653
Hej
Jakoś ostatnimi czasy dopadł mnie duch statystyczno problemowy i umieszcza w mojej głowie myśli na najdziwniejsze tematy. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać na co można w kinie umrzeć. Jak może wiecie w Operze co druga postać zostaje przebita mieczem zaś pozostałe umierają na gruźlicę ( zdążywszy przed śmiercią wydać jeszcze ze swoich przeżartych przez chorobę płuc wysokie C), w kinie też istniją pewne mordercze trendy.
Pomijając morderstwa które w kinach zdażają się częściej niż w rzeczywistości najwięcej chyba bohaterów ginie w wypadkach samochdowych. Z niewiadomych przeczyn w świecie filmowym zdeżenia są wyłącznie czołowe i śmiertelne. Przy czym należy zauważyć że jeśli samochodem jedzie rodzina to wypadek zabije albo oboje rodziców albo dzieci, zaś jeśli ktoś stracił matkę to niemal w 75% jest to wina wypadku.
Z filmów można też wywnioskować że medycyna nie poczyniła w ostatnich latach żadnych postępów. Białaczka u dzieci dziś całkiem nieźle wyleczalna na filmach to wyrok śmierci. Podobnie z rakiem – zwłaszcza rak mózgu dobija wszystkich ale co ciekawe w sposób niezwykle estetyczny – bohater dowiaduje się że ma raka, potem widzimy go bez włosów ( u kobiet konieczna jest scena ściągania chustki bądź peruki jako objaw pogodzenia się z chorobą) a potem sobie umiera. NIkt nigdy nie jest oblożnie chory chyba że mamy do czynienia z produkcją o eutanazji albo jednym z tych dramatów ktorych głównym przedmiotem jest straszna choroba genetyczna której nikt nie chce leczyć.
Prawie nie umiera się ostatnimi czasy na AIDS – ta tak popularna przyczyna śmierci jeszcze w latach 90 ostatnio przestała bawić scenarzystów – nie chodzi tu bynajmniej o to że AIDS przestalo być śmiertelne – po prostu co raz bardziej oczywistym się staje że raczej na tą chorobę nie wymrze ludzkość.
Wracając natomiast do wspomnianej gruźlicy- na nią nikt we współczesnym filmie nie umiera i praktycznie nikt nie choruje. A szkoda bo ta niemal wytępiona w Europie choroba wciąż pozbawia w Stanach Zjednoczonych życia wielu ubogich o czym mało kto wie.
Możecie mnie zaspytać czego ja się czepiam? Czemu nie podoba mi się film w którym dziewczyna chora na mukowiscydozę nie ma żadnych problemów zdrowtonych poza uporczywym kaszlem? Czemu dostaję szalu kiedy bohaterka filmu umiera trzy minuty po tym jak z ekranu pada zwrot rak piersi?
Cóż wychodze z zalożenia że dla wielu ludzi film czy telewizja jest źródlem wiedzy o świecie. Jest też dostarczycielem wzorców zachowań. Po co się badać skoro rak piersi jest zabójczy ? Po co zwracać uwagę na serce skoro prawie nikt w filmie nie umiera na zawał ( w przeciwieństwie do świata rzeczywistego gdzie zawały zabijają mężczyzn masowo)? Nazwijcie to staroświeckim podjeściem ale wydaje mi się że w tej jednej kwestii film powinien trzymać się prawdy. Dla dobra nas wszystkich.
