Home Ogólnie Co tam panie w Hollywood? Chińczycy trzymają się mocno.

Co tam panie w Hollywood? Chińczycy trzymają się mocno.

autor Zwierz
Co tam panie w Hollywood? Chińczycy trzymają się mocno.

Zwierz obiecał wam jak­iś czas temu, że streś­ci wam (plus minus) swo­je wys­tąpi­e­nie z kon­fer­encji naukowej w której omaw­iał bard­zo ciekawy prob­lem jakim jest kwes­t­ia sto­sunków Hol­ly­wood z Chi­na­mi. Rzecz może się wydawać pozornie bard­zo naukowa i bła­ha ale kiedy przyjrzymy się temu uważniej może się to okazać jed­nym z najważniejszych zjawisk we współczes­nym kinie rozry­wkowym. I takim wobec którego nie sposób prze­jść obo­jęt­nie.

Zaczni­jmy od prostej infor­ma­cji. Hol­ly­wood nie inwes­t­u­je w Chi­nach z powodu dobrego ser­ca czy prag­nienia by wszyscy na całym świecie mogli zobaczyć jak Tom Cruise wykonu­je kole­jną mis­ję niemożli­wą czy zobaczyli jak złe mogą być Trans­form­er­sy. Miłość amerykańskiej kine­matografii do Chin bierze się z jed­nego prostego powodu, chińs­ki rynek fil­mowy to jeden z naj­dy­nam­iczniej rozwi­ja­ją­cych się rynków na świecie. Pod­czas kiedy od kilku lat rynek amerykańs­ki odczuwa spadek czy sta­gnację, w Chi­nach otwier­a­ją się nowe kina, mul­ti­pleksy, rośnie ilość kin z ekrana­mi IMAX i wyglą­da na to, że w ciągu najbliższych lat Chiny pod wzglę­dem ekranów prze­ros­ną Stany Zjed­noc­zone. Do tego po pros­tu Chińczy­cy chęt­niej chodzą do kin, kupu­ją więcej biletów w tym na pokazy 3D i IMAX które przynoszą więk­sze zys­ki. Do tego od kilku lat po pod­pisa­niu nowej umowy hand­lowej pomiędzy Chi­na­mi a Stana­mi wyz­nac­zono nową liczbę filmów które zostaną dopuszc­zone na chińskie ekrany (przez władze), jed­nocześnie zaz­nacza­jąc, że część z nich musi być w for­ma­cie 3D i IMAX. Inny­mi słowy Chińczy­cy otworzyli drzwi a Hol­ly­wood wpakowało się tam z całym swoim wesołym cyrkiem.

This picture taken on April 6, 2013 shows attendees sitting in front of a poster during a promotional event for the Hollywood movie ''Iron Man 3''  at the Forbidden City in Beijing.             AFP PHOTO / WANG ZHAO        (Photo credit should read WANG ZHAO/AFP/Getty Images)

Dziś coraz bardziej oczy­wiste sta­je się, że jeśli film ma osiągnąć sukces finan­sowy to najważniejsza jest Chińs­ka pre­miera

Wydawać by się mogło, że podążanie Hol­ly­wood za pieniądzem nie powin­no niko­go dzi­wić. Bądź co bądź mówimy o show biz­ne­sie a to oznacza, że nieza­leżnie od naszych marzeń i prag­nień ważniejsze od artysty­cznych osiąg­nięć są zys­ki. Prob­lem jed­nak pole­ga na tym, że – jeśli ostat­nio nie sprawdza­l­iś­cie – zwierz przy­pom­i­na, że Chiny nie są kra­jem demokraty­cznym. Więcej, są kra­jem w którym obow­iązu­je cen­zu­ra. Tu zapewne zaśmieje­cie się zwier­zowi w twarz – ależ zwierzu chy­ba nie myślisz, że naprawdę to wielkie wolne amerykańskie Hol­ly­wood będzie się pod­porząd­kowało chińskiej cen­zurze. Otóż moi drodzy bard­zo się myli­cie – Hol­ly­wood nie dość że pod­da­je się cen­zurze chińskiej to jeszcze decy­du­je się na nieco więk­szą zbrod­nię, pod­da­jąc się auto­cen­zurze i w sposób wyprzedza­ją­cy wyka­sowu­jąc z filmów sce­ny i wąt­ki które mogły­by się nie spodobać wład­zom chińskim. Jed­nocześnie dość nat­u­ral­nie doda­jąc ele­men­ty które mogą się chińczykom spodobać. Przy czym co ważne — nie zawsze wid­ow­n­ia chińs­ka podziela uczu­cia swo­jej cen­zury. Ogólne założe­nia nakazu­ją jed­nak dużo więk­szą niż w przy­pad­ku pro­dukcji zachod­nich cen­zurę oby­cza­jową — nie powin­no być za dużo sek­su, prze­mo­cy i przek­leństw no i rzecz jas­na cen­zurę poli­ty­czną — nic co by staw­iało chińskie władze w złym świ­etle raczej nie może znaleźć sobie miejs­ca na ekranach kin.

a4e25d07eab8bf028d0f6a7067005eaf

Coraz częś­ciej filmy nie są przy­wożone do Chin ale już pro­dukowane z myślą o chińskiej wid­owni

Tu aż prosi się o przykłady. Na całe szczęś­cie zwierz wcale nie musi się tu tak bard­zo męczyć, nie chodzi bowiem o to, że przykładów jest całkiem sporo ale też o to, że zjawisko jest tak wyraźne, że w Stanach pow­stał rzą­dowy raport który dokład­nie opisu­je zjawisko. Moż­na z niego wyczy­tać bard­zo ciekawe rzeczy. Dowiemy się np. że w trzec­im Mis­sion Impos­si­ble który roz­gry­wa się częś­ciowo w Szang­ha­ju cyfrowo wyka­sowano suszące się nad uli­ca­mi pranie które zdaniem cen­zorów pokazy­wało mias­to w złym świ­etle. Z kolei w Fac­etach w Czerni 3 wycię­to scenę gdzie bohaterowie wyka­sowu­ją pamięć postron­nym obser­wa­torom sytu­acji bo nie chciano by wid­zowie pomyśleli, że wid­zowie mogą to potrak­tować jako komen­tarz do cen­zorowa­nia inter­ne­tu przez władze. W Sky­fall wycię­to z kolei scenę gdzie Bond zabi­ja Chińskiego strażni­ka w banku, bo zdaniem władzy staw­ia to ochro­niarza i poczu­cie  bez­pieczeńst­wa widzów w złym świ­etle. Naj­ciekawszym przy­pad­kiem jest remake fil­mu Czer­wony Świt gdzie ataku­ją­cy niewielką miejs­cowość żołnierze byli początkowo chińczyka­mi. Kiedy jed­nak zdano sobie kon­sek­wenc­je takiego wyboru w post­pro­dukcji zamieniono chińskiej zna­ki i fla­gi na kore­ańskie. Z kolei w Word War Z wyka­sowano jakiekol­wiek sug­estie, że epi­demia miała cokol­wiek wspól­nego z chińczyka­mi. W ramach zabawnej auto­cen­zury z fil­mu Pix­ele wyka­sowano scenę gdzie kos­mi­ci niszczą Wiel­ki Mur by nie drażnić chińs­kich władz. W Karate Kid — nowej adap­tacji zde­cy­dowano się nato­mi­ast film przy­ciąć i wyka­sować aż pięt­naś­cie min­ut bo zakończe­nie staw­iało azjaty­ck­iego bohat­era w złym świ­etle. Ciekawą infor­ma­cję udostęp­nił autor sce­nar­iusza do trze­ciej część Mumii — jed­nego z pier­wszych filmów robionych od samego początku z myślą o rynku chińskim. Ponoć kiedy zapy­tano władze jakich wyty­cznych należy się trzy­mać dostali odpowiedź że mogą puś­cić wodze wyobraźni pod dwoma warunk­a­mi. Po pier­wsze cesarz który pojawi się w filmie będzie pochodz­ił z nieist­niejącej dynas­tii, po drugie pod żad­nym pozorem nie może przy­pom­i­nać Mao.

LOE_9327

Trasa pro­mo­cyj­na żad­nego fil­mu nie może się obyć bez Chin. Stąd tak łat­wo znaleźć zdję­cie pop­u­larnych aktorów na Wielkim Murze

Inna sprawa to pró­ba przy­podoba­nia się chińskiej wid­owni która sta­je się przy­czynkiem do zatrud­ni­a­nia chińs­kich aktorów w Hol­ly­woodz­kich pro­dukc­jach czy przenoszenia akcji do Chin. Co do pier­wszego to może­my to zobaczyć cho­ci­aż­by w X‑men: Days of Future Past, gdzie dru­go­planową bohaterkę gra znana chińs­ka aktor­ka Fan Bing­bing, Iron Man 3 który miał nawet nie pokazy­wane poza chi­na­mi spec­jalne sce­ny z uwzględ­nie­niem chińs­kich aktorów, czy udzi­ał Daniela Wu w Warcraft:Początek. Choć ta infor­ma­c­ja może brzmieć dobrze i być dowo­dem na to, że między­nar­o­dowa ekspan­s­ja Hol­ly­wood przy­czy­nia się do dyw­er­sy­fikacji to zwierz pole­ca jed­nak nie wywieszać zbyt szy­bko rados­nych flag. Otóż kiedy przyjrzymy się spraw­ie z bliska okaże się, że tak naprawdę zatrud­ni­an­ie Chińs­kich aktorów nie posz­erza ich znaczenia w filmie. Są na drugim planie, pojaw­ia­ją się w kilku sce­nach, niekoniecznie są istot­ni dla fabuły. Ich obec­ność w filmie zwyk­le rozd­muchi­wana w trak­cie pro­mocji pro­dukcji niekoniecznie odpowia­da oczeki­wan­iom. Ostate­cznie główny bohater nadal jest grany przez Amerykan­i­na a Azjaci pojaw­ia­ją się tylko w rolach dru­go czy nawet trze­cio planowych. Zresztą ten sam mech­a­nizm który odpowia­da za zatrud­ni­an­ie chińczyków w rolach dru­go­planowych może też ode­brać Azjatom role. Dziś głośno mówi się o tym, że zatrud­nie­nie Tildy Swin­ton do roli „Ancient One” w Dok­torze Strange’u nie jest tylko prostym wybielaniem obsady (co Hol­ly­wood też ma na sum­ie­niu) ale też ostrożnym trak­towaniem chińs­kich władz. Bo sko­ro Anci­et One miesz­ka w Tybe­cie to mógł­by się kojarzyć z Tybe­tańczyka­mi a to mogło­by Chińskie władze roz­złoś­cić. A nikt nie chce roz­złoś­cić chińczyków. Co w sum­ie jest nawet smutne jeśli weźmiemy pod uwagę że jeszcze kilka­naś­cie lat temu Hol­ly­wood robiło filmy o życiu Dala­jlamy czy słynne Sie­dem Lat w Tybe­cie. Ale czas kiedy Hol­ly­wood pamię­tało o ist­nie­niu Tybe­tu może­my uznać za dawno min­ione

fanbingbing

W Hol­ly­woodz­kich fil­mach zna­jdziemy coraz więcej chińs­kich twarzy ale zawsze na drugim czy trzec­im planie

Tylko żeby było jasne – co też jest ciekawe – nikt tak do koń­ca nie wie co chińczyków roz­złoś­ci. Bo choć są pewne zasady to jed­nak jak pokazu­je przykład cza­sem prze­chodzą rzeczy o których nikt by nie pomyślał, że uda im się przez cen­zurę przeniknąć. Ponoć w samych chi­nach komen­towano z pewnym zaskocze­niem dopuszcze­nie do dys­try­bucji ostat­niej odsłony przygód Bat­mana w reży­serii Chrisa Nolana. Pod­czas kiedy widz europe­js­ki czy amerykańs­ki mógł widzieć tam pewne odniesienia do rewolucji fran­cuskiej, to wid­ow­n­ia chińs­ka dość jed­noz­nacznie zin­ter­pre­towała film jako metaforę zjawisk i przemi­an jakie zaszły w kra­ju w cza­sie rewolucji kul­tur­al­nej. Choć wid­ow­n­ia zareagowała całkiem entuz­jasty­cznie to jed­nak zadawano sobie pytanie jakim cud­em pro­dukc­ja nie odbiła się od cen­zury. Takie trudne do przewidzenia zachowa­nia spraw­ia­ją, że w twór­cach pro­dukcji Hol­ly­woodz­kich rośnie pokusa wyprzedza­nia decyzji cen­zury chińskiej. Co jak moż­na się spodziewać – niekoniecznie kończy się dobrze dla pro­dukcji fil­mowych. Do tego, co zwierz musi wam dodać – chęć pod­bi­cia rynków chińs­kich wiąże się cza­sem z zabawnym prod­uct place­ment. Uważne oko zauważy że w Trans­form­er­sach pojaw­ia­ją się zabawne rzeczy np.  bohaterowie w Stanach piją chińskie melko, chińskiego Red Bul­la i korzys­ta­ją z chińs­kich kart kredy­towych. W Tek­sasie. Zresztą prod­uct place­ment stał się dla pro­du­cen­tów Trans­form­er­sów mieczem obosiecznym bo właśnie trwa pro­ces jed­nej z firm która zapłaciła Para­moun­towi za reklamę która ostate­cznie nie trafiła do fil­mu. Stu­dio broni się, że sce­ny w których logo miało się pojaw­ić pow­stały tego samego dnia kiedy reży­sera fil­mu Michaela Baya zaatakował człowiek posługu­ją­cy się jako bronią kawałkiem z kli­matyza­to­ra (zwierz nawet tego nie zmyśla), ale pro­ces trwa. Zaś — co może nawet nie dzi­wić — wid­zowie wcale nie są aż tak zach­wyceni iloś­cią bezsen­sownego wrzu­ca­nia chińs­kich marek do fil­mu. Chińs­ki widz pod tym wzglę­dem nie różni się bard­zo od zachod­niego.

transformers4_yili-copy

Mało sub­tel­ny prod­uct place­ment den­er­wu­je równo polaków, amerykanów i chińczyków

Jak zwierz pisał nie chodzi jedynie o aktorów. Jak zwierz wspom­ni­ał coraz więcej filmów roz­gry­wa się w całoś­ci lub częś­ciowo w Chi­nach. Jeśli pamięta­cie film Loop­er to może zaskoczy was fakt, że początkowo część fil­mu roz­gry­wa­ją­ca się w przyszłoś­ci miała roz­gry­wać się w Paryżu, reży­sera jed­nak nie było za bard­zo stać na Paryż (ani na prze­r­o­bi­e­nie Nowego Orleanu tak by przy­pom­i­nał Paryż). Tu pojaw­ili się chińs­cy inwest­orzy którzy zapro­ponowali dofi­nan­sowanie jeśli część fabuły roze­gra się w Szang­ha­ju, który ma tu wys­tępować jako mias­to przyszłoś­ci. W Hong Kongu dzieje się część ostat­nich Trans­form­er­sów. Zresztą jeśli przy Trans­form­er­sach jesteśmy to właśnie ta seria dobrze obrazu­je jak ważny jest rynek Chińs­ki dla świa­ta fil­mu. Czwarta odsłona przygód tran­sofrm­er­sów miała pre­mierę w Chi­nach i pojaw­ia się tam wątek sko­rumpowanych amerykańs­kich sił mil­i­tarnych i tych dobrych chińs­kich które pojaw­ia­ją się ratować Hong Kong, co jak wielu zwracało uwagę, jest raczej pobożnym życze­niem chińskiej pro­pa­gandy niż rzeczy­wistym stanem relacji Hong Kongu i Chin. Nie zmienia to jed­nak fak­tu, że film się sprzedał i właśnie dlat­ego Michael Bay będzie reży­serował dalej (ponoć w kole­jnej odsłonie Trans­form­er­sów ma naw­iązy­wać do mitu arturi­ańskiego ostate­cznie bezczeszcząc wszys­tko co dobre w kul­turze zachodu). W Hong Kongu dzieje się częś­ciowo Pacif­ic Rim, wspom­i­nane Mis­sion Impos­si­ble czy Sky­fall też zahacza­ją o Chiny. Warto też wspom­nieć o serii filmów o Kung Fu Pandzie real­i­zowanych z pomocą chińs­kich stu­dio fil­mowych które dostar­cza­ją najnowszych tech­nologii. Zresztą wybór Chin jako miejsce kręce­nia filmów podyk­towane jest nie tylko próbą pod­bi­cia rynku ale także zwykły­mi wzglę­da­mi eko­nom­iczny­mi. Już jak­iś czas temu Hol­ly­wood powoli zaczęło wynosić się z drogich Stanów do tańszej Kanady a Chiny są kole­jnym kierunk­iem. Niekoniecznie zresztą filmów które jas­no mówią, że się tam dzieją jak np. Her, film krę­cony w Szang­ha­ju który jed­nak funkcjonu­je po pros­tu jako mias­to przyszłoś­ci. Warto też pamię­tać, że “inwaz­ja” nie jest jed­nos­tron­na i coraz częś­ciej sami Chińczy­cy inwes­t­u­ją w zachod­nie filmy (jak War­c­craft czy kosz­marny Siód­my Syn).

Skyfall_57-e1351568980327

Dziś  nie chodzi nawet by film dzi­ał się w całoś­ci w Chi­nach ale by znalazły się w nim choć poje­dyncze “chińskie sce­ny”

Rynek chińs­ki sta­je się obec­nie kluc­zowy w powodze­niu fil­mu. Pamięta­cie jak w zeszłym roku Crim­son Peak stało się dość nieoczeki­wanie jed­ną z najwięk­szych finan­sowych klap roku? Nie chodz­iło jedynie o bard­zo źle prowad­zoną kam­panię reklam­ową która sug­erowała wid­zom, że dostaną hor­ror pod­czas kiedy film ofer­ował raczej goty­c­ki romans. Chodzi też o prosty fakt, że dys­try­buc­ja fil­mu w Chi­nach była znacznie utrud­niona, bo cen­zu­ra chińs­ka zabra­nia pokazy­wa­nia filmów które pokazu­ją duchy i utwierdza­ją widza w przeko­na­niu, że takie ist­nieją.  kolei War­craft który w Stanach radzi sobie śred­nio i pewnie nie zasłużył­by na kon­tynu­ację zapewnił sobie sequel właśnie dzię­ki pop­u­larnoś­ci w Chi­nach gdzie pobiła abso­lut­nie wszys­tkie reko­rdy sprzedaży biletów.  Z kolei Iron Mana 3 przed abso­lut­ną porażką ura­tował właśnie fakt, że film pobił reko­rd box office w kinach. To dobrze pokazu­je, że bez chińskiego rynku fil­mowego dziś trud­no cokol­wiek zro­bić. Wyni­ki z chińskiego box office stały się dla wytwórni fil­mowych tak ważne, że cza­sem opła­ca się narażać filmy na bezpośred­nią konkurencję w chińskim box office (wypuszcza­jąc je w tym samym tygod­niu) by żaden z nich nie zaro­bił tam za dużo, albo by podzieliły się zyska­mi.

This film publicity image released by Warner Bros. Pictures shows the Gipsy Danger robot in a scene from "Pacific Rim."  "Pacific Rim" fulfills a very basic boyhood fantasy: big ol' robots and giant monsters slugging it out. The concept to Guillermo del Toro's "Godzilla"-sized film is about as simple as it gets, but actually constructing such mammoth creations is a far more arduous undertaking. (AP Photo/Warner Bros. Pictures)

W lat­ach 90 czy dwu­tysięcznych wszys­tkie złe siły demolowały Nowy Jork, dziś demolu­je się Hong Kong

Wpływ Chin na wyni­ki box office nie jest bez znaczenia. Jeśli zobaczymy w kinach kon­tynu­acje Pacif­ic Rim, Ter­mi­na­to­ra czy Trans­form­er­sów to właśnie dzię­ki chińskiej wid­owni. Te filmy przyniosły śred­nie wyni­ki w Stanach ale zapunk­towały w Chi­nach. Co ciekawe – nie udało się to np. Gwiezd­nym Wojnom (dlat­ego nie został to najbardziej dochodowy film w dzie­jach), Guardians of the Galaxy, zaś Chińczy­cy rzecz jas­na w ogóle nie zobaczyli Dead­poola ponieważ fil­mu tak pełnego nagoś­ci i okru­cieńst­wa w ogóle nie pokazano w chińs­kich kinach. I ter­az pow­sta­je pytanie jak o tym zjawisku myśleć. Niek­tórzy mogą stwierdz­ić, że jeśli Hol­ly­wood postawi przy­chyl­nym okiem spo­jrzeć na chińską wid­own­ię to może nas czekać zalew pro­dukcji które będą dos­tosowane do gus­tu chińskiego a niekoniecznie amerykańskiego czy europe­jskiego widza. Zwierz przyz­na szcz­erze, że o ile stosowanie cen­zury czy auto­cen­zury nieco go prz­er­aża (jak szy­bko zapom­i­namy o prawach człowieka kiedy mowa o wyso­kich zyskach) o tyle ma wraże­nie że zwyk­liśmy na widza chińskiego spoglą­dać z pewną wyżs­zoś­cią. Zwierz zas­tanaw­ia się czy z równą niechę­cią i dys­tansem pod­chodzilibyśmy do sukce­su niek­tórych pro­dukcji gdy­by był to nasz sukces „amerykańs­ki”. To, że War­craft podo­ba się w Chi­nach naprawdę nie oznacza koń­ca pro­dukcji fil­mowej, zaś powiedzmy sobie szcz­erze, w Ter­mi­na­torze nie ma jakichś takich jas­nych chińs­kich podtek­stów czy wartoś­ci. A jed­nocześnie nic nie zapowia­da by ktoś przes­tał krę­cić Gwiezdne Wojny czy kole­jne filmy o Guardiansach bo nie spodobały się w Chi­nach. Przy czym sami wid­zowie dają syg­nał, że cza­sem niepowodze­nie fil­mu w ich ojczyźnie wyni­ka z bard­zo słabego tłu­maczenia filmów czy właśnie z ingerencji cen­zury, które wypacza­ją sens fil­mu.

maxresdefault

Bez Chin nie jest w stanie pobić swoich włas­nych reko­rdów pop­u­larnoś­ci, kole­jnych pro­dukcji. Stąd musi grać zgod­nie z zasada­mi chińskiej cen­zury

Nato­mi­ast ciekaw­ie brz­mi podana niedawno infor­ma­c­ja o tym, że bra­cia Rous­so znani ze swoich sukcesów z Kap­i­tanem Ameryką postanow­ili zain­west­ować w pro­dukcję super bohater­ską real­i­zowaną już bezpośred­nio na rynku chińskim z udzi­ałem chińs­kich aktorów i co najważniejsze po chińsku. To ciekawy pomysł bo pokazu­je, że niekoniecznie inwaz­ja musi pole­gać na pro­dukowa­niu tu i przy­woże­niu tam. Zresztą podob­ny pomysł miał już wcześniej Net­flix pro­duku­jąc swój ser­i­al Przy­cza­jony Tygrys i Ukry­ty Smok w kopro­dukcji z chińskim stu­dio fil­mowym (zdję­cia odby­wały się w Chi­nach i Nowej Zelandii) i od razu pod­suwa­jąc go do poprawek chińskiej cen­zurze. Co ciekawe poza kilko­ma więk­szy­mi zmi­ana­mi w pro­dukcji zde­cy­dowano się na zmi­anę brzmienia jed­nego zda­nia. Otóż zdanie ““A supe­ri­or army breaks its ene­my with­out fight­ing,” zmieniono na “The army which breaks its ene­my with­out fight­ing is the supe­ri­or one”. Potem pro­dukcję (krę­coną po ang­iel­sku) zdub­bin­gowano w Mandaryńskim i tak pow­stał pro­dukt który właś­ci­wie nie należał już w pełni do żad­nej ze stron. Być może na tym się skończy. Co może oznaczać, że niedłu­go pref­er­enc­je widzów Chińs­kich będą ważniejsze do widzów amerykańs­kich. Co Hol­ly­wood będzie na rękę tak dłu­go jak dłu­go rynek chińs­ki rośnie. A w 2020 ma prze­ros­nąć Amerykańs­ki.  Jak na to patrzeć? Zwierz nie wie, Hol­ly­wood już nie raz robiło inwaz­je na inne kon­ty­nen­ty i kul­tu­ry — np. na Europę co doprowadz­iło do przemi­an i w filmie amerykańskim i Europe­jskim. Zwierza najbardziej boli, że w całym tym biz­ne­sie zupełnie nie ma miejs­ca na jakąkol­wiek poza komer­cyjną reflek­sję.  Co praw­da trud­no wyma­gać od ludzi robią­cych wiel­ki biznes spo­jrzenia z troską na prawa człowieka, ale po częś­ci oglą­da­jąc filmy też trochę w tym uczest­niczymy. Zwierz może się poświę­cić i już nigdy więcej nie oglą­dać żad­nych Trans­form­er­sów ale obaw­ia się, że niewiele to zmieni. W każdym razie warto o tym opisanym tu mech­a­nizmie wiedzieć. I trochę pomyśleć gdzie to się skończy.

Ps: Zwierz nie wie, czy jas­no to w tekś­cie wyraz­ił więc jak­by na koniec pow­tarza. Chińczy­cy i ich gus­ta mu nie przeszkadza­ją. Nie uważa by były z założe­nia lep­sze czy gorsze od gustów Europe­js­kich czy amerykańs­kich. Co najwyżej są inne. Przeszkadza zwier­zowi podl­izy­wanie się cen­zurze.

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy