W niedalekiej przyszłości na Dzikim Zachodzie czyli zwierz o Westworld

05/10/2016

Pada? Nie zauważyłam czyli kto powiedział że pocałunki w deszczu są romantyczne

05/10/2016

Upadek rodu Beksińskich czyli zwierz o Ostatniej Rodzinie

05/10/2016

Zwierz przyzna szczerze, że od czasu założenia bloga było niewiele polskich filmów na które czekałby z taką niecierpliwością jak na Ostatnią Rodzinę. Więcej – było jeszcze mniej polskich filmów na które by czekał a potem nie rozczarował się gorzko kiedy przyszło konfrontować zachwyty krytyków z własnym doświadczeniem jako widza. Na całe szczęście Ostatnia Rodzina jest wyjątkiem na każdym polu.

Informacja na początku filmu, o tym że historia została oparta o wydarzenia prawdziwe powinna uświadomić widzom, że choć mamy do czynienia z filmem odnoszącym się do rzeczywistości to nie jest to film z nieco sensacyjnego gatunku „oparte na faktach”. Choć dzieje rodziny Beksińskich są dobrze znane i same w sobie tragiczne (a dla niektórych trudne do uwierzenia) to wydaje się, że twórcy biorąc na warsztat rodzinę słynnego malarza i tłumacza chcieli opowiedzieć  raczej historię wygaszania rodziny – która po kolei odchodzi, niż skupić się na samej tragedii jaką była samobójcza śmierć Tomasza Beksińskiego i morderstwo Zdzisław Beksińskiego. Stanowi to zresztą największe zwycięstwo filmowców, którzy z filmu – który spokojnie mógł być produkcją trochę kiczowatą, trochę sensacyjną, trochę wykorzystującą tragedię – zrobili po prostu studium rodzinnych relacji – dając widzom punkt odniesienia i możliwość odnalezienia się w całej historii – która przecież z jednej strony jest daleka z drugiej – w wielu miejscach styczna z doświadczeniami wielu rodzin w Polsce.

Film wypełnia codzienność, rodzinne rozmowy i przeżycia które tylko czasem mają głębsze znaczenie

Film wypełnia codzienność, rodzinne rozmowy i przeżycia które tylko czasem mają głębsze znaczenie

 

Akcja filmu rozciąga się od końca lat siedemdziesiątych kiedy Beksińscy zaczynają życie na świeżo zbudowanym osiedlu Służew nad dolinką. Ściany mieszkania ich syna są jeszcze nie pomalowane, niemal czujemy jak w budynku śmierdzi cementem, przestrzeń pomiędzy blokami to jeden wielki nieuporządkowany plac, bez ścieżek, trawników i ludzi. Czas jednak płynie, powoli przechodzimy do lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych aż do 2005 roku kiedy umiera ostatni Beksiński. Film jest w pokazywaniu zmiany czasu doskonały – zmienia się nie tylko otoczenie Beksińskich – osiedle staje się cywilizuje, pojawiają się trawniki, place zabaw, zmieniają się zaparkowane pod blokami samochody. Zmienia się też mieszkanie Beksińskich i ich syna. Płyty i kasety zastępują CD-romy, kolejne kamery którymi Beksiński nagrywa życie swojej rodziny są coraz mniejsze, na pólkach mniej i mniej miejsca na książki, na ścianach pojawiają się plakaty kolejnych filmów. Jeśli film nie opowiadałby historii przejmującej i tragicznej to i tak zasługiwałby na docenienie właśnie ze względu na to jak pokazuje życie rodziny na tle przemian – nie koncentrując się ani na polityce ani na społeczeństwie tylko na tym życiu domowym, wręcz mieszkaniowym. Jest bowiem historia Beksińskich właściwie w całości rozegrana na przestrzeni dwóch mieszkań, obrastających przez dekady we wspomnienia, przedmioty i nowe technologie ale ubożejąca w ludzi – mieszkania bowiem, o czym wiemy przecież od początku swoich właścicieli przeżyją stając się tylko dekoracjami ich życia.

Co ciekawe film nie jest biografią artysty - sztuka jest właściwie na peryferiach zainteresowania filmowców

Co ciekawe film nie jest biografią artysty – sztuka jest właściwie na peryferiach zainteresowania filmowców

 

Opowiadając o końcu rodziny film kieruje nas ku śmierci. Śmierć pojawia się u Beksińskich kilka razy – nawet wtedy kiedy jeszcze jej nie widzimy a słyszymy opowieść Tomasza Beksińskiego o tym jak zginęły jego koty. Potem przychodzi już ona na ekranie. Zaczynają chorować ze starości matki – chorują w domu, w ciszy, w pokoju obok. Obie dożywając zasłużonego wieku. Ich śmierć taka spodziewana i zapowiedziana jest tu potraktowana – zwłaszcza przez Zdzisław Beksińskiego w sposób zdystansowany, czy nawet lekko ironiczny. Takie odchodzenie z którym trzeba się pogodzić pasuje do wizji świata gdzie przecież wszystkich nas spotka ten sam koniec, więc na tej łódce zmierzającej do wodospadu można się rozsiąść wygodnie. Jednak po tym wstępie nie jest już prosto. Choroba matki – zawieszająca śmierć na pewien czas ale każąca jej wyczekiwać, samobójstwo syna i w końcu ostateczne morderstwo. Śmierć przychodzi tu pod różnymi postaciami – niemal w pełnej rozciągłości i powoli zabiera kolejnych członków rodziny. Z każdym kolejnym aktem kiedy w mieszkaniu Beksińskich jest coraz mniej osób robi się coraz bardziej pusto i cicho, choć przecież film od samego początku wypełniony jest dialogiem – tą niekończącą się rodziną rozmową – tylko  niekiedy dotykającą jakichś prawdziwych  i znaczących elementów życia człowieka.

Śmierć jest w życiu bohaterów elementem stałym - tym co intryguje to pod jaką postacią do nich przychodzi

Śmierć jest w życiu bohaterów elementem stałym – tym co intryguje to pod jaką postacią do nich przychodzi

 

Choć wydawać by się mogło, że powracający w filmie motyw śmierci powinien zaowocować dziełem ponurym to mamy do czynienia z czymś wręcz przeciwnym. Ostatnia Rodzina porusza dlatego, że jest zakorzeniona w codzienności. Rozmowy Beksińskich, kolejne sceny z ich życia – kręcone są z wyraźnym zainteresowaniem i sympatią dla bohaterów. Oglądamy ich jak jedzą obiad, siedzą przy wigilijnej kolacji albo po prostu rozmawiają o samopoczuciu, pogodzie, rozkładzie dnia. Wyglądają gości czy niepokoją się synem.  Doskonale napisane dialogi (rzecz tak rzadka w filmie Polskim że aż trudno w to uwierzyć) nie różnią się bardzo od wymian zdań które można usłyszeć w domu niejednej polskiej rodziny, gdzie ojciec kłóci się (czy też dyskutuje) z synem, babcia nie do końca dobrze słysząc coś dopowiada a matka próbuje w spokoju dokończyć swoje codzienne zadania. Film odchodzi od tego rodzinnego tonu głównie wtedy kiedy próbuje nam pokazać Tomka Beksińskiego – zwracając uwagę na jego życie zawodowe – widzimy go w radio, jako tłumacza, na dyskotekach i na specjalnych pokazach z czytaniem listy dialogowej na żywo.  Zresztą są to zwykle nieco słabsze momenty filmu – trochę jakby odrabiające pracę domową z filmowej biografistyki która musi koniecznie przypomnieć nam skąd właściwie wzięła się sława bohaterów.

Cicha popalająca papierosy Zofia Beksińska jest chyba najciekawszą postacią w całym filmie

Cicha popalająca papierosy Zofia Beksińska jest chyba najciekawszą postacią w całym filmie

 

No właśnie wydawać by się mogło, że mając w filmie dwóch bardzo osobnych i ważnych twórców w kulturze polskiej powstania pokusa stworzenia takiego portretu podwójnego gdzie życie i twórczość obu Beksińskich będzie stanowiła najważniejszy punkt programu. Tak się jednak nie dzieje bo twórcy wyraźnie nie są zainteresowani tworzeniem łatwych związków pomiędzy malarstwem Beksińskiego a jego losem, podobnie jak działalność muzyczna  i tłumaczeniowa młodego Beksińskiego nie wydaje się być tu w żaden sposób wiązana bezpośredniego z jego charakterem i problemami osobistymi. Nie jest to jednak film o twórcach tylko o rodzinie i wobec tego kamera jest przesunięta nieco w bok. O malarstwie Beksińskiego właściwie nie rozmawiamy – zgodnie z życzeniem samego malarza, jego obrazów prawie w filmie nie ma. Jest za to rodzina w której narcystyczny mąż i zaburzony depresyjny syn nieco ignorują żonę i matkę która ze spokojem stara się jakoś rodzinę trzymać. Właśnie postać Zofii Beksińskiej – kobiety spokojnej, wyciszonej i wycofanej wychodzi w filmie chyba najciekawiej. Film cały czas przywołuje teorię że ukrywane ciągoty człowieka muszą w końcu znaleźć ujście. U Beksińskiego jego sadystyczne i masochistyczne fantazje być może znalazły ujście w twórczości, u jego syna depresja i fantazje samobójcze znalazły wyraz w wielokrotnych próbach odebrania sobie życia. Ale co z żoną, kobietą wyraźnie sfrustrowaną, wręcz poniżoną przez manię swojego męża, który musiał nagrywać wszystko. Czy rzeczywiście nic się w niej nie buntuje. A może ten tętniak który w końcu pojawił się nagle – jest wyrazem tego, że jeśli nic z człowieka nie ujdzie to go zabije. To doskonała postać stanowiąca świetny kontrapunkt do wyrazistych ale egoistycznych twórców. Rzadko zdarza się film który nie daje się uwieść pragnieniu pokazania twórcy jako jednostki której nie obowiązują pewne prawa, który może zachowywać się wbrew schematom. Ale tu twórcy nie ma jest koszmarny mąż, który często bywa nieczuły a bez żony jest zupełnie bezradny i syn który jest ciągłym problemem a jednocześnie – jest przecież tym ukochanym dzieckiem.

Dużo się mówi o tym jak przedstawiono w filmie Tomasza Beksińskiego i jego życie prywatne. Należy jednak pamiętać że film nie ma ambicji bycia dokumentem

Dużo się mówi o tym jak przedstawiono w filmie Tomasza Beksińskiego i jego życie prywatne. Należy jednak pamiętać że film nie ma ambicji bycia dokumentem

 

Wydaje się, że ciężar filmu o Beksińskich wynika przede wszystkim z tego, że opowiada o rzeczach o których niekoniecznie chcemy myśleć, głównie dlatego, że nas dotyczą. Śmierć czai się za rogiem naszych rozmyślań każdego dnia. Martwimy się o bliskich – rodzice o dzieci, starsi rodzice o własnych rodziców, dzieci o rodziców. Spychamy te myśli na bok bo przecież trzeba jakoś żyć, zanurzyć się w tej codzienności i odsuwać od siebie wizję że wszyscy odejdziemy, zamknąć chorego w pokoju obok i lepiej tam nie wchodzić by nie wyszły demony. U Beksińskich śmierć nie tyko przychodzi często ale też od początku filmu wiemy, że rodzinie towarzyszy niepokój. Syn dostaje mieszkanie blisko by można było przyjść i zobaczyć czy jeszcze żyje czy aby wszystko w porządku. Myśl którą większość osób może odłożyć raz na zawsze na boku tu towarzyszy rodzinie non stop. Ale jednocześnie życie się toczy, pomiędzy próbami samobójczymi i śmierciami kolejnych babć można sprzedać kilkadziesiąt obrazów, kupić nową kamerę, wyjechać gdzieś na wakacje. Bohaterowie zachowują się tak jak my – wierząc że wszystko co robią ma sens, planując na przyszłość, choć przecież w jakimś stopniu jest to przejaw optymizmu i naiwności bo zaraz wszystko może się skończyć. I tak młody Beksiński, który znalazł się na pokładzie spadającego samolotu zapnie pasy, bo nawet jeśli bardzo chce umrzeć to jednocześnie chce żyć – przynajmniej wtedy kiedy sam o swojej śmierci nie może zdecydować.

Rozpisanie fabuły na lata doskonale pozwala pokazać życie ludzi na tle rzeczy

Rozpisanie fabuły na lata doskonale pozwala pokazać życie ludzi na tle rzeczy

 

Są więc Beksińscy filmem niekomfortowym bardziej niż przygnębiającym czy smutnym – przynajmniej z perspektywy zwierza. Dyskomfort bierze się też z pewnego poczucia bliskości o którym pisałam wcześniej. To film który dzieje się w Polsce. Polskie produkcje często próbują uciekać od realiów życia – szukają przestrzeni albo wyidealizowanych albo przestylizowanych. Tymczasem twórcy filmu, którzy mogli sięgnąć po właściwie całe życie swoich bohaterów zapisane na nagraniach (Beksiński będzie maniakalnie nagrywał każdy życiowy epizod – od codzienności po śmierć) odtworzyli idealnie polskie realia. Ta bliskość tego świata – zwłaszcza mieszkania (cudowne są elementy w tle), doskonale oddany język dialogu (z lekkim dodatkiem sanockiego akcentu) i zwykłe codzienne gesty bohaterów zbliżają ich do widzów przypominając że właściwie codzienne walczy się z bezsensem i bólem egzystencjalnym choć rzecz jasna ginie on gdzieś pomiędzy podgrzewaniem kartofli i wymianą rur. Rozmowy o sprawach ostatecznych często odbywają się zaś gdzieś z boku w przerwie instruktażu korzystania z pralki.

Twórcom opowieść wychodzi najlepiej kiedy pozostają w kręgu rodziny i nie starają się wychodzić zbyt daleko z komunistycznych mieszkań

Twórcom opowieść wychodzi najlepiej kiedy pozostają w kręgu rodziny i nie starają się wychodzić zbyt daleko z komunistycznych mieszkań

 

Na pewno nie byłaby Ostatnia Rodzina filmem tak intrygującym gdyby nie doskonałe aktorstwo. Na pierwszy plan wysuwa się Andrzej Seweryn jako Zdzisław Beksiński. Zwierz napisał już, że wiedział iż Seweryn jest dobrym aktorem ale nie przypuszczał, że aż tak dobrym. I rzeczywiście po tym filmie wątpliwości co do skali talentu aktorskiego Seweryna mieć nie można. Nie chodzi jedynie o to jak dobrze pokazuje on swojego bohatera na przestrzeni lat – jak bardzo widzimy fizyczne zmiany jakie w Beksińskim zachodzą – starzeje się, pochyla, tyje, inaczej chodzi nieco inaczej mówi. No właśnie mówi – to jak Seweryn podaje w tym filmie kolejne linijki dialogu powinno być pokazywane uczniom w szkołach aktorskich. To jeden z tych nielicznych przypadków w polskim filmie kiedy ktoś nie recytuje a mówi. Mówi tak jak się mówi, nie pauzując w dziwnych miejscach i nie dodając specjalnej emfazy. Dzięki temu uzyskuje właśnie tą codzienność rozmów, która sama w sobie nie jest wyjątkowa ale składa się na obraz charakteru jego bohatera. Jednak tym co naprawdę kupiło zwierza były niewielkie gesty – wykonywane często w tle, wskazujące na to jak bardzo bohater grany przez aktora jest skupiony na sobie, jak bardzo jest niezależny. Seweryn gra Beksińskiego tak, że nareszcie mamy w filmie bohatera który nie tyle przed kamerą gra ale jest. Dawno zwierz nie był tak pod wrażeniem roli polskiego aktora.

O ile Zwierz zachwyca się rolą Andrzeja Seweryna to jednak Dawid Ogrodnik nieco swoją rolę przeszarżował

O ile Zwierz zachwyca się rolą Andrzeja Seweryna to jednak Dawid Ogrodnik nieco swoją rolę przeszarżował

 

Niestety nie da się powiedzieć tego samego o roli Dawida Ogrodnika w roli Tomasza Beksińskiego. Przypadła mu jednocześnie rola trudniejsza i prostsza. O ile Sewerynowi przyszło grać codzienność, o tyle Ogrodnik miał zagrać ten element nieobliczalny. Wyszło mu zdaniem zwierza o tyle średnio, że po prostu przeszarżował. Za dużo tu gestów (zresztą znanych – bo zwierzowi kilka razy mignęły gesty które widział w innych rolach aktora), za dużo emfazy, za mało właśnie wspomnianej codzienności. To przeszarżowanie decydowanie wychodzi na pierwszy plan kiedy obok niego wszyscy grają w sposób wyciszony i ograniczony. Wydaje się też że Ogrodnik nie sprostał zadaniu jakim było pokazania bohatera którego zachowanie – jakkolwiek ekscentryczne i dziwne ma w sobie coś wpisanego w codzienność rodziny. Być może problemem jest tu fakt, że w ogóle granie osób niezrównoważonych i depresyjnych jest zadaniem trudnym bo aktor z jednej strony bardzo chce pokazać że bohater jest inny z drugiej – depresja często nie daje żadnych specyficznych objawów na zewnątrz i trudno ją po prostu pokazać.

Aleksandra Konieczna wygrywa film bo gra postać najmniej znaną i najmniej oczywistą

Aleksandra Konieczna wygrywa film bo gra postać najmniej znaną i najmniej oczywistą

 

Co ciekawe, zdaniem wielu widzów w tym też zdaniem zwierza, film należy w dużym stopniu do grającej  Zofię Beksińską Aleksandry Koniecznej. Konieczna zagrała koncertowo tworząc postać którą z jednej strony nie jeden widz zna – tej spokojnej, wyciszonej, skłonnej do poświęceń matki, z drugiej bohaterkę intrygującą o której właściwie niewiele wiemy, przez co jest jeszcze ciekawsza. Bo Beksińska w wykonaniu Koniecznej jest jednak kimś więcej niż tylko zahukaną kurą domową która łagodnym tonem stara się przekonać syna by jednak znalazł sens w życiu i prosi męża by jednak nie robił jej zdjęć. W tej postaci wyczuwa się napięcie o którym zwierz pisał wcześniej, ale także – daje ona tą perspektywę której widz zwykle nie ma okazji oglądać w filmach o „znanych” twórcach. Przy czym nie ulega wątpliwości że jest ona w wielu momentach od otaczających ją mężczyzn silniejsza, lepiej radząca sobie z codziennością. Zagubionemu synowi pomoże zerwać z dziewczyną, zaopiekuje się mężem. I tylko kiedy rodzinne sekrety wyjdą na jaw w książce – rzuci ją w twarz egoistycznemu mężowi. To doskonale zagrana rola, pełna niuansów, ponownie drobnych gestów i dialogów wypowiedzianych tym idealnym tonem kobiety której nikt nie zwykł słuchać.

Od filmu nie sposób oderwać oczu - tak dobrze pokazano w nim przemianę otoczenia bohaterów (którzy sami z kolei zmieniają się niewiele)

Od filmu nie sposób oderwać oczu – tak dobrze pokazano w nim przemianę otoczenia bohaterów (którzy sami z kolei zmieniają się niewiele)

 

Po premierze filmu pojawiły się zarzuty o tym, że film źle pokazuje bohaterów zwłaszcza Tomasza Beksińskiego, gdyż byli oni zupełnie inni. Otóż właściwie film chyba nigdzie nie ma zamiaru tak naprawdę pokazać kim byli Beksińscy. Jasne skorzystano z materiałów, zdecydowano się na taką a nie inną stylizację ale tak naprawdę wybór na rodzinę padł ze względu na jej tragiczne losy – oraz na to, że możemy tu spojrzeć na rodzinę która była a potem  jej nie było. Próba odnalezienia w filmie rzetelnego  obrazu twórczości – jednego czy drugiego Beksińskiego jest dla zwierza dowodem na to, że jeszcze chyba słabo rozchodzi się po społeczeństwie świadomość, że oparcie filmu na pewnych wydarzeniach faktycznych nie czyni z niego dokumentu ani nawet filmu w jakimkolwiek stopniu prawdziwego. Tu nazwiska i wypowiedzi Beksińskich są przede wszystkim punktem odniesienia dla znaczenie szerszych i nie mających wiele wspólnego z samą rodziną rozważań o życiu, śmierci i sensie tych kolejnych dni i lat wypełnianych codziennością.  Zresztą o tej niemocy filmu w oddaniu „jak było naprawdę” niech świadczy chociażby fakt, że choć Beksiński uparcie próbował całe swoje życie uwiecznić na nagraniach i fotografiach to nadal o nim i o jego synu możemy przeczytać bardzo sprzeczne rzeczy i trudno jednoznacznie powiedzieć które są prawdziwe.

Niesamowite wrażenie robi ta mania Beksińskiego - który nagrywał i fotografował niemal wszystkie elementy swojego życia, zestawiona z tym, że nie da się powstrzymać odejścia rodziny

Niesamowite wrażenie robi ta mania Beksińskiego – który nagrywał i fotografował niemal wszystkie elementy swojego życia, zestawiona z tym, że nie da się powstrzymać odejścia rodziny

 

Seans ostatniej rodziny jest przeżyciem jednocześnie niekomfortowym (bo nie sposób po seansie nie pochylić się nad własną rodziną, codziennością czy lękami) ale też niesłychanie satysfakcjonującym. Niezależnie bowiem od tego jak bardzo odnajdziemy się w poetyce filmu to jedno jest pewne – mamy przed sobą doskonały film polski, który spokojnie można byłoby wysłać za granicę i też – mimo braku powszechnej znajomości życia rodziny Beksińskich – poruszyłby widownię. Zresztą tak na marginesie – szkoda że nie wystawiliśmy go do Oscara – bo ma on w sobie coś takiego, że zdaniem zwierza przemówiłby do wszystkich którzy kiedykolwiek rodzinę mieli. I ostatecznie tym czym film najbardziej zaskakuje jest jego konsekwencja – to nie jest film o Beksińskich. To jest film o rodzinie. Być może ostatniej.

Ps: Trzeba przyznać, że film zachwyca doborem muzyki i co najważniejsze… dźwiękiem. Serio to jest dobrze udźwiękowiony film Polski! Do tego stopnia dobrze, że w niektórych scenach może grać dźwiękami w tle ufając że widz je usłyszy. A więc się da!

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Grzegorz Grygoruk

    Czemu wszędzie ten Zbigniew? Autokorekta nie uznaje imienia Zdzisław:)?

  • Krzysiek Ceran

    Znakomity film. Nie mam ochoty go nigdy więcej oglądać. Za blisko trafił.

    Do Ogrodnika przez pół filmu nie mogłem się przekonać, potem stwierdziłem, że jakaś metoda w tym szaleństwie jednak jest. Ale też w drugiej połowie filmu jest bardziej wyciszony.

  • spirit

    nie wiem czy film miał powstać już wcześniej, czy jednak do jego nakręcenia posłużyła biografia Grzebałkowskiej, ale dla mnie zawsze panowie byli zagadką, enigmą, jakimiś osobnymi bytami oderwanymi od tego świata, a właśnie książka pokazała jak bardzo to była niezwykła rodzina, z naciskiem na rodzina… dobrze więc, że film poszedł w tym kierunku, bo paradoksalnie od całej tej aury śmierci w życiu Beksińskich i ich fascynującej twórczości bardziej ciekawe jest to, że mimo dysfunkcji pięknie razem żyli… szkoda, że film obejrzę dopiero za kilka tygodni/miesięcy, gdy już ośmiodniowa dziś córka uzna, że może puścić rodziców do kina :)

  • Klaudia

    Bardzo dobry film. Też żałuję, że nie został wystawiony do Oscarów. Odnoszę wrażenie, że jury jak zwykle podeszło do sprawy, że jeśli wystawią film znanego i utytułowanego reżysera, to mamy większe szanse. A moim zdaniem „Ostatnia rodzina” pokazałaby, że w Polsce robi się nie tylko filmy pełne historycznego patosu. Szkoda.
    W 100% zgadzam się co do Ogrodnika. Wydaje mi się, że za bardzo przeniósł wnętrze Tomka Beksińskiego na gesty i ruchy. To całe szaleństwo działo się w jego głowie, ale oglądając stare wywiady nie odnoszę wrażenia, żeby był jakoś nad wyraz ekspresyjny.

    • noble

      Zgadzam się. Dodam, że jeśli „Powidoki” są lepsze od „Ostatniej rodziny”, to chyba kino polskie ma całkiem niezły rok :)

  • noble

    Ja to bym się do dźwięku przyczepiła w scenie z kozetką, kiedy Tomek opowiada o kotach. Ledwo byłam w stanie wyłapać pojedyncze słowa. Może to moje problemy ze słuchem, złe nagłośnienie w kinie, może Ogrodnik mówił ciut za wysoko, może wszystko naraz. Ciekawa jestem, czy to tylko moje wrażenie.

    • Kama

      U nas (może kwestia kina) słabo było z nagłośnieniem dialogów. Tło je zagłuszało. I faktycznie najgorzej przy Ogrodniku, przez pół filmu nie mogłyśmy z koleżankami zrozumieć wielu kwestii i właśnie nagłośnienie było naszym największym zarzutem po seansie.
      Co do reszty, podpisuję się pod pochwałami Zwierza, chociaż akurat rola Ogrodnika mnie przekonała, przerysowanie uznałam za wpisane w postać. I też czytałam te liczne zarzuty fanów Tomka, ale że nie mam jakiegoś bardzo emocjonalnego stosunku do Beksińskich, to mnie się podobało bardzo. Właśnie wspomniane skupienie na codzienności, na mieszkaniu (też doceniam pokazanie zmian technologicznych) i relacjach rodzinnych (przy świetnym aktorstwie) „robi” dla mnie ten film. No i zdjęcia ładne, muzyka dobrze dobrana i scenariusz niesztuczny – ale i niepozbawiony pewnej struktury wykraczającej poza zwykłą obserwację życia. I słusznie Zwierz prawi o niekomfortowym odbiorze, przywoływaniu myśli, które na co dzień wypieramy. Przy czym ja jednak wyszłam przez to przygnębiona z kina – chociaż elementy czarnego humoru doceniam.

  • Niezwykly film. Bardzo dobry polski film. Ogladalam w niedziele i nadal do mnie wraca.
    Przez chwile przeszkadzała mi kreacja Ogrodnika, ale potem wszystko mi już pasowało.
    Jestem zachwycona tym filmem i nadal go przezywam, czekam teraz na Powidoki.

  • Anna Rzepka-Calik

    a z Oscarami wiadomo jak jest…polityka;)

  • Kinoman1

    Zgadzam się ze zwierzem w 100 procentach . Mam pytanie do reszty czytelników bloga. Byłem chyba najmłodszą osoba w kinie,
    a mam 49 lat. Czy wszędzie młodzież zignorowała ten znakomity film?

    • zpopk

      W Warszawie w kinie w dniu mało filmowym sala była do połowy pełna i mnóstwo młodzieży. Serio – wokół mnie sami młodzi ludzie.

    • U mnie na sali znalazło się nawet na oko około 8-letnie dziecko :D Niestety chyba zaciągnięte siłą przez rodziców bo grało na komórce i trzeba było zwracać uwagę że światło wyświetlacza na sali kinowej też przeszkadza ;) Poza tym zróżnicowanie, i młodsi i starsi.

  • Wazon

    Recenzja zwierza jest bardzo przekonywująca i wierzę, że film jest świetny. Niesłychanie zainteresowały mnie pokazywane w nim przemiany RZECZY wśród których poruszają się bohaterowie, w domu i na zewnątrz– meble, gadżety, sklepy, ulice – myślę, że pisząc np powieść dziejącą się przez długi okres, jakoś przeważnie nie bardzo zwraca się uwagę na to, że na opisywanym wiele razy podwórku pojawiły się huśtawki, a blokach pozmieniano okna.
    Oprócz innych spostrzeżeń bardzo ciekawa jest ta, że Seweryn mówi, tak, jak się mówi. Niby normalna rzecz, ale przyjrzyjmy się nie tylko aktorom, ale np ludziom z polityki czy biznesu.Nawet, jeśli nie robią błędów językowych,(a przeważnie robią) to słucha się ich jak robotów nastawionych na jakiś dziwny ton, bezsensowne akcentowanie byle jakich wyrazów, denerwujących przerw miedzy słowami itp.
    *
    I pod koniec pytanie- czy umieszczenie syna blisko, aby można było sprawdzić, czy żyje, jest w filmie akcentowane, czy to domysł zwierza ? Bo jeśli to domysł zwierza, to z kimś mi się kojarzy.

    • zpopk

      To akurat była prawda bo tam syn był bardzo depresyjny. Ale wyczuwam pewne podobieństwa.

  • Siri

    Z tego co słyszałam Ostatnią rodzinę możemy wystawić do Oscara za rok. Więc nie wszystko stracone ;) A dziś idę do kina.

  • oo

    O tak, obejrzałam ostatnio dwa odcinki „Belfra” w Canal+ i moje zgrzytanie zębami idealnie podsumowuje Zwierzowe zdanie o recytowaniu, a nie MÓWIENIU w polskim filmie: „to jak Seweryn podaje w tym filmie kolejne linijki dialogu powinno być pokazywane uczniom w szkołach aktorskich. To jeden z tych nielicznych przypadków w polskim filmie kiedy ktoś nie recytuje a mówi. Mówi tak jak się mówi, nie pauzując w dziwnych miejscach i nie dodając specjalnej emfazy.”

  • Świetny film, mocny, a jednocześnie w klimacie zupełnie innym niż znane są mi polskie filmy. Nie mogę wyjść z zachwytu. Mnie zastanawia kwestia Tomka, który rzeczywiście był nie tyle przerysowany, co dla mnie jego zachowanie przypominało autyzm. Nie tyle ekscentryczne, zdecydowane ruchy, przy aurze własnej destrukcji, co autystyczne, zablokowane ruchy, które gdzieś tam dają jakiś upust. Podkurczane nadmiernie ręce, niezgrabne ruchy.. to gdzieś rozmijało mi się mocno z jego wizerunkiem… chociaż nie czytałam dzienników, być może się mylę, ale dla mnie było to bardzo przerysowane na tle całego filmu i bywało męczące w odbiorze. Ale tak jak napisałaś, film „chyba nigdzie nie ma zamiaru tak naprawdę pokazać kim byli”… może tylko przerysowanie go miało pokazać, że faktycznie miał problem. Może tylko przerysowanie może uzmysławiać problemy psychiczne… co ten wniosek średnio mi odpowiada.

    Dodam też, że uderzająca mocno była dla mnie jego rozmowa z mamą w kuchni. Pomijam starego Beksińskiego, który ustawiał się w oknie tak, żeby dobrze w kamerze było, ale dialog ich i słowa, które mówiła matka. To słowa, które mówi każda kochająca osoba, nierozumiejąca choroby, a jednocześnie które mocno mogą ranić chorego… które ocierają się gdzieś o granice szantażu emocjonalnego, który miałby doprowadzić do cudownego ozdrowienia Tomka.

    To prawda, że ten film porusza tam, gdzie jest niewygodnie. Jestem zachwycona.

  • Film dobry, ale mam zbyt osobisty stosunek do Beksińskich, by sposób ukazania Tomka wybaczyć. Biografia czy nie – nie bez powodu film ma hasło „Prawdziwa historia rodziny Beksińskich”. To do czegoś zobowiązuje.

  • Seweryn wielkim aktorem jest. Koniec i kropka. Film dobry. Momentami dialogi są tak tragiczne, że aż śmieszne. Nie zapomnę sceny gdy zdenerwowany Tomcio biegnie do rodziców a matka widząc go krzyczy do ojca „Uwaga! Tomek nadciąga” a babcie na to, że to gestapo. Dawid Ogrodnik chyba jednak przerysował swego bohatera. Oglądałam materiały archiwalne z Tomkiem Beksińskim i nie widziałam aby wykonywał on tak nieskoordynowane ruchy rękami jak dwumiesięczne niemowlę.

  • Karol Skolmowski

    Dziękuję Ci za recenzję Zwierzu !