Home Ogólnie Mango, miłość, mango

Mango, miłość, mango

autor Zwierz
Mango, miłość, mango

Dziś są Walen­tyn­ki. To znaczy, że będzie wpis o miłoś­ci. A raczej o man­go.

Nie lubię man­go. Może­cie mówić co chce­cie, wy przekupi­eni przez rynek słod­kich owoców sprzedaw­czy­cy, ale Man­go to nic innego jak marchewka z dobrym PR. Jak­by się go nie pokroiło Man­go wciąż smaku­je jak słod­ka marchewka. Nie zmienię zda­nia. Nie lubię man­go.

 

Mateusz lubi man­go. Lubi to mało powiedziane. Jed­ną z najwięk­szych życiowych przy­jem­noś­ci Mateusza jest ciamkanie Man­go w cza­sie oglą­da­nia trans­misji z zawodów Star­Crafta. Ta moi drodzy – ciamkanie. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego mój mąż, człowiek zazwyczaj dobrze wychowany pożera Man­go wyda­jąc tyle odgłosów, ale być może taka natu­ra tego owocu.

 

Musi­cie wiedzieć że jeśli czegoś naprawdę nien­aw­idzę to ciamka­nia. Mało rzeczy – łącznie z glob­al­nym ocieple­niem i korupcją poli­ty­czną wzbudza we mnie takie negaty­wne emoc­je jak ciamkanie.

 

Wiemy już więc dwie rzeczy. Nie lubię man­go i ciamka­nia.

 

Jed­nak kiedy przy­chodzi mi robić zakupy automaty­cznie idę do dzi­ału z owock­a­mi sprawdz­ić czy mają man­go. Nie jest to wielkie poświęce­nie, ani też akt wybit­ny. Nie zapisu­ję sobie wszys­t­kich dni w których dorzu­ciłam man­go do koszy­ka. Nie świę­tu­je­my dnia man­go. Cza­sem zdarza się że tego samego dnia owoc kupię i ja i Mateusz i wtedy ciamkanie się inten­sy­fiku­je.

 

Tak więc gdy­bym miała wam coś powiedzieć o uczu­ci­ach to rzekłabym – zna­jdź­cie sobie w życiu kogoś, kogokol­wiek – to w sum­ie nie musi być wiel­ka roman­ty­cz­na miłość – komu będziecie gotowi kupić man­go. A właś­ci­wie – kogoś o kim pomyśli­cie nawet jeśli nie będzie tej oso­by obok was. Kogoś czy­ja radość będzie wam leżała na ser­cu. Kogoś kto sprawi, że świat się wam nieco posz­erzy – nie tylko to co sami lubi­cie ale też o coś więcej. Ponown­ie – nie mówię o wielkim poświęce­niu. Raczej o tym, że najlep­sze co moż­na z wszel­kich związków z drugim człowiekiem wynieść to właśnie to posz­erze­nie świa­ta o coś więcej niż tylko ja. I choć płaci się za to ner­wa­mi, to cza­sem są nagrody. Jak zad­owolony mąż niosą­cy man­go na talerzyku opowiada­ją­cy radośnie że zaraz je sobie zje.

 

I żeby było jasne – nie mówię o wiel­kich ustępst­wach. Nie każę niko­mu zapom­nieć o sobie. Wciąż krzy­czę na mojego ciamka­jącego męża, by zżer­ał man­go ciszej. Nadal uważam że pró­ba poczęs­towa­nia mnie tym owocem jest zamachem na moje życie. Cza­sem branie pod uwagę drugiej oso­by utożsamia się z trace­niem włas­nego ja. Ale myślę, że wszędzie jest równowa­ga.  Ale jed­nocześnie – świat w którym ma się kogoś komu moż­na kupić man­go. Nawet jeśli to nie jest nasza dru­ga połówka na wie­ki, jest światem w jak­iś sposób lep­szym. O tą radość drugiej oso­by.

 

Ostate­cznie mam nadzieję, że nie tylko kupu­je­cie komuś man­go ale cza­sem też ktoś wam kupi man­go, albo marchewkę, albo ananasa, albo czeko­ladę. Ogól­nie lep­iej się żyje w świecie gdzie wiemy, że cza­sem pojaw­iamy się w czyichś myślach nawet kiedy nas obok nie ma. I ponown­ie – więk­szość nas ma taką osobę w życiu nawet jeśli nie przeży­wamy wielkiego roman­su. Bo prze­cież nie na nim uczu­cia się kończą.

 

Tak więc miłego dnia zakochanych albo też miłego kupowa­nia man­go. Tylko nie mnie. Jak już ustalil­iśmy ja man­go nie cier­pię. Prze­brzy­dła egzo­ty­cz­na marchewka.

 

Ps: Pamięta­cie że dziś o 18:00 w Arkadii mam spotkanie autorskie? Mam nadzieję, że zna­jdziecie chwilę cza­su pomiędzy deklarac­ja­mi miłoś­ci by wpaść i pogadać ze Zwierzem o Oscarach.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy