się tym przejął. Smutne, że niewiele brakowało, a ta pani nie przeczytałaby powieści, bo „nie wypada w jej wieku”. Ale na szczęście tym razem był happy end :) I oby więcej takich happy endów! :D

        • aHa

          Heh, ja pisałam pracę magisterską z literatury dla dzieci i dzięki temu mogłam bezkarnie korzystać z oddziału dla dzieci mojej biblioteki. Ale ile było problemu, żeby taki dostęp uzyskać – chyba prędzej trzynastoletnie dziecko wypożyczy sobie Danielle Steel niż dwudziestotrzylatek „Muminki”. Tyle pytań „A po co” „a czy to na pewno do pracy” – ja się pytam, dlaczego?!? A nawet gdybym chciała poczytać dla przyjemności (zresztą, tak też czytałam dla przyjemności ;-), to w czym problem? Jeszcze rozumiem gdybym wypożyczała lektury potrzebne dzieciom w klasie. Tak że cieszę się że są również panie bibliotekarki pełne zrozumienia. Pozdrawiam :-)

          • Rozumiem bibliotekarki, które nie chcą wypożyczać dzieciom „50 twarzy Grey’a” (to ja!), ale żeby dorosłym nie wypożyczać książek dla dzieci? A w ogóle one chciały jakiekolwiek książki komukolwiek wypożyczać? o_0

          • aHa

            Tak, też mnie to zdziwiło, bo myślałam że po prostu wejdę do biblioteki, założę kartę, wypożyczę książki, tymczasem musiałam wypełniać jakieś formularze i nawet nie mogłam zajrzeć do wolnego dostępu, tylko musiałam podać tytuły. Ja rozumiem gdyby to był Mein Kampf, ale akurat chodziło o Terakowską ;-)

          • Ja dotychczas słyszałam o takich dziwnych ograniczeniach tylko w Jagiellonce, tzn. koleżanka pisała pracę na studia, potrzebowała legendy i żeby je wypożyczyć musiała przynieść zaświadczenie od prowadzącego zajęcia, bo za pierwszym razem już pani miała jej wypożyczyć tę książkę, ale spojrzała na nią i stwierdziła, że jest na taką książkę za stara. :P

          • Hannah

            Nie potrafie pojac co takie osoby robia w bibliotece. Biblioteka publiczna jest z definicji ogolnodostepna i naprawde – odmawianie doroslej osobie ksiazki z wypozyczalni to dla mnie zaprzeczenie tego czym biblioteka powinna byc.

            A odnosnie Ani z Zielonego Wzgorza przypomina mi sie mgliscie anegdota o prof. Raszewskim, ktory, lezac w szpitalu, nawiazal swietny kontakt z jednym z lekarzy, bo obaj sie zgodzili ze Ania jest super i warto do niej wracac. Zawsze to milo znalezc pokrewna dusze.

  • aHa

    Bo takie „stereotypowo dorosłe” życie wygląda tak: wstajesz rano, idziesz do pracy (ewentualnie wcześniej zawozisz dzieci do przedszkola/szkoły), pracujesz 8 godzin (praca musi być nudna), wracasz, gotujesz obiad (żona) lub jesz obiad (mąż), a potem włączasz „Klan” albo TVN24 i tak do weekendu. W weekend albo robisz obiad, bo przychodzi teściowa, albo idziesz na obiad do teściowej. Ewentualnie idziesz z dziećmi na spacer lub do kina, ale rzadko, bo te bajki są nudne. I tak mija życie. Czasem spotkasz się z kolegami z wojska przy piwie i powspominasz „dawne dobre czasy”.

    A jeśli masz pasję – i nie musi to być popkultura, równie fajne jest kibicowanie siatkarzom albo rękodzieło (tak, tu się nie do końca zgodzę ze Zwierzem, bo miłośniczki decoupage’u też bywają tępione za „gmeranie w kleju zamiast zajęcie się czymś pożytecznym”) – to wieczory stają się ciekawsze, weekendy stają się ciekawsze, a wyprawy do kina z dziećmi są równie ekscytujące dla starszych i młodszych. I życie mija jakoś tak przyjemniej, i te trzydzieste urodziny wcale nie muszą być takie straszne. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo się zbliżają ;-)

  • Bardzo mądry wpis, Zwierzu :). Biorąc pod uwagę jakie hobby są uznawane za dziecinne (wszelkie grupy rekonstruktorskie, na przykład), nie należy brać pod uwagę takich opinii.

    Odpowiadając na pytanie z PS, absolutnie idealnym produktem był dla mnie pierwszy sezon Sleepy Hollow. Oglądało mi się bardzo przyjemnie, do tej pory na widok Jeźdźa się uśmiecham, niecierpliwie czekam na drugi sezon. Podkreślam, że dla mnie, bo widziałam dużo krytycznych opinii.

  • Afrykander

    Świetny wpis, zwierzu!

    A od tego wiersza nie mogę się uwolnić od roku – zwłaszcza od tej interpretacji:https://www.youtube.com/watch?v=pAo-k9eGvsc

  • Klaustyna Czyż

    Mam 37 lat. Moja walizka jest obklejona naklejkami Hello Kitty i Monster High (Operetta, moja ulubiona). Z moją siedmioletnią siostrzenicą czytamy do poduszki ‚The Mouse Guard’ i to ja szlocham wniebogłosy nad losem tych mężnych, bohaterskich myszy. Z moją drugą siostrzenicą jeździmy na Woodstock, a kiedy ona zostaje u mnie na weekend, nie robimy nic poza obżeraniem się domowymi rogalikami i maniakalnym oglądaniem „Zaplątanych” i seriali. Jeszcze nigdy nie poczułam się staro. Naprawdę polecam nieprzejmowanie się opiniami innych ludzi. Uwielbiam twój wianek, Zwierzu. Sama często noszę bluzy z kapturem z uszami.

    Co ciekawe, do Twojego wpisu dopisałabym jeszcze to, że instynktownie otaczamy się ludźmi, którzy nas akceptują albo są w pewien sposób do nas podobni. W moim kręgu przyjaciół nie ma ludzi, którzy skrytykowaliby moje wybory kulturalne lub odzieżowe, pewnie dlatego, że sami jeżdżą na konwenty, tłuką w karcianki i czytają komiksy.

    Myślę, że nastał dobry czas dla wiecznych dzieci. Wiecznych dzieci w tym pozytywnym sensie, dzięki któremu z zaskoczeniem i radością podchodzimy do nowych zjawisk, dzięki któremu zachowujemy ciekawość świata. Jednym z moich ulubionych autorów jest twórca „Gregueria”, Ramon Gomez de la Serna, który taką pełną dziecięcego zachwytu perspektywę zachował przez całe życie, co widać w jego aforyzmach: „Pająk ceruje powietrze” albo „Widelce to grzebienie makaronów”, i wielu innych. Wznoszę toast za swoją wewnętrzną nastolatkę.

  • zofronija

    Zwierzu, dziękuję, cudowny wpis! Ja sama nie mam z tym problemu (bo po pierwsze, jeszcze straszny dzieciak ze mnie metrykalnie też, po drugie nie bardzo mam w zwyczaju się przejmować), ale miło przeczytać. Ostatnio przy jakimś tekście o niedojrzałości strasznie bulwersowałam się, bo jako przykład braku gotowości do dorastania podawano chodzenie w koszulkach z bohaterami kreskówek. I mnie, dwudziestoletniego wychowawcę z pięcioletnim doświadczeniem i koszulką w statek kosmiczny osobiście to uraziło. ;)

  • Alex

    Osobiście byłabym wdzięczna gdyby ludzie wreszcie dorośli i zmądrzeli co IMO wiąże się między innymi ze zrozumieniem, że skoro będąc po 30-stce mam na sobie koszulkę z Sherlockiem nie oznacza to, że nie potrafię samodzielnie podejmować ważnych decyzji i niezależnie kierować swoim życiem. Ba! To że mam tą koszulkę na sobie dla mnie jest wręcz dowodem, że potrafię.

  • Nina Wum

    Zwierzu, wielbię Cię. Sama jestem przykładem z załączonego obrazka (do trzydziestki recepcjonistka/popychadło biurowe/asystentka rozmaitych prezesów, nienawidziłam tego serdecznie, wrrr.)

  • Cranberry

    Nie jestem biologiem, więc może bredzę, ale gdzieś czytałam, że właśnie gotowość dorosłych do zabawy odróżnia inteligentne gatunki od tych mniej inteligentnych. Ciekawość i brak zasklepienia w schematach. Wydaje mi się, że jako przykład podawano psy, które bawią się również, kiedy są starsze – a są inteligentne. No i ludzi :)

    • Jest trochę inaczej: trochę właśnie tak, a trochę dokładnie odwrotnie ;-)
      Jest zjawisko tzw. ‚neotenii’ – i człowiek zdaje się być trochę zwierzęciem, które (upraszczając, bardzo upraszczając) nie dorasta, a w każdym razie nie przekształca się tak wyraźnie z postaci dziecka do postaci dorosłej jak inne gatunki – np. mały szympans wygląda już inaczej niż osobnik dorosły.

      Ale naczelne jako takie, jak najbardziej zdają się postrzegać coś takiego jak ‚czas wolny’ i ‚rozrywka’.
      Jak zejdziemy niżej w drzewie życia, to to już się rozmywa – trudno powiedzieć, czy to zabawa, czy nauka, instynktowne zachowanie, czy np. dobór płciowy – patrz ptaki (najbardziej zaawansowane z nich są wróblowate). Chociaż i całkiem nisko istnieje takie ‚pojęcie’ jak ‚fun’ – ośmiornice dla przykładu.

      Akurat psy, to my, ludzie, trochę ‚zepsuliśmy’ ewolucyjnie. Za długo już wśród nas przebywają, żeby nie były do nas podobne. Po prostu osobniki o pożądanych, zabawowych ‚osobowościach’ są cenione i przekazują swoje geny dalej. Przykładem mogą być słynne lisy (też psowate!) z eksperymentu Biełajewa – w kilku pokoleniach uzyskał wyraźne ‚spsienie’ zachowania hodowanych osobników.

      Dziękuję za uwagę.
      #pomarudziłonauce #bawiącuczyć

      • Cranberry

        Dzięki :D

        • Mają, jak na mięczaki, dość rozbudowany system nerwowy – muszą taki mieć, bo używanie tylu ramion na raz to dość skomplikowane logistycznie zadanie.
          Oprócz tego całkiem niezły wzrok i bardzo rozwinięty zmysł dotyku.

          Prawie nie mają naturalnych wrogów, między innymi ze względu na swoją umiejętność ‚bycia niewidzialnym’ na poziomie predatora z filmu Predator, oraz fakt, że bardzo szybko pływają. No i są jadowite, wszystkie gatunki są mniej lub bardziej jadowite. Mówiłem już, że mogą też pomóc sobie w ucieczce chmurą ‚atramentu’? No więc mogą. Kosmici normalnie, albo supermutanci jacyś.

          W każdym razie wydają się być dość ‚wyluzowane’ i ciekawe otoczenia. Potrafią zainteresować się jakimś przedmiotem i badać go na różne sposoby. Używają prymitywnych narzędzi. Uczą się i rozpoznają kształty i symbole, potrafią wydostać się z labiryntu (i słoika – google it!), znane są przypadki, że weszły sobie na łodzie rybackie i ukradły ryby z pozamykanych pojemników. Wchodzą w rozmaite interakcje z nurkami – od wielominutowego badania wszystkich elementów stroju człowieka, ‚zabawę w chowanego’ czy ‚berka’, aż po nieco anegdotyczne historie o ośmiornicach udających podwodną piłkę.

          • Cranberry

            Rany, rewelacja, dzięki!!
            Myślałam, że ten gif, co go widziałam, z ośmiornicą, która sobie zabrała mackami miskę i gdzieś z nią poszła, to animacja, a tu wynika, że niekoniecznie?

          • Mogło być wzięte z tego:
            http://youtu.be/1DoWdHOtlrk

          • Cranberry

            Ale cudne!

          • Elka17

            W akwarium w Neapolu była kiedyś taka cudna ośmiorniczka, która uwielbiała, jak się na nią patrzyło. Siedziała sobie spokojnie, ale jak tylko ktoś podchodził, to śmigała po całym zbiorniku, falowała mackami, zwijała się w kulkę i rozwijała, pukała w szybkę… Cudna była :D

  • Sherlock Sherlockista

    To jest jakaś taka silna pozostałość po kulturze mieszczańskiej, w której trzeba koniecznie porzucić zabawy z przyjaciółmi ze szkół, zapuścić brodę, wyglądać poważnie i przejąć biznes po ojcu i dopiero wtedy, gdy się robi odpowiednie wrażenie, jakiś inny poważny człowiek zechce dać nam posag, znaczy, pardon, uroczą córkę za żonę. (Kobiet nie dotyczy, kobiety, jak wiadomo, są zawsze dziećmi, więc mogą się bawić i zajmować rzeczami niepoważnymi – ewentualne spoważnienie obowiązkowe jest po urodzeniu własnych dzieci). Obecnie mamy wydanie korporacyjne: obowiązkowe „profesjonalne” stroje, brak poczucia humoru, bo to trąci brakiem wystarczającej nabożności do pracy, obowiązkowe skoncentrowanie na dorabianiu się (bo bez obsesji dążenia do kolejnych awansów, premii i karnetów na fitness kosztem wszelkich rozrywek runąłby cały korporacyjny system) etc. To jakoś infekuje całe ogólne wyobrażenie o tym, jak zachowuje się ‚dorosły’ człowiek. Jak gdyby żył po to, żeby nie zaburzać poprawnej, nudnej, ale jakże odpowiedzialnej biurowej atmosfery, a przynajmniej takie mam wrażenie… Do tego jeszcze polska kultura w ogóle jest dość ponura, do tego nasze wydanie narodowo-martyrologicznego katolicyzmu, i ogólne nieufne i mało frywolne nastawienie do życia pokoleń żyjących w dość jednak trudnych i męczących tak zupełnie na co dzień czasach PRL, i tak to się wszystko składa na jakiś taki obraz człowieka „dorosłego” jako takiego, któremu bawić się już po prostu nie wypada – jak ma się cieszyć, to ewentualnie z sukcesów w pracy i z dzieci. Kwintesencją takiej postawy jest dla mnie częste w Polsce zjawisko pod tytułem „u nas pod choinkę prezenty dostają tylko dzieci”, bo odpowiedzialny dorosły nie marnuje przecież kasy na jakieś dyrdymały w kokardce, jak może na lepsze hamulce odłożyć ;)

    • brak poczucia humoru
      Z wyjątkiem imprez integracyjnych, gdzie ma być obowiązkowo włączane jak guzikiem. Tylko patrzeć, jak ktoś opatentuje lampki kontrolne stopnia bawienia.

      • Sherlock Sherlockista

        Imprezy integracyjne to jest bardzo przerażające zjawisko, bo niby „rozrywka”, niby ktoś się czołga pod stołem, a jednak pod kontrolą firmy właśnie, na rozkaz niejako. Jak pracownik wiesza prywatne rozrywkowe zdjęcia, choćby z czołgania się pod stołem, to mówi się, że to nierozsądne „bo pracodawca zobaczy i CO pomyśli” – na imprezie integracyjnej jest już przyzwolenie.

    • Cranberry

      W takim typowym dulskim stereotypie mieszczeńskim kobiety chyba nawet bardziej „nie mogą” się bawić – np. założenie, że po ślubie przestaje się mieć koleżanki. To dość żywotny stereotyp i zetknęłam się osobiście z osobą (starsze pokolenie) głoszącą taką opinię. Już oczywiście nie mówiąc co „po (pierwszym) dziecku”.

      • Sherlock Sherlockista

        To prawda – nałogowo czytuję różne fora w celach podglądactwa i przerażająco często czytam jakieś dyskusje o tym, co wypada mężatce czy matce w kwestiach stroju albo rozrywek. Ma to też silny związek z wmuszaniem w kobiety wszelkich obowiązków – nawet jeśli obiektywnie wcale nie musi się aż tak bardzo poświęcać dla dziecka, zeby było zadowolone, to POWINNA. No a jeśli wyobraża sobie, że połowę prac domowych weźmie na siebie partner, to przełkniemy to tylko wtedy, o ile w tym czasie będzie zarabiać. Opcja, że kobieta ma czas wolny, którego nie poświęca ani domowi, ani dziecku, ani mężowi, ani w ostateczności na zabiegi wokół urody, żeby się mężowi podobać w ogóle nie istnieje, i to nawet w pismach dla pań :D (Ale tu już zbaczamy na inny temat ;) )

  • Joly_fh

    Bah, pozwól że będę cytować te zdania o udawaniu kogoś innego… Bardzo mądre.

  • Paulina Przy

    Przepiekny tekst, wzruszajacy wrecz. Ciesze sie, ze napisal go lubiany i czytany Zwierz, dzieki czemu wiele osob go przeczyta. Mam 20 lat, wszystkim opowiadam o swoich zainteresowaniach, czasami wydawaloby sie dziecinnych, ale ludzie nagle zaczynaja sie otwierac, podzielaja moje pasje. Niesamowite. Zachecam do bycia soba. Czekam na Copernicon :)

  • Hannah

    Firma w ktorej pracuje jest jednym z dostawcow hardware dla Pixara i Disneya (juz dawno przestalam probowac sie polapac w ich zwiazku). Firma bardzo sie tym szczyci i na intranecie regularnie puszczane sa filmiki. Fragmenty filmow ktore powstaly na NASZYM sprzecie przerywane klasycznymi ujeciami typu geek porn – szerokie plany serwerowni, zblizenia na seksowne rzedy dyskow twardych, graficy przy swoich wspanialych monitorach renderujacy kolejnego smoka. Ogladalam sobie to kiedys z kumplem i wykrzykiwalismy regularnie „Shrek!” „Peabody and Sherman”! „Megaminds”! „How to train your dragon”!
    Czy to bardzo zle o nas swiadczy, zapytal kumpel, ze umiemy rozpoznac wszystkie te filmy?

    Hehe. Jasne ze nie :D

    Od razu mi sie przypomina ostatni tom Narnii i Susan, ktora z wlasnej woli zrezygnowala z Narnii, bo to taka dziecinna zabawa przeciez byla. I Lucy, ktora sie na taka doroslosc nie pisze. Ja tez nie chce :)

    • Sherlock Sherlockista

      O, jak miło to przeczytać :) Zawsze mnie strasznie smuci, ilekroć okazuje się, że ludzie pracujący przy kultowych produkcjach w ogóle ich nie znają i nie lubią, tylko właśnie z taką bezbrzeżną powagą po prostu wykonują dorosłą pracę, a oglądanie tych smoków to jest potem dla dzieci ;)

      • Cranberry

        O, mamo, serio? Są tacy?

    • Cranberry

      Och, och, och!!! <3 <3
      (do pracy w takiej firmie, do filmów i do geek porn w postaci serwerowni)

  • Katie Knajder

    A ja pamiętam jak jakoś ze 2 lata temu spotkałam na ulicy bardzo dojrzałego (ok 55-60lat) pana uroczo ubranego, tzn. w koszulkę z oldskulowym Supermanem. Do tego był to człowiek niezwykle pogodny i uroczy. Nie ma co się więc aż tak martwić że „Staremu to nie wypada” :)

  • Notkostrony
  • Dzidka

    Mam skończone 43 lata, noszę conversy i plecaczek z przypinką „I am Sherlocked”. Posiadam wisiorek z TARDIS oraz kilka koszulek fanowskich: StarFleet Academy, Spock (oryginalny!!!), Sherlock, Benedict. Jeden pokój w domu mam wytapetowany Spockiem, Sherlockiem i Benedictem. Maskotka Sherlock jeździ ze mną na wakacje i robię sobie z nią zdjęcia, co niektórzy z was widzieli na własne oczy. Dziękuję za uwagę :)

    • JP

      Wirtualnie przybijam piątkę!
      Raczej nie noszę gadgetów i koszulek na codzień, bo nie chce mi się odpowiadać na pytania, nawet jeśli mój 40-letni szef nosi koszulki ze Star Wars.
      Za to mam na ścianie w sypialni własnoręcznie wydrukowanego i naklejonego na karton Mycrofta wielkości naturalnej. :D

  • Pingback: Karnawał Blogowy #10 - Bobrownia()

  • JP

    Po czterdziestce jakoś cienko z tymi karierami… :(

    Ale nic to, na następny con szarpnęłam się na fanowską koszulkę własnego pomysłu. Zobaczymy czy zdziecinnieję.

    Stare babsko na progu pięćdziesiątki, ale wiecie co? Teraz przynajmniej mnie stać. Ha!