Home Książki Zwierz ocenia po okładce czyli Hollywood na książkach

Zwierz ocenia po okładce czyli Hollywood na książkach

autor Zwierz

Hej

Zwierz wie, że od dłuższego czas nie porusza kwestii ważnych i trud­nych (o ile kiedykol­wiek je pode­j­mował) ale pamię­ta, że jest lato a latem człowiek ma ochotę na trochę radoś­ci życia i nieco mniej intelek­tu­al­nego wysiłku. Dla zwierza to ide­al­ny moment by nakarmić was rozważa­ni­a­mi zwierza na te wszys­tkie drob­ne tem­aty, które pewnie nie prze­biły­by się do notek w roku aka­demickim (zwierz podob­nie jak cała jego rodz­i­na żyje rok­iem od październi­ka do lip­ca). Poza tym zwierz chci­ał­by trochę wró­cić do korzeni blo­ga gdzie sporą część zaj­mowały takie sobie obserwac­je pop­kul­tur­alne niekoniecznie poparte researchem (ile razy zwierz to pow­tarzał). Dziś będzie bowiem o prob­lemie z książka­mi a właś­ci­wie z okład­ka­mi książek. Ale nie wszys­t­kich. Tylko tych, którym przy­darzyło się to nieszczęś­cie i trafiły na ekrany.

  Niekiedy kierowanie się plakata­mi fil­mowy­mi może doprowadz­ić do zabawnej sytu­acji — zwierz kiedyś pisał o tym, że Nico­las Sparks napisał tylko jed­ną książkę — tu widać to aż nad to wyraźnie. Efekt jest przekomiczny i w sum­ie trud­no odróżnić jeden tytuł od drugiego (także po lek­turze)

Nie tak dawno temu jed­na z czytel­niczek żal­iła się, że wydaw­cy mają skłon­ność do zmieni­a­nia rodza­ju okładek czy for­matu książkowych serii w trak­cie ich wydawa­nia. Dzi­ało się  tak w przy­pad­ku wszys­t­kich serii, w tym tych, które zostały zekrani­zowane co oznacza­ło, że wznowienia wydawano już z fil­mową okład­ką. Zwierz nie potrze­bował nawet wielu ilus­tracji by zdać sobie sprawę, że doskonale rozu­mie tą bolączkę, nawet jeśli z powodów mieszkan­iowych ilość kupowanych real­nie książek bard­zo się zmniejszyła (za to zakupy wirtu­alne nadal są dość spore) to prze­cież okład­kowe dylematy są zwier­zowi doskonale znane. Zwłaszcza że nie ukry­wa­jmy — okład­ki Pol­s­kich książek nie powala­ją. Albo są nudne, albo uda­ją okład­ki jakiejś innej książ­ki która odniosła sukces albo są w końcu kosz­marnym zestawem kup­nych zdjęć i marnych grafik nie mają­cych zupełnie nic wspól­nego z treś­cią książ­ki. Nic dzi­wnego, że dzi­ała­ją­ca na face­booku strona Naj­gorsze Okład­ki nie ma najm­niejszego prob­le­mu ze zna­j­dowaniem mate­ri­ału. Do tego, jak słusznie zauważyła czytel­nicz­ka zwierza wydaw­cy mają paskud­ny zwyczaj zupełnie nie prze­j­mować się fak­tem, ze sześć tomów wydali w jed­nej sza­cie graficznej i zmieni­ać ją gdzieś koło tomu siód­mego wedle włas­nego widzi mi się.  O ile dobrze zwierz pamię­ta swego cza­su Fab­ry­ka Słów lubiła się tak znę­cać na ludź­mi o rozwinię­tym zmyśle este­ty­cznym. Ewen­tu­al­nie jeśli jakaś okład­ka odniosła sukces (przykład Zmierzchu czy Pięćdziesię­ciu Twarzy Grey’a) to wszys­tkie okład­ki zaczy­na się robić na jed­no kopy­to (znakomi­ty wpis będą­cy polemiką z innym wpisem zna­jdziecie tutaj – wychodzi się tu zde­cy­dowanie poza najprost­szą inter­pre­tację złych okładek książek kierowanych do kobi­et)

  Okład­ka nowego wyda­nia Hob­bita nie kuje w oczy ale to prze­cież jest plakat fil­mowy. Zwier­zowi się ta okład­ka podo­ba ale nadal czu­je jak­iś nieprzy­jem­ny dyskom­fort, jak­by ktoś ukradł jakąś przestrzeń jego wyobraźni (zwłaszcza, ze ten Hob­bit, którego zwierz czy­tał w dziecińst­wie miał TAKĄ okład­kę)

Jed­nak dziś zwierz nie będzie się zaj­mował próbą odpowiedzi na pytanie dlaczego tak brzy­d­ko wyda­je się u nas książ­ki (rzecz jas­na nie wszys­tkie) ale zajmie się prob­le­mem książek z fil­mowy­mi okład­ka­mi. To przed­miot jed­nej z ciekawszych dyskusji roz­gry­wa­ją­cych się na grani­cy kul­tu­ry i mar­ketingu. Zaczni­jmy od his­torii z życia zwierza. Będąc w Rzymie zwierz pod­czas spaceru na Zaty­brzu zawędrował wraz z przy­jaciółką do anglo­języ­cznej księ­gar­ni. Jak wiado­mo znaleźć anglo­języ­czną księ­gar­nię w kra­ju w którym księ­gar­nie ofer­u­ją książ­ki w języku którego się nie zna to zawsze przy­jem­na niespodzian­ka. Bus­zowanie między półka­mi szło doskonale I ostate­cznie zwierz wydał mnóst­wo kasy na książ­ki o fil­mach a przy­jaciół­ka zwierza kupiła Filary Zie­mi Fol­leta z bard­zo ład­ną okład­ką, zad­owolona że udało jej się uciec od okład­ki fil­mowej. Sprzedaw­czyni poin­for­mowała nas, że w jej sklepie nie ma ani jed­nej książ­ki z okład­ką “fil­mową”. Ponoć to doskon­ały sposób na to by zyskać sym­pa­tię czytel­ników.

 

Zwierz zawsze ma prob­lem z tą nakle­jką która od razu pod­powia­da, że się­gasz po książkę z powodu telewiz­ji — zwłaszcza, że np. w przy­pad­ku Filarów Zie­mi ser­i­al jed­nak nie jest dokładne tym co jest w książce.  Poza tym zwierz chci­ał­by tu zaz­naczyć, że nie chodzi tylko o wielką lit­er­aturę ale o lit­er­aturę jako taką nawet tą rozry­wkową.

Zwierz jak zwyk­le w taki przy­pad­kach zaczy­na się zas­tanaw­iać nad kwest­ią naszej anty­patii dory­w­czej okładek fil­mowych. Bo anty­pa­tia jest dość powszech­na, choć może nie aż tak jak się zwier­zowi wyda­je, bo jed­nak wciąż opła­ca się wznaw­iać książ­ki z fil­mowy­mi okład­ka­mi. Skąd się bierze? Po pier­wsze chy­ba wszyscy mamy poczu­cie, że reklam­owanie książ­ki filmem na jej pod­staw­ie jest odbieraniem zasłu­gi autorowi. Nie tak dawno temu zwierz z lekkim prz­er­aże­niem przyglą­dał się Annie Kareninie sprzedawanej okład­ką z fil­mowym kadrem zas­tanaw­ia­jąc się czy Tołs­toj kiedykol­wiek mógł sobie wyobrażać, że jego nazwisko będzie zaj­mowało na okład­ce mniej więcej tyle samo miejs­ca co odtwór­ców ról głównych. Wyda­je się, że wydanie książ­ki (nawet nie tak ważnej jak dzieła Tołs­to­ja) z okład­ką fil­mową przenosi zain­tere­sowanie z książ­ki na film nie­jako sugeru­jąc, że to książ­ka jest dziełem towarzyszą­cym. Do tego dochodzi jeszcze kwes­t­ia relacji między fil­mową inter­pre­tacją powieś­ci a naszą wyobraźnią. Weźmy na przykład wydanego nie tak dawno z fil­mową okład­ką Wielkiego Gast­bego. Choć sama książ­ka prezen­towała się dość ład­nie (wyko­rzys­tano na okład­ce to bard­zo ładne styl­i­zowane) to jed­nak przed­staw­iała twarze obsady fil­mu. Zwierz zas­tanaw­ia się ilu czytel­ników jest w takim przy­pad­ku w stanie wyobraz­ić sobie Gats­bego wyglą­da­jącego zupełnie inaczej  niż Leonar­do DiCaprio czy uwol­nić się o Carey Mul­li­gan w roli Daisy. Inny­mi słowy — w przy­pad­ku książek gdzie na okład­kach mamy twarze aktorów jesteśmy mniej więcej w takiej sytu­acji jak w przy­pad­ku książek z ilus­trac­ja­mi (a może nawet bardziej) gdzie nasze potenc­jalne wyobraże­nia bazu­jące na tekś­cie zosta­ją zastą­pi­one cud­zą wiz­ją. Jed­nak przede wszys­tkim wyda­je się, że źle czu­je­my się z samą sug­es­tia, że naszą inspiracją  do  zakupu książ­ki był film w jak­iś sposób obraża nasze czytel­nicze ambic­je.  Wyda­je się bowiem, że nikt tak naprawdę nie chce się ofic­jal­nie przyz­nać, że kole­jność uczuć może spraw­ić, że film poz­namy i pokochamy zan­im sięg­niemy po książkę.

  Po lewej okład­ka pier­wszego wyda­nia, po prawej okład­ka fil­mowa. Zdaniem zwierza nie trud­no dostrzec, że miejsce przestrzeni kore­spon­du­jącej z treś­cią książ­ki, zajęła po pros­tu rekla­ma.

Zwierz ma jed­nak paradok­sal­nie mieszane uczu­cia co do fil­mowych okładek. Po pier­wsze cza­sem zdarza­ją się okład­ki ładne i wcale się nie narzu­ca­jące — doskon­ałym przykła­dem jest tu Gra o Tron, którą HBO wyda­je z okład­ka­mi inspirowany­mi mate­ri­ała­mi pro­mo­cyjny­mi kole­jnych sezonów seri­alu. To ładne okład­ki, nieprzeład­owane a niekiedy nawet zwierz łapie się na reflek­sji, że są ład­niejsze niż ory­gi­nalne ilus­trac­je na okład­kach kole­jnych tomów (oczy­wiś­cie zwierz mówi o tym wyda­niu w którym już dos­tosowano wszys­tkie okład­ki do odpowied­nich tomów a nie o wyda­niu pier­wszym z nic nie mówią­ca niko­mu grafiką). Podob­nie z nowym wydaniem Igrzysk Śmier­ci, których okład­ka (przy­na­jm­niej w przy­pad­ku pier­wszego tomu) mimo, że fil­mowa nie odb­ie­ga od grafi­ki, którą moż­na było zobaczyć na okład­kach ory­gi­nal­nych wydań. Gdzieś w domu zwierza jest jed­no­to­mowe wydanie Wład­cy Pierś­cieni z okład­ką przed­staw­ia­jącą kadr z fil­mu – zwierz bard­zo to wydanie lubi zaś sama okład­ka  nigdy nie wydała mu się obniżać wartoś­ci ulu­bionej książ­ki.  Wraca­jąc do Gry o Tron. Czy w kupi­e­niu kole­jnych tomów z taki­mi okład­ka­mi było­by coś złego? Zwłaszcza, że w tym przy­pad­ku doskonale wiemy, że autor całym sercem wspiera ser­i­al. Czy więc powin­niśmy być bardziej sno­bisty­czni od niego?

Może­cie się na zwierza wściekać ale w przy­pad­ku Gry o Tron zwier­zowi te okład­ki podoba­ją się bardziej niż te   które są zdaniem zwierza jakoś za bard­zo rysunkowe (mimo, że kore­spon­du­ją z treś­cią książ­ki)

Dru­ga sprawa to kwes­t­ia pyta­nia czy to takie strasznie ważne jaka jest nasza inspirac­ja do przeczy­ta­nia książ­ki? Nie tak dawno temu rene­sans przeży­wali Nędzni­cy Vic­to­ra Hugo po które sięgnęli zachęceni filmem i musi­calem fani z całego świa­ta. Powieść która należała do żelaznej klasy­ki przeży­wała pop­u­larność bliską tej, którą cieszą się książkowe nowoś­ci. I choć oczy­wiś­cie nie wszyscy, którzy sięgnęli po książkę dotr­wali do koń­ca to jed­nak być może w ich przy­pad­ku fil­mowe wydanie Nędzników będzie dokład­nie tym, które powin­no spocząć na półce – w końcu to była ich inspirac­ja. Zwierz jest wielkim zwolen­nikiem tezy, że nie ważne skąd bierze się inspirac­ja do zapoz­na­nia się z dziełem kul­tu­ry, ważne jaki jest efekt koń­cowy – jeśli skończymy zna­jąc jakieś dzieło lit­er­atu­ry, po które w innym przy­pad­ku byśmy nie sięgnęli to nikt na tym nie stracił. Sam zwierz bronił prze­cież fanek które oglą­dały The Hol­low Crown tylko dla Toma Hid­dle­stona stwierdza­jąc, ze nie ma znaczenia czy oglą­da się ekraniza­cję Szek­spi­ra dlat­ego, że aktor jest ład­ny czy dla arcy­dzieła lit­er­atu­ry. W ostate­cznym rozra­chunku zna się bowiem o jed­no dzieło więcej.

  To chy­ba najs­mut­niejsza okład­ka jaką zwierz widzi­ał bo prze­cież ten napis od kiedy film jest w kinach oznacza, że okład­ka jest tylko kole­jnym fil­mowym plakatem i wabikiem kinowej pub­licznoś­ci i nikt nie myśli jak nie aktu­al­na będzie to infor­ma­c­ja za rok dwa czy za kil­ka lat. Naprawdę Tołs­toj (i to jeszcze wydawany przez znak) na to nie zasłużył.

Nie mniej nie zmienia to fak­tu, że zwierz wzdry­ga się na widok fil­mowych okładek. Jed­nak ostat­nio doszedł do wniosku, że niekoniecznie stoi za tym tak nie lubiany przez zwierza sno­bizm, czy niechęć do przyz­na­nia się, że moż­na najpierw poz­nać film a dopiero potem książkę. Zwierz zrozu­mi­ał, że nie lubi okładek z dwóch powodów. Po pier­wsze dlat­ego, że strasznie szy­bko sta­ją się nie aktu­alne. Okład­ka fil­mowa jest aktu­al­na tylko wtedy kiedy wszyscy kojarzą dany film czy ekraniza­cję – dziś postaw­ić sobie na półce Annę Karen­inę z fil­mową okład­ką moż­na bez obawy, że nikt nie będzie miał poję­cia o czy  mowa. Ale filmy mają żywot od książek krót­szy. Kiedy naszą książkę ktoś odziedz­iczy na okład­ce będzie jedynie rekla­ma jakiejś ekraniza­cji którą zdążyło już wyprzedz­ić kil­ka innych. Dru­ga sprawa to fakt, że zwierz nie cier­pi miesza­nia porząd­ków. Nie chodzi o spotkanie świa­ta książek ze światem kina (choć prawdę powiedzi­awszy porówny­wanie książek i pow­stałych na ich pod­stawi filmów nie jest dobre ani dla powieś­ci ani dla fil­mu) ale o spotkanie reklamy z okład­ką książ­ki. Nie ule­ga bowiem chy­ba dla niko­go wąt­pli­woś­ci, ze okład­ki fil­mowe to reklamy. Dzi­ała­jące w obie strony – mają wiel­bi­cieli książ­ki zachę­cić do obe­jrzenia fil­mu, wprowadz­ić fil­mowy plakat na księ­gar­ni­ane pół­ki i zachę­cić tych, którzy widzieli film by zajrzeli też do powieś­ci. Dlat­ego na takich okład­kach imię auto­ra jest dru­gorzędne wobec imion aktorów czy nazwiska reży­sera, nagród czy logo pro­du­cen­ta fil­mu czy seri­alu. I chy­ba to zwierza najbardziej boli. Okład­ka książ­ki przes­ta­je bowiem do niej należeć, wprowadzać do treś­ci czy z nią kore­spon­dować. Tym­cza­sem okład­ka fil­mowa nie jest  częś­cią więk­szej całoś­ci ale sta­je się po pros­tu kole­jną powierzch­nią reklam­ową dla czegoś zupełnie innego (niekiedy wręcz sprzecznego z duchem książ­ki). To z kolei zwierza boli jak chy­ba każdego wiel­bi­ciela kul­tu­ry, który nie lubi kiedy się mu przy­pom­i­na, że  w tym wszys­tkim chodzi prze­cież też o zara­bi­an­ie pieniędzy.

        

Cza­sem zdarza się, że okład­ka poza tym, że kłamie (Atlas Chmur nadal wiele osób ma a fil­mu w kinach już nie ma) zastępu­je wiz­ję którą moż­na samemu wypełnić jakąś jed­noz­naczną inter­pre­tacją. Czy­ta­jąc książkę z okład­ką po prawej mamy tylko scener­ię do wypełnienia wyobraźnią, po prawej mamy twarze do dopa­sowa­nia.

Zwierz nie jest ani tak nai­wny by uważać, że wyco­fanie okładek  z kadra­mi z filmów jest możli­we, ani tak sno­bisty­czny by twierdz­ić, że nikt ich nie kupu­je (zwierz wie, że gdy­by ludzie ich nie kupowali to nikt by ich nie drukował), co nie zmienia fak­tu, że zwierz jeszcze ani razu w swoim życiu nie spotkał niko­go kto by chodz­ił od księ­gar­ni do księ­gar­ni szuka­jąc książ­ki z okład­ką przy­pom­i­na­jącą plakat ekraniza­cji. Nato­mi­ast spotkał wielu czytel­ników sta­ją­cych na głowie by znaleźć książkę wydaną przed chwilą kiedy ekraniza­c­ja trafiła na ekrany. Zwierz nie wie czy świad­czy to o tym, że otacza się czytel­nika­mi wyjątkowo sno­bisty­czny­mi czy też o tym, że mimo wszys­tko nie jest to aż tak dobry pomysł jak­by się mogło wydawać. W każdym razie ilekroć zwierz patrzy na półkę z książka­mi, która wyglą­da niemal iden­ty­cznie jak pół­ka z fil­ma­mi DVD to robi mu się jakoś przykro. Miejmy nadzieję, że z powodów które wymienił a nie dlat­ego, że zamienia się w paskud­nego lit­er­ack­iego sno­ba.

Prawdę powiedzi­awszy po pier­wszym spo­jrze­niu moż­na dojść do wniosku, że tytuł książ­ki Ker­oua­ca to “Now a  major motion pic­ture”

Ps: Zwierz po dość długim namyśle dodał zakład­kę współpra­ca do stron, które widzi­cie na górze strony (o ile tam zaglą­da­cie) zwierz doszedł do wniosku, ze sko­ro i tak dosta­je maile z propozy­c­ja­mi współpra­cy to przy­na­jm­niej wypadało­by nie tylko zain­tere­sowanym ale i czytel­nikom zasyg­nal­i­zować, że takie dzi­ała­nia ze strony zwierza mogą mieć miejsce.

Ps2: Zwierz na Face­booku poin­for­mował Gdańs­kich czytel­ników, że mógł­by się z nimi spotkać 15.08 o godzinie 17:00 w kaw­iarni Pikawa. Jak­byś­cie chcieli wpaść zwierz serdecznie zaprasza. Utworzył nawet zwierz odpowied­nie wydarze­nie na fb.

44 komentarze
0

Powiązane wpisy