Home FilmWiemy dlaczego nas tu zebrałeś czyli „Na Noże: Żywy czy martwy”

Wiemy dlaczego nas tu zebrałeś czyli „Na Noże: Żywy czy martwy”

autor Zwierz

Choć nikt tego nigdy nie nazwał oficjalnie to istnieje coś co można byłoby określić ‘klątwą Agathy Christie”. Innymi słowy – to sytuacja, w której ktoś coś wymyślił i dopracował tak dobrze, że trudno to potem powtórzyć by wyszło ciekawie, wciągająco i nie byłoby się przy tym nazwanym marnym epigonem. I tak właśnie jest w przypadku wszystkich kryminałów rozgrywających się wśród niewielkich społeczności, gdzie wszyscy są potencjalnie podejrzani. Christie opisała tą historię nie raz i dziś każdy kto się bierze za podobną powieść musi się zmierzyć z jej długim cieniem. Rian Johnson, twórca serii „Na noże” już po raz trzeci podchodzi do sprawdzonej formuły. Tym razem jest tak blisko mistrzyni kryminału jak nigdy dotąd. I to paradoksalnie czyni „Na noże: Żywy czy martwy” tak przyjemnym seansem.

 

Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. (L-R) Josh Brolin, Daryl McCormack, Glenn Close, Cailee Spaeny, Kerry Washington, Andrew Scott and Jeremy Renner in Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. Cr. John Wilson/Netflix © 2025

Zgodnie z najlepszymi tradycjami opowieści o zbrodni w niewielkiej społeczności wszystko toczy się wokół lokalnego kościoła. Kościoła, do którego przybywa właśnie nowy młody ksiądz, który ma nie tylko poznać zamkniętą społeczność, ale też mieć na oku lokalnego proboszcza. Ten jest charyzmatyczny, tworzy wokół siebie niemal kult i cóż… nosiła ziemia przyjemniejsze osoby. Młody ksiądz musi się dowiedzieć, jak wygląda dynamika w niewielkiej społeczności, kto ma jakie motywacje by podążać za tak specyficznym pasterzem i… kto mógłby go ewentualnie zabić. Bo od samego początku nie mamy wątpliwości, że to właśnie proboszcz padnie ofiarą morderstwa. I to oczywiście morderstwa niemożliwego, które sprowadzi do parafii nikogo innego tylko samego Benoit Blanca, człowieka z nienaganną garderobą i nieodgadnionym akcentem.

 

Skoncentrowanie się na życiu parafian pozwala – z typową dla tego typu narracji swobodą pokazać nam różne typy ludzkie. Mamy kościelną sekretarkę, która od dekad zarządza finansami i działaniem parafii. Jest lokalna prawniczka, która wiele poświęciła na wychowanie swojego adoptowanego syna (ten odpłacił się nieudaną karierą polityczną na prawnej stronie politycznego spektrum). Do tego jest lekarz, którego opuściła żona, wiolonczelistka mająca nadzieję, że uda się wyleczyć jej chroniczny ból i pisarz science fition, który wpadł w spiralę teorii spiskowych. Każda z tych osób ma tyle samo powodów by podążać za surowym głosem kościoła co pałać do niego nienawiścią. Gdyż grzech jest pod podszewką niemal każdego działania. Nie bez skazy jest też młody ksiądz, który co prawda wierzy, że kościół nie może walczyć ze światem, ale sam ma na koncie grzech z cyklu największych.

 

Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. (L-R) Josh O’Connor and Josh Brolin in Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. Cr. John Wilson/Netflix © 2025

 

Aby rozwikłać tą zagadkę potrzeba trochę czasu (choć film się nie dłuży to mam poczucie, że można byłoby kilka wątków rozegrać nieco dynamicznej), więc Rian Johnson dobrze się bawi myląc tropy, dodając nowe wątki, podrzucając nam „red herringi” i każąc zmieniać nam podejrzanych co kwadrans. Co prawda, ja zagadkę „kto zabił” rozwiązałam w jakieś pół godziny, ale zastosowałam tu absolutnie wiedzę spoza filmu – po prostu przyjrzałam się uważanie obsadzie. Niestety tak to już bywa, że czasem rzut oka na obsadę daje sporą podpowiedź odnośnie do rozwiązania (zdarza się to częściej niż może się wydawać). Przy czym ponownie – Johnson przede wszystkim chce byśmy zanurzyli się w tym świecie, który wizualnie nas koi tylko po to by przypomnieć nam, że zbrodnia czai się nawet w uroczych, neogotyckich parafiach gdzieś wśród lasów stanu Nowy Jork.

 

Tym co na pewno doskonale gra w tym filmie, to decyzja by Benoit Blanc tym razem stał się częścią takiego klasycznego detektywistycznego duetu. Gdzie genialny detektyw wszystko wie, ale jego pomocnik zadaje odpowiednie pytania od widzów. W roli pomocnika przez większość filmu występuje Josh O’Connor, który gra młodego i nieco sfrustrowanego księdza. I żeby nie było wątpliwości – Daniel Craig nadal jest fantastyczny w swojej roli i widać, że wyśmienicie się bawi, ale zdecydowanie emocjonalne centrum produkcji wziął na siebie O’Connor i wypada w tym świetnie. Tak dobrze, że spokojnie mógłby mieć własną serię filmową. To naprawdę fantastyczna rola i musze powiedzieć, że nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba. Zwłaszcza, że jednak na ekranie jest obsada nie w kij dmuchał, bo na drugim planie pojawia się Andrew Scott (o dziwo nie gra księdza), Josh Brolin, Jeremy Renner czy Glenn Close. Przy czym muszę powiedzieć, że mam poczucie, że postać grana przez Josha Brolina jest nieco przerysowana, ale z drugiej strony – niemal w każdym filmie Johnsona jest taki bohater (podobnie jak koszmarnie wkurzający młody mężczyzna z prawicowymi tendencjami w sercu)

 

Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. (L-R) Josh O’Connor, Daniel Craig and Mila Kunis in Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. Cr. John Wilson/Netflix © 2025

 

Rian Johnson przyzwyczaił nas, że do swojej serii „Na noże” wplata refleksje dotyczące społeczeństwa i moralności. O ile w drugiej części poszedł na całość, robiąc nie tylko zagadkę kryminalną, ale też paszkwil na miliarderów (który po czasie okazał się bardzo łagodny biorąc pod uwagę rzeczywistość), to w trzeciej części bierze się za barki z kwestią wiary. Wiary i moralności, bo te dwie rzeczy są dla niego równie ważne i jak pewnie niejedna osoba się zorientowała – nie zawsze idą w parze. W tle zaś dostrzeżemy skinienie głowy ku obecnym trendom w Stanach, które kochają wykorzystywać ludzi wierzących do własnych politycznych celów (przypomnę, że to jest kraj, gdzie padło zadnie o „grzechu empatii”). Przyznam, że mam lekki problem z religijnymi rozważaniami Johnsona. Z jednej strony – stanowią one klasyczny przykład humanistycznej refleksji nad grzechem, odkupieniem i wartością wiary w naszym życiu. Jednocześnie jednak – to jest właśnie ta refleksja humanistyczna, która dla swoich potrzeb musi się trzymać z dala od katechizmów i dogmatów. To nie jest problem w samej narracji – która osiąga swoje cele, ale myślę, że to jest raczej życzeniowe myślenie o tym czym wiara może być. Zwłaszcza, że mówimy tu nie o protestantyzmie a katolicyzmie. Przy czym nie mogę powiedzieć więcej nie zdradzając zakończenia. Dam tylko taką uwagę, że mam wrażenie, że wychowanie w katolicyzmie sprawia, że historie o księżach i ich osobistych decyzjach w sprawach wiary ogląda się nieco inaczej.

 

Rian Johnson wygrywa w swoim filmie tym, że nie próbuje złamać schematu stworzonego przez Christie – raczej zrobić remiks wszystkiego co znamy i opowiedzieć to z taką swadą jakby nikt wcześniej nie próbował tej formuły. Jednocześnie powrót do świata niewielkiej społeczności i ładnych okoliczności przyrody, zdecydowanie działa na korzyść opowieści, która bawi się symboliką i naszymi oczekiwaniami, że jednak będzie to trochę „cosy zbrodnia”. Ostatecznie nie da się tu wymyślić nic zupełnie na nowo, ale Benoit Blanc jest postacią tak fantastycznie pomyślaną, że chcemy za nim podążać gdziekolwiek się uda. I tak niby nie dostajemy niczego nowego, bo przecież wszystko to już było, ale radości mamy tyle jakby sama Agatha Christie powstała z grobu by dopisać jeszcze jedną sprawę dla swojego ulubionego dekretowa. I naprawdę są rzeczy gorsze na świecie niż podążać pewnym krokiem śladami wyznaczonymi przez mistrzynię kryminału. Bo wielu próbuje, ale tylko nielicznym się udaje.

 

Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. (L-R) Mila Kunis, Daniel Craig and Josh O’Connor in Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery. Cr. Courtesy of Netflix © 2025

 

Ps: Muszę przyznać, że właściwie zupełnie nie znam utworów Toma Waitsa, ale lecący do napisów utwór „Come On Up To The House” z linijką „ Come down off the cross/
We can use the wood” mnie absolutnie zachwycił. W sumie zachwyciła mnie ta linijka. Widzicie – powoli zaczynam się uczyć czegokolwiek o współczesnej muzyce, bo poza tym jestem niesamowitą ignorantką.

PS2: Zgadzam się z uwagą, że premiera tego filmu zdecydowanie bardziej pasowałaby do Wielkanocy, ale nie będę narzekać, że film jest wcześniej

Powiązane wpisy