Kosmos ostateczna granica czyli Huston ma problem.

09/08/2011

Recenzencie Recenzencie czyli recenzujemy recenzujemy.

09/08/2011

„O Captain! My Captain!” czyli to nie jest dobry bohater na te czasy

09/08/2011
empty image
empty image
Zwierz musi przyznać, że ostatnio odczuwa pewne zaniepokojenie stanem własnego filmowego umysłu. Oto chodzi do kina i z niczego nie jest zadowolony. Gdyby nie znał siebie lepiej powiedziałby, że niechcący zamienił się w jakiegoś strasznego wybrednego krytyka, którego nic nie bawi, nic nie rusza i który nie umie już się dobrze bawić oglądając filmy. Skąd u zwierza ten ton? Wczoraj wybrał się na Kapitana Amerykę w sumie z dość dużym entuzjazmem – miał nadzieje, że Marvel ponownie skopie tyłek DC. Rzeczywiście Kapitan Ameryka to film zdecydowanie lepszy od Zielonej Latarni ale wciąż film nijaki.

Pierwszy problem nieco niezależny od wysiłków scenarzystów to fakt że Kapitan Ameryka nie jest dobrym bohaterem na nasze czasy. Po pierwsze to bohater na czasy wojny – pierwszej, drugiej, zimnej – niekoniecznie  ważne jakiej. Ważne że symbolizuje wszystko co najlepsze w dumnym i bohaterskim narodzie amerykańskim. Już sam początek historii gdzie nasz dzielny bohater mimo braku możliwości fizycznych pragnie za wszelką cenę zaciągnąć się do armii i umrzeć na froncie brzmi jak broszurka propagandowa i patriotyczna. Z resztą trzeba przyznać scenarzystom,że doskonale zdają sobie z tego sprawę i często mrugają do  widza zwłaszcza w przepięknej sekwencji pokazującej jak naszego bohatera wykorzystują do sprzedaży amerykańskich obligacji. To z jednej strony świadczy o tym, że doskonale zdają sobie sprawę, że ich bohater jest z jednej strony narzędziem a z drugiej ofiarą propagandy, co nie zmienia faktu, że to zestawienie jest za słabe by całkowicie wyeliminować dość irytujący element budowania prawdziwego amerykańskiego herosa, który wykazuje się (rzecz oczywista) wszystkimi najszlachetniejszymi cechami narodu amerykańskiego. Co z jednej strony nie dziwi – wszak jest Kapitanem Ameryką. Z drugiej – kurczę jak bardzo to nie pasuje do współczesności.
Po drugie Kapitan Ameryka walczy z nazistami. A właściwie nie z nazistami ale ze specjalnym oddziałem nazistów którzy wykorzystują siły paranormalne. Tak wszyscy mamy wrażenie, że gdzieś coś podobnego słyszeliśmy ( zwierz jest przekonany, że w filmie pojawia się nawiązanie do Indiany Jonesa – albo zwierz już wszędzie widzi nawiązania). Ale też nie tylko o to chodzi – biegający po ekranie ubrani w czarne płaszcze słuchający Wagnera to przeciwnicy równie sztampowi co karykaturalni. Zwłaszcza, że scenarzyści ani przez chwilę nie pozwalają nam spojrzeć na wojnę inaczej niż na wielką strzelaninę w jakiejś tajnej bazie.Być może super bohater w scenerii retro bardziej przypadłby zwierzowi do gustu gdyby nie ostatnie X-men First Class gdzie stylizację, i wydarzenia historyczne wykorzystano w przemyślany i naprawdę ciekawy sposób. Tu jednak retro ogranicza się właściwie jedynie do ubrań i pojazdów ale nie do końca ( no tak naziści i ich wielkie czarne samochody – zwierz nie do końca wie skąd taki fetysz u filmowców), bo to wciąż filmowi naziści. Wydaje się, że trudno dziś wzbudzić w widzu poczucie prawdziwego zagrożenia kiedy bohater jest skonfrontowany nie tyle z prawdziwymi – ludzkimi nazistami, ale z takimi ich komiksowymi odpowiednikami, którzy bardziej służą jako typowi wrogowie, niż jako przedstawiciele jakichś idei czy racji którym można się przeciwstawiać. Zwierz nie ma nic przeciwko walczeniu z nazistami, ale ci komiksowi są o tyle mniej przerażający od prawdziwych, że zamiast budować napięcie każą westchnąć na myśl jak strasznie Hollywood osłabiło nasz lęk przed tym prawdziwym nazizmem.
Po trzecie Kapitan Ameryka to film do bólu przewidywalny. Tak przewidywalny, że niekiedy można dojść do wniosku, że część fabuły po prostu przyśpieszono bo i tak wiemy co się wydarzy – tak więc w miejscu w którym powinna zaczynać się właściwa akcja dostajemy montaż ( dobry montaż nie jest zły ale więcej niż jeden w filmie to lenistwo scenarzystów). Podobnie sceny które mają nam przynieść chwilę oddechu od akcji są nam doskonale znane – wszystkie dialogi gdzieś już słyszeliśmy.  Ta przewidywalność jest oczywiście do pewnego stopnia udziałem wszystkich filmów o super bohaterach ale tu jakoś bardziej razi. Być może dlatego, że jest zestawiona z retro stylistyką która wręcz zmusza nas do poszukiwania podobieństw pomiędzy Kapitanem Ameryką a innymi produkcjami gdzie dobrzy przedstawiciele szlachetnych idei zachodu walczyli z nazistami. Inna sprawa, cały czas ma się wrażenie, że twórcy wiedza, że ten film ma być tylko początkiem czegoś więcej – co rozwiną w kolejnych produkcjach więc po prostu odwalają chałturę która jest konieczna by naprawdę opowiedzieć coś ciekawego.
Nie jest jednak kapitan Ameryka filmem dennym. Jest w nim kilka zabawnych dialogów i dobrych postaci jedno prześliczne ujęcie. Sprawdza się Tommy Lee Jones jako wojskowy niewielu trafnych słów, sprawdza się Stanley Tucci jako dobry Niemiec, no i Dominic Cooper idealnie gra starego Starka ( na tyle dobrze że jesteśmy bez trudu wstanie dostrzec po kim Tony Stark przejął swoje najlepsze i najgorsze cechy charakteru).  Udało się też wprowadzić całkiem ciekawą postać kobiecą, do filmu gdzie jej pojawienie się wcale nie jest oczywiste. Także casting Chrisa Evansa do roli Kapitana nie jest zły. No rzeczywiście wygląda jak przykład wszystkiego dobrego co może dać światu amerykańska ziemia.
Ale to wszystko tło, które nie jest w stanie zamaskować faktu, że na pierwszym planie niewiele się dzieje, a właściwie nie dzieje się nic czego byśmy już w jakiejś odmianie nie widzieli.  I tu dochodzimy do sedna problemu z Kapitanem Ameryką – to tak naprawdę ostatni element najdłuższego i najdroższego trailera w historii. Ten film nakręcono tylko po to by przedstawić nam bohatera który pojawi się już za rok w wielkim filmie o najważniejszym składzie super bohaterów jaki kiedykolwiek bronił nas przed złem. O ile Thor obronił się całkiem dobrymi efektami, aktorstwem  i reżyserią o tyle Kapitan Ameryka nie był w stanie zafundować nam nic poza schematycznym wstępem do czegoś co zobaczymy dopiero w następnym filmie.
Z resztą Marvel chyba zdaje sobie z tego sprawę bo po napisach końcowych zamiast tradycyjnej dodatkowej sceny pojawił się porostu trailer filmu Avengers. Tak więc wszystkie elementy układanki są już na miejscu. I oby Avengers to był dobry film bo kolejnego nijakiego filmu o superbohaterach zwierz po prostu nie zniesie. I to dlatego, że zwierz uwielbia superbohaterów a nie dlatego, że ma ich dość.
Ps: Dobra pasja zwierza trwa. W zeszłym roku oglądał sobie Aleksandra Skarsgarda z „Czystej Krwi” a w tym roku będzie sobie mógł na żywo obejrzeć Joe Manganiello który w tym samym serialu gra wilkołaka. Jak tak dalej pójdzie zwierz będzie się widział z całą obsadą do końca tego dziesięciolecia.
Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...