Hej
Dziś znów będę narzekać ( dostrzegliście zapewne że jest to dominujący element moich wynurzeń) – jeśli istnieje na świecie coś co denerwuje mnie w sposób niepomierny to zafoliowane komiksy w księgarniach. Komiksy otoczone folią to najczęściej wydawnictwa z górnej półki (czytaj: drogie jak cholera)- właściciele Empików i innych salonów prasowych uważają że odfoliowanie nawet jednego egzemplarza skończy się pielgrzymkami ubogich studentów którzy ćwicząc mięśnie łydek przeczytają całość na miejscu kuląc się pod regałem. Pewnie mają rację ale istnieje też druga strona medalu – komiks to sztuka wizualna – kupowanie komiksów zafoliowanych to niemal dosłowne kupowania kota w worku ( a może raczej w reklamówce). Mimo że miewam odchyły to jednak nie wydam stu złotych na album o którym nie wiem czy jego zawartość przypadnie mi do gustu – między innymi dlatego ( choć nie mogę sobie tego darować) nie kupiłam swego czasu ,,Kingdom Come” które kosztowało 99,90 złotych ale nie można było zajrzeć do środka, z tego samego powodu najprawdopodobniej nie kupię komisku genialnego Willa Eisnera ,, Spirit” – nie ma oglądania nie ma kupowania.
Podejżewam że klientów takich jak ja jest wielu. Co więcej miałam okazję rozmawiać z pewnym autorem książki którą dziś można dostać w Empiku tylko zafoliowaną. Mówił mi że błagał wydawnictwo by nie foliowała jego książki, potem błagał Empiki by otwierały choć jeden egzemplarz. Na końcu sam chodził po całej Warszawie na własną rękę rozrywając folię na egzemplarzach. Bo on sam nie kupił by niczego do czego zajrzeć by nie mógł.
