Cudowny serial o niczym czyli zwierza postój w Cranford

12/05/2012

Zwierz procentowy czyli jak się pije na małym ekranie

12/05/2012

Jeden by wszystkich zgromadzić czyli Avengers

12/05/2012
empty image
empty image

            Zwierz jeszcze kilka miesięcy temu zadawał publicznie na swoim blogu pytanie czy Marvel nie przesadził kręcąc film do którego pełnego zrozumienia konieczne jest obejrzenie co najmniej dwóch produkcji ( do absolutnie pełnego sześciu) tego studia. Pierwszy tydzień otwarcia filmu podał zdecydowaną odpowiedź na to pytanie – podbity bez trudu box office pokazał, że ludzie nie mają najmniejszych wątpliwości, że Avengersi to film dla nich.  Co więcej za wysokimi wynikami kasowymi pojawiły się zaskakująco dobre recenzje, zaś tumblr i twitter zalał pisk rozochoconych fanów, gotowych kupić bilety chwilę po wyjściu z kina. Jako że zwierz był zdany na polskiego dystrybutora miał ponad dwa tygodnie by przyjrzeć się temu  co dzieje się na świecie i ze wszystkimi tymi obserwacjami udać się na film, na który czekał od sceny po napisach w pierwszym Iron Manie.

 Jeśli ktoś przed przeczytaniem wpisu recenzyjnego chciałby sobie przypomnieć wątpliwości zwierza, oraz historię całego projektu to warto zajrzeć do TEGO postu zwierza w którym zwierz tłumaczył i rozważał a także wykorzystywał najbardziej oczywiste ilustracje ( co tłumaczy ich eklektyczny dobór w tym poście)

                Tu już zwierz chyba nie powinien trzymać czytelników dłużej w niepewności i musi stwierdzić, że film podobał mu się bardzo, z resztą zwierz musi przyznać, że był to jeden z bardzo niewielu seansów w jego życiu na którym publiczność klaskała i to nawet kilkakrotnie – niestety miejsca w których to czyniła są zaskakująco kluczowe dla fabuły więc zwierz nawet nie może wam powiedzieć gdzie dokładnie. Trzeba jednak przyznać, że dawka humoru w filmie jest spora.  Jest to posunięcie bardzo dobre co najmniej z kilku powodów. Pierwszy wydaje się dość oczywisty – nie da się zrobić filmu o super drużynie, super bohaterów nie dostrzegając komicznej strony takiego przedsięwzięcia. Banda facetów w super strojach, naukowiec zamieniający się w zielone monstrum, dwóch bogów a wszystko pod opieką super agentów tajnej organizacji? Spróbujcie nakręcić taki film bez mrugania do publiczności a spadniecie z box office zanim jeszcze napisy początkowe dobiegną końca. Druga sprawa to fakt, że film aż prosi się o komiczne sytuacje –  spotkanie super bohaterów, mających różne metody pracy – od chaotycznego miażdżenia po obronę ludności cywilnej w imię obrony amerykańskiego stylu życia – musi zaowocować śmiesznymi sytuacjami. Bo przecież dla Thora ludzie są śmieszni, bo Tony Stark chce być najdowcipniejszym facetem w pokoju, a Kapitan Ameryka nie nadąża za wszystkimi nawiązaniami do kultury popularnej ( spędził trochę czasu w hibernacji więc nie koniecznie miał szanse) – ich heroizm jest znośny tylko wtedy kiedy pozwolą nam dostrzec komizm całej sytuacji.

 No właśnie problem z Avengersami jest taki, że jeśli nie podrzucimy do niego sporej dawki humoru to natychmiast dostrzeżemy pewne drobne nieścisłości świata przedstawionego

          Jednocześnie wydaje się, że te wskazywane dowcipnie różnice stanowią jedno ze źródeł sukcesu filmu. Wszystkim widzom i fanom komiksu pomysł sprowadzenia wszystkich bohaterów w jedno miejsce wydaje się być logiczny i idealny. Ba nawet Nick Fury tak sądzi a to facet, który przecież właściwie się nie myli. Problem polega na tym, że to co podoba się nam nie koniecznie musi się podobać naszym bohaterom. Każdy z nich na własną rękę dowiódł, że może bez trudu ocalić świat, czemu więc miałby sprzymierzać się z innymi, słuchać rozkazów czy podporządkowywać się planom. Zwłaszcza Bruce Banner ( znany też jako Hulk) nie ma szczególnych powodów by ufać komukolwiek, kto zaprasza go do zamkniętych pomieszczeń. Z kolei Thor uważa, że sprawę inwazji jego młodszego brata powinien załatwić samodzielnie bo w końcu nie są to sprawy ludzi.  Iron Man w ogóle nie nadaje się od działań grupowych a Kapitan Ameryka dość słusznie czuje się oszukany przez swój kraj, który dał mu super moc ale pozbawił go normalnego życia. Z resztą w sumie gdy się nad tym zastanowić nie trudno dostrzec, że nasi bohaterowie niekoniecznie popełniają błąd uznając całą akcję  za plan, który może im przynieść więcej problemów niż pożytku. Stąd też  o dziwo dużo ciekawej jest w filmie zanim zacznie się jeszcze walka ze złem i głównym problemem jest to kto i jak ze złem będzie walczył.

 Co z tego że już było w poprzednim wpisie skoro zwierz ma wrażenie że to właśnie dla takich scen nakręcono film. Bo tu chodzi o radość możliwości oglądania ich wszystkich na jednym ekranie

            A skoro przy złych jesteśmy. Teoria zwierza jest prosta. W filmie jest wielu bohaterów ale jest tylko jeden złoczyńca. Tak więc cała uwaga fanów przeniosła się z ich bohaterskich czynów na jego niecne postępki. A Loki jest bardzo dobrze napisanym złym. Z wielu powodów. Po pierwsze jego motywacja wcale nie jest aż tak jednoznacznie godna potępienia. W końcu  w Thorze rzeczywiście okazało się, że jego całe dotychczasowe życie stanowiło kłamstwo i że przyjdzie mu zawsze żyć w cieniu swojego brata. Co więcej ojciec i tak go nie kocha i wszystkim będzie lepiej jak zniknie. Trudno się dziwić, że się sfrustrował. Z kolei jego argumentacja dla podboju ziemi – chęć uwolnienia ludzkości od złudzenia jakie daje wolność – jest w jego mowie przemyślna logika wszystkich autorytarnych władców którzy dobrze wiedzą że ludzie lubią zrzeszenia. Oczywiście ma nas odrzucać okrucieństwo Lokiego i jego duma, niestety częściej pociąga nas jego inteligencja i dowcip. Być może dlatego film zdecydowanie zyskuje na charakterze nie wtedy kiedy pojawiają się na scenie bohaterowie ale wtedy kiedy pojawia się złoczyńca.

 Zdaniem niektórych widzów oraz absolutnie wszystkich szalonych fanek zmiana tytułu filmu oraz lekkie przesunięcie pewnych akcentów było by tylko pożytkiem dla itak świetnej produkcji dla porównania oryginalny plakat Avengers

          No właśnie – zwierz musi pochwalić Jossa Whedona za sposób w jaki udało mu się ułożyć film od scen dialogów po sceny walki. Oto wydawać by się mogło, że film naturalnie będzie ciążyć ku jednemu bohaterowi, dając mniej ekranowego czasu pozostałym. Ale gdy zwierz wyszedł z kina z zaskoczeniem stwierdził, że wszystko zostało podzielone nadzwyczaj równo – nikt nie dostał mniej scen walki, mniej ekranowego czasu, mniej zabawnych linijek. To nie jest film o jednym super bohaterze wrzuconym w bandę innych – to film o grupie bohaterów. Bohater zbiorowy teoretycznie nigdy dobrze nie służy fabule ale tu okazuje się kluczem do tego by produkcja nie była nudna.  Zwłaszcza, że niekiedy można się nudzić kiedy widzi się ciągle te same popisy super mocy. W filmie jest jednak tak, że gdy powoli nudzi nas celne oko Hawkeye przeskakujemy do miażdżącego wszystko Hulka by wrócić do Iron Mana który korzysta z najnowszej technologii. Z resztą w tym miejscu trzeba stwierdzić, że choć walki na ulicach Nowego Jorku nieco za bardzo przypominają te z Transformersów to jednak 3D jest naprawdę wyśmienite. Co więcej Whedon nie zamienił wypełnionej akcją części filmu w kino nieme za co zwierz jest mu bardzo wdzięczny. Z resztą w ogóle wszyscy powinniśmy być wdzięczni za wybór akurat tego reżysera i scenarzysty – zwierz od początku trzymał za niego kciuki a przede wszystkim trzymał kciuki za scenariusz filmu który napisał jeden człowiek. Zwierz ma zasadę, która zawsze się sprawdza – jeden scenarzysta dobry, dwóch niezłych, trzech średnich, czterech fatalnych.

 Być może punkt wyjścia do fabuły filmu nie jest za bardzo skomplikowany ale zdaniem zwierza scenariusz trzyma się kupy bardziej niż to zazwyczaj bywa w takich przypadkach

            Zwierzowi wydaje się, że doszedł do tej części recenzji w której powinien rozpływać się nieco nad obsadą. Bo wsadzenie wielu aktorów do filmu może wyjść równie źle jak wrzucenie wszystkich super bohaterów do jednej produkcji. No ale z drugiej strony, jeśli ma się dobrych aktorów to wszystko idzie świetnie. Przede wszystkim widać, że chyba wszyscy się dobrze bawili na planie, przynajmniej między grupą aktorów wytwarza się przyjemna chemia więc kiedy oglądamy sceny zbiorowe nie mamy wrażenia jakby wrzucono ludzi na siłę do tego projektu. Robert Downey Jr. gra Tonego Starka z taka lekkością i pewnością siebie, że niektórzy powoli zaczynają się zastanawiać gdzie kończy się postać a zaczyna aktor. Jego złośliwości, i dowcipy może i odwracają uwagę od talentu ale kiedy trzeba na chwilę spoważnieć Downey jedną zmianą wyrazu twarzy osiąga więcej niż niektórzy aktorzy całymi monologami. Świetny jest też Mark Ruffalo jako Bruce Banner – już dwóch aktorów podchodziło do tej roli i obaj zrezygnowali. Tymczasem wydaje się że Ruffalo znalazł klucz do Bannera nieco wymiętego i uprzejmego faceta z poczciwym uśmiechem na twarzy, który jednak budzi w nas niepokój – przynajmniej zwierz przyglądając się jego grze czuł, że może on w każdej chwili wybuchnąć.  Z kolei Chris Evans dobrze gra człowieka dawnych wartości, faceta nie z tego świata, choć jest w obsadzie wśród najmłodszych kiedy mówi wydaje  się od nich starszy. Pozostali Avengersi także spisują się nieźle, ze szczególnymi ukłonami dla Samuela L. Jacksona, który z bardzo niewielkiej roli Nicka Fury uczynił postać z krwi i kości, którą lubią chyba wszyscy bez względu na to czy orientują się kim jest czy nie.  Z resztą jeśli zwierz może tu wrzucić pewną obserwację socjologiczną to jest ciekawe, że filmy na które kobiety idą by pogapić się na pięknych mężczyzn to właśnie filmy o super bohaterach. Co jest ciekawe biorąc pod uwagę, że uważa się je za produkcje dla chłopaków.

 Scarlett robi co może ale to chyba nie jej wina, że zrobiono film przede wszystkim by zatrudnić w nim połowę przystojnych aktorów z Hollywood

               Jednak jeśli tumblr, recenzje i opinia zwierza mówią prawdę film wielkim aktorom i bohaterom ukradł sprzed nosa Tom Hiddleston. Angielski aktor, o którym przed premierą Thora prawie nikt nie słyszał jest obecnie jednym z najczęściej odmienianych przez przypadki nazwisk w Hollywood. Trudno się dziwić – nie dość, że jest bardzo przystojny to do tego naprawdę dobrze gra. Za jego obecność w filmach o super bohaterach powinniśmy dziękować nikomu innemu tylko Kennethowi Branaghowi, który namówił go do współpracy przy Thorze po tym jak obaj grali w Wallanderze. Hiddleston jako Loki nie ma właściwie w filmie ani jednej złej sceny, właściwie kiedy zwierz mówi sceny przesadza – bo u Lokiego liczy się każde spojrzenie, uśmiech czy zmiana wyrazu twarzy. Hiddleston sprawia, że jego postać wydaje się prawdziwa nawet jeśli chodzi po ekranie w hełmie z olbrzymimi rogami. Kiedy przemawia to słychać, że niemal równolegle z Avengersami kręcił kolejne ekranizacje Henryka IV i V według Szekspira, jest inteligentny, bardzo dowcipny i właściwie bardzo trudno nie lubić jego bohatera. Wydaje się z resztą, że bierze się to chyba z samej sympatii jaką aktor ma do swojej postaci. Kiedy słucha się z nim wywiadów ( a zwierz oczywiście słucha) można odnieść wrażenie, że przemyślał motywy postępowania Lokiego zdecydowanie bardziej niż wymaga od tego film przygodowy.  Cóż najwyraźniej stara dobra zasada mówiąca, że jeśli chcesz mieć w filmie naprawdę dobrze zagranego złego bohatera musisz zatrudnić anglika nadal obowiązuje.  Z resztą zwierz może z tego miejsca stwierdzić, że może się założyć że Hiddleston zrobi w Hollywood sporą karierę. Takich aktorów fabryka snów zawsze chętnie łowi i trudno się dziwić.

 Właściwie zdaniem zwierza nie ma się co dziwić, że w filmie gdzie jest wielu herosów całą uwagę przykuwa zły ale to co dzieje się w internecie pozwala stwierdzić, że jeśli z czegoś Avengersi zostaną zapamiętani to z tego, że był tam Loki a właściwie Tom Hiddleston

           Czy więc Avengersi mają jakieś wady? Cóż możemy uznać za wadę fakt, że nie jest to film szczególnie głęboki. Prawdę powiedziawszy, jest to do pewnego stopnia produkt jednorazowy. Zwierz nie ma na myśli, że film można obejrzeć tylko raz – zdecydowanie nie, ale raczej zwierz widzi w tym największy hit roku a nie kolejny film, który będą sobie pokazywały pokolenia geeków. Trochę też za podobny jest zwłaszcza pod koniec do Transformersów – broń boże nie akcją ale efektami specjalnymi, choć może to nie powinien być zarzut bo wszyscy twierdzą, że nic nie ma takich efektów specjalnych jak Transformersy.  Drugi problem to fakt, że jak zwykle ostatnio w przypadkach filmów o super bohaterach więcej drzwi pozostaje otwartych niż zamkniętych. Zwierz który już Kapitana Amerykę nazywał wielkim trailerem, ponownie ma wrażenie że sugeruje się mu, że to co widział na ekranie to tylko przygrywka do następnych przygód. Z drugiej strony – czy nie tak dokładnie funkcjonuje świat komiksu ? Ale niech te uwagi was nie zniechęcą, wycieczka do kina na Avengersów nie może być w najmniejszym stopniu czasem zmarnowanym – zwłaszcza, ze to jeden z tych filmów w którym padają dokładnie te kwestie, który każdy szanujący się fan marzy by usłyszeć.

 A dla tych, którym nie chce się czytać całej recenzji – mały skrót odczuć zwierza

PS: Film ma nie jedną ale dwie sceny po napisach.  Treści jednej zwierz wam nie przedstawi ( choć grający Lokiego Tom wygadał się na Twitterze – nie mniej wszyscy mu wybaczyli), drugą zaś skasowano na pokazie zwierza więc zwierz w dowód miłości do was daje tu do niej link ( jakość jest marna ale ci co widzieli film zrozumieją dowcip)

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...