Kto się nie zmienia ten się cofa czyli dla każdego coś nowego (na Zwierzu!)

03/04/2018

W tych niefortunnych czasach czyli zwierz o drugim sezonie „Serii niefortunnych zdarzeń”

03/04/2018

Bloger czy blogerka czyli dlaczego nie warto zostawać w tyle za językiem

03/04/2018

Zwierz miał dziś napisać o czymś zupełnie innym ale pewna kwestia od dawna nie daje mu spokoju. Kwestia która staje się coraz bardziej popularna a przyszła mu dziś do głowy w czasie oglądania okładki książki gdzie obok „patronatu” był „matronat”. Tak Zwierz ma zamiar poruszyć niesłychanie trudną i dzielącą ludzi kwestie żeńskich form słów – zwłaszcza nazw zawodów – które zaczęły się coraz częściej pojawiać.

Zacznę od prostego stwierdzenia. Swego czasu wcale nie byłam wielką fanką żeńskich nazw zawodów. Zwłaszcza, że z zawodu jestem historyczką – to słowo jednoznacznie kojarzy się nie tyle z kobietą wykształconą, czy uprawiającą zawód związany z historią, ale z nauczycielką w szkole. A ja choć mam wykształcenie nauczycielskie, nauczycielka nigdy nie byłam (przynajmniej nie na dłużej). Moja niechęć wynikała także z faktu, że stwierdzenie „Jestem socjolożką” fizycznie nie przechodziło mi przez gardło – wiecie jak człowiek ma wadę wymowy unika niektórych słów. Trochę tak jak nie zamawiam rurek z kremem.

 

Ilustracją dzisiejszego wpisu są zdjęcia jakie wypadają w pixabay po wpisaniu polskich słów w formie żeńskiej. Tu profesorka

Do zmiany zdania przekonywałam się przez jakiś czas. Ostatecznie przekonała mnie moja matka – która po prostu w pewnym momencie zaczęła w większości swoich biogramów podawać nazwy żeńskie wykonywanych zawodów i nic jej nie ubyło. Ja wiem, że słuchanie się mamy po przekroczeniu pewnego roku życia uznaje się za szkodliwe, ale nie znacie matki Zwierza. Jej się opłaca słuchać. Ale tak serio – moja ewolucja poglądów opierała się na przemyśleniu kilku spraw. Które wam też polecam przemyśleć.

Brzydkie i Ładne słowa.

Słowa z których korzystamy na określnie żeńskich zawodów czasem wydają się nam brzydkie – jak „architektka”. Strasznie to wymówić, a i zapisane brzmi jakby coś z nimi było nie tak. Ale dłuższy związek z grupą zapalonych polonistów (pozdrawiam ludzi którzy mi w mieszkaniu urządzają improwizowane sympozja językoznawcze!) przekonał mnie, że nie ma słów brzydkich i ładnych. Są tylko te skonstruowane zgodnie z zasadami słowotwórstwa i wbrew tym zasadom. Jeśli słowo nie łamie zasad – jest w porządku. Nie ważne co do niego emocjonalnie czujemy. A skoro jest w porządku może istnieć w języku. Więcej powinno – głównie po to by językoznawcy mogli się nim bawić.

Ważne i nieważne

Dla niektórych określenia żeńskie natychmiast pomniejszają znaczenie kogoś kto się nimi posługuje. Wiecie – ta przywoływana często różnica pomiędzy profesorem a profesorką. Argument niby słuszny, ale też trochę nielogiczny. Jasne że żeńskie odpowiedniki zawodów wykonywanych głównie przez mężczyzn (albo kojarzone z męską formą) przez pewien czas muszą brzmieć dziwnie – albo właśnie tak trochę pomniejszająco. Ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Wiecie jak przedziwnie musieli się czuć ludzie kiedy pojawiło się słowo „lekarka” przecież to był zawodów który nie miał potrzeby posiadania żeńskiej formy. Ale dziś zapisujemy się do „lekarki” bez mrugnięcia okiem i nawet nie przyjdzie nam do głowy, że nasza dentystka, dermatolożka, czy ginekolożka to gorszy sort lekarskiej braci. Tak więc – wszelkie uczucia jakie żywimy do konkretnego słowa mogą spokojnie przeminąć jeśli je oswoimy.

 

Dyplomatka

Już zajęte słowa

Częsty argumentem przywoływanym przez przeciwników form żeńskich przy opisie zawodów jest fakt, że słowa dyplomatka, premiera, pilotka mają już inne znaczenie. Tylko, że to jest idiotyczne wyjaśnienie. Kiedy powiesz koledze „Przepraszam cię bardzo spóźnię się, zepsuł mi się zamek” to raczej wiecie, że nie chodzi mu o budynek warowny tylko o zamek w drzwiach. Kiedy wiec przyjdzie do was Ela z Dorotą i powie „ Oto Dorota dyplomatka ze Szwecji” to chyba nie założycie, że Dorota jest walizką która tylko przebrała się za kobietę by was zmylić. W języku – każdym języku – mamy całe mnóstwo słów które znaczą więcej niż tylko jedną rzecz. Ale na całe szczęście mamy też kontekst. I udawanie, że kontekstu nie ma to jak twierdzenie, że ilekroć ktoś mówi, że utknął w korku to znaczy, że jest otoczony materiałem korkowym. Tak więc – nie udawajmy, że to bariera nie do przeskoczenia.

Ale jest tradycja!

Tradycja prawdę powiedziawszy to słaby sposób bronienia języka. Język bardziej niż my ma gdzieś tradycję – chce biec, zmieniać się, dostosowywać się do nowych czasów. Jeśli by wam zwierz napisał, że „Post na blogu pojawi się później bo jest jakiś problem na fejsie i nie można zostawiać lajeczków” to byście to zdanie zrozumieli. Dwadzieścia lat temu –  z trudem. Co więcej – wpuszczamy do języka tyle słów obcych (nawet nie starając się ich polonizować) że w jaki sposób miałoby nam zaszkodzić skorzystanie z tego co nasz języku już oferuje – czyli możliwość tworzenia form żeńskich i męskich? Co więcej – nasz język wcale nie preferuje form męskich – lubi być miękki i swego czasu był jeszcze miększy niż jest teraz. Gdyby pogrzebać w historii języka mogłoby się okazać że forma żeńska jest mu bliższa niż męska. Zresztą tradycja to bardzo skomplikowana sprawa – jeśli chodzi o kwestie płci. Bycie kiedyś nazwanym kobietą – nie było komplementem, dziś to słowo neutralne – doskonały przykład jak znaczenia nie są przywiązane do słów na zawsze.

 

architektka

Takie wymysły zubażają język!

Nie da się zubożyć języka dodając do niego nowe słowa. Po prostu nie da. Język rośnie tak długo jak długo korzystając z jego zasad tworzymy nowe słowa. Zubożeniem języka jest wyparcie się tego, że można tworzyć nowe słowa i inaczej opisywać rzeczywistość. Bo to jest najważniejsze – język musi móc opisać to co się dzieje. Jeśli świat jest pełen kobiet wykonujących zawody określane słowami z męskimi końcówkami, to język musi nadgonić. Świat się zmienił, język musi się zmienić. Na tym to polega. Po to są nam słowa. By nadawać imię temu co widzimy przed sobą. To jest  niesłychani ważna funkcja języka – stworzyć w słowach reprezentację świata, który nas otacza. Żebyśmy mogli o nim opowiedzieć innym. I żeby inni zrekonstruowali na podstawie naszej opowieści nasz świat.

Ale przecież mamy „Pani profesor”!

Mamy. Część osób bardzo tą formę lubi. Ale ona podobnie jak wszystkie sprowadza się do takiego samego pokazywania świata. Otóż jest mężczyzna – wykonujący jakiś zawód a ponieważ co pewien czas ten mężczyzna nie jest mężczyzną tylko kobietą musimy to dopowiedzieć. To trochę bez sensu skoro nasz język dopuszcza nie chodzenie na około tylko zamieszczenie tej płci osoby wykonującej zawód w samym słowie.  To zresztą działa w obie strony powiedzenie „Pan pielęgniarka” brzmi kretyńsko. A przecież jest dokładnie tym samym. Dlatego lepiej powiedzieć „pielęgniarz” i tym samym opisać dokładnie to co widzimy – mężczyznę którego zawodem jest pielęgnowanie chorych ludzi. Takie proste! I takie fajne – bo nowe słowa, często trochę świeże i niezużyte są naprawdę super.

 

Psycholożka

I co dalej?

Dla niektórych wprowadzenie form żeńskich jako powszechnych jest otwarciem drzwi dla jakiejś strasznej ingerencji w język. Co dalej? Nie wiem, ale w sumie – pewnie nic nowego. Żeńskie formy zawodów wcześniej zarezerwowanych dla mężczyzn proponowano w Polsce już w dwudziestoleciu międzywojennym. I całkiem sporo z nich się przyjęło. A jeśli wprowadzimy więcej zmian? Jeśli zaczniemy szukać odpowiednich określeń dla osób które nie identyfikują się z żadną płcią? Tym lepiej. Świat się zmienia i musimy go zacząć inaczej opisywać. To nie jest tak, że język na tym straci. Że stanie się coś strasznego – stanie się dokładnie to samo kiedy musieliśmy znaleźć setki słów na nowe wynalazki XX wieku, wymyślić wszystkie określenia związane z jazdą samochodem czy lataniem samolotem. Co chwilę język staje przed wyzwaniem. I co chwilę musi mu podołać. Inaczej nie będziemy mogli opisać tego co widzimy. A to dopiero jest tragedia.

 

Inżynierka!

Dla wielu korzystanie z żeńskich form zawodów to kwestia jednoznacznie feministycznych poglądów. Ale powiedzmy sobie szczerze – chęć bycia opisanym właściwym słowem, skonstruowanym wedle zasad słowotwórstwa, nie powinno być nigdy utożsamiane z ideologią. A właściwie – może być utożsamiane z ideologią w takim stopniu w jakim wszystkie słowa z jakich korzystamy są nacechowane ideologicznie. Jeśli korzystasz tylko z form męskich – nie mniej wyrażasz swój światopogląd niż wtedy kiedy korzystasz tylko z form żeńskich. Nie ma języka oderwanego od postrzegania świata. To czy na obcego mówisz – śniady czy ciapaty, czy powiesz czarnoskóry czy murzyn, czy skorzystasz z właściwego zaimka osobowego, czy o dziecku powiesz „on”, „ona” czy „ono”. Przykłady można mnożyć. Wszyscy mówimy językiem przesiąkniętym naszymi poglądami. Tak więc –to nie jest „normalny język” kontra feministki. To jest jedna wizja świata kontra druga wizja świata. Obie poprawne językowo.

 

Blogerka

Na koniec chciałabym żebyście mnie dobrze zrozumieli – wcale nie uważam, że od jutra musicie się zacząć przedstawiać w sposób jednoznacznie przypisany do waszej płci. Może nawet sam koncept przypisanej płci wydaje się wam średni. Wiem, że chwilowo sporo osób decyduje się odwoływać do własnych preferencji – czego w sumie nie można zabronić. I chyba nikt tego nie chce. Ale, proszę was żebyście w duchu pomyśleli – czy aby nasze lęki i niechęć nie były przypadkiem zakorzenione w przyzwyczajeniu, przekonaniu, że skoro tak było to niech tak będzie i pewnym lenistwie – które każe uważać stan obecny zawsze za lepszy od zmiany. Co więcej, myślę, że jeszcze długo będziemy trwać w stanie przejściowym i nawet Zwierz pisze o sobie naprzemiennie „bloger” i „blogerka”. Ale  zamykanie się na zmianę, tylko dlatego, że coś znamy lepiej nie ma trochę sensu. Zwłaszcza w przypadku języka. Który pędzi, pędzi i strasznie głupio żeby pobiegł dalej a my wszyscy zostali w tyle.

PS: A jutro cała seria Niefortunnych Zdarzeń!

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...