Klapa przeboju czyli nieco sentymentalnie o SMASH

06/06/2018

Był sobie chłopiec czyli kilka słów o Młodym Sheldonie

06/06/2018

Ciche pojękiwanie kuny i inne emocje czyli Zwierz o Instapoezji

06/06/2018

Zaczęło się od jednego tomiku. Dziś  bez większego problemu można z księgarni wyjść z sześcioma niemal identycznie wyglądającymi tomikami instapoezji. Czy należy się cieszyć, że rynek poetycki w Polsce zdobywa nowych czytelników. A może martwić się poziomem prezentowanych utworów. A może zadać sobie pytanie „Co to takiego ta poezja”

Na potrzeby tego wpisu zdecydowałam się kupić i przeczytać (okej w niektórych przypadkach – uważnie przejrzeć) sześć tomików poetyckich. Aż cztery z nich zostały wydane przez Wydawnictw Otwarte – odpowiedzialne za wydanie w Polsce Rupi Kaur – najsławniejsze instapoetyki. Jej debiutancki tom „mleko i miód” (wydany w formie dwujęzycznej) stanowi punkt odniesienia jak taką poezję powinno się wydawać. Oprócz „mleko i miód” kupiłam także „słońce i jej kwiaty” tej samej autorki z ciekawością obserwując czy mamy do czynienia z rozwojem czy stagnacją. Poza tym w mojej niewielkiej kolekcji znalazł się tomik „Miała dzikie serce” poety publikującego pod pseudonimem Attucus, „#arkuszpoetycki” Weroniki Marii Szymańskiej znanej w Internecie jako Billie Sparrow (to wydał imprit Znaku „Flow Books”), kolejny zakupiony tomik to „Chłopcy których kochałam” Anny Ciarkowskiej. Na koniec kupiłam jeszcze „Usłysz mnie” Najwu Zebian – zbiór raczej proz poetyckich niż wierszy, wydany przez Wydawnictwo Prószyński (także dwujęzycznie).

Mniej znana wersja tego wiersza brzmi „Wczoraj rano obudził mnie płacz mojego wydawcy/ jak mogę ci pomóc spytałam/ nie przekraczaj deadline/powiedział wydawca”

 

 

„nie można tak po prostu obudzić się jako motyl”

Zacznijmy od tego, że w przypadku instapoezji istnieje pewien sposób wydawania takich książek. Muszą być grube, powinny mieć twarde okładki. Fakt, że niewiele w nich fizycznie treści nadrabia się na dwa sposoby – po pierwsze – wiersze są zazwyczaj zamieszczane tylko po jednej stroni kartki (co pozwala na wydanie dwujęzyczne), pozostałe miejsce, zajmują ilustracje (zwykle wyglądające na wykonane ręcznie, coś jak gryzmoły na marginesie zeszytu), ewentualnie mamy zabawę czcionką, czy wielkością liter, czasem zdjęcia. Ważne by co pewien czas sugerować że mamy do czynienia z tekstami zapisanymi ręcznie, tak jakbyśmy mieli jednocześnie w dłoniach wydruk i rękopis. W „Chłopcy których kochałam” co pewien czas utwór będzie wydrukowany jako zapis ręczny – ładnymi okrągłymi literami jak z zeszytu, w tomiku Billie Sparrow wszystkie teksty są wydrukowane ale co pewien czas strona przypomina kartkę z zeszytu w kratkę (co czyni to bardzo nieczytelnym), w tomiku Aticcusa mamy dobór czcionki tak że udaje coś napisanego odręcznie, w przypadku tomiku „Usłysz Mnie” zdecydowano się takiej czcionki użyć do zapisu tytułu i nazwiska autorki. W tomikach  Rupi Kaur mamy zaś ilustracje – minimalistyczne i wyraźnie nawiązujące do takich własnych szkiców w zeszycie, które są nieodłącznym elementem i uzupełnieniem wierszy.

To wydawnicze ujednolicenie nie dziwi jeśli przypomnimy, że większość z tomików wyszła z tego samego wydawnictwa. Jednak to istotne żeby zauważyć, że odbiorcy i twórcy podkreślają taką autentyczność poezji, która, oczywiście nie powstaje w pliku edytora tekstu na komputerze ale jest związana z pisaniem ręcznym z tym takim analogowym przeżywaniem świata. Będę jeszcze o tym pisać omawiając tematykę podejmowaną przez twórców tych wierszy, ale warto zwrócić uwagę na paradoks – instapoeci, starają się nas za wszelką cenę przekonać, że pasują do stereotypowego wyobrażenia istot poetyckich które idą przez świat z notatnikami pełnymi wierszy. To dość dobrze informuje nas do jakiego stereotypu osoby tworzącej się odwołują, a jednocześnie – utwierdza przekonanie, że poezja jest czymś co jednoznacznie wiąże się ze światem w którym nie ma telefonów, komputerów, telewizorów. Nawet internetowa poezja jest analogowa.

 

Z kolei z rzeczy których ja nie wiem, na pierwszym miejscu jest pytanie dlaczego Anna Ciarkowska pisze że nie będzie pytać a potem pyta. I to wielokrotnie!

„słychać ciche pojękiwanie kuny”

Kiedy przyjrzymy się światu przedstawionemu w kolejnych tomikach poetyckich to jest on niesamowicie spójny. Po pierwsze – to jak już wspomniałam, świat analogowy, nie ma w nim właściwie współczesności – czasem pojawiają się książki, ale już nie komputery. Są domy ale nie ma bloków. Właściwie prawie nie ma przestrzeni które byłby doprecyzowane. Czasem pojawiają się u Rupi Kaur – zresztą w jej lepszych tekstach – odwołania do wspomnień, pierwsze wiersze z tomiku Billie Sparrow trochę próbują wyjść z tej konwencji, jednak ogólnie to poezja poza czasem i poza codziennością. Jest to natomiast poezja blisko przyrody – punktem odniesienia są gwiazdy, księżyc, kamień, słońce, kwiaty. Wszystko wcześniej czy później sprowadza się do przyrody, zwierząt. Choć autorki i autorzy pochodzą z różnych miejsc i kultur to konkretne miejsca, odniesienia kulturowe, cokolwiek co by ich identyfikowało jest pokazywane niesłychanie rzadko (ponownie Rupi Kaur czasem pisze o swoim doświadczeniu bycia dziewczyną z hinduskiej rodziny).

Co więc jest centrum tego świata? Cztery rzeczy. Pierwsza to miłość, druga to ciało, trzecia to trauma, czwarta to akceptacja/brak akceptacji. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z podejściem bardzo wewnętrznym, opartym na emocjach. To nie jest poezja w której ktoś korzysta z tropów, nawiązań, gier słownych. Tu na pierwszym planie stoją osobiste emocje osoby piszącej, która zwykle sięga do własnych doświadczeń, którymi dzieli się ze światem. W każdym przypadku na pierwszym planie stoi właśnie poeta czy poetka którzy przeżywają świat i te swoje emocje i przeżycia oddają słowami. Intelekt nie ma tu nic do rzeczy – to jest poezja wręcz programowo nieerudycyjna – to nie jest zarzut – bardziej diagnoza. Żeby ją zrozumieć nie trzeba wiedzieć nic. Trzeba tylko czuć. Bo czucie jest dla twórców najważniejsze. I to właśnie wokół uczuć i emocji konstruują oni świat który nam pokazują.  Jest to świat w którym inni ludzie są obecni jedynie jako tło do emocji autorów. Autorów którzy lubią podkreślać swoją wrażliwość i nieprzystosowanie do tych zasad życia jakie narzuca im świat „innych”.

 

Ta zbieżność ilustracyjna tomku Billie Sparrow i tomku Atticusa wywołały we mnie potrzebę ujęcia moich przeżyć w formie wiersza „Te same ptaszęta/ Przycupnęły nad / Różnymi Słowami/ Grafik płakał/ Jak projektował”

„Nawet ci których najmocniej kochamy, mogą być trucizną dla naszych dusz”

Miłość. Miłość jest tematem absolutnie pierwszym i przewodnim. Miłość występuje w trzech odmianach. Po pierwsze jest to miłość nieszczęśliwa – niemal wszyscy mają tu złamane serca. Po drugie – miłość jest głównym uczuciem, probierzem świata, tym bez czego wszystko nie ma sensu, przy czym mowa tu nie o miłości jako koncepcie ale o miłości romantycznej. Na końcu jest jeszcze miłość szczęśliwa, przy czym jest ona w dużej mierze też nieszczęśliwa, bo zwykle kochanie jest naznaczone cierpieniem czy jakąś niemożnością wyrażenia wszystkiego co się czuje. Właściwie to możemy powiedzieć, że miłość obecna jest przyszłą miłością nieszczęśliwą.

Miłość nieszczęśliwa wynika przede wszystkim z tego, że nasze poetyki kochają mężczyzn, a ci łamią im serce. Odchodzą. Ranią. Dotykają a potem przestają. Myślą o innych. Zdradzają. Gwałcą. Są kamieniem, rybą i ogólnie nieprzeniknioną materią. Można ich kochać ale ostatecznie to tylko narażanie się na zranienie. Z kolei kiedy miłość trwa to ważny jest dotyk. Nie powiem wam ile razy w tych wierszach odmieniają przez różne przypadki, słowo dłoń ale serio to jest poezja pełna wyciągniętych ku sobie dłoń, głaskania się po plecach, dotykania po głowie itp.  Takie obmacywanie się przez słowa. Czy jest w niej seks? Jest ale seks jest raczej skonfrontowany z uczuciem, miłością, byciem razem. Seks kiedy jest wyrazem uczucia przestaje być seksem. W przypadku jedynego tomiku męskiego mamy jeszcze dodatkowy portret kobiety – ta z kolei jest piękna, choć nie jej uroda się liczy, delikatna, ale silna, wyzwolona ale bez przesady. Jest taką dziewczyną, w której śmiechu się zakochujesz i która tańczy pozostawiona sama ze sobą.

Ogólnie większość z tych tekstów rozgrywa się na płaszczyźnie konfliktu czy może relacji kobiet i mężczyzn. Mężczyźni są tu zawsze albo przedmiotem jakiegoś pożądania (romantycznego) albo zimną oddalającą się obcością. W przypadku kobiet jest jeszcze element pewnego siostrzaństwa, wzajemnego zrozumienia – ponownie zwłaszcza  Rupi Kaur – która część swoich tekstów pisze do swojej matki – przy czym głównie egzaminując jej związek z ojcem. Nie mniej cała ta poezja podkreśla, że męskość i kobiecość to bardzo różne stany i ich spotkanie jest albo magiczne i czarowne, albo – co częstsze, dostarcza cierpień.  Miłość jest bowiem czymś co musi skończyć się źle, a jednocześnie czymś czego niesłychanie się pożąda.

 

„Poezja Atticusa jest piękna/ powiedziało serce/ Czy ta pani nie ma majtków?/ zapytała głowa”

„kiedy już znikniemy/ jako pamiątki/ zostaną po nas /żywe/szkielety ze słów”

 Tu należałoby się trochę zatrzymać nad językiem i w końcu pogadać o tym „Co to takiego ta poezja”. Otóż w przypadku instapoezji istnieje też insta forma wiersza. Po pierwsze – odrzucamy rymy. Przez lata rymy były symbolem prób poetyckich osób które dopiero zaczynały pisać, ale widać że dziś młodzi twórcy wiedzą, że rym jest passe.  Jest to więc poezja bez rymów i co ważniejsze – odrzucająca wszelkie inne konstrukcje czy formy – to poezja w której nie ma stóp, nie ma sonetów, nie ma haiku – wszelkie wytworzone przez lata formy poetyckie są zbyt rygorystyczne, wobec faktu, że twórcy mówią swoimi emocjami.

Ale jednocześnie – odrzucając istniejące formy narzuca się nowe – w tym przypadku punktem odniesienia są wiersze Rupi Kaur z tomu „mleko i miód”. Jednym z istotnych elementów wspólnych tej poezji jest niemal całkowite odrzucenie dużych liter. W niektórych przypadkach też interpunkcji jest zdecydowanie mniej. Drugim nieco narzuconym elementem jest długość utworów. Choć instapoezja dopuszcza prozy poetyckie a w ‘słońce i jej kwiaty” pojawiają się już teksty dłuższe, to jednak dominującą formą są utwory bardzo krótkie. Kilka kilkanaście słów. Nawet jeśli wersów jest sporo to nigdy nie ma w nich zbyt wielu słów na raz. To ma być poezja bardzo oszczędna, wręcz minimalistyczna.

Kolejną zasadą jest odrzucenie gier słownych, ograniczenie do minimum metaforyki, korzystanie z bardzo prostego języka. To poezja która świadomie odrzuca wszystko to co się z poezją kojarzy. To znaczy nie – odrzuca wszystko to co kojarzy się z niezrozumieniem poezji – pozostawiając to czego od poezji można chcieć – emocje, uczucia, i egzaltację. Tu pojawia się pewien problem, otóż – większość z tych utworów można zakwalifikować jako poezję dlatego, że jej twórcy tak ją kwalifikują, tak ją zapisują i tak ją przedstawiają. I choć większość z tych tekstów brzmi jaką mądrości ze sztambucha piętnastolatek to takie podejście twórców – w sumie wystarczy byśmy my też musieli uznać te teksty za poezję. Widzicie problem z poezją jest taki, że właściwie nie ma żadnej jednej definicji tego zjawiska, nie mniej korzystanie z języka w funkcji poetyckiej, a także przedstawianie tekstu w poetyckim kontekście są (w zależności od tego jakie podejście literaturoznawcze wybierzecie) jednym z wyznaczników tego, że coś jest wierszem. To dość skomplikowana sprawa, ale ta niejednoznaczność definicji jest o tyle dobra, że pozwala się poetom bronić przed ludźmi którzy uważają, że poezja bez rymu czy formy nie ma sensu. To trochę bardziej skomplikowane.

Nie mniej tym co jest niesłychanie ważne w tej poezji to fakt, że ma być zrozumiała. I choć sami twórcy (niemal wszyscy odnoszą się do tego czym dla nich jest poezja) uważają, że poezję masz czuć a nie rozumieć (należę do tej grupy  która nienawidzi tego stwierdzenia, bo usprawiedliwia to intelektualne lenistwo interpretacyjne) to jednocześnie – bardzo starają się nie postawić żadnych barier między sobą a czytelnikami. To wiersze które są o tym o czym są i bardzo rzadko można się pokusić na interpretację że jest w nich coś więcej, niż jakaś prosta refleksja, uczucie, czy przeżycie. Nawet jeśli twórcy korzystają z metafory, czy próbują jakoś wzbogacić swój świat wyjącą kuną, to ostatecznie – nigdy nie jest to taki poziom, przy którym czytelnik musiałby sięgnąć do jakichś innych pokładów wiedzy, niż powszechnie przyjęte przekonania o tym czym jest miłość, śmierć, depresja itp.

 

A wy też czasem macie tak że jak próbujecie coś zapisać w zeszycie to wychodzi wam takim komputerowym fontem?

 

„Najczęściej tatuowana poezja na świecie”

Owa niechęć do tworzenia jakichkolwiek barier między czytelnikiem a twórcą wynika trochę z tego, że jest to niewątpliwie poezja użytkowa. To nie jest sztuka dla sztuki. To jest poezja która ma być wykorzystywana, która ma się stać tworem żyjącym. To mają być motta jeszcze nie napisanych książek, wersy wrzucone na ładny obrazek i umieszczone na Pintreście czy Instagramie, cytaty tatuowane na ramionach, notatki wpisywane do pamiętników jako przypomnienie o własnych emocjonalnych stanach.

Kiedy twórcy przechodzą od krótkich tekstów do dłuższych – jak w przypadku „Usłysz mnie” dostajemy dość bełkotliwy poradnik kołczingowy, który ma nauczyć czytelników jak dobrze żyć – przy czym ta definicja dobrego życia jest niemal wszędzie taka sama, oparta na akceptacji samego siebie, kochaniu własnego ciała, zrozumieniu własnej psychiki, bycia sobą nawet w obliczu presji otoczenia. Wszystkie te teksty służą nie tyle lekturze co wykorzystaniu w jakiś sposób.

I tu dochodzimy do ważnego elementu – kim są z założenia czytelnicy tych utworów. I tu nie ma wątpliwości że są to teksty kierowane raczej do młodych ludzi. Dokładniej do młodych dziewcząt. Widać że odpowiadają na jakąś potrzebę szukania prawd wielkich i absolutnych, a jednocześnie zgrywają się z właściwym dla wieku nastoletniego egzaltowanym poczuciem, że życie składa się wyłącznie z wielkich prawd objawiających się niemal w każdej czynności. Jednocześnie miłość – niezależnie czy opisywana z punktu widzenia kobiety czy mężczyzny koncentruje się na dziewczynie (bo nie kobiecie), jej emocjach i uczuciach. Zestaw proponowanych przez tą poezję uczuć i doświadczeń to zestaw uczuć i doświadczeń nieobcych młodym dziewczętom. I wielokrotnie wyrażanych w niezliczonej ilości młodzieńczych wierszy, z których większość tkwi w notatnikach z przeszłości.

 

 

poezja nie musi być długa. Zwłaszcza jeśli obok jest ryba.

„Ból z powyłamywanymi słowami”

No dobrze to jak się do tej instapoezji odnieść? Z jednej strony – nie da się ukryć – odpowiada na pewne zapotrzebowanie bardziej niż mogliby się spodziewać ci którzy śmierć poezji ogłaszali. Z całą pewnością jest to też głos kobiet  – młodych kobiet, których głos niekoniecznie traktowano w świecie poezji najpoważniej. Ostatecznie nie da się ukryć że  wiersze Rupi Kaur mają w sobie zapis doświadczenia młodej hinduskiej dziewczyny, która odnosi się do pewnych kulturowych barier, i  opisuje świat z perspektywy która niekoniecznie jest najbardziej reprezentowana nie tylko w świecie poezji ale w ogóle w świecie kultury.

Z drugiej strony, nie da się ukryć że jest to też festiwal grafomanii. Nie wszystkie wiersze wszystkich autorów są złe, ale od większości z nich bolą zęby. Więcej – w pewien sposób wpisują się w przekonanie, że poezję uprawiać może każdy, i tak naprawdę nie jest to nic trudnego. Do tego wszystkie te tomiki poetyckie powielają przekonanie, że poezja jest o miłości a właściwie o złamanym sercu. Oraz że poezja nie może być intelektualna bo wyrasta z emocji. Nie może też być próbą wyjścia poza siebie, bo jest emanacją przeżyć jednostki (przeżyć a nie intelektualnej refleksji!). Możemy się w tych przeżyciach odnaleźć – po to zostały spisane ale niekoniecznie wejść z nimi w dialog. Poezja zostaje więc zepchnięta ponownie do roli dawania ujścia emocjom egzaltowanych poetów. Pomysł by poezja mogła opowiadać o czymś innym, codziennym czy błahym zostaje zepchnięty na drugi plan. Wiersze mają być o miłości i emocjach. Prozy poetyckie o miłości i akceptacji.

 

Jeśli dasz tytuł wiersza na dolne , zostaniesz uwolniona z potrzeby szukania puenty

Monotematycznie melodramatyczna”

Do tego wszystkiego dochodzi obraz poety. Poeta nie jest codzienny, nie jest myślący, analityczny. Jest czujący, jest wrażliwy. Nadwrażliwy. Tak wrażliwy że życie w świecie jest trudne, bo wszystko z czym się spotyka budzi u niego konieczność opowiedzenia o tym ale w formie wiersza. Poeci i poetyki z tych tomików są smutni, depresyjni, zagubieni i tak strasznie czuli na świat, że nawet szczęście ich boli.

Ponownie mamy tu do czynienia z potwierdzaniem pewnych założeń na temat tego kim są poeci i jak wygląda akt pisania. Wspomniałam już o tej sugerowanej analogowej stronie twórczości poetyckie. Ona też jest ściśle związana z byciem poetą. Bo poeta siedzi, tak staromodnie przed biurkiem, z kawą i długopisem i zapisuje w notatniku wiersze o tym jak źle czuje się w świecie. Żaden z tych poetów mimo, że publikuje na Instagramie czy Facebooku nie pisze swoich wierszy w notatniku na komórce.  Nie tylko poezja musi być poetyczna ale także jej twórcy. Nic co przypomina normalność i codzienność nie może się do tego eterycznego, egzaltowanego aktu pisania przedostać.

 

Co za dziwny świat. Zapłaciłam za ten tomik 34, 90.

„skoro przychodzi ból/ przyjdzie też szczęście”

Nie będę ukrywać, że dla osoby takiej jak ja – lubiącej poezję i czerpiącej olbrzymią przyjemność z jej czytania (a niekiedy pisania) ta nowa moda jest trudna do strawienia. Głównie dlatego, że brakuje w niej oryginalności a kolejne wypuszczane na rynek tomiki są niemalże identyczne w zakresie tematycznym, sposobie prezentowania świata, wszystkie też mają np. identyczny podział wewnętrzny bo tak było w „mleko i miód”. I w sumie to najbardziej mi przeszkadza. Jestem jakoś w stanie znieść koszmarną egzaltację tych utworów, uznać, że nie jestem targetem. Tym czego nie mogę znieść jest to iż wszystkie te tomiki stanowią element prostego zabiegu marketingowego polegającego na zarzuceniu rynku podobnymi wytworami z nadzieją, że skoro jeden sprzedał się doskonale to zapewne podobnie będą się sprzedawać inne. To coś co jest moim zdaniem jakimś koszmarnym nowotworem współczesnego rynku książki, który ratuje się w ten sposób przed niebytem. Ale jednocześnie powoduje to oddawanie do rąk czytelników bardziej wytworów marketingowych niż książek.

Realnie myślę, że nikomu nic się od tej mody nie stanie. Podejrzewam, że kilka opublikowanych w ten sposób autorek może za kilka lat zadać sobie pytanie – czy aby na pewno było warto. Jakby co przypominam, że Lechoń biegał po świecie starając się zniszczyć wszystkie swoje młodzieńcze tomy, więc jesteście panie w dobrym towarzystwie. Być może będą tego jakieś dobre wyniki – może będą dziewczęta i chłopcy którzy po lekturze kolejnego identycznego tomiku sięgną po coś innego i odkryją że poezja to coś więcej niż dłonie, kamienie i złamane serce. Byłoby miło rozmyślać nad tym jak wejdą  w świat metafor, i gier słownych, erudycyjnych odniesień i przekonają się ile jeszcze w tej poezji tematów i sposobów mówienia o świecie i miłości.

 

Sekundkę. Pszczoły przyleciały do kwiatów po miód? Pszczoły zbierają nektar kwiatowy i z niego robią miód!

„Niech moja śmierć będzie długim i cudownym życiem”

Na sam koniec muszę powiedzieć, że czuję jakąś głęboką irytację tym jak łatwo podrobić utwory tych  autorów. Wystarczy tylko, że zapomnicie o subtelności i pójdziecie w górnolotność i egzaltację, połączycie to z minimalizmem i można taki tomik poetycki machnąć w jeden dzień. Co mnie irytuje w imieniu wszystkich poetów zaprzyjaźnionych z koszem na śmieci i mękami posiadania tylko jednego dobrego zdania  w wierszu który potrzebuje ich trzech. Ładną myśl, czy zdanie każdy może znaleźć w głowie. To jeszcze nie poezja. Trzeba jeszcze umieć coś z tym zrobić. Zaskoczyć. A ta poezja nie zaskakuje. Wręcz przeciwnie – nuży bo jest w niej tylko jeszcze więcej tego samego. No ale cóż. Skoro niektórzy lubią poezję, to trudno się dziwić, że niektórzy lubią złą poezję.

Dawno, dawno temu na jednym z konkursów poetyckich w którym startowałam, jeden z jurorów nim wręczył nagrody (chyba dostałam drugą, już nie pamiętam) skarżył się, że większość z nas młodych poetów (właśnie zdawałam na studia) nie napisała poezji smsowej tylko strasznie się uparliśmy na tradycyjne formy i tematy. Dziś ów juror mógłby być zadowolony z rozwoju poezji Instagramowej. Choć prawdę powiedziawszy – skoro już odnoszę się do kwestii Internetowego pochodzenia twórców, to warto zaznaczyć, że to nie jest poezja którą stworzył Internet. To raczej stare zjawisko które w Internecie znalazło po prostu szerszą widownię. A wraz z szerszą widownią przyszli wydawcy. I to jest nowe. Kiedyś wydawcy nie mieli powodu wydawać w dużych nakładach egzaltowanych wierszy młodych ludzi. To się zmieniło. Pytanie czy zmieniać się powinno pozostawimy otwartym.

 

Na koniec informuję, że żaden podpis pod zdjęciem w tym wpisie nie jest do końca na poważnie. Poza tym ten jest śmiertelnie poważny. Jak miód, pszczoły i mężczyźni o skórze gładkiej jak kamień

Na koniec smutna prawda – zostałam z sześcioma tomikami poetyckimi których nie chcę. Stąd proponuję mały konkurs. Jeśli chcecie wygrać sześć tomików poetyckich – i np. potem oddać je do lokalnej biblioteki to po prostu napiszcie w komentarzu jaki jest wasz ulubiony wiersz. Wybiorę jedną odpowiedź która mi się spodoba i ta osoba dostanie wszystkie tomiki i będzie mogła zrobić z nimi co chce. Macie tydzień od dziś. Będzie mi bardzo miło móc posłać tomiki w świat.

Ps: Jednym z  najgorszych skutków czytania Instapoezji jest koszmarne przekonanie, że można wszystko przerobić na Instapoezję. Dwa dni wam upłyną na komunikowaniu się ze światem w ten sposób:

Podaj mi

Ręcznik

Chcę

Być Sucha

Albo

Nie ma kawy

Ten poranek

Jest dłuższy

Niż całe moje

Nocne

Umieranie.

Ps2: Zachęcam do własnej twórczości, pisać można wszystko. Tylko nie wszystko powinno się ogłaszać drukiem.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...