Home Ogólnie O zaletach płynących z niewiedzy czyli zwierz nie chce jechać do Stanów

O zaletach płynących z niewiedzy czyli zwierz nie chce jechać do Stanów

autor Zwierz

Hej

Zwierz spędz­ił week­end w San­domierzu. Jako, że nie zaj­mu­je się śledze­niem Ojca Mateusza (choć zwierz kil­ka odcinków widzi­ał), zwierz postanow­ił, że tą pol­ską stolicę zbrod­ni odwiedzi razem z Miłoszewskim i jego „Ziarnem Prawdy”. Jakież było  zdu­mie­nie zwierza kiedy na pier­wszych kartkach powieś­ci spotkał bohat­era, który siedzi­ał w fil­ii Kieleck­iego archi­wum Państ­wowego w San­domierzu i przeglą­dał w ramach poszuki­wań genealog­icznych dla osób trze­ci­ch infor­ma­cji doty­czą­cych zamieszkałej w okol­i­cy San­domierza rodziny. Zdu­mie­nie zwierza wynikło z fak­tu, że sam zwierz był w San­domierzu mniej więcej w tej samej porze roku, w dokład­nie tym samym archi­wum i robił dokład­nie to samo co bohater. Co praw­da z niewy­jaśnionych przy­czyn bohater robił to w środ­ku nocy, a zwierz w godz­i­nach otwar­cia archi­wum ale jed­nak pier­wszy raz zwier­zowi zdarzyło się by jego życie pokryło się z tak dość specy­ficzną sytu­acją z powieś­ci. To od razu wzbudz­iło w zwierzu czu­jność, kaza­ło mu zadać mnóst­wo pytań ( jakim cud­em bohater widzi z budynku archi­wum kawałek pierzei rynku sko­ro z czytel­ni jako żywo się nie da chy­ba, że człowiek wychyli się do połowy przez okno) doty­czą­cych praw­dopodobieńst­wa takiej sce­ny (a także metodologii prowadzenia takich badań). A potem mózg zwierza zaczął funkcjonować nor­mal­nie i przestaw­ił się na tory całkowicie pop­kul­tur­alne, zada­jąc sobie pytanie. Czy dobrze jest wiedzieć o co chodzi w książce, którą się czy­ta, znać ulicę na której kręcą ser­i­al i wykony­wać ten sam zawód co bohaterowie fil­mu?

wpis 1

Wszys­tkie ilus­trac­je w dzisiejszym wpisie pochodzą ze znakomitego blo­ga Fil­mog­ra­phy gdzie kanadyjs­ki fotograf Christo­pher Moloney wstaw­ia kadry z filmów w miejs­ca gdzie filmy były krę­cone w abso­lut­nie per­fek­cyjny sposób.

 

Zaczni­jmy od kwestii przestrzeni. Zwierz nieza­leżnie od tego jak bard­zo dokład­ny jest książkowy opis danego miejs­ca, zawsze tworzy w głowie przestrzeń i kon­sek­went­nie się jej trzy­ma.  Nawet jeśli autor napisze zwier­zowi, że pomieszcze­nie było duże i oświ­et­lone ze wszys­t­kich stron, to jeśli aku­rat w głowie zwierza pomieszcze­nie będzie niewielkie i ciemne to żaden opis nie pomoże. Zresztą ostat­nio zwierz miał doskon­ały przykład jak bezwzględ­na jest jego wyobraź­nia – czy­ta­jąc Rivers of Lon­don czy Moon over Soho – wspani­ałe książ­ki roz­gry­wa­jące się w Lon­dynie pier­wszy raz od dłuższego cza­su zwierz nie zgady­wał gdzie w mieś­cie mogą dzi­ać się poszczególne wydarzenia tylko wiedzi­ał a w wielu przy­pad­kach nawet w tych konkret­nych miejs­cach był. Cóż jed­nak z tego, sko­ro na wspom­nie­nie uli­cy czy skrzyżowa­nia w głowie zwierza pojaw­iała się co praw­da pocztówka z danego miejs­ca, po czym bohaterowie porusza­li się dalej po uli­cy zupełnie wyimag­i­nowanej, nawet nie jakoś szczegól­nie podob­nej albo wędru­ją po ist­niejącej londyńskiej uli­cy ale mieszczącej się nieco dalej – bo aku­rat umysł zwierza wybrał tą lokaliza­cję jako najod­powied­niejszą by prowadz­ić po niej bohaterów. Zresztą nie trze­ba się powoły­wać aż na przykłady zachod­nie – choć zwierz nie raz odwiedz­ił Poz­nań i miał sobie okazję obe­jrzeć dość dokład­nie Jeżyce gdzie dzieją się książ­ki Mał­gorzaty Musierow­icz to jed­nak zwierz wciąż trwa przy swoich wyobraże­ni­ach tej przestrzeni jakie stworzył w cza­sie pier­wszej lek­tu­ry Kwiatu Kalafio­ra – zan­im jeszcze odwiedz­ił ten frag­ment Poz­na­nia. Cóż z tego, że wyobraże­nia zwierza nijak się mają do rzeczy­wis­toś­ci (Poz­nań w wyda­niu umysłu zwierza jest jeszcze ład­niejszy niż naprawdę ) sko­ro są spójne w ramach wyobraźni zwierza, co jest chy­ba ważniejsze. Stąd też zwierz zawsze pod­chodzi do dokład­nych opisów przestrzeni z pewny­mi sprzeczny­mi uczu­ci­a­mi. Z jed­nej strony zwierz je uwiel­bia – zwłaszcza jeśli są dokładne – bo cza­sem zdarza się zwier­zowi jed­nak trafić z wyobraże­ni­a­mi w odpowied­nie ulice – zwierz wie, że to przykład może trochę dzi­wny – ale w przy­pad­ku Lal­ki połowę fra­jdy dla zwierza stanow­ił fakt, że naprawdę wszys­tko mu się w głowie dzi­ało tak jak to opisał Prus. Ale  z drugiej strony, zwierz wie, że cza­sem autor sobie wyobraź­nia sobie i choć szczegółowe opisy siat­ki ulic i lokaliza­cji mogą potwierdz­ić, że autor wie o czym pisze, to zwierz czu­je się trochę obrabowany z możli­woś­ci dowol­nego uksz­tał­towa­nia sobie przestrzeni wedle włas­nego gus­tu. Zwierz zawsze uważał bowiem, że możli­wość ksz­tał­towa­nia przestrzeni i wyglą­du bohaterów wedle włas­nego pomysłu staw­ia czy­tanie książek pon­ad fil­ma­mi o tyle, że nie może­my narzekać na złe zdję­cia czy nie udany cast­ing.  Nie mniej jed­nak wyda­je się, że poszuki­wanie przestrzeni książkowych jest jed­ną z bardziej rozwinię­tych i akcep­towanych form kul­tur­al­nego dobiera­nia przestrzeni wartych odwiedzenia. Po Dublin­ie co roku wędru­ją wiel­bi­ciele Uliss­esa, moż­na zwiedzać Warsza­wę ślada­mi Złego, w Lon­dynie moż­na szukać śladów Sher­loc­ka Holme­sa czy Har­rego Pot­tera, w Paryżu orga­nizu­je się chy­ba nawet spec­jalne wyciecz­ki ślada­mi wszys­t­kich miejsc gdzie przewi­jali się bohaterowie nie­zlic­zonych powieś­ci. Wśród kiedyś pop­u­larnych wycieczek były te odt­warza­jące drogę bohaterów Kodu Leonar­do Da Vin­ci, zaś ponoć swego cza­su Toska­nia przeżyła prawdzi­wy najazd szuka­ją­cych szczęś­cia kobi­et podob­nie jak miejs­ca opisane w Jedz, Módl Się i Kochaj. Przy czym moż­na sobie zadawać pytanie – czy to pró­ba przeży­cia tego samego co bohaterowie książ­ki, hołd odd­any autorowi, czy może prosty sposób na wakac­je (bo w sum­ie dlaczego nie pojechać w miejsce które ktoś już nam opisał?)

wpis 2

O ile w przy­pad­ku książek zwierz jest panem cza­su i przestrzeni o tyle filmy są pod tym wzglę­dem zde­cy­dowanie bardziej jed­noz­naczne – nie ma miejs­ca na wyobrażanie sobie, że coś jest zupełnie inaczej. Wręcz prze­ci­wnie – wszys­tko jest praw­ie jed­noz­naczne, bo prze­cież wszyscy wiemy, że jed­no mias­to czy nawet jeden most moż­na pokazać na dziesiąt­ki różnych sposobów (zwierz myśli w tym momen­cie jak bard­zo różni się Lon­dyn w Sher­locku i Lutherze). Jed­nocześnie dzię­ki swo­jej jed­noz­nacznoś­ci, filmy zde­cy­dowanie bardziej zachę­ca­ją by pojechać i zro­bić sobie zdję­cie dokład­nie w tym samym miejs­cu w którym sto­ją bohaterowie. I ponown­ie zwierz ma mieszane uczu­cia. Z jed­nej strony – cud­own­ie było pójść do Speedy’s  gdzie siedzieli bohaterowie Sher­loc­ka (choć ist­nieje możli­wość że cud­owność miejs­ca pom­nożył fakt, że zjed­zony tam posiłek był bard­zo smaczny a zwierz był bard­zo głod­ny) i w sum­ie nie było zwier­zowi smut­no kiedy sto­jąc niedaleko Notre Dame w Paryżu zdał sobie sprawę, że miejsce w którym stoi zna doskonale z jed­nego uję­cia w Dia­beł Ubiera się u Prady. Z drugiej – kiedy zwierz pojechał do Wied­nia i zdarzyło mu się stanąć w tym samym miejs­cu, w którym stali bohaterowie Przed Wscho­dem Słoń­ca to było zwier­zowi jakoś przykro było bo miejsce w filmie dość mag­iczne było takie zupełnie zwykłe i zupełnie nie mag­iczne.  Prob­lem ma też zwierz z fabuła­mi, które dzieją się w miejs­cach doskonale zwier­zowi znanych. Nawet gdy­by Tylko mnie kochaj było znakomi­tym filmem, zwierz nadal miał­by prob­lem z fak­tem, że z mieszka­nia głównej bohater­ki doskonale widać pom­nik Koperni­ka co oznacza że po pros­tu na jej mieszkanie wybra­no pokój w mieszczą­cym się przy Krakowskim Przed­mieś­ciu hotelu. Kiedyś był taki sit­com który roz­gry­wał się teo­re­ty­cznie w poko­ju nauczy­ciel­skim, ale tak naprawdę zwierz wiedzi­ał, że to jed­no z pomieszczeń BUW, najbardziej jed­nak zwierza zabo­lało ostat­nio Baby Blues, które teo­re­ty­cznie dzi­ało się w więk­szoś­ci w okoli­cach zwierza, ale w isto­cie składało się z mało spójnych ele­men­tów mias­ta co zwierza niezwyk­le iry­towało. Zwierza w ogóle strasznie den­er­wu­ją Warsza­wskie pro­dukc­je i chy­ba jed­ną z nielicznych która się zwier­zowi podobała było krę­cone dla HBO Bez Tajem­nic, które rzeczy­wiś­cie spraw­iało wraże­nie, że dzieje się w Warsza­w­ie. Poza tym w ogóle zwierz ma spory prob­lem z fil­ma­mi Pol­ski­mi (poza ich jakoś­cią) właśnie dlat­ego, że bard­zo częs­to zami­ast pokazać co naprawdę stoi przy danej uli­cy, wybiera się jakieś ładne budyn­ki, nie mające nic wspól­nego z tym gdzie mieś­ci się w danej dziel­ni­cy szkoła, sąd czy szpi­tal. Przy czym zwierz doskonale zda­je sobie sprawę, że dokład­nie to samo robi się w seri­alach zagranicznych, ale ponieważ dla zwierza Amery­ka jest wielkim planem fil­mowym, nie ist­nieją­cym prze­cież w real­nym świecie, to zupełnie to w odniesie­niu do obcej przestrzeni nie przeszkadza.

wpis 3

Inna sprawa to kwes­t­ia zawodu. Na całe szczęś­cie zwierz upraw­ia tak bliżej nie określony zawód, że niezwyk­le rzad­ko zdarza mu się oglą­dać filmy gdzie ludzie zaj­mu­ją się tym samym co zwierz, czy też czy­tać książ­ki związane z zawo­dem zwierza. Co praw­da od cza­su do cza­su nad­mi­ar wiedzy his­to­rycznej jaką zwierz został przez swo­je stu­dia obar­c­zony przeszkadza w rados­nym odbiorze dzieł kul­tu­ry pop­u­larnej ale wszys­tko da się prze­cież zapom­nieć jeśli film jest dobry (no praw­ie wszys­tko). Zwierz nato­mi­ast myśli sobie, że bycie prawnikiem (zwłaszcza prak­tyku­ją­cym i sta­ją­cym przed sąda­mi) czy lekarzem (a zwłaszcza chirurgiem) musi być kosz­marnie zniechę­ca­jące do oglą­da­nia więk­szoś­ci seri­ali telewiz­yjnych. Podob­nie wielu polic­jan­tów zapewne musi dostawać lekkiej pal­pi­tacji ser­ca widząc jak dzi­ała­ją ich seri­alowi przed­staw­iciele, za to arche­ol­o­gowie mogą chodz­ić i przekony­wać, że tak rzeczy­wiś­cie są tak nieustraszeni jak w fil­mach (ponoć swego cza­su z tego wyobraże­nia wzięło się trochę nary­bku studiów arche­o­log­icznych – któż nie chci­ał­by być jak Indi­ana Jones czy Riv­er Song).  To dość znane fak­ty, ale w sum­ie ciekawe jest to, że zwierz z jed­nej strony źle się czu­je kiedy główny bohater zawodowo ma coś z nim wspól­nego z drugiej – z pewną masochisty­czną przy­jem­noś­cią szu­ka się takich wyt­worów kul­tu­ry. Zwierz jest np. zafas­cynowany tym jakim cud­em bohater wspom­ni­anej książ­ki Miłoszewskiego dostał poz­wole­nie na siedze­nie w archi­wum po nocy (zwierz jeszcze nie doczy­tał, może wyjdzie na jaw) niem­niej jak na razie jest to prze­cu­d­ow­na fan­taz­ja (zwłaszcza, że jak wiedzą his­to­rycy archi­wa to nie są miejs­ca gdzie wpuszcza się ludzi ochoc­zo choć pcha­ją się tam drzwia­mi i okna­mi). Zwierz wielokrot­nie roz­maw­iał z prawnika­mi czy lekarza­mi, którzy z radoś­cią oglą­da­ją seri­ale czy filmy o tym jak mogło­by wyglą­dać ich życie gdy­by zami­ast oper­ować mogli roman­sować, a wszys­tkie sprawy prowad­zone w sądzie wiąza­ły­by się z płomi­en­ny­mi prze­mowa­mi. Nie mniej jest to przy­jem­ność dość specy­ficz­na  i wiele jest chy­ba osób takich jak zwierz, które wolą wiedzieć jak najm­niej o świecie o którym mu się pisze.

wpis 4

No właśnie – igno­ranc­ja i niechęć do poz­nawa­nia świa­ta takim jakim jest naprawdę, to jed­na z naj­gorszych cech jaką moż­na posi­adać. Z drugiej strony – im mniej się wie o świecie tym przy­jem­niej kon­sumu­je się wyt­wory kul­tu­ry pop­u­larnej. Zwierz musi wam szcz­erze przyz­nać, że czy­ta­jąc Miłoszewskiego w drodze z San­domierza do Warsza­wy co chwila łapał się, że topografia mias­ta, choć przed­staw­iona bard­zo poprawnie i szczegółowo, zupełnie nie pasu­je mu do całej opisy­wanej zbrod­ni, zaś wątek mor­du rytu­al­nego (o którym zwierz nasłuchał się swego cza­su więcej niż kiedykol­wiek przy­puszczał, że przyjdzie mu wysłuchać) spraw­ił, że książ­ka ciążyła zwier­zowi bardziej niż gdy­by chodz­iło o nie uwikłane w znane zwier­zowi sprawy morder­st­wo. Prawdę powiedzi­awszy, zwierz w jak­iś sposób cieszy się, że nie stać go na wycieczkę do Stanów. Myśl że ten mity­czny nie ist­nieją­cy plan fil­mowy miał­by się przek­sz­tał­cić w miejs­ca gdzie zwierz był zmęc­zony, głod­ny, rados­ny czy znud­zony, budzi w zwierzu obawę, że filmy które tam się dzieją jed­nak się zmienią. Co praw­da wyprawy do Lon­dynu nie zmieniły za bard­zo zwier­zowej per­cepcji filmów Londyńs­kich, ale może dlat­ego, że w więk­szoś­ci pro­dukcji nie ma Lon­dynu tylko Cardiff ;) Ewen­tu­al­nie zwierz tak zakochał się w mieś­cie, że jest mu gotowy wszys­tko wybaczyć.

wpis 5

Przy czym zwierz nie twierdzi, że jego postawa, jest powszech­na czy win­na być powszech­ną. Są oso­by, które uwiel­bi­a­ją zwiedzać miejs­ca w których roz­gry­wa­ją się ich ulu­bione seri­ale – w Nowym Jorku auto­busy roz­wożące ludzi po miejs­cach gdzie dzi­ał się Sex w Wielkim Mieś­cie mija­ją się z tymi które pokazu­ją gdzie krę­cono Gos­sip Girl. A to tylko dwa przykłady. Zwierz jed­nak jak zwyk­le w przy­pad­ku miesza­nia rzeczy­wis­tego z fik­cyjnym miewa wąt­pli­woś­ci i chy­ba lubi jak mu się te dwa światy nie łączą za częs­to.  Być może dlat­ego, że  jak cud­own­ie by coś nie wyglą­dało na filmie, zazwyczaj w rzeczy­wis­toś­ci jest po pros­tu kole­jnym miejscem gdzie jesteśmy. A prze­cież to coś sprzecznego z fikcją, która pozwala nam być dokład­nie tam gdzie nas nie ma.

Ps: Od jutra abso­lut­nie dia­bol­iczny cykl wymyślony przez matkę zwierza. Zwierz będzie hejterzyć, krę­cić nosem i wskazy­wać pal­ca­mi. Przyjdź­cie ponarzeka­j­cie już jutro!

25 komentarzy
0

Powiązane wpisy