Home Ogólnie Domykanie klamry czyli zwierz kończy 9 lat

Domykanie klamry czyli zwierz kończy 9 lat

autor Zwierz
Domykanie klamry czyli zwierz kończy 9 lat

Dziewięć lat temu w Gaze­cie Wybor­czej przeczy­tałam komen­tarz do nocy Oscarowej i się zden­er­wowałam – to był dla mnie impuls by zająć się blo­gowaniem. Zwłaszcza, że miałam już pier­wszy wpis. Zaczy­nał się od słów „Jutro będą roz­dawać Oscary”. Dziewięć lat później na dwa dni przed cer­e­monią Oscarową mam wraże­nie, że pew­na klam­ra się zamy­ka (choć spoko­jnie – nie do koń­ca).

Kiedy zakładałam blo­ga mój pomysł był prosty – nar­rac­ja o pop­kul­turze jaka domi­nowała w medi­ach wcale mi się nie podobała. Było w niej za mało pro­fesjon­al­iz­mu, za dużo przekła­mań i za dużo sno­biz­mu. Po lat­ach wiele się zmieniło i dziś niko­go nie trze­ba przekony­wać do seri­ali, filmów na pod­staw­ie komik­sów czy znaczenia pop­kul­tu­ry – nawet w jej najbardziej sze­ro­kich prze­jawach – dla reflek­sji nad kul­turą i społeczeńst­wem. Nie mniej – wciąż w wielu medi­ach moż­na napotkać tek­sty pisane tak jak­by komuś nie chci­ało się zro­bić najprost­szego – sprawdz­ić o czym pisze.

 

Blo­gowanie te kil­ka lat temu było dużo prost­sze. Pisało się kil­ka zdań.  Zdję­cia były opcjon­alne. Zwyk­le ich nie było. O social media się nie dbało. Wszys­tko o czym się pisało było wtedy trochę nowe i niez­nane. Ludzie nie oglą­dali seri­ali na bieżą­co więc co chwile moż­na było wyskoczyć z pole­canką nowoś­ci. Sprzęt z jakiego korzys­tałam jest z punk­tu widzenia współczes­nego blogera śmieszny. Lap­top z długim kablem łączą­cym z inter­netem trzy­małam na krawędzi łóż­ka. Jeśli prze­sunęłabym go dalej wtedy kabel, bieg­ną­cy od poko­ju rodz­iców nap­inał się w poprzek kory­tarza robiąc pułap­kę dla prze­chodzą­cych. Kiedyś po przy­sunię­ciu do siebie lap­topa usłysza­łam “łup”. Pod­cięłam moją sza­cowną matkę. Przez moment myślałam, że ją zabiłam. Potem okaza­ło się, że chy­ba zła­małam jej nos. To na razie jedy­na fizy­cz­na ofi­ara tego blo­ga.

Na początku nie wiedzi­ałam, że okaże się taka zde­cy­dowana. Bo to chy­ba najlepiej odd­a­je moją postawę. Nie wiedzi­ałam, że będę pisać codzi­en­nie i że wytr­wam dłużej niż wielu którzy zaczęli razem ze mną. Zwłaszcza to drugie mnie nieco dzi­wi – kiedy zaczy­nałam było w blo­gos­ferze sporo nazwisk których już nie ma. Ludzie których kiedyś przyj­mowałam za wzór czy z nimi rywal­i­zowałam, przestali pisać. Być może zniechę­cił ich brak szy­bkiego sukce­su, może znaleźli inne pas­je, może im się nie chce, może zmusiło ich do tego życie. W każdym razie – ku moje­mu zaskocze­niu – wytr­wałam dłużej niż się spodziewałam. Może dlat­ego, że trochę świadomie poświę­ciłam całkiem sporo by móc prowadz­ić blo­ga. Nigdy nie zde­cy­dowałam się na pracę na całym eta­cie, nigdy nie przyjęłam pra­cy w której musi­ałabym pisać więcej dla kogoś niż dla siebie.

Ta wytr­wałość okaza­ła się – jak w niejed­nym Hol­ly­woodzkim filmie, przepisem na sukces. Bo nie ukry­wa­jmy – pisać przez kil­ka lat, mieć czytel­ników, współpra­cow­ać z cza­sopis­ma­mi które się przez te wszys­tkie lata czy­tało – to jest sukces. Nawet jeśli nie zawsze przelicza się na pieniądze. Ostat­nim dodatkiem do tego sukce­su jest fakt, że po tylu lat­ach pra­cy (choć może raczej należy napisać – inten­sy­wnego odd­awa­nia się swo­jej pasji) doszłam do momen­tu którego się nie spodziewałam. Ter­az to ja spędzę kil­ka godzin w Oscarową noc (a także następ­nego dnia rano) roz­maw­ia­jąc w trady­cyjnych medi­ach o Oscarach. Komen­tu­jąc wydarzenia. Postaram się wywiązać z tego jak najlepiej, nie popisać się igno­rancją, nie powiedzieć nic głupiego. Ale jed­nocześnie – o Boże jakie to było­by cud­owne gdy­bym kogoś wkurzyła. Najlepiej jakąś nas­to­latkę czy nas­to­lat­ka którzy po pros­tu wiedzą, że ja się na niczym nie znam. Chci­ałabym żeby poczuli, że muszą o tym opowiedzieć światu – nagrać filmik albo pod­cast (kto dziś zakła­da blo­gi!). Chci­ałabym, żeby byli w swo­jej iry­tacji równie nieprze­jed­nani co ja w swo­jej. I żeby to oni za kil­ka lat mogli mówić, że z czys­tej iry­tacji zaczęli pracę która zaprowadz­iła ich tam gdzie nigdzie nie spodziewali się znaleźć.

Bo jeśli czegoś mnie te dziewięć lat pisa­nia nauczyło, to że nie da się ciężko pra­cow­ać jeśli nie płonie w nas ogień. Jak się nie zden­er­wu­je­my na to co nas otocza, jak nie będziemy tego podsy­cać, jak nie będą nas świerzbić palce – to wtedy łat­wo dać sobie spokój. Dlat­ego nigdy nie pod­chodzę do kul­tu­ry spoko­jnie, dlat­ego pozwalam by mnie wzrusza­ła, den­er­wowała, wprowadza­ła w stu­por i zmusza­ła do myśle­nia. Bez tego nie da się pisać – nie tylko codzi­en­nie, ale w ogóle. I pewnie – nieza­leżnie od tego, że klam­ra his­torii na tym blogu powoli się domy­ka, to jed­nak jeszcze minie trochę cza­su zan­im się zamknie.

A was drodzy czytel­ni­cy – poz­draw­ia­jąc serdecznie w tym dniu dziewią­tych urodzin, zwierz poucza. Jeśli będziecie bard­zo cier­pli­wi, odrobinę pra­cowici, i zawsze pewni że świat czeka na wasze zdanie, to jeśli będziecie mieli trochę szczęś­cia, trochę zna­jo­moś­ci, i trochę tupetu to może – speł­ni­an­ie marzeń i zamykanie klam­ry okaże się czymś co po pros­tu na was czeka. Więc idź­cie i zdrowo się czymś zden­er­wu­j­cie. A może które­goś dnia wszyscy spotkamy się na czer­wonym dywanie w Los Ange­les i raz w życiu będziemy wys­pani w dzień po Oscarach. Ściskam was moc­no, kocham bez ustanku. Wasz dziewię­ci­o­let­ni Zwierz.

Ps: Ponieważ piątek pią­tu­nio  to jeszcze obow­iązkowo link do naszego nowego Pod­cas­tu! W tym odcinku mówimy o popraw­ia­n­iu his­torii na potrze­by kul­tu­ry!

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy