Hej
Siedząc w pociągu relacji Gdynia – Zakopane, próbując zapomnieć o dantejskich scenach dziejących się na każdym peronie i o ludziach ściśniętych jak sardynki na korytarzu zagłębiłam się w lekturę majowego Cosmopolitan. Nie czytam tego pisma często ale po dwóch dniach spędzonych w gotyckich kościołach człowiek sięgnie po wszystko w czym nie dowie się dat życia Hansa Memlinga. Początkowo czytałam Cosmo z rozbawieniem – ot taki misz masz mody, porad dotyczących kremów i porad seksualnych. Innymi słowy nic nowego pod słońcem. Jakież było moje zaskoczenie gdy okazało się że w tym oto szanownym Cosmo znalzły się też porady dotyczące ślubu – tego jedynego najważniejszego dnia – zamieszczony z boku kalendarz przygotowań kazał je rozpoczynać rok wcześniej i nie zapomniać o wszystkich spowiedziach i naukach przedślubnych. Muszę przyznać że na chwilę obudziło to we mnie feministkę. Oto w najbardziej wyzwolonym czasopiśmie na rynku w którym o seksie oralnym pisze się więcej niż w jakimkolwiek innym znanym mi wydawnictwie najważniejszym dniem w życiu jes ślub co więcej ślub kościelny. Zrozumcie mnie dobrze – nie mam nic przeciwko małżeństwom wręcz przeciwnie jestem wielką fanką ale czy w choć jednym czasopiśmie nie mogliby sobie darować. Kobiety doskonale wiedzą że powinny wziąść ślub i opiekowac się rodziną. Tak nas wychowują w społeczeństwie. Fajnie było by przeczytac jedno czasopismo dla kobiet które nie sprowadzało by feminizmu do tego że zanim pójdziesz do ołtarza należy ci się odrobina dobrego seksu. Bo przecież chodzi o coś więcej.
