Oscary od 2029 roku będą transmitowane na całym świecie za darmo na YouTube. Gdybym miała odgrzebać moje stare teksty, w których dawałam rady co zrobić by Oscary miały jeszcze jakiś sens, to pojawienie się ich w globalnym Internecie byłoby pewnie – wysoko na liście. Bo bez zmiany miejsca, gdzie można galę oglądać jest ona niewątpliwie skazana na malejącą widownię oraz coraz mniejsze znaczenie. Stąd zamiana, która czeka nas na setne urodziny nagrody.
Oscary w telewizji miały sens, gdy telewizja była główną przestrzenią, w której ludzie z różnych grup wiekowych oglądali wydarzenia kulturalne, artystyczne i rozdania nagród. Od lat już nią nie jest – całe pokolenia przeniosły się do Internetu. To, że Oscary tyle lat zostawały w telewizji można uznać za doskonały przykład na to jak wiele musiała się przez lata nauczyć Akademia. Oczywiście – warto zaznaczyć, że np. w Stanach Zjednoczonych osoby zainteresowane galą mogły ją obejrzeć online – na stronie ABC, ale dla widzów na całym świecie – jedyną możliwością było oglądanie gali w telewizji (choć np. w Polsce Canal+ nadawał galę przez swoje kanały, ale w ramach platformy streamingowej). Gala nie była więc zupełnie poza Internetem choć jednocześnie – prawa były przypisane do konkretnych stacji telewizyjnych. No i trzeba było za oglądanie zapłacić – nawet jeśli nie bezpośrednio to wykupując określony dostęp czy abonament. Teraz to się zmieni – wszyscy na całym świecie będą mogli obejrzeć galę za darmo.
Jednocześnie wyjście do Internetu na pewno będzie oznaczać zmiany. Spotkanie z widzami internetowymi z całego świata – sprawi, że chcąc nie chcąc Akademia pewnie będzie musiała wyjść trochę ze swojej banieczki. Nic nie siecze bardziej niż komentarze na YouTube. A tam widownia jest inna – młodsza, niekoniecznie tak zaangażowana, ale też – domagająca się uznania dla kina, które widziała. Jestem ciekawa czy Akademia się „ugnie” pod naciskiem nowych widzów. Bo też nie ma wątpliwości, że upowszechnienie się dostępu sprawi, że przyjdą Oscary obejrzeć ludzie nowi. Trzeba też będzie się spotkać z tym internetowym komentariatem, z osobami, które dotychczas z różnych powodów nie były Oscarami zainteresowani. Będzie też – jak podejrzewam, dużo więcej głosów międzynarodowych. Co zresztą gdzieś by się wpisywało w tą widoczną na Oscarach od paru lat politykę by wyjść z kręgu kina amerykańskiego i przesunąć się ku widowni międzynarodowej.
Nie mam też wątpliwości, że sam YouTube będzie miał wpływ na kształt gali. Dotychczas prowadzącymi byli często prezentujący talk show komicy, którzy jak Kimmel – byli związani ze stacją ABC albo byli punktem odniesienia dla starszej widowni. Podejrzewam, że YouTube może będzie się starał tą fuchę rozdzielić np. pomiędzy popularnych YouTuberów zajmujących się filmem czy kulturą. Na pewno będzie ich więcej na czerwonym dywanie. Oczywiście nie mogą mieć pewności, ale gdybym ja miała taki skarb to czemu nie. Tu od razu trzeba powiedzieć, że oczywiście – przesunięcie gali z rąk jednej wielkiej korporacji do drugiej, nie jest zupełnie obojętne. Nie sugeruję, że Google zmieni Oscary w konkurs na najlepszy klip na YouTube minionego roku. Raczej, że wskazuję, że firmy technologiczne dość skutecznie przejmują kolejne rejony naszego życia i nie zawsze możemy być w stu procentach pewni ich intencji. O tym jaka będzie relacja nowego właściciela praw do gali i Akademii przekonamy się pewnie na przestrzeni kilku lat.
Jak podejrzewam. Będziemy mieli też próbę wykorzystania popularności czerwonego dywanu. Bo transmitowany w sieci czerwony dywan od lat miał doskonałe wyniki oglądalności (niezależnie od tego jak bardzo spadała oglądalność gali). Tylko coraz mniej osób chciało przełączyć potem na konkretną stację telewizyjną. Tym razem można im zaproponować galę ciągiem do czerwonego dywanu, co jak podejrzewam, przyciągnie trochę nowych osób, bo skoro już leci to niech leci. Jestem też przekonana, że dostanie się na czerwony dywan będzie łatwiejsze dla osób, które są związane z Internetem. Zastanawiam się też jak bardzo YouTube i Akademia będą współpracować by jak najwięcej elementów gali mogło zaistnieć – jak najszybciej, jako osobne klipy, shorty i elementy, które można wykorzystać wtórnie do szybkiego budowania oglądalności.
Dla nas w Polsce oznacza to pożegnanie się z pytaniem – czy Canal+ będzie nadawać dalej Oscary, z tłumaczem, który stara się jak może, ale nie zawsze mu się to udaje no i ze studiem Oscarowym – jak podejrzewam dostaniemy po prostu reklamy dokładnie w tych miejscach co amerykanie. Ciekawe czy przerw będzie więcej (bo można wstawiać reklamy dla całego świata) czy mniej (żeby zmieścić galę w dynamicznym schemacie social mediów). Kto się zastanawia jak YouTube będzie chciał rozwiązać problem różnic językowych to już teraz dostajemy zapowiedzi, że widzowie będą mogli wybierać z wielu wersji językowych i napisów. Jak podejrzewam na żywo te napisy nie będą najlepsze, ale nie ukrywam, że bardzo mi się marzy oglądanie gali z napisami, bo czasem nie sposób zrozumieć co mówi bardzo przejęta osoba (zwłaszcza gdy angielski nie jest jej pierwszym językiem). Zastanawiam się też co będą widzieć w czasie przerwy reklamowej osoby, które mają YouTube Premium. Kto wie, może będzie jakieś osobne studio komentujące. Na pewno będzie łatwiej oglądać Oscary ze znajomymi, bo są programy, które umożliwiają oglądanie YouTube razem w ramach takiego online party. Ta strona technologiczna może być bardzo ciekawa i zobaczymy, co jeszcze zostanie wykorzystane.
Czy to oznacza, że Oscary znów będą tak ważne jak kiedyś? Nie. Kiedyś Oscary były momentem, kiedy wielkie Hollywood przychodziło do niewielkiego amerykańskiego salonu i widzowie mogli się przyjrzeć gwiazdom z bliska. Choć Oscary były poświęcone kinu w istocie – zawsze chodziło w nich o zbliżenie się do widza telewizyjnego. Stąd przez lata nie miało wielkiego znaczenia czy ludzie nagrodzone filmy widzieli czy nie. Kiedy widzowie w telewizji przestali się tym spotkaniem interesować – widownia zaczęła się kurczyć i dramatycznie starzeć. Bo też nie potrzebujemy takiej gali by dowiedzieć się co u gwiazd. Sama gala wiele straciła od czasu, kiedy aktorzy na żywo wrzucają swoje filmiki, zdjęcia i wyprzedzają oficjalną uroczystość, pokazując jej kulisy. Ale czy przejście do Internetu może to być nowa epoka, która przyniesie zmiany związane ze zmianą medium? Podejrzewam, że dojdzie do pewnych przesunięć. Choć wciąż mam wrażenie, że czasy Oscarów to jest element przeszłości i raczej nic nie wskazuje, żeby udało się to odbudować.
Oczywiście to wszystko snucie wizji przyszłości, o której jeszcze wiemy niewiele, Tegoroczne Oscary odbędą się jeszcze w starym formacie i jedyną ciekawą nowością, która mnie interesuje jest z dawien dawna wyczekiwana kategoria za casting, na którą bardzo się cieszę.
