Home Seriale Droga uroda dobrych intencji czyli “Down to Earth with Zac Efron

Droga uroda dobrych intencji czyli “Down to Earth with Zac Efron

autor Zwierz
Droga uroda dobrych intencji czyli  “Down to Earth with Zac Efron

Ponieważ jest 2020 i siedze­nie na kanapie jest najpop­u­larniejszą let­nią akty­wnoś­cią, zaś  podróżowanie gdziekol­wiek stało się sportem ekstremal­nym, zaczęłam się powoli uza­leż­ni­ać od pro­gramów podróżniczych. Sko­ro już muszę siedzieć w Warsza­w­ie czy wyjeżdżać z niej w oparach lęku i obaw, to przy­na­jm­niej zwiedzę świat z cza­sów kiedy moż­na było wsiąść i wysiąść z samolo­tu mając w głowie jedynie lęk przed tym że odpad­nie skrzy­dło, a nie że ktoś kas­zl­nie. Dlat­ego, też uznałam, że z braku lep­szych widoków obe­jrzę sobie ser­i­al „Down to Earth with Zac Efron” (po pol­sku to chy­ba leci jako „Podróże z Zacem Efronem”). I muszę powiedzieć, że był to jeden z tych pro­gramów który zostaw­ił mnie z całym mnóst­wem prze­myśleń. Choć nie takich jakie chci­ał zostaw­ić.

 

DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON Zac Efron in episode 6 of DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON. Cr. NETFLIX © 2020

 

Zaczni­jmy od samego seri­alu, który skła­da się z kilku odcinków o podob­nej for­mule. Zac Efron  i Darin Olien (jak zapew­nia nas początkowa sek­wenc­ja to jeden z tych nowych guru zdrowego żywienia który głęboko wierzy zwłaszcza w tzw. super­foods) podróżu­ją po całym świecie dzieląc swo­je akty­wnoś­ci na pozyski­wanie infor­ma­cji o lokalnych sposobach na zrównoważone korzys­tanie z zasobów nat­u­ral­nych, dobre i nat­u­ralne jedze­nie oraz odrobinę sza­lonej rozry­w­ki. Dynami­ka jest tu z góry ustalona – Efron jest nar­ra­torem ale też po pros­tu miłym dodatkiem, zaś Olien wys­tępu­je jako spec­jal­ista, człowiek który jest obdar­zony jed­nak sporą wiedzą o środowisku nat­u­ral­nym, pozyski­wa­niu czys­tej energii i wszys­tkim co zdrowe. Efron odkry­wa świat, Olien jest prze­wod­nikiem. Obaj panowie poz­nali się kil­ka lat wcześniej i widać że się lubią choć dynami­ka między nimi bywa dzi­w­na – chy­ba głównie dlat­ego, że starszy z nich – guru zdrowego żywienia ma skłon­noś­ci do takich hip­isows­kich zachowań jak zgry­wanie swo­jego zegara bio­log­icznego z polem elek­tro­mag­ne­ty­cznym zie­mi. Efron tym­cza­sem wyglą­da na bardziej scep­ty­cznego co do takich poczy­nań. Sami rozu­miecie.

 

Pro­gram jest przede wszys­tkim rozry­wkowy z ele­men­ta­mi eduka­cyjny­mi. Ma przekon­ać widzów (z założe­nia amerykanów), że cały świat ofer­u­je nieskończe­nie wiele pomysłów na to jak żyć dłużej, zdrowiej i lep­iej. Odwiedza­my więc Islandzkie elek­trown­ie, dowiadu­je­my się, że w Paryżu moż­na za dar­mo pobrać wodę ze spec­jal­nych fontann (ciekawe jak­by amerykanie zareagowali gdy­by dowiedzieli się o ist­nie­niu wody oligo­ceńskiej), w Lim­ie może­my dowiedzieć się czegoś więcej o tym jak dba się o prze­chowywanie nasion ziem­ni­aków, a na Sar­dynii dowiedzieć się czegoś o długim i szczęśli­wym życiu. Wszys­tko zaś prze­tykane dość luźny­mi wymi­ana­mi zdań pomiędzy dwójką prowadzą­cych z której dość jas­no wyni­ka że ktoś powinien naty­ch­mi­ast wywieść Zaca Efrona z Hol­ly­wood bo chłopak jest zbyt wrażli­wy na świat rozry­w­ki i wyglą­da na to, że powoli zaczy­na to sobie uświadami­ać.  (plus jak już wspom­i­nałam – kiedy oczy zachodzą mu łza­mi bo może w końcu jeść makaron to jakoś człowiekowi się łamie serce). W każdym razie pro­gram ma walo­ry rozry­wkowe i este­ty­czne i teo­re­ty­cznie, należy do tego sym­pa­ty­cznego gatunku niezobow­iązu­jącej rozry­w­ki która stara się zro­bić coś dobrego.

 

 

DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON (L to R) Zac Efron and Darin Olien in episode 4 of DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON. Cr. NETFLIX © 2020

 

Prob­lem tylko w tym, że te dobre intenc­je sto­ją w sprzecznoś­ci z pewny­mi – raczej kluc­zowy­mi ele­men­ta­mi samego pro­gra­mu. Po pier­wsze – choć co pewien czas spoko­j­na nar­rac­ja Efrona zza kadru każe nam powąt­piewać w pewne „naukowe” rewelac­je różnych napotkanych na drodze spec­jal­istów, to tak naprawdę mało wprawny widz nie odróżni co w tej his­torii jest wynikiem prawdzi­wych naukowych badań a co jest takim niepoko­ją­cym rodza­jem wiedzy z gatunku tej, której pełny był ów niesławny pro­gram Gwyneth Pla­trow. To mieszanie fak­tów i rzu­canych tu i ówdzie niepotwierd­zonych naukowo stwierdzeń (jak zawsze przeczą­cych temu co wszyscy wiemy o świecie) spraw­ia, że cały pro­gram przy­czy­nia się do rozmy­cia świado­moś­ci co jest wiedzą naukową, a co tylko zwycza­jem, przesą­dem czy teorią. Jeśli uzu­pełn­imy to dość entuz­jasty­czną i pozy­ty­wną nar­racją zza kadru, oraz kole­jny­mi wykrzyknieni­a­mi „Super”, „Wow”, „Niesamowite”, „Dlaczego się o tym nie mówi” nie trud­no wid­zowi uwierzyć, że mamy  do czynienia z jakąś sekret­ną wiedzą – być może skry­waną przed nami przez …. Tu każdy musi sobie dopowiedzieć sam.

 

Kole­j­na sprawa to pytanie jak dobre intenc­je pro­gra­mu wyglą­da­ją w kon­tekś­cie niesły­chanie oczy­wis­tego prod­uct place­ment jakie w nim zna­jdziemy. Prod­uct place­ment rzad­ko w amerykańs­kich pro­gra­mach jest aż tak widoczny ale tu mogę was zapewnić, że za część tych wycieczek zapłacił Hilton, za część Visa, i na pewno Zac Efron nie ma dosłown­ie wszys­t­kich ubrań jed­nej firmy (choć może chłopak lubi ubier­ać się zawsze w ubra­nia z olbrzymim logo jed­nego pro­du­cen­ta). Nor­mal­nie obec­ność prod­uct place­ment moż­na zbyć wzrusze­niem ramion, ale w pro­gramie który ma się kon­cen­trować na lokalnych sposobach na życie, które ma opier­ać się min. na ogranic­zonej, lokalnej kon­sumpcji, ten ele­ment obec­ność wiel­kich między­nar­o­dowych kon­cernów razi. Jasne reklam­owanie Visy czy Hiltona to nie jest samo w sobie coś co prowadzi do zniszczenia środowiska, ale jak­by te dwie myśli – musimy zmieś­cić scenę ewident­nej reklamy i musimy przekazać infor­ma­cję, że człowiek nie potrze­bu­je dużo więcej – niekoniecznie się zgry­wa­ją.

 

DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON Darin Olien in episode 8 of DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON. Cr. NETFLIX © 2020

 

 

Z kolei ta reflek­s­ja zaprowadz­iła mnie do szer­szego spo­jrzenia na to jak bard­zo tem­aty­ka ochrony środowiska stała się w ostat­nich lat­ach jed­nocześnie mod­na i nic nie znaczą­ca. Choć kole­jne odcin­ki przekonu­ją widzów że wszyscy może­my zro­bić więcej, to tak naprawdę jedyne real­nie duże rozwiąza­nia wprowadza­ją rządy, samorządy i wszelkie duże jed­nos­t­ki władzy. Co praw­da w pro­gramie pojaw­ia się sug­es­tia by głosować, ale pro­gram nie może iść dalej, bo gdy­byśmy zaczęli mówić o poli­tyce przes­tało by być miło i egzo­ty­cznie. Kole­j­na sprawa to fakt, że wiele chwalonych pomysłów na to jak żyć jest pewnym amerykańskim wyko­rzys­taniem biedy i prze­r­o­bi­e­niem jej na swo­ją ‘życiową filo­zofię”. Świet­nie to widać w odcinku roz­gry­wa­ją­cym się w Kostaryce, gdzie nasi bohaterowie roz­maw­ia­ją tylko z ekspata­mi, którzy chwalą się swoim wspani­ałym samowystar­czal­nym gospo­darst­wem w środ­ku dżungli. Nie trud­no zadać sobie pytanie – jak żyją prawdzi­wi mieszkań­cy Kostary­ki, których nie stać na to by rzu­cić wszys­tko i żyć zgod­nie z pewnym wyobraże­niem o tym jak to drzewiej bywało. Zresztą w wielu miejs­cach – zwłaszcza w Ameryce Połud­niowej, nad trady­cyjny­mi meto­da­mi rozpły­wa­ją się ci którzy w swoim życiu mieli dostęp właś­ci­wie do wszys­tkiego.

 

Najbardziej widać to chy­ba w tych momen­tach odcinków, w których nasi bohaterowie idą jeść. Jedzą rzeczy lokalne, podane w sposób prze­myślany, częs­to egzo­ty­czne czy takie o których nie myślelibyśmy w kon­tekś­cie pro­duk­tów spoży­w­czych. Prob­lem w tym, że częs­to są to najlep­sze, nagrod­zone gwiazd­ka­mi Miche­li­na restau­rac­je, których sze­fowie kuch­ni rzeczy­wiś­cie niesamowicie dba­ją o jakoś pro­duk­tów, tylko nikt nie wspom­i­na, ile te pro­duk­ty i ich pozyskanie kosz­tu­je. To jest ten ele­ment który mnie najbardziej uderzył, zwłaszcza w kon­tekś­cie dyskusji nad dostęp­noś­cią pewnych rozwiązań. Nie mówię, że nie da się zjeść dobrze, smacznie i eko­log­icznie bez dostępu do naj­droższej czy najsławniejszej restau­racji w danym kra­ju, ale sam ser­i­al jak­by nieświadomie utwierdza człowieka w przeko­na­niu, że ety­czne i zrównoważone jedze­nie to w sum­ie zabawa dla wybranych i najbo­gat­szych. Coś co w nor­mal­nym pro­gramie podróżniczym zupełnie by nie raz­iło, tu w pełni pokazu­je jak kla­sowe stało się życie eko.

 

DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON (L to R) Darin Olien and Zac Efron in episode 6 of DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON. Cr. NETFLIX © 2020

 

Ser­i­al sam w sobie nie jest zły – oglą­da się go całkiem przy­jem­nie, ale jed­nocześnie – to jak mówi o kwes­t­i­ach związanych ze środowiskiem, jak miesza wiedzę, czyją per­spek­ty­wę przyj­mu­je i o jakich prob­lemach w ogóle nie wspom­i­na, jest całkiem niezłym przykła­dem tego co stało się z prze­cież wciąż naglącą ideą zrównoważonego roz­wo­ju, czy samowystar­czal­noś­ci. Szy­b­ciej niż moż­na się spodziewać stał się to styl życia, który częs­to zami­ast współpra­cow­ać z nauką sta­je się jaką alter­naty­wą (niekiedy oso­by z który­mi roz­maw­ia­ją bohaterowie poda­ją rzeczy jako fak­ty, choć w isto­cie – niekoniecznie mają na to dowody). Pomiędzy tym wszys­tkim zdarza­ją się sce­ny czy odcin­ki lep­sze. Oso­biś­cie uważam, że najlep­szy odcinek to ten, w którym nasi prowadzą­cy jadą do Puer­to Rico i roz­mowa schodzi dużo bardziej na konkre­ty – a przede wszys­tkim na to, że niewielkie tery­to­ri­um USA zostało właś­ci­wie bez pomo­cy. Jed­nocześnie tu pojaw­ia się myśl, że jed­nak jeśli przestrzeń w której żyje­my została zde­wastowana przez katas­trofę nat­u­ral­ną to trze­ba odbu­dowywać już z myślą o następ­nej. To był jeden z tych odcinków, w którym nie dało się uciec wyłącznie w niekoniecznie naukowy bełkot. Zresztą chy­ba sami twór­cy odcin­ka zdawali sobie sprawę z tego, że zostanie nieco inaczej ode­brany. Ot cho­ci­aż­by sek­wenc­ja w której Efron zosta­je popros­zony by pod­pisał ścianę, na której swo­je pod­pisy zostaw­ili dzi­ała­ją­cy pod­czas hura­ganu wolon­tar­iusze i później poli­ty­cy. Aktor dość słusznie się wzbra­nia dostrze­ga­jąc że jego obec­ność w sum­ie nic nie zmienia. Ścianę w końcu pod­pisu­je, ale przy­na­jm­niej mamy moment jakiejś autore­flek­sji nad tym jak bard­zo powierz­chowne jest zaan­gażowanie osób pracu­ją­cych nad takim pro­gramem w real­ną zmi­anę.

 

DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON Zac Efron in episode 4 of DOWN TO EARTH WITH ZAC EFRON. Cr. NETFLIX © 2020

 

Jak pisałam wcześniej – pro­gram oglą­da się sym­pa­ty­cznie – jest to ostate­cznie for­muła znana i niezbyt wyma­ga­ją­ca, odcin­ki nie są za długie a po trzech człowiek ma wraże­nie, że właś­ci­wie to już zwiedz­ił pół świa­ta. Jed­nocześnie jed­nak warto w cza­sie oglą­da­nia zwró­cić uwagę, na to jak ksz­tał­tu­je nar­rację o ekologii, zdrowym życiu i samowystar­czal­noś­ci. To jeden z lep­szych przykładów tego jak prze­sunęła się nar­rac­ja doty­czą­ca kli­matu – od pos­tu­latów poli­ty­cznych, społecznych i rewolucyjnych do stre­fy trochę hip­pisowskiego well­ness gdzie soma­lier poda­je goś­ciom kole­jne szk­lan­ki wody zach­wyca­jąc się jej skła­dem i tym jak trud­no było sprowadz­ić konkretne źród­lane wody do Stanów. I choć samą sek­wencję oglą­da się miło (jako dodatkową uczest­niczkę pro­gra­mu zapros­zono tu Annę Kendrick co zawsze jest plusem) to jed­nak moż­na poczuć pewien lewicowy dyskom­fort. I nawet wpa­try­wanie się w cud­own­ie błęk­itne oczy Efrona nie jest w stanie go ukoić.

 

Ps: Jakoś tak wyszło, że Zac Efron stał się ostat­nio jakimś bohaterem moich pop­kul­tur­al­nych rozważań. Winię za to fakt, że pre­miera doku­men­tu na Net­flix zgrała się z oglą­daniem High School Musi­cal do pod­cas­tu.

 

PS2: Już poza samy­mi rozważa­ni­a­mi o eko­log­icznym dyskur­sie w seri­alu chci­ałam dorzu­cić jeszcze jed­ną małą reflek­sję doty­czącą recepcji prorga­mu. Dokład­niej tego, że w Stanach Zjed­noc­zonych najwięk­sze porusze­nie wywołała… syl­wet­ka Zaca Efrona. W najwięk­szym skró­cie w kilku odcinkach, moż­na zauważyć, że choć aktor jest sprawny i umięśniony to do imponu­jącej musku­latu­ry bez gra­ma tłuszczu którą mógł się pochwal­ić kil­ka lat temu (i do której jak przysię­ga, nigdy nie chce wracać) mu daleko. Amerykańs­ki Twit­ter określił nową syl­wetkę akto­ra jako “Dad’s body” co jest poję­ciem dość nieokreślonym ale ostate­cznie oznacza­ją­cym — mężczyznę który niekoniecznie musi się starać o musku­laturę i z radoś­cią przyj­mu­je swój brzuszek — właś­ci­wy ojcom nie mają­cym cza­su wyciskać siód­mych potów na siłowni. Oczy­wiś­cie jest to sza­leńst­wo bo gdy­by wszyscy nie stara­ją­cy się mężczyźni mieli syl­wetkę Efrona to był­by to świat dużo zdrowszy i bard­zo wpisany w este­ty­czne normy. Nie mniej pojaw­ie­nie się tego określe­nia i w ogóle “kon­trow­er­sji” doskonale pokazu­je jak niesamowicie wyśrubowane zostały stan­dardy męskiej musku­latu­ry w ostat­nich dekadach — do poziomu nie tylko nie możli­wego do utrzy­ma­nia ale też niezdrowego. Wiz­ja, że aktor między rola­mi (czy nawet do ról) miał­by utrzymy­wać taką syl­wetkę wyda­je się niesamowicie opresyj­na. To w sum­ie jest dużo bardziej skom­p­likowany i ciekawy tem­at doty­czą­cy męskiego ciała którego nie będę tu rozwi­jać. W każdym razie — poda­ję to jako przykład że bodysham­ing pojaw­ia się nawet w przy­pad­ku młodych, mężczyzn z syl­wetką god­ną poza­z­droszczenia.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy