Home Ogólnie Będę oglądać Dirty Dancing 70 razy dziennie czyli Czy popkultura może pomóc na złamane serce?

Będę oglądać Dirty Dancing 70 razy dziennie czyli Czy popkultura może pomóc na złamane serce?

autor Zwierz
Będę oglądać Dirty Dancing 70 razy dziennie czyli Czy popkultura może pomóc na złamane serce?

Co pewien czas dosta­ję maile od moich czytel­ników z prośbą o pomoc. Cza­sem ktoś złamie nogę i potrze­bu­je pomo­cy by przetr­wać kil­ka tygod­ni w łóżku i nie zwar­i­ować. Cza­sem ktoś prag­nie dowiedzieć się jakie filmy wypa­da obe­jrzeć przed maturą. Cza­sem jed­nak, częś­ciej niż może się wydawać, dosta­ję pyta­nia – co by Zwierz pole­cił na zła­mane serce. Co sprowadza nas do pyta­nia – czy pop­kul­tura może cokol­wiek na zła­mane serce poradz­ić.

Oso­biś­cie nigdy Zwierz nie zła­mał sobie ser­ca w sposób poważny. To zale­ta pozostaw­ia­nia singielką aż do dwudzi­estego ósmego roku życia, kiedy to jak w kome­di­ach roman­ty­cznych napotkałam męża na kon­fer­encji naukowej (choć czy są kome­die roman­ty­czne o kon­fer­enc­jach naukowych? Jeśli nie trze­ba naty­ch­mi­ast nakrę­cić tuzin). Z drugiej strony to wada bo nigdy nie miałam poczu­cia że wszys­tkie piosen­ki o miłoś­ci są o mnie. W każdym razie, aby nieco wzbo­gacić moje przeczu­cia, zapy­tałam też swoich czytel­ników co sądzą – okaza­ło się, że zła­mane serce nie było potrzeb­ne by znaleźć odpowiedź. I myślę, że spoko­jnie moż­na tą odpowiedź roz­ciągnąć na wiele innych życiowych doświad­czeń.

 

 Po pier­wsze jak wszyscy wiemy, czas leczy rany. Ale czas trze­ba czymś wypełnić. Wypeł­ni­an­ie go długi­mi, pełny­mi dramy i zwrotów akcji seri­ala­mi, trochę poma­ga jed­nak wypełnić długie dni i godziny w cza­sie których trze­ba czekać aż nam prze­jdzie. Plus jest taki, że oglą­dane seri­ale, zwłaszcza kiedy oglą­damy na raz ich wszys­tkie sezony, tworzą specy­ficzne wraże­nie, szyb­szego upły­wu cza­su. Jeśli dziś usiądziecie i obe­jrzy­cie wszys­tkie sezony Przy­jaciół w dwa tygod­nie to paradok­sal­nie będziecie mieli wraże­nie, że upłynęło dużo więcej cza­su. Bo choć w waszym życiu niewiele się wydarzyło, świat bohaterów seri­alu kil­ka razy stanął na głowie. Ta specy­ficz­na gra z poczu­ciem upły­wu cza­su, którą ser­wu­ją nam oglą­dane hurtem seri­ale może nas skutecznie przekon­ać, że minęło więcej cza­su niż nam się wyda­je, a ponieważ bohaterowie się tak bard­zo zmie­nili, to i w nas pewnie zaszła zmi­ana. Nie podzi­ała na wszys­t­kich ale na niek­tórych. Poza tym, seri­ale pełne dramy – jak Gos­sip Girl czy Dynas­tia spraw­ia­ją, że chcąc nie chcąc angażu­je­my się w pro­dukc­je zas­tanaw­ia­jąc się co wydarzy się dalej. Nawet jeśli oglą­damy je trochę bezmyśl­nie. Inna sprawa – znam ludzi, którym na zła­mane serce najlepiej robi przeczy­tanie czter­dzi­es­tu krymi­nałów. Kiedy po raz pią­ty zabi­ja narzec­zony – człowiek ma wraże­nie, że wygrał życie na loterii.

Po drugie – jesteśmy częs­to skłon­ni postrze­gać bohaterów pro­dukcji fil­mowych czy seri­alowych jako dowód na to, że nie wszys­tko stra­cone. Pamię­tam, że kiedy pojaw­iła się Miran­da lubiłam oglą­dać ten ser­i­al – nie tylko dla poczu­cia humoru ale także z myślą, że sko­ro w życiu Mirandy wszys­tko ukła­da się dobrze, to dla mnie jest jak najbardziej szansa. Myślę, że wiele osób – nawet zda­jąc sobie sprawę, że oglą­da fikcję, lubi w życiu i perypeti­ach bohaterów szukać znaku, że jest jeszcze nadzie­ja. Sko­ro bohater­ki Sek­su w Wielkim Mieś­cie mogły kilka­naś­cie razy na sezon zna­j­dować i tracić wielką miłość i uświadami­ać sobie, że to nie jest cały ich świat, to my też może­my. Nie wiem czy to doskonale poradzi na zła­mane serce, ale z drugiej strony – sporo naszych wyobrażeń o życiu i jego przeło­mowych momen­tach bierze­my właśnie z pop­kul­tu­ry. Jeśli kiedykol­wiek jadłyś­cie pudło lodów po tym jak odszedł od was facet czy dziew­czy­na to pewnie dlat­ego, że niemal wszys­tkie bohater­ki zachod­niej pop­kul­tu­ry tak robią. I nie ma w tym nic złego, bo zjedze­nie pudła lodów też nie leczy zła­manego ser­ca ale człowiek przy­na­jm­niej zjadł lody.

 

 

 

 

Po trze­cie, wyda­je mi się że zwróce­nie się ku pop­kul­turze ma jeszcze jeden wymi­ar. Kul­tura jest trochę po to byśmy szukali w niej odbi­cia włas­nych uczuć, emocji i poczu­cia, że nie jesteśmy sami. Dlat­ego, w sum­ie siedze­nie i słuchanie w kółko utworów o zła­manych ser­cach nie jest takie głupie. Nie chodzi o to, żeby się zdołować, ale też o to by przekon­ać się że gdzieś tam był twór­ca który myślał dokład­nie tak samo jak my, i czuł podob­nie. Kiedy tylko uświadomimy sobie, że nasze uczu­cia nie są tak bard­zo wyjątkowe, że gdzieś tam jest ktoś kto czuł podob­nie i nawet napisał o tym piosenkę czy nakrę­cił film – nie jesteśmy ze swoim smutkiem sami. Raczej dokładamy się do wielkiego zbioru przeżyć, które łączy ludzkość i niejed­nokrot­nie napędza ją do napisa­nia kosz­marnie łza­wych utworów na char­czą­cy głos i gitarę. Wyda­je się, że to całkiem zdrowe wyjść ze świa­ta w którym się jest tylko samemu i poszukać potwierdzenia, że wszys­tko z naszym zła­manym sercem jest w porząd­ku.

Po czwarte- zaskoczyło mnie w odpowiedzi­ach moich czytel­ników ile osób wskazy­wało dość przy­pad­kowe czy nie oczy­wiste dzieła jako te które pomogły im w pry­wat­nym kryzysie. Bo trochę tak jest, że nasza psy­chi­ka cza­sem dzi­ała dzi­wnie. W chwili najgłęb­szego mroku, nagle ratu­je nas oglą­danie w kółko nie „Dirty Danc­ing” (pamięta­cie tak robiła bohater­ka New Girl) czy „Śni­ada­nia u Tiffany’ego” (które pociesza­ło Blair Wal­dorf) ale dystopi­jnego Equi­lib­ri­um. Dlaczego? Bo wszyscy jesteśmy inni, niek­tórych z głębi ich smutku i roz­paczy wyry­wa­ją hor­ro­ry, innych młodzieżowe filmy o miłoś­ci a jeszcze innych czter­dzi­esty seans Szere­gow­ca Ryana. Kul­tura ma tą niesamow­itą moc że cza­sem – wbrew rozsąd­kowi potrafi w nas obudz­ić uczu­cia o których byliśmy pewni, że je zakopal­iśmy, a nasze serce padło i już się więcej nie pod­niesie. Na całe szczęś­cie. Inaczej pomyśl­cie o tych wszys­t­kich bied­nych ludzi­ach którzy zła­mali sobie serce w młodoś­ci. Gdy­byśmy wszyscy tak jak oni wierzyli, że nigdy więcej nie będziemy szczęśli­wi, był­by to naprawdę smut­ny świat.

 

Po piąte — kul­tura jest dobra by po pros­tu najzwycza­jniej w świecie odwró­cić naszą uwagę. Siedze­nie i gapi­e­nie się na film czy ser­i­al może się okazać lep­szym wyjś­ciem niż siedze­nie i gapi­e­nie się na ścianę. Jed­nocześnie — to doskon­ały miernik, tego jak bard­zo nic nie robimy. Jeśli jed­nego dnia obe­jrzymy czter­naś­cie odcinków jed­nego seri­alu na raz i Net­flix pyta czy jeszcze żyje­my to może być to całkiem niezły syg­nał, że chy­ba nie mamy się tak dobrze jak mogło się nam wydawać. Nie mniej — pier­wszy dzień w którym zami­ast naszego zła­manego ser­ca zaczniemy rozważać, dlaczego Ted z “Jak poz­nałem waszą matkę” jest takim upierdli­wym bohaterem — to dzień małego zwycięst­wa. Człowiek to taka w sum­ie pros­ta isto­ta — jeśli będziemy nasze­mu móz­gowi podrzu­cać coś innego do myśle­nia — to w końcu zaczniemy o tym myśleć. Co jest lep­sze niż roz­pamię­ty­wanie w kółko ostat­nich dwudzi­es­tu rozmów z byłym czy byłą i zas­tanaw­ian­ie się co takiego właś­ci­wie powiedzieliśmy. Zde­cy­dowanie więcej sen­su ma wściekanie się na luki log­iczne w drugim sezonie West­world

 

Ostate­cznie ilekroć ktoś pyta mnie co moż­na poradz­ić na zła­mane serce to najbardziej pole­całabym przeczy­tanie włas­nego pamięt­ni­ka z cza­sów młodoś­ci. Tam na pewno jest jakaś deklarac­ja że się nigdy więcej człowiek nie zakocha. To poma­ga nabrać per­spek­ty­wy. Co się jed­nak tyczy kul­tu­ry pop­u­larnej to przyz­nam szcz­erze – nadal nie ma pewnoś­ci czy ist­nieje na takie pytanie właś­ci­wa odpowiedź. Bo wierzę, że uciecz­ka w pop­kul­turę poma­ga – na wiele życiowych smutków poma­ga. Nie siedzi­ałabym tyle oglą­da­jąc Dynas­tię gdy­by nie poma­gała. A jed­nocześnie – kiedyś trze­ba wyłączyć ser­i­al i stanąć oko w oko ze swoi­mi prob­le­ma­mi. Które zwyk­le nie są tak zag­mat­wane jak dzieje rodziny Car­ring­tonów ale niekoniecznie sobie pójdą jeśli będziemy patrzeć w inną stronę. Najbardziej chci­ałabym zaś poradz­ić by sobie ser­ca nie łamać w ogóle, ale jak rozu­miem – to jed­na z tych rad których trud­no się trzy­mać.

Nato­mi­ast wiem jed­no – nie ma jed­nej dobrej metody na kul­tur­al­ną walkę ze zła­manym sercem czy chan­drą. Na każdego dzi­ała co innego. Jed­nym o świecie pozwala zapom­nieć powtór­ka z „Wojny i Poko­ju” bo zan­im się skończy czy­tać to człowiek już zapom­ni co go martwiło. Inni muszą obe­jrzeć czter­dzieś­ci komedii roman­ty­cznych by się utwierdz­ić w przeko­na­niu że roman­ty­cz­na miłość jed­nak ist­nieje. Są tacy których serce znów zaczy­na bić kiedy Fred­die Kruger zabi­je kole­jną ofi­arę. I nie ma  w tym nic złego – jak pisałam – kul­tura do nas wszys­t­kich dociera inaczej, więc nie daj­cie sobie wmówić że są dobre i złe rzeczy na zła­mane serce. Są dobre i złe rzeczy dla was. I jak musi­cie słuchać Justi­na Bib­era, żeby wyjść z głębi około ser­cowych mroków, to nawet Zwierz nie będzie was sądz­ił.

Ps: Dzię­ki wszys­tkim którzy podzielili się swoi­mi doświad­czeni­a­mi na grupie Zwierza na FB. Jeśli nie wiecie o jej ist­nie­niu to jak klikniecie TUTAJ będziecie mogli dołączyć. Tak sobie tam roz­maw­iamy i narzekamy.

Ps2: Jutro będzie coś bard­zo fajnego. O ile dożyję, bo przez­iębiony wielce jest Zwierz.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy