Home OgólnieZgon nas pogrzebie czyli na co można umrzeć jeśli się nie istnieje

Zgon nas pogrzebie czyli na co można umrzeć jeśli się nie istnieje

autor Zwierz

Hej

Jakoś ostatnimi czasy dopadł mnie duch statystyczno problemowy i umieszcza w mojej głowie myśli na najdziwniejsze tematy. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać na co można w kinie umrzeć. Jak może wiecie w Operze co druga postać zostaje przebita mieczem zaś pozostałe umierają na gruźlicę ( zdążywszy przed śmiercią wydać jeszcze ze swoich przeżartych przez chorobę płuc wysokie C), w kinie też istniją pewne mordercze trendy. 
Pomijając morderstwa które w kinach zdażają się częściej niż w rzeczywistości najwięcej chyba bohaterów ginie w wypadkach samochdowych. Z niewiadomych przeczyn w świecie filmowym zdeżenia są wyłącznie czołowe i śmiertelne. Przy czym należy zauważyć że jeśli samochodem jedzie rodzina to wypadek zabije albo oboje rodziców albo dzieci, zaś jeśli ktoś stracił matkę to niemal w 75% jest to wina wypadku. 
Z filmów można też wywnioskować że medycyna nie poczyniła w ostatnich latach żadnych postępów. Białaczka u dzieci dziś całkiem nieźle wyleczalna na filmach to wyrok śmierci. Podobnie z rakiem – zwłaszcza rak mózgu dobija wszystkich ale co ciekawe w sposób niezwykle estetyczny – bohater dowiaduje się że ma raka, potem widzimy go bez włosów ( u kobiet konieczna jest scena ściągania chustki bądź peruki jako objaw pogodzenia się z chorobą) a potem sobie umiera. NIkt nigdy nie jest oblożnie chory chyba że mamy do czynienia z produkcją o eutanazji albo jednym z tych dramatów ktorych głównym przedmiotem jest straszna choroba genetyczna której nikt nie chce leczyć.
Prawie nie umiera się ostatnimi czasy na AIDS – ta tak popularna przyczyna śmierci jeszcze w latach 90 ostatnio przestała bawić scenarzystów – nie chodzi tu bynajmniej o to że AIDS przestalo być śmiertelne – po prostu co raz bardziej oczywistym się staje że raczej na tą chorobę nie wymrze ludzkość.
 Wracając natomiast do wspomnianej gruźlicy- na nią nikt we współczesnym filmie nie umiera i praktycznie nikt nie choruje. A szkoda bo ta niemal wytępiona w Europie choroba wciąż pozbawia w Stanach Zjednoczonych życia wielu ubogich o czym mało kto wie.
Możecie mnie zaspytać czego ja się czepiam? Czemu nie podoba mi się film w którym dziewczyna chora na mukowiscydozę nie ma żadnych problemów zdrowtonych poza uporczywym kaszlem? Czemu dostaję szalu kiedy bohaterka filmu umiera trzy minuty po tym jak z ekranu pada zwrot rak piersi?
Cóż wychodze z zalożenia że dla wielu ludzi film czy telewizja jest źródlem wiedzy o świecie. Jest też dostarczycielem wzorców zachowań. Po co się badać skoro rak piersi jest zabójczy ? Po co zwracać uwagę na serce skoro prawie nikt w filmie nie umiera na zawał ( w przeciwieństwie do świata rzeczywistego gdzie zawały zabijają mężczyzn masowo)? Nazwijcie to staroświeckim podjeściem ale wydaje mi się że w tej jednej kwestii film powinien trzymać się prawdy. Dla dobra nas wszystkich. 

Powiązane wpisy