Home Ogólnie No to gramy czyli zwierz wraz z bratem robią listę w co wypada znać nawet jak sie nie chce grać

No to gramy czyli zwierz wraz z bratem robią listę w co wypada znać nawet jak sie nie chce grać

autor Zwierz

 

Hej

 

 

Kur­czę od cza­su kiedy zwierz przeczy­tał książkę Komini­ka o prowadze­niu blo­ga jak na złość robi wszys­tko na przekór. Nie nic sobie nie wymyślił po pros­tu tak wyszło. I dziś wbrew wszys­tkim radom postanow­ił zaprezen­tować wam pier­wszy (zwierz ma w głowie jeszcze co najm­niej jeden) w his­torii zwierza wpis, który jest koop­er­acją. Widzi­cie od dłuższego cza­su zwierz czu­je spory dyskom­fort spowodowany całkow­itą nieobec­noś­cią tem­aty­ki gier kom­put­erowych na blogu, który mieni się pop­kul­tur­al­ny. Widzi­cie, zwierz jest na tyle mądry by wiedzieć, że gry kom­put­erowe to być może najwięk­szych wytwór współczes­nej pop­kul­tu­ry jeśli nie kul­tu­ry jako takiej. Z drugiej strony zwierz grał w gry kom­put­erowe kiedy w domu był tylko jeden kom­put­er a o dostęp trze­ba było wal­czyć z rodzi­cielką, ojcem i wszys­tki­mi inny­mi domown­ika­mi (ter­az na całe szczęś­cie licz­ba kom­put­erów prze­rosła liczbę domown­ików i żyje­my we względ­nym poko­ju a zwierz to nawet we względ­nym mieszka­niu). Czyli dawno dawno temu. Inny­mi słowy zwierz się nie zna. Co więcej choć wie, że ma wśród czytel­ników wielu zapalonych graczy ba nawet prawdzi­wych ekspertów, wie też że jest wśród czytel­ników trochę podob­nych zwier­zowi oby­wa­teli. Dlat­ego zwierz przysi­adł ze swoim młod­szym bratem (który gra, czy­ta i ogól­nie kumaty jest) i razem postanow­ili stworzyć listę. Pier­wsze dziesięć punk­tów na liś­cie to po pros­tu takie gry, w które naszym zdaniem każdy powinien pograć albo przy­na­jm­niej znać nawet jeśli się w nie  gra i nie ma zami­aru zagrać. Oczy­wiś­cie spis jest subiek­ty­wny (zwłaszcza w tych miejs­cach, w których zwierz się wtrą­cał). Pod koniec pojaw­ia się dru­ga lista — zupełnie subiek­ty­wnie wybrana przez bra­ta zwierza pię­ciu gier, w której każdy powinien zagrać żeby lep­iej zrozu­mieć dlaczego gra kom­put­erowa to coś co może nam zaofer­ować więcej niż film czy nawet książ­ka. Zwierz i jego brat proszą (zwłaszcza tych pro­fesjon­al­nie zaan­gażowanych czytel­ników), że to przede wszys­tkim wpis może nie ama­tors­ki ale subiek­ty­wny szuka­ją­cy raczej tego co wszyscy jakoś kojarzą a nie co wybit­ni spec­jal­iś­ci uważa­ją za najlep­sze (nie jest to wybór najlep­szych gier!)

 

 

 

 Zwierz nie chce nic mówić, ale w sum­ie podziela wiz­ję, że rzeczy­wis­tość jest prz­ereklam­owana

 

 

1. Final Fan­ta­sy — w 1987 roku fir­ma Square zde­cy­dowała się na wypuszcze­nie ostat­niej gry na kon­sole NIn­ten­do Entertei­ment. Aby zaz­naczyć, że to ostat­nia gra po której więcej nie będzie nazwało ją “Final Fan­ta­sy”. Jak zwyk­le bywa w przy­pad­ku tych którzy ostate­cznie zde­cy­dowali się porzu­cić jak­iś biznes gra odniosła sukces komer­cyjny, A to był dopiero początek — do 2011 roku kupi­ono ok. 100 mln egzem­plarzy gier spod znaku Final Fan­ta­sy, niek­tórzy sza­cu­ją że było ich ok. 50, z czego które są które nie za łat­wo się poła­pać bo częś­ci zmieniono numer­ację.  Final Fan­ta­sy to jed­nak przede wszys­tkim gra znana z tego, że wiele ele­men­tów wprowadz­iła jako pier­wsza min. Final Fan­ta­sy II uciekało od bezpośred­niej kon­tynu­acji losów swoich bohaterów z pier­wszej częś­ci co wów­czas stanow­iło nowość. Trud­no jed­noz­nacznie określić wpływ Final Fan­ta­sy na pop­kul­turę — zdaniem niek­tórych przy­czyniło się do pojaw­ienia się masy dziew­czyn z różowy­mi włosa­mi i wielki­mi miecza­mi, które okazu­ją się pis­to­letem skałkowym. Inni twierdzą, że wpływ Final Fan­ta­sy jest znacznie więk­szy i właś­ci­wie odbiło się na wszys­t­kich grach tego typu. Zwierz zaś wie, że tem­at muzy­czny z szóstej odsłony gry — “Theme of LOve” dopuszc­zono do pod­stawy pro­gramowej muzy­ki dla uczniów szkół śred­niej w Japonii. Fani wielokrot­nie doma­gali się wznowień najbardziej cenionych VI i VII częś­ci gry ale stu­dio przyz­nało, że ich ponowne wydanie oznacza­ło by śmierć dla mar­ki. Dlaczego? ponoć są o tyle lep­sze od obec­nych częś­ci, że wid­ow­n­ia szy­bko by się zori­en­towała z jakim chłamem ma do czynienia.

 

 

 

 Dla takich laików jak zwierz Final Fan­ta­sy zawsze pozostanie grą o ludzi­ach z włosa­mi na sztorc i olbrzymi­mi miecza­mi

 

 

2. Call of Duty — wedle niek­tórych sza­cunków jed­na z naj­cen­niejszych marek growych na zie­mi (przy­chody ze sprzedaży wszys­t­kich gier sza­cu­je się na 3 mil­iardy dolarów), sprzedano pon­ad 100 mil­ionów kopii i wedle niek­tórych sza­cunków co piąte amerykańs­ka rodz­i­na ma w domu Call of Duty. Jest to typowa strze­lan­ka z per­spek­ty­wy first per­son shoot­er (pier­wszy Call of Duty robiono na sil­niku Quake III Are­na) lub third per­son shoot­er. Zdaniem niek­tórych gra odpowiedzial­na za wszys­tko co złe w tego typu współczes­nych pro­dukc­jach. Po sukce­sie Call of Deau­ty każ­da strze­lan­ka chci­ała ją przy­pom­i­nać co spowodowało że ter­az wszys­tkie wyglą­da­ją mniej więcej tak samo. Być może właśnie dlat­ego warto rzu­cić okiem na Call of Duty (choć eksper­c­ki brat zwierza zaczął się głośno zas­tanaw­iać czy przy­pad­kiem nie powin­niśmy napisać tu o Counter Strike ale doszedł do wniosku, że prze­cież Counter Strike nie ma co pią­ta amerykańs­ka rodz­i­na). Zwierz wymusił od bra­ta obow­iązkową aneg­dotę i dowiedzi­ał się, że kiedyś twór­cy gry zapy­tali na 4chan czego im w grze braku­je. Jako że 4chan to dom wszys­t­kich inter­ne­towych trol­li społeczność zawyrokowało, że braku­je im dinoza­u­rów. Call of Duty dinoza­u­rów nie dodało ale zro­bili to twór­cy konkuren­cyjnej gry — Bat­tle­field III gdzie pojaw­ia­ją się dinoza­u­ry.

 

 

 

 Z tego co zwierz rozu­mie, w Call of Duty niekiedy bardziej zabójczym od broni pal­nej okazu­je się nóż w stopie.

 

 

Mario Bros - nie zna życia kto nie służył w mary­nar­ce, nie zna gier kto nie grał w Mario. Jed­na z najpop­u­larniejszych gier w his­torii. Wypro­dukowana w 1985 roku doczekała się dziesiątek kon­tynu­acji, opcji, podrzęd­nych serii. Niemal wszys­tkie zaś przyniosły twór­com olbrzymie zys­ki i okaza­ły się sporym hitem.  Tak naprawdę plat­for­mówka wdarła się do serc widzów między inny­mi dlat­ego, że wcale nie była taka łat­wa do prze­jś­cia. Nie jeden pad i nie jed­na klaw­iatu­ra została zmi­ażdżona przez wściekłych graczy, którzy po raz kole­jny nie doskoczyli. Nie mniej jak zauważa brat zwierza, właśnie to jest jeden z najważniejszych wspól­nych cech gier, które wryły się w zbiorową pamięć — ludzie mogli mieć mnóst­wo prob­lemów z prze­jś­ciem gry, albo nawet nie do koń­ca intere­sować się fabułą (ręka do góry ile osób naprawdę zas­tanaw­iało się dlaczego hydraulik ratu­je księżniczkę z ręki pot­wo­ra zabi­ja­jąc po drodze grzy­by) ale miło wspom­i­na­ją czas jaki spędzili na grze. Cieka­wostek o Mario jest całe mnóst­wo, jed­na z nich to taka, że główny bohater otrzy­mał swo­je charak­terysty­czne wąsy tylko po to by nie trze­ba było ani­mować jego twarzy. Pon­ad to jeśli naprawdę chce­cie kogoś obraz­ić zawsze może­cie powiedzieć, że skrę­ca a lewo w Mario Bros. Jed­na z nielicznych gier na tej liś­cie, w którą zwierz grał jeszcze w tych pięknych cza­sach kiedy w każdym domu był Pegazus.

 

 

 

 Zwierz zas­tanaw­ia się czy ktokol­wiek prze­myślał kiedyś logikę Mario. ma nadzieję, że nie to by zep­suło taką dobra grę.

 

Silent Hill — nie daj­cie się zwieść śred­niej jakoś­ci pro­dukcji fil­mowej. W prze­ci­wieńst­wie do zasady fil­mowej najwyżej oce­ni­ane są dru­ga i trze­cia część mimo, że już pier­wsza odsłona gry wzbudz­iła spore zain­tere­sowanie widzów. Twór­cy gry pod­kreślali że pisząc his­torię odosob­nionego amerykańskiego miastecz­ka, w którym nasz bohater szu­ka zagin­ionej bliskiej oso­by i coś dzieje się naprawdę nie tak, pisali raczej prag­nąc stworzyć grę ide­al­ną niż sprzedać ją jak najwięk­szej iloś­ci osób. nie mniej wyda­je się, że udało się i jed­no i drugie. Silent Hill może nie jest powszech­nie uznane za genial­ną grę ale chy­ba żaden gracz nie jest w stanie prze­jść obo­jęt­nie wobec jego atmos­fery. Twór­cy gry gra­ją przede wszys­tkim wyobraźnią widza tworząc coś na ksz­tałt psy­cho­log­icznego hor­roru. Pod­czas gdy w innych grach moż­na się spodziewać, że coś wyskoczy w ciem­noś­ci tu gra się przede wszys­tkim efek­tem — najs­traszniejsze jest to czego nie widać — wielu graczy pod­kreśla, że atmos­fera zagroże­nia i niepoko­ju pod­pier­ana przez niesamow­itą ścieżkę dźwiękową zamienia grę we wcią­ga­jące ale w sum­ie wyjątkowo nieprzy­jemne a właś­ci­wie niepoko­jące przeży­cie. Nie zmienia to fak­tu, że pier­wsze trzy częś­ci są zde­cy­dowanie prze­myślane i opier­a­ją się na wielu zapoży­c­zonych z innych wyt­worów kul­tu­ry wątkach. Ponoć twór­cy jako jed­ną z najważniejszych inspiracji podawali “Dra­binę Jakubową” świet­ny film o który zwierz ma wraże­nie, że wszyscy o nim słyszeli a mało kto widzi­ał.

 

 

 Gra w Silet Hill to jak oglą­danie hor­roru na własne życze­nie dłużej niż przez dwie godziny. Zwierz wzdry­ga się na samą myśl.

 

Dia­blo — och jedy­na gra na tej liś­cie z którą zwierz czu­je emocjon­al­ny związek. Praw­da jest taka, że ani dru­ga ani trze­cia część mimo dostar­cza­nia sporej przy­jem­noś­ci grac­zom nawet nie ocier­a­ją się o to czym była część pier­wsza. Powszech­nie chwalona ówcześnie muzy­ka, grafi­ka czy fakt, że zawsze moż­na było znaleźć coś nowego na sprzedaż czy wymi­anę bled­ną wobec wspani­ałej gry­wal­noś­ci Dia­blo. Kto nie spędz­ił godzin zabi­ja­jąc kole­jne pot­wory, szuka­jąc zbroi w ksz­tał­cie krowy (jeden z dow­cip­nych dodatków) czy klonu­jąc naj­droższy posi­adany przed­miot (zwierz wie, że to wada gry kiedy da się ominąć pewne zasady ale zwierz do dziś pamię­ta jak się to robiło) ten nie pamię­ta co to znaczy grać w gry pod koniec XX wieku. Z resztą wyda­je się, że Dia­blo stworzyło dość ciekawą grupę fanów — nie są spec­jal­nie widoczni na co dzień, czeka­ją od wieków aż ktoś podrzu­ci im nowy kawałek (niek­tórzy twierdzą że Majowie odlicza­li do Dia­blo III) ale co ciekawe to nie jest gru­pa fanów bie­ga­ją­ca wszędzie w prze­bra­niu swoich ulu­bionych bohaterów (co jest trudne bo bohater w Dia­blo jest wysoce bez wyrazu) — wyda­je się, ze spo­ra część z nich to ci gracze którzy zakochali się w grze anno domi­ni 1996 i dziś szes­naś­cie lat później choć są już dorośli i w gar­ni­tu­rach chodzą do swo­jej dobrze płat­nej pra­cy nadal wzdy­cha­ją za chy­ba najbardziej gry­wal­nym dziełem Bliz­zar­da. Dla zwierza Dia­blo to przede wszys­tkim spokój dziecińst­wa — siady­wał wtedy na kanapie w poko­ju mat­ki i przy akom­pa­ni­a­men­cie zabi­janych pot­worów opowiadał jej o swoim dniu. Pot­wory zabi­jała rzecz jas­na mat­ka zwierza. Do dziś słysząc dźwięk wypada­jącego zło­ta z Dia­blo zwierz przenosi się men­tal­nie w cza­sy rados­nego dziecińst­wa. I chy­ba nie tylko on bon na okrut­nym meta­criticu Dia­blo może się pochwal­ić 94% pozy­ty­wnych ocen co jak wiedzą wszyscy nie zdarza się częs­to.

 

 

 

 W innych przy­pad­kach zwierz uznał­by to za tani mem, ale w tym nie jest pewien czy to nie czys­ta prawda:P

 

 

Heroes of Might and Mag­ic — zwierz (ani tym bardziej brat zwierza) nie upiera się, że jest to najlep­sza gra jaką kiedykol­wiek napisano. To typowa tur­owa strate­gia z której moż­na się dowiedzieć że 500 chłopów jest w stanie zabić jed­nego smo­ka (a Dratewka chci­ał sam…), nie mniej zwierz nie spotkał jeszcze niko­go kto nie stwierdz­ił­by, że  gra ze zna­jomy­mi w Herosów nie jest jed­ną z lep­szych okołogrowych rozry­wek. Trud­no do koń­ca stwierdz­ić, skąd bierze się pop­u­larność gry w której rozbu­dowu­je się swo­je mias­to i szu­ka kawałków drew­na które bywa­ją cen­niejsze od zło­ta. Z całą pewnoś­cią w pamię­ci zwierza gra wiąza­ła się z obow­iązkową marną grafiką (robiono ją jeszcze pod DOS) i niesły­chanie prostą kon­strukcją roz­gry­w­ki. Zwierz musi przyz­nać, że chwila w której grafi­ka zaczęła się polep­szać ( część IV była już mało kan­ci­as­ta) radość z gry nieco zmalała. Nie mniej wciąż jest to jed­na z gier (Herosi III zwłaszcza) do których bez prob­le­mu moż­na znaleźć chęt­nych do roz­gry­w­ki. Co więcej jeśli ma się trochę niezdrowego żar­cia, odrobinę alko­holu i trzy krzesła oraz cier­pli­wość by uznać, że nie zawsze się wygry­wa (zwierz ma 500 chłopów brat zwierza zawsze ma dwa smo­ki) to jest to jed­na z lep­szych form spędza­nia wol­nego cza­su a kto wie może nie jed­na  z fajniejszych ner­dowo impre­zowych gier ever. Fakt, że wydano ją na Game Boya spraw­ia, że zwierz poważnie się zas­tanaw­ia czy nie stać się posi­adaczem takiego cuda.

 

 

 Jakie cud­owne wspom­nienia wywołu­je w zwierzu tak pięknie zbu­dowane mias­to oraz fakt że bohater posi­a­da smo­ki.

 

Bal­dur’s Gate — “Przed wyrusze­niem w drogę należy zebrać drużynę” — to zdanie wypowiedziane głosem Pio­tra Fron­czewskiego przez co najm­niej rok było ostat­nim jakie zwierz słyszał przed snem i jed­nym z pier­wszych jakie słyszał po powro­cie do domu. Bal­dur’s Gate może i jest jed­ną z najlep­szych (ówcześnie ) gier RPG (osad­zona w świecie For­got­ten Relams a opar­ta zasada­mi o drugą wer­sję Advanced Dun­geons &Dragons) ale niemal wszys­tkim Polakom będzie się kojarzyła z genial­nym pol­skim dub­bingiem (zwanym przez niek­tórych — najbardziej wkurza­ją­cym pol­skim dub­bingiem). Co praw­da dziś trud­no się pogodz­ić z jakoś­cią grafi­ki ale w chwili kiedy gra pojaw­iła się na rynku było to coś równie nowego i zach­wyca­jącego co Dia­blo (gry dzielą co praw­da dwa lata ale powiedzmy sobie szcz­erze to było jeszcze w cza­sach kiedy dało się nadążyć za rynkiem). Prze­myślana fabuła spraw­iła, że  Bal­dur’s Gate stanowi przykład wczes­nego RPG w szczy­cie jego rozk­witu. Co praw­da czekanie na trze­cią zapowiedzianą mgliś­cie część przy­pom­i­na czekanie na Godota ale moż­na się spodziewać że kiedyś się w końcu pojawi. Na razie wierni fani serii mogą się pocieszać naw­iąza­ni­a­mi do gry w fab­ule Mass Effec­ta

 

 

 

 Zwierz uważa, że to zdanie jest jed­nym z ele­men­tów jed­noczą­cych pol­s­kich graczy i ich rodziny.

 

8.Fall­out — nawet jeśli nigdy nie gral­iś­cie w Fall­ou­ta to na pewno o nim słyszeliś­cie. Roz­gry­wa­ją­ca się w post apokalip­ty­cznej rzeczy­wis­toś­ci (czy­taj w post apokalip­ty­cznych stanach) gra jest jed­nym z lep­iej rozpoz­nawal­nych pop kul­tur­al­nie wyt­worów prze­mysłu growego. Styl­isty­cznie łączy ele­men­ty z przyszłoś­ci z muzyką i desingiem z lat 40–50. Bohater przemierza bez­droża by znaleźć dla swo­jego schronienia fil­tr do wody (w późniejszej częś­ci spo­tykamy mieszkańców jed­nego z schronów którzy skarżą się że mają set­ki poznos­zonych im fil­trów do wody które nie są im zupełnie potrzeb­ne). Tym co wyróż­ni­ało Fall­out to nie tylko spore poczu­cie humoru i ilość pop­kul­tur­al­nych naw­iązań, ale przede wszys­tkim z olbrzymiej iloś­ci potenc­jal­nych rozwiązań i przy­pad­kowych spotkań z  posta­ci­a­mi, które niekoniecznie  prowadzą do szyb­szego rozwiąza­nia gry. Co więcej decyz­je pode­j­mowane przez gracza mogą być sprzeczne z tym co sugeru­je cel gry a i tak nagrod­zone, podob­nie jak nigdy nie wiado­mo co zabloku­je nam dojś­cie do zakończenia. Taka możli­wość spraw­ia, że Foll­out naprawdę da się prze­jść więcej niż jeden raz a co więcej dialo­gi są naprawdę dow­cip­ne. Zwierz jest przeko­nany o wielkoś­ci tej gry ponieważ nigdy nie zagrał w nią nawet przez chwilę ale jej his­torię usłyszał co najm­niej kilka­naś­cie razy od bard­zo wielu graczy.

 

 

 

 Zdaniem niek­tórych na tym obrazku jest wszys­tko co powin­no się wiedzieć o Fal­loucie.

 

9. Planescape?: Tor­ment — to się nazy­wa dopiero kul­towy klasyk — po wyda­niu go po raz pier­wszy w 1999 roku gra nie zaro­biła wiele i nie pod­biła serc graczy. Główny bohater Bez­imi­en­ny nieśmiertel­ny poszuku­ją­cy swoich utra­conych wspom­nień z poprzed­nich żyć okazał się jed­nak bohaterem którego pokochała kry­ty­ka co spraw­iło, że gra nie popadła w zapom­nie­nie. Najczęś­ciej wymieni­aną cecha gry jest olbrzymia ilość dialogów (ale tak dziesięć razy więcej niż w innych grach tego okre­su) i to co w grach najlep­sze — niezwykłe zdy­w­er­sy­fikowanie fabuły w zależnoś­ci od pode­j­mowanych przez gracza decyzji. Dodatkowo kry­ty­cy pod­kreślali fakt, że gra bardziej nawet niż na walce czy  zdoby­wa­niu kole­jnych poziomów sku­pia się na wewnętrznej wędrów­ce bohat­era i poszuki­wa­niu odpowiedzi na pytanie co może zmienić naturę człowieka. Dodatkowym plusem jest wer­s­ja pol­s­ka która ponoć jest jeszcze lep­sza od ory­gi­nału — odpowiedzial­ny jest za nią CD Project który w ogóle kiedyś wydawał się zwier­zowi miejscem z którego wychodz­iły tylko dobre gry. Ponoć jedyną wadą gry zdaniem kry­tyków w chwili kiedy wychodz­iła było to, że dłu­go się ładu­je. Zwierz jest ciekawy jak chodz­iła­by dziś na współczes­nych kom­put­er­ach.

 

 

  Zwierz nigdy nie grał w tą grę ale doskonale pamię­ta jak w 1999 ta okład­ka była dosłown­ie wszędzie.

 

10. Tetris — powiedzmy sobie kto nie grał w Tetris musi­ał zostać zamknię­ty na ostat­nie dwadzieś­cia lat. Gra została wymyślona przez rosyjskiego infor­maty­ka i matem­aty­ka Pażyt­nowa. Do dziś sprzedano pon­ad 100 mil­ionów kopii ale twór­ca praw­ie nic na tym nie zaro­bił (minus pra­cy w Związku Radzieckim). leg­en­da miejs­ka głosi że Tetris pow­stał z nudów ale jeśli tak była­by to naj­ge­nial­niejsza gra na świecie, która pow­stała dla zabi­cia cza­su. Do dziś moż­na jej staw­iać poważne naukowe pyta­nia jak np. to czy da się grać w Tetris w nieskońc­zoność (nie da się i to nie da się matem­aty­cznie a nie tech­nicznie). Ale w Tetris grać warto bo jak pokaza­ły bada­nia nawet pół godziny Tetrisa może pod­nieść wasz zdol­noś­ci umysłowe drodzy czytel­ni­cy. Co ciekawe naukow­cy potwierdzili też, że za dużo cza­su przy grze powodu­je granie w nią “w głowie” syn­drom na który cier­pi każdy kto spędz­ił za dużo cza­su gra­jąc w Tetris i potem widzi spada­jące kloc­ki przed snem. Co ciekawe pop­u­lar­na melodyj­ka z gry znana na całym świecie i wyciszana przez wszys­t­kich stu­den­tów w cza­sie zajęć to mar­na elek­tron­icz­na wer­s­ja piosen­ki Korobeini­ki — trady­cyjnej piosen­ki ludowej.

 

 

 

 Jak twierdzą niek­tórzy Tetris to gra która uczy że błędy się mszczą a sukcesy szy­bko znika­ją.

 

 

 

 

A ter­az mała i krót­ka lista gier, które zdaniem bra­ta zwierza dobrze pokażą wam, że gry to jed­nak coś więcej niż tylko pros­ta rozry­wka — jeśli nie fab­u­larnie to for­mal­nie (przy czym warto zaz­naczyć, że nie są to w żad­nym przy­pad­ku gry nis­zowe, czy artysty­czne bo takie też się pisze)

 

 

 Poniżej mała lista, która pokazu­je, że wcale się tak nie mylimy inwes­t­u­jąc w gry.

 

1.Bioshock — Bioshock dziejące się w zalanej przez wodę antyu­topii pokazu­je grac­zowi, że gra może go zaskoczyć w zupełnie inny sposób niż film. Fakt, że sami jesteśmy bohat­era­mi i nie może­my spo­jrzeć na nasze akc­je z boku spraw­ia, że gracza moż­na zaskoczyć… nim samym. Zwierz nie będzie zdradzał szczegółów ale Bioshock pokazu­je co to jest psy­cho­log­iczny twist.

 

2. Por­tal — pokazu­je że fabuła gry nie musi się kon­cen­trować na zabi­ja­niu kogoś by wygrać. Co więcej pozwala zrozu­mieć jak bard­zo sze­roką for­mą jest gra kom­put­erową — może się w niej zmieś­cić właś­ci­wie wszys­tko. A poza tym gra jest niesamowicie zabaw­na.

 

3. Mass Effect — mimo rozczarowu­jącego zakończenia ostat­niej częś­ci ( o której zwierz słyszał tyle razy) pokazu­je jak bard­zo epick­ie mogą być gry kom­put­erowe, do tego jest to niesły­chanie wcią­ga­ją­ca roz­gry­wka, w którą może zagrać właś­ci­wie każdy.

 

4. GTA - nie wcale nie chodzi o sym­pa­tię do roz­jeżdża­nia prze­chod­niów. Trud­no o grę która lep­iej pokazu­je, że ta for­ma pozwala na stworze­nie świa­ta czy mias­ta, które żyje nawet wtedy kiedy gracza tam nie ma. Inny­mi słowy tworzy się złudze­nie świa­ta, który funkcjonu­je nawet wtedy kiedy do niego nie zaglą­damy — tym samym przed­staw­ie­nie trwa ale nawet nie potrze­bu­je aktorów.

 

5.Dark Souls — gra pokazu­ją­ca ze obow­iązkowa w przy­pad­ku fil­mu czy książ­ki fabuła nie jest aż tak koniecz­na. Moż­na wpuś­cić bohat­era w świat i poz­wolić mu po pros­tu gon odkry­wać bez zaz­naczenia ważnej i prostej mis­ji. Do tego jest to gra bard­zo trud­na co o dzi­wo spraw­ia, że gra się w nią lep­iej a nie gorzej, ponoć przy­pom­i­na nieco pier­wsze Dia­blo co zdaniem zwierza jest kom­ple­mentem nie do przece­nienia.

 

 

       I tak obie listy dob­ie­ga­ją koń­ca. Żad­na z nich nie została stwor­zona przez pro­fesjon­al­istę ale może i dobrze bo kto by chci­ał czy­tać po raz set­ny listy złożone z tych samych tytułów. Praw­da jest jed­nak taka, że zwierz słucha­jąc swo­jego bra­ta (pop­kul­tur­al­ność musi być zaraźli­wa brat zwierza zde­cy­dowanie za dużo wie z głowy o grach) uświadomił sobie jak wiele traci nie gra­jąc w gry (zwierz nie ma żad­nego zaplecza ide­o­log­icznego, po pros­tu go nie bawi ten rodzaj rozry­w­ki), bo to co usłyszał było fajniejsze niż więk­szość opisów filmów, które był w stanie sam wypro­dukować. Co więcej gry dojrza­ły zde­cy­dowanie wcześniej niż kino więc kto wie jakie będą kiedy stuknie im set­ka tak jak X muzie. W każdym razie zwierz ma nadzieję, że ci którzy gra­ją nie walą głową w stół, a którzy nie gra­ją są na tyle zaciekaw­ieni by spróbować zagrać.

 

Nato­mi­ast do was drodzy wid­zowie zwierz ma pytanie czy może wy macie takie gry o których myśl­cie, że nie da się  ich ominąć albo takie w które koniecznie trze­ba zagrać. Przy czym mogą to być nawet Angry Birds.

 

Ps: Jutro będzie taki fajny konkurs, że zwierz aż się sam doczekać nie może.  ??

 

0 komentarz
0

Powiązane wpisy