Home Ogólnie Dziesięć lat pisania jak jeden dzień czyli 10x10 odcinek trzeci

Dziesięć lat pisania jak jeden dzień czyli 10x10 odcinek trzeci

autor Zwierz
Dziesięć lat pisania jak jeden dzień czyli 10x10 odcinek trzeci

Wśród wylosowanych przeze mnie tem­at­ach na wpisy urodzi­nowe pojaw­iło się pytanie odnośnie tego jak przez te dziesięć lat zmieniła się branża blo­gowa. To niesamowite bo właś­ci­wie, mogłabym napisać – wszys­tko się zmieniło, nic nie jest takie jak było, proszę się roze­jść. Ale mam poczu­cie, że to może być dla was trochę za mało. Postanow­iłam więc zebrać momen­ty, które z mojego punk­tu widzenia okaza­ły się najważniejsze. Nie mówię, że to są przeło­mowe momen­ty dla całej blo­gos­fery, ale coś co moim zdaniem drasty­cznie zmieniło to czym jest blo­gowanie.

 

Dziś trze­ci post z cyk­lu 10×10 – dziesięć postów na dziesię­ci­ole­cie blo­ga. Posty są na tem­aty zapro­ponowane przez czytel­ników i wylosowane z praw­ie stu nadesłanych propozy­cji. Tem­aty­ka będzie się bard­zo różnić. Ale wszys­tkie będą o tym co czytel­ni­cy zawsze chcieli tu przeczy­tać.

Porzu­canie for­muły pamięt­ni­ka

Dziesięć lat temu jed­ną z najpop­u­larniejszych form blo­gowa­nia, było pisanie o wszys­tkim i o niczym – typowe życiowe rozważa­nia, gdzie na pier­wszym planie były oso­biste przeży­cia i doświad­czenia oso­by piszącej. Ten sposób pisa­nia właś­ci­wie zupełnie upadł, albo inaczej – przeszedł niesamow­itą meta­mor­fozę. Dziś blo­gi opisu­jące codzi­en­ność są przede wszys­tkim bloga­mi, o których powiedzi­ałabym, że mają charak­ter aspira­cyjny. Bardziej niż pokazu­jąc czy­jeś życie, pokazu­ją jak two­je życie powin­no wyglą­dać. Pisanie o włas­nym życiu choć wyda­je mi się nadal potenc­jal­nie intrygu­jące dla czytel­ników, zastąpiło ujaw­ni­an­ie swo­jej codzi­en­noś­ci i pry­wat­noś­ci w social media. Nie mniej blogów pamięt­ników właś­ci­wie już nie ma. Trochę ich funkcję prze­jęły zapewne też vlo­gi (które mają bard­zo pamięt­nikars­ki wymi­ar) ale poza tym – takie pisanie wró­ciło do szu­flad czy na peryferie świa­ta blo­gowego. Czy to dobrze? Sama się zas­tanaw­iam – wyda­je mi się, że takie pisanie jakie było pop­u­larne na początku blo­gos­fery było całkiem sporej grupie osób naprawdę potrzeb­ne. I trochę szko­da (mimo, że właś­ci­wie takich blogów nie czy­tałam), że wypadły z tego medi­um. Choć z drugiej strony ter­az jest już tyle miejsc gdzie moż­na pisać o sobie, że nie mam wraże­nia by wszyscy dawni blo­gowi pamięt­nikarze musieli zejść do podziemia.

 

Dziś postanow­iłam zro­bić ilus­trac­je z różnych screenów które były dla mnie ważne wie­ki temu kiedy blo­gowanie było czymś zupełnie innym

Koniec anon­i­mowoś­ci

Fakt, że pamię­tam cza­sy w których nat­u­ralne było częś­ciowe ukry­wanie swo­jej tożsamoś­ci na blo­gach, spraw­ia, że czu­ję się jak dinoza­ur. I to jeden z tych Dinoza­u­rów których nie lubi Rien­na­hera. Kiedy zaczy­nałam pisać wielu blogerów było anon­i­mowych i wielu wal­czyło o zachowanie tej anon­i­mowoś­ci. Dla niek­tórych blo­gowanie było czymś lekko wsty­dli­wym, u niek­tórych koli­d­owało z poważną pracą, część osób pisała o wspom­ni­anej wyżej pry­wat­noś­ci ciesząc się bard­zo tym, że nikt do koń­ca nie wie kim są ani o kim piszą. Anon­i­mowość tych wczes­nych blogów miała swo­je zale­ty – nie żeby należało ją utrzymy­wać za wszelką cenę, ale było coś fajnego w tym, że ludzie niekoniecznie wiedzieli kto do nich pisze, jak wyglą­da i czym się zaj­mu­je na co dzień. Anon­i­mowość blogów spraw­iała też że w tych pier­wszych lat­ach nawet pop­u­larni blogerzy nie mieli raczej szans liczyć na takie cele­bryck­ie trak­towanie jakie dziś przy­pa­da w udziale blogerom nawet mniej pop­u­larnym (zakładam że jeśli mnie co pewien czas ludzie zatrzy­mu­ją na uli­cy bo mnie rozpoz­nali, to w przy­pad­ku najbardziej pop­u­larnych blogów i blogerów musi to być bez porów­na­nia częst­sze). Pamię­tam jak przez lata pisało się o tym jak anon­i­mowość w sieci jest zagroże­niem, bo ludzie piszą co chcą nie myśląc o kon­sek­wenc­jach. Tym­cza­sem lata mija­ją – coraz więcej miejsc nie jest anon­i­mowych, a ludzie nadal piszą kosz­marne rzeczy pod włas­nym imie­niem i nazwiskiem.

 

Och ile lat byłam ratyzboną

Czas włas­nych domen

Z punk­tu widzenia takich wiel­kich wyraźnych przełomów blo­gowych, wyda­je mi się, że moment w którym ludzie przes­zli z plat­form blo­gowych na własne strony i adresy był takim najbardziej wyraźnym zakończe­niem pewnego „hob­bisty­cznego” eta­pu w his­torii blo­gos­fery. Kiedy pier­wsi blogerzy decy­dowali się założyć własne strony opuszcza­jąc bez­pieczne przys­tanie plat­form blo­gowych patr­zono na to z pewnym powąt­piewaniem. Tym więk­szym jeśli decy­dowali się np. nazwać domenę od swo­jego imienia i nazwiska, przekracza­jąc dwie granice za jed­nym zamachem.  Plat­formy blo­gowe wydawały się nat­u­ral­ny­mi, bez­pieczny­mi przys­ta­ni­a­mi, na których moż­na było pisać, porówny­wać się z inny­mi blogera­mi i tworzyć społeczność. Pamię­tam jak ważne było dla mnie – oso­by piszącej na Blox przyję­cie np. do Syn­dykatu – takiej wewnętrznej grupy wyróżnionych blogów. Jak ważne był fakt, że zna­j­dowałam się w pier­wszej dziesiątce pole­canych czy odwiedzanych blogów. Ostate­cznie jed­nak wygrało przeko­nanie, że nie moż­na pole­gać na przestrzeni którą zapew­nia zewnętrzny dostaw­ca – bo zawsze może ją zabrać. I tak się w ostat­nich lat­ach dzieje – znika­ją plat­formy blo­gowe One­tu, ter­az zamy­ka się Blox. Pewnie które­goś dnia blogspot będzie już tylko wspom­nie­niem. Z jed­nej strony bard­zo mi żal plat­form blo­gowych (gdzie miałam wielu zna­jomych, którzy pisali bard­zo atrak­cyjne treś­ci) z drugiej – nie mam wąt­pli­woś­ci, że to jest dowód na to, jak bard­zo zmieniło się pode­jś­cie do blo­gowa­nia. Z czegoś co robi się co pewien czas na boku, na dzi­ałal­ność, która może być głównym źródłem zarobku.

 

Och to były cza­sy kiedy dzień robiło mi że jestem na głównej stron­ie Gazety.pl

Blo­gowanie  jako pra­ca

Mam poczu­cie, że najwięk­sza zmi­ana jaka zaszła w blo­gowa­niu przez te dziesięć lat to niemal całkowite utożsamie­nie blo­gowa­nia z pracą. Kiedy pojaw­iały się pier­wsze ofer­ty współpra­cy dla blogerów trak­towano to jako coś odrobinę pode­jrzanego. Być może dlat­ego, że były to jeszcze cza­sy kiedy branie pieniędzy za dzi­ałal­ność inter­ne­tową wydawało się czymś dzi­wnym i tak na pograniczu rzeczy legal­nych i niele­gal­nych. Być może dlat­ego, że kiedy po raz pier­wszy zaczęły pojaw­iać się posty spon­sorowane i reklamy na blo­gach obie strony nie za bard­zo wiedzi­ały jak robić to prze­jrzyś­cie. Te cza­sy dawno są za nami i dziś łatwiej znaleźć na blogu reklamę niż wpis nie spon­sorowany (choć należy zaz­naczyć, że taka naj­gorsza gór­ka, kiedy wydawało się, że blo­gi będą miały już wyłącznie tek­sty spon­sorowane trochę minęła – być może nastąpiło zmęcze­nie mate­ri­ału). Jed­nak gdzieś z boku tego tren­du pojaw­iło się przeko­nanie, że blo­gowanie to przede wszys­tkim pra­ca. Wzięło się to głównie z tego, że dziś post na blo­ga to nie tekst który moż­na napisać po powro­cie z pra­cy ale wysiłek podob­ny do przy­go­towa­nia artykułu do druku. Pro­fesjon­alne ses­je zdję­ciowe, niemalże redak­cyj­na dro­ga (ok nie na wszys­t­kich blo­gach, np. na tym nie) od pomysłu do pub­likacji, konieczność podlinkowa­nia i wypro­mowa­nia tek­stu gdzie się tylko da. Dziś gdzieś tak cicho się zakła­da że oso­ba która prowadzi pop­u­larnego blo­ga, wcześniej czy później pożeg­na się z pracą. Nie wiem jaki pro­cent blogerów obec­nie rzeczy­wiś­cie zaj­mu­je się tylko pisaniem i dzi­ałaniem w sieci. Nato­mi­ast ta przemi­ana w pode­jś­ciu do blo­gowa­nia spraw­iła, że rzeczy­wiś­cie coraz rzadziej słyszy się o osobach piszą­cych czys­to hob­bisty­cznie. Więcej, dla niek­tórych pisanie hob­bisty­czne to coś na co nie ma już w blo­gos­ferze miejs­ca. Oso­biś­cie się z tym nie zgadzam, bo wyda­je mi się, że jak ktoś chce pisać to niech pisze. Ale jed­nocześnie widzę jak ta pres­ja na pro­fesjon­al­iza­cję pisa­nia (czy to pod wzglę­dem tem­aty­ki czy samego wyglą­du blo­ga) część osób zupełnie zniechę­ca do pisa­nia.

Był taki czas kiedy posi­adanie kilku blogów było nor­mą. No już nie jest

 

Bloger bez blo­ga

W ciągu ostat­nich kilku lat sprawdz­iły się przewidy­wa­nia, że już niedłu­go bycie blogerem nie będzie wyma­gało posi­ada­nia blo­ga, a już na pewno nie jego ciągłej aktu­al­iza­cji. Kiedyś zasa­da brzmi­ała – pisz albo zgiń. Wiele blogów aktu­al­i­zowanych było niemal codzi­en­nie, zaś powodze­nie blogera zależało od czytel­nict­wa i statystyk. Dziś coraz częś­ciej ludzie znani w Internecie ze swoich wypowiedzi, pomysłów, postaw czy sposobu życia nie korzys­ta­ją z blo­ga jako głównego kanału komu­nikacji. Kiedyś ważniejszy był Face­book, w ostat­nich lat­ach coraz więcej akty­wnoś­ci przenosi się na Insta­gra­ma w tym do Instas­to­ry (które rzeczy­wiś­cie mają poziom odbioru o którym kiedyś blogerzy mogli tylko pomarzyć). Częs­to zdarza się, że blogerzy choć reg­u­larnie piszą swo­jego blo­ga mają wiele alter­naty­wnych grup odbior­ców. Część z nich może nie czy­tać blo­ga, albo nawet nie zdawać sobie sprawy z jego ist­nienia. Fan­page na Face­booku czy jak ostat­nio zro­biło się modne – gru­pa, nie służy już do wrzu­ca­nia linków do nowych tek­stów ale do tworzenia społecznoś­ci, które częs­to zupełnie blo­ga nie potrze­bu­ją. Oczy­wiś­cie wciąż sporo osób ma pop­u­larne blo­gi, które są reg­u­larnie czy­tane ale mam wraże­nie, że obec­nie moż­na sobie doskonale radz­ić jako bloger bez blo­ga. A przy­na­jm­niej z blo­giem uzu­peł­ni­anym bard­zo rzad­ko, żeby nie powiedzieć zupełnie spo­rady­cznie. Choć do pewnego stop­nia sama się wpisu­ję w ten trend (już nie piszę codzi­en­nie choć nie jest to decyz­ja którą pod­jęłam z powodu zmi­any pode­jś­cia do blo­gowa­nia, to raczej wynik zmi­any sty­lu życia) to jed­nak żal mi cza­sów kiedy pisanie na blogu było kluc­zowe dla bycia blogerem. Zwłaszcza żal mi, że coraz rzadziej zdarza­ją się na blo­gach tek­sty roz­chodzące się sze­roko i budzące oży­wione dyskus­je. Mamy coraz więcej takich treś­ci ugrzecznionych i mniej kre­owa­nia tem­atów a bardziej odpowiada­nia na to co dzieje się w innych medi­ach.

Były takie cza­sy kiedy wydawało się, że wygrana w konkur­sie Blog Roku jest w stanie naprawdę zmienić całe życie

 

Świt i upadek domu Lifesty­lu

Był taki moment w ciągu tych dziesię­ciu lat blo­gowa­nia w cza­sie którego „Lifestyle” odmieni­ano przez wszys­tkie przy­pad­ki. Postawały wtedy jak grzy­by po deszczu blo­gi, które pokazy­wały jak­iś sposób życia – głównie wypełnionego miejs­ca­mi, pro­duk­ta­mi i podróża­mi. Zewsząd dochodz­iły głosy, że jeśli chce się mieć przyszłość w blo­gowa­niu to konieczne jest pójś­cie właśnie tą drogą. Serio przez pewien czas miałam wraże­nie, że wystar­czy otworzyć lodówkę by wypadł z niej ktoś kto napisze o tym jak urządz­ił salon, gdzie na mieś­cie zjadł śni­adanie i jakie tore­b­ki pole­ca na lato. Takie blo­gowanie było bard­zo atrak­cyjne dla reklam­odaw­ców i przez pewien czas dla czytel­ników. Jed­nak potem przyszło wyraźne zmęcze­nie mate­ri­ału. Choć blo­gi Lifestyle nadal ist­nieją ( i niek­tóre mają się niesamowicie dobrze) to jed­nak mam poczu­cie, że w ostat­nich lat­ach bard­zo wielu blogerów zde­cy­dowało się iść w blo­gi wyspec­jal­i­zowane. I to bard­zo wyspec­jal­i­zowane. Dzię­ki temu budu­ją auto­ry­tet na spec­jal­iza­cji zaś pode­j­mowane współprace reklam­owe są bardziej spójne z tym co intere­su­je czytel­ników. Kiedy lifestyle był pop­u­larny pow­stawało mnóst­wo blogów które były niemal iden­ty­czne, co w sum­ie dobrze pokazu­je kole­jną przemi­anę – wiele osób w ciągu tych dziesię­ciu lat zakładało blo­ga od razu z założe­niem, że robi to dla pieniędzy – co oznacza­ło, że wybier­ali tą kat­e­gorię i te treś­ci które w danym momen­cie najlepiej się sprzedawały. Niekoniecznie coś dobrego z tego wychodz­iło, bo jed­nak wciąż w blo­gowa­niu liczy się jakaś osobowość twór­cy. Choć może to trochę ide­al­isty­czne założe­nie.

 

Pier­wsze takie dopa­sowane do Zwierza zdję­cie w tle — chy­ba o ile dobrze pamię­tam, też dzieło nie zastą­pi­onej Mai Lulek

Blogerzy bez granic

 

 Dziesięć lat temu aut­en­ty­cznym wydarze­niem które mogło poruszyć blo­gos­ferę był fakt, że ktoś został zapros­zony przez fir­mę do innego kra­ju, czy nawet mias­ta. Dziś granice tego do czego może zaprowadz­ić blo­gowanie właś­ci­wie nie ist­nieją. Dawne szafi­ar­ki, są dziś poważany­mi mod­owy­mi influ­encerka­mi, które są zapraszane na najważniejsze tygod­nie mody. Blogerzy fil­mowi zna­j­du­ją się wśród osób zapraszanych na fes­ti­wale fil­mowe, i nie chodzi tylko o Gdynię ale też np. o Cannes. Blogerzy są obec­ni na najważniejszych kon­fer­enc­jach pra­sowych, prezen­tac­jach pro­duk­tów, roz­da­ni­ach nagród, pre­mier­ach. Właś­ci­wie mogą wejść wszędzie tam gdzie wcześniej wchodzili tylko dzi­en­nikarze, a niek­tórzy z nich zachodzą jeszcze dalej. Sta­ją się gwiaz­da­mi we włas­nym zakre­sie – niekiedy dawno zostaw­ia­jąc za sobą pod­sta­wową kari­erę blo­gową. Dziś decyz­ja o rozpoczę­ciu pisa­nia w Internecie właś­ci­wie zakła­da że kiedyś – jeśli tylko  nam się powiedzie, może­my stać się gwiaz­da­mi we włas­nym zakre­sie. A przy­na­jm­niej – pro­fesjon­al­is­ta­mi, trak­towany­mi jako ważny głos w kluc­zowych dyskus­jach. Dziś oso­by z który­mi zaczy­nałam blo­gować częs­to są po pros­tu osoba­mi znany­mi, cele­bry­ta­mi czy auto­ry­te­ta­mi. Na pewno fakt, że ktoś wywodzi się z blo­gos­fery dziś nie jest żad­ną przeszkodą ani powo­dem by trak­tować kogoś z góry. Czy to dobrze? Nie wiem – mam wraże­nie, że dzię­ki blo­gom do świa­ta cele­bry­tów prze­dostało się dużo ciekawych osób, które dzię­ki ciężkiej pra­cy i takiemu aut­en­ty­czne­mu entuz­jaz­mowi zaszły daleko. Z drugiej strony – kiedy bycie blogerem znaczy że moż­na osiągnąć wszys­tko, bard­zo łat­wo się sfrus­trować kiedy pisanie blo­ga, okazu­je się tylko… pisaniem blo­ga.

 

Kiedyś pop­u­larny link na blimpie to było naprawdę świę­to

To nie blogerzy to przed­siębior­cy

Dawno, dawno temu kiedy blo­gos­fera była jeszcze mło­da, wiz­ja że bloger może wydać książkę elek­try­zowała świat. Dziś blogerzy nie tylko sami wyda­ją swo­je książ­ki, ale także  mają własne sklepy. Sprzeda­ją ubra­nia, porad­ni­ki, notesy, plan­ery, kos­me­ty­ki. Całą gamę pro­duk­tów, które są kupowane głównie ze wzglę­du na auto­ry­tet czy pop­u­larność oso­by piszącej. To ciekawe jak wielu blogerów okaza­ło się po pros­tu taki­mi typowy­mi przed­siębior­ca­mi, którzy musieli tylko doros­nąć do tego by znaleźć swój pro­dukt i zacząć go sprzedawać. Ponown­ie – z jed­nej strony to bard­zo fajne zjawisko, zwłaszcza że pro­duk­ty wielu blogerów cieszą się sporą pop­u­larnoś­cią i wypeł­ni­a­ją lukę na rynku. Z drugiej – mam wraże­nie, że sporo osób ma pode­jś­cie, że blo­gowanie wcześniej czy później musi doprowadz­ić do stworzenia włas­nego pro­duk­tu. Tym­cza­sem pomiędzy pisaniem a byciem przed­siębior­cą który doskonale wie czego chcą klien­ci i nie boi się prowadz­ić włas­ną fir­mę jest jed­nak spo­ra różni­ca. Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że dziś posi­adanie przez blogera włas­nej firmy, czy sklepu już niko­go nie dzi­wi i nie bul­w­er­su­je. Wręcz prze­ci­wnie – dla wielu osób pro­duk­ty od blogerów są sym­bol­em takiego myśle­nia o klien­cie i dobrego budowa­nia mar­ki. Ponown­ie – to jest sytu­ac­ja której dziesięć lat temu bym się nie spodziewała.

 

Pamię­ta ktoś jeszcze jak blog Zwierza wyglą­dał tak?

Blo­gos­fera się starze­je

Kiedyś wszyscy byliśmy piękni i młodzi. Ale to było lata temu. Od tego cza­su nie tylko nabral­iśmy lat, ale ludzie wzięli ślu­by, urodzili dzieci, kupili domy, wymie­nili samo­chody i zaczęli powoli myśleć o tym co dalej. To starze­nie się blo­gos­fery spraw­iło, że część tem­atów znalazła się trochę na mar­gin­e­sie rozważań blogerów (coraz częś­ciej stu­dia czy szkoła są rzeczą o której blogerzy piszą z per­spek­ty­wy swoich dzieci a nie włas­nej). Chłopaków coraz częś­ciej zastępu­ją mężowie, rozważa­nia o szuka­niu part­nera czy part­ner­ki – przy­go­towa­nia do ślubów czy do życia razem. Blogerzy nie tylko stali się dorośli ale z per­spek­ty­wy nowych użytkown­ików Inter­ne­tu – po pros­tu starzy. Coraz częś­ciej blogerzy nie zna­ją nowych aplikacji, nowych trendów, dys­tan­su­ją się do zjawisk które są pop­u­larne w Internecie (jak np. aplikac­ja Tik-Tok). Sama zaczęłam blo­gować na stu­di­ach kiedy ses­ja, egza­miny, pisanie mag­is­ter­ki były doświad­cze­niem o których blo­gowało sporo osób. Dziś takich tek­stów jest coraz mniej. Mam poczu­cie, że starze­nie się blo­gos­fery jest najbardziej dobit­nym przykła­dem na to, że mimo chwilowej (czym jest kil­ka czy kilka­naś­cie lat wobec wiecznoś­ci) pop­u­larnoś­ci tej formy ostate­cznie czeka ją koniec. Które­goś dnia obudz­imy się widząc że gru­pa naszych czytel­ników nie tyle się zmniejsza co wymiera.

 

Zwró­cil­iś­cie uwagę, że ostat­nio coraz mniej Zwierza w Zwierzu? Dlaczego coraz rzadziej piszę w trze­ciej oso­bie? Odpowiedź brz­mi tak jak zawsze — bo mogę

Youtube i co dalej….

W ostat­nich lat­ach najbardziej widocznym dla mnie zjawiskiem związanym z blo­gos­ferą było porzu­canie blo­gowa­nia na rzecz Youtube. Ta for­ma prezen­towa­nia swoich treś­ci w Internecie po pier­wsze wiąże się z dużo więk­szą potenc­jal­na pop­u­larnoś­cią (statysty­ki dużego blogera to częs­to taka niska śred­nia na Youtube) ale też bywa dużo bardziej atrak­cyj­na dla reklam­odaw­ców. Jed­nocześnie sporo osób zachowu­je się tak jak­by kręce­nie filmików było nat­u­ral­nym prze­jś­ciem od blo­gowa­nia. Co o tyle jest dla mnie ciekawe że ist­nieje olbrzymia różni­ca pomiędzy pisaniem a nagry­waniem filmiku. Wyma­ga to zupełnie innego for­mułowa­nia myśli i moim zdaniem – nieco innych umiejęt­noś­ci. Daje też inny rodzaj satys­fakcji. Ja lubię pisać. Choć nagry­wam Instas­to­ry to jed­nak satys­fakc­ja z filmiku (nawet w tak prostej formie) jest zupełnie inna. Nie zmienia to fak­tu, że powoli widzę jak zamy­ka się coraz więcej blogów właśnie na rzecz prze­niesienia swo­jej dzi­ałal­noś­ci na Youtube. Blo­gi powoli sta­ją się trochę przestrzenią retro, dla najwięk­szych pasjonatów. Ewen­tu­al­nie dla ludzi, którzy z jakiegoś powodu wciąż wolą jeszcze czy­tać niż oglą­dać (sama oglą­dam mnóst­wo więc to nie jest zdanie zaw­ier­a­jące jakąś ocenę). Z drugiej strony prze­jś­cie na YT wcale nie jest takie proste jak mogło­by się wydawać. Trze­ba częs­to wymyślić się zupełnie na nowo, znaleźć ciekawy for­mat. Wid­zowie niekoniecznie pojaw­ią się tylko dlat­ego, że ma się pop­u­larnego blo­ga. Dlat­ego nie każdy kto zyskał pop­u­larność w blo­gos­ferze od razu stanie się gwiazdą Youtube. Ja oso­biś­cie nie mam takie potrze­by, ale być może dlat­ego, że w moim przy­pad­ku jakąś nową ekscy­tu­jącą plat­for­mą do kon­tak­towa­nia się z czytel­nika­mi są pod­casty.

 

Coś mi pod­powia­da że dziś na YT trze­ba wejść z trochę bardziej pro­fesjon­al­nym sprzętem niż kiedyś.

Patrząc na te dziesięć lat widzę przede wszys­tkim  jak powoli blo­gowanie przes­tało być utożsami­an­ie z niekoniecznie wartym doce­nienia hob­by. Z czegoś co robiłam po zaję­ci­ach na UW stało się to jed­ną z moich pod­sta­wowych dzi­ałal­noś­ci zawodowych. Jak może wywnioskowal­iś­cie z mojego wpisu – towarzyszą mi przy tym dość mieszane uczu­cia. Cieszę się, że zała­pałam się na ruch który naprawdę daje olbrzymią satys­fakcję, ale boli mnie że gdzieś po drodze zginęła wspani­ała nie zobow­iązu­ją­ca for­ma rozry­w­ki jaką było pisanie sobie „a muzom”. Z drugiej strony – to jest niesamowite jak bard­zo prze­sunął się przez te dziesięć lat hory­zont możli­woś­ci i ambicji. I oczy­wiś­cie w jak­iś sposób dzię­ki wszys­tkiemu co się wydarzyło jestem benefic­jen­tką tego, że zała­pałam się na blo­gowanie wystar­cza­ją­co wcześnie by być tu trochę wcześniej niż inni. Choć trze­ba przyz­nać – to wciąż wyma­ga deter­mi­nacji by nie rzu­cić wszys­tkiego w cholerę i nie oglą­dać cały­mi wiec­zo­ra­mi seri­ali zami­ast o nich pisać.

Ps: Żeby było jasne  — to jest przegląd składa­ją­cy się z subiek­ty­wnych opinii nie jakaś niesamowicie eksper­c­ka anal­iza.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy