Wszystko co przegapiliście w sierpniu czyli trochę Blog Day (a trochę nie )

02/09/2014

Colin to nie Woody czyli dwa słowa o Magii w Blasku księżyca

02/09/2014

Rzeczy których się nie robi czyli odrobina przyzwoitości

02/09/2014
empty image
empty image

Hej

Jeśli nie przespaliście wczorajszego dnia to zapewne wiecie, że w poniedziałek pojawiły się w sieci nagie zdjęcia wielu aktorek (w tym Jennifer Lawrence) ukradzione z ich prywatnych kont, na jak się okazało nie tak dobrze zabezpieczonej chmurze. Zdjęcia rozlały się po sieci, wszelkie możliwe portale doniosły o sprawie, wszyscy usłyszeli co ich czeka za podawanie zdjęć dalej, twitter zawiesił sporo kont ludzi, którzy jednak nic sobie z zakazów prawnych nie robili. A gwiazdy w mniej lub bardziej oficjalny sposób wyraziły publicznie swoje zdanie. Skandal jakich wiele chciałoby się powiedzieć, wracając do codziennych obowiązków. I rzeczywiście wydawać by się mogło, że najbardziej oburzające w całej sprawie jest okradanie ludzi z ich prywatnych zdjęć po czym sprzedawanie ich w Internecie. Ale nie wystarczyło jedynie trochę poczekać i przyjrzeć się sekcji komentarzy by dowiedzieć się, że tak naprawdę co innego w tej sprawie budzi prawdziwe oburzenie. Prawdziwe oburzenie w sercu zwierza budzi reakcja sporej części Internetu.

Trudno jest zilustrować taki wpis, zwierz znalazł trzy tweety które mu w tym pomogły

Zacznijmy od prostej prawdy – ludzie robią sobie zdjęcia nago. Z miliona powodów, dla siebie, dla chłopaka, dla dziewczyny, bo światło było dobre, bo mieli ochotę, bo jest się młodym i pięknym i świat leży u stóp. W robieniu sobie zdjęć nago nie ma nic złego. Nie jest to przestępstwo, nie jest to rzecz karalna, nie jest to ścigane z urzędu. We współczesnych czasach nie jest to nawet całkiem perwersyjne. Zjawisko jedno z licznych – robią to ludzie na całym świecie, sławni, mało sławni, zupełnie nie sławni. Ludzi których zdjęcia chciałoby zobaczyć wielu i tacy którzy sami nie są pewni czy spojrzą jeszcze raz na monitor aparatu fotograficznego. W robieniu sobie nagich zdjęć na prywatny użytek nie ma nic godnego potępienia. Jeśli nie wrzucamy ich na ogólnodostępne profile w Internecie, jeśli trzymamy je na swoich komputerach, jeśli przesyłamy tylko osobom które znamy, kochamy, lub dla których zdjęcia były przeznaczone nie jest to jakoś bardzo nierozsądne. A na pewno nie bardziej niż szafowanie na prawo i lewo danymi naszych kart kredytowych co robimy chętnie i ochoczo przy każdej transakcji, święcie wierząc że jest zabezpieczona. Osobą która naprawdę powinna się wstydzić i być wystawiona na powszechne potępienie jest ten kto kradnie prywatne dane. Ten proceder jest karany, jest ścigany i można zań trafić do więzienia na kilka lat. Co więcej kradzież prywatnych danych jest obecnie przestępstwem, które grozi nam wszystkim – nie ważne czy jesteśmy sławni czy nie.

Brzmi rozsądnie nie? No niestety nie do końca, zdaniem sporej części internautów w sytuacji kiedy prywatne zdjęcia z prywatnej chmury zostają skradzione winna jest osoba okradziona. Dlaczego? Po pierwsze popełniła wielki błąd, jest sławna. Po drugie – popełniła kolejny podstawowy błąd – zrobiła sobie nago zdjęcia. Po trzecie popełniła błąd karygodny wrzuciła je na prywatną chmurę. Osoba publiczna jak wiadomo powinna być rozsądna i nigdy nie popełnić powyższych błędów. Zwłaszcza jako osoba publiczna powinna się liczyć z tym, że ktoś może ją okraść. Zainteresowanie takimi materiałami jest duże, więc powinna po prostu przyjąć, że takie są koszty jej sławy i zawsze dbać by być ubraną w chwili kiedy kierowany jest na nią obiektyw. Skoro w sieci są jej rozebrane zdjęcia to  jest sama sobie winna co więcej jest do tego niezbyt inteligenta. Gdyby zachowywała się rozsądnie i z pełną świadomością wszystkich zagrożeń  to by nic się nie stało. A tak skoro nie dostosowała się do realiów świata, w którym żyjemy to zasługuje na karę, jaką ją spotkała. Tak oczywiście to może być przykre, ale niech się głupia panienka nauczy, że zdjęć się nigdzie w Internecie nie wrzuca. Upokorzenie to doskonały nauczyciel. Zdecydowanie lepszy od tej kary kilku lat więzienia na jaką zupełnie niepotrzebnie skazuje się złodziei danych.

Takie komentarze można znaleźć w wielu miejscach, albo jeszcze gorsze i jeszcze paskudniejsze w wymowie. Użytkowników, którzy sugerują, że aktorki powinny się cieszyć, że ich zdjęcia są w przestrzeni publicznej, bo wszak jeśli ciało jest ładne to i PR dobry. Albo jeszcze takie, które radośnie stwierdzają, że skoro aktorka sama sobie zrobiła zdjęcie i to przecież właściwie wyraziła zgodę by wszyscy je oglądali. Ewentualnie takich, którzy co prawda byli skłonni potępić złodzieja ale już ci którzy potem reprodukowali zdjęcia czy ich dość intensywnie szukali są w ich oczach niewinni. Część internautów w ogólnie nie przejmowała się komentowaniem zajęta była bowiem wpisywaniem we wszelkich możliwych miejscach odpowiednich haseł by zdjęcia znaleźć. Bo przecież nie ukrywajmy – ktoś kto hakuje takie konto doskonale zdaje sobie sprawę, że tym właśnie najszybciej i najlepiej pogrążyć, skompromitować i poniżyć gwiazdę – wrzucić jej nagie zdjęcie do Internetu by tłumy z poczuciem wyższości lub dla prostej podniety wytykały odpowiednie hasło w Internecie i wyszukały zdjęcie z miłą satysfakcją, że dostało się w końcu głupiej krowie, która myśli, że może być jednocześnie sławna i mieć prywatne zdjęcia. Bo przecież o to chodzi. Pal sześć kolejne cycki w Internecie – naprawdę podniecający jest tu fakt, że patrzymy na coś co nie jest przeznaczone dla nas. Nic nie pachnie tak cudownie o świcie jak gwiazda oddarta z prywatności.

Prawda jest taka, że mamy tu do czynienia z dwiema sprawami – pierwsza to najbardziej typowy przykład winienia ofiary. Pomiędzy tymi internetowymi mędrcami twierdzącymi, że takich zdjęć się nie robi a ludźmi uważającymi, że dziewczyna zgwałcona w ciemnej uliczce jest sama sobie winna nie ma wielkiej różnicy. W sytuacji napaści, kradzieży, złamania prawa winny jest przede wszystkim ten, kto się go dopuszcza. Czy kobieta idąca w ciemnej uliczce może zostać zgwałcona z większym prawdopodobieństwem niż ta, która idzie oświetloną ulicą? Być może tak. Czy jest winna tego, co ją spotkało? Nie.  W przypadku kobiet mamy koszmarną skłonność udzielania tysiąca rad jak żyć by nikt nie zrobił nam krzywdy. Miliony kobiet na całym świecie budzą się, co dzień patrząc na świat jak na tor przeszkód.  Doskonałe rady, jak uniknąć niebezpieczeństw, które przerzucają odpowiedzialność z napastnika na ofiarę. Tymczasem prawda jest taka, że jeśli świat ma być dla kogoś torem przeszkód to dla tych, którzy łamią prawo. To ich powinniśmy publicznie wyśmiewać, oskarżać i szczuć. Człowiek kradnący prywatne zdjęcia – niezależnie czy kobiety czy mężczyzny czy osoby sławnej czy anonimowej powinien zostać tak zjechany, tak odrzucony lub zignorowany, że nigdy więcej o tym nie pomyśli. Myślenie że to ten kto łamie prawo narzuca nam jak mamy żyć jest koszmarną ślepą uliczką, gdzie potępia się każdego kto zaufał systemowi. Bo naprawdę wrzucenie zdjęcia na prywatną chmurę nie jest niczym innym jak wiarą w to, że system zadziała. To nie jest wrzucanie zdjęcia na walla na facebooku. To jest dzielona przez nas wszystkich wiara w hasła i zabezpieczenia. Idźcie przejrzyjcie swoje wszystkie konta, wszystkie pliki i zdjęcia. I odpowiedzcie sobie na pytanie kto nie dzieli tej wiary choć odrobinę.

Ale to jest tylko pierwszy problem. Ogólny. Przerażający. Drugi tyczy się już zdecydowanie bardziej popkultury. Naszego stosunku do gwiazd – zwłaszcza aktorów. Widzicie Marlon Brando powiedział kiedyś że jego marzeniem jest grać nie pokazując twarzy. W udzielonym przez siebie wywiadzie rzece żałował, że nie można grać pozostając anonimowym. To prawda, aktor chcąc nie chcąc musi wyjść ze świata anonimowości. Musi nam pokazać swoją twarz, czasem swoje ciało, nie może schować się przed kamerą czy okiem. To zawód ekshibicjonistyczny, kto chce go wykonywać musi się pokazać. Ale jednocześnie aktor zawiera z nami umowę – ja się tu obnażam ale to nie jestem ja. Nie daje wam prawa gapić się na mnie, spójrzcie przeze mnie na postać którą gram. Oddaje swoje ciało, swoją anonimowość, byście mogli zobaczyć kogoś kto nie ma jeszcze swojego ciała. Ale wy macie patrzeć na niego a nie na mnie. Niestety ta umowa jest przez nas wszystkich (łącznie ze zwierzem) powszechnie ignorowana. Zaczynamy patrzeć na aktorów intensywniej, chcemy dowiedzieć się wszystkiego o ich życiu prywatnym, korzystając z faktu, że nie mogą się schować oglądamy ich zdjęcia – zarówno te oficjalne jak i nie, dopytujemy się o życie prywatne. Ale niewielu z nas lubi aktorów, tak naprawdę dość powszechna jest niechęć, wyczekiwanie na porażkę. Skoro są w świetle reflektorów to mogą błyszczeć ale naprawdę fajnie jest jak się potkną. Jennifer Lawrence ma w tak młodym wieku Oscara? Cudowna wiadomość, a teraz pokażcie mi jej nagie zdjęcia by można było ja nazwać idiotką. Modelka ma cudowne kształty? Pokażcie mi jej zdjęcia z sypialni by można było publicznie napisać że to szczyt nie odpowiedzialności. Możemy się w jednym tygodniu radośnie śmiać na komedii Sex Tape gdzie małżeństwu z przedmieścia przez przypadek zdarzyło się umieścić film z własnej sypialni w chmurze, ale kiedy robi to osoba publiczna będziemy najsroższym ze wszystkich sądów. My byśmy nigdy nie zachowali się głupio. A nawet jeśli to przecież  nam błądzić wolno, nie jesteśmy osobami publicznymi. Siedzimy jedynie za swoimi klawiaturami pewni swoich racji. Natomiast Oni przedstawiciele zawodów które przynoszą nam radość powinni się pilnować. Powinni cały czas żyć ze świadomością, że my tu czyhamy i czekamy na każde ich potknięcie.

 A przecież cała sprawa jest prosta. Nie kradnie się cudzych danych. Nie kradnie się nagich zdjęć, ani zdjęć w kostiumie Eskimosa. Nie sprzedaje się ich potem w sieci. Nie upublicznia. Jeśli takie zdjęcia się pojawiają to się ich nie ogląda. Zgłasza się przewinienie. Wyraża się ubolewanie, że żyjemy w czasach w których do takich rzeczy dochodzi. Wyraża się współczucie. Poprawia się zabezpieczenia kont które zostały okradzione. Być może kilka osób dochodzi do wniosku, że nigdy nie zrobi sobie nagich zdjęć. Być może kilka osób właśnie radośnie zrzuca ręcznik i cyka sobie fotkę, bo serio to jest ten dzień kiedy wyglądają najlepiej na świecie. Jednego na pewno się nie robi. Nie wini się ofiary. Bo to moi drodzy jest tak zwyczajnie po prostu złe. Bez dyskusji.

Ps: Tak się złożyło, że wczoraj swój wpis w sprawie popełnił Paweł Opydo z Zombie Samurai. Zwierz co prawda już dużo wcześniej postanowił, że napisze swoich parę słów, ale jeśli uważacie, że w tej dyskusji mogłyby paść jeszcze jakieś rozsądne argumenty to najpierw przeczytajcie bardzo mądry i dobry wpis Pawła.

Ps2: A jutro będzie o nowym filmie Allena

Ps3: Zwierz ma w zwyczaju nie moderować komentarzy ale zastrzega się że w przypadku tej dyskusji nie będzie się wahał wyrzucać tych komentarzy które uzna za wpisujące się w opisywane tu negatywne internetowe trendy.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ola Wysocka

    Reakcje wielu są straszne i naprawdę można stracić szacunek dla swoich idoli, którzy poczują się zobligowani do wyrażenia swojego zdania (widziałaś Zwierzu, co napisał Ricky Gervais?). Ja regularnie czytuję plotkarskie strony (don’t judge me, please) więc byłam na bieżąco, fotek widziałam ale komentarze i owszem i czasem skóra cierpnie. Obwinianie ofiary jest najczęstsze, i to nie tylko mężczyźni, kobiety bardzo często biorą w tym udział. A zdawałoby się, że w dzisiejszych czasach, pełnych wypasionych smartfonów i tabletów, masa ludzi robi sobie śmielsze fotki czy filmiki. Jedyną winną osobą (osobami) jest ten, kto je ukradł i umieścił w sieci, i mam nadzieję, że odpowiednie służby go/ich wyśledzą i ukarzą stosownie. W ostatnim hakerskim skandalu parę lat tremu, gdzie wyciekły fotki Scarlett Johansson, winny dostał 10 lat więzienia.
    Współczuję bardzo tym kobietom, których foty znalazły się w sieci. Mogę sobie tylko wyobrazić jak bardzo zbrukane się czują.

    • Ginny

      Co napisał Ricky Gervais?

      • zpopk

        Że jak nie chcesz by twoje zdjecia wyciekły to ich nie rób. Potem strasznie się na twitterze kajał że nie o to chodziło, ale jednak niesmak pozostał

        • Ginny

          Lajkuję w ramach podziękowań za odpowiedź, a nie w ramach solidarności z jego… wyższością moralną. Żeby nie było.

        • Alex

          Serio, wypowiedź Gervais’a to typowy nieprzemyślany babol. Koleś myśli że to było zabawne? Mam nadzieję, że dostał nauczkę i następnym razem zastanowi się że takie wpisy więcej mówią o nim niż o ofiarach. Naprawdę Ricky potwornie mi podpadł.

          • Slivarth

            Dokładniej to napisał, żeby ‚celebryci utrudnili hakerom wykradanie nagich zdjęć z sieci poprzez nieumieszczanie nagich zdjęć w swoich komputerach.’
            Skasował to już z twittera, ale faktycznie to nadal podpada pod klasyczny victim blaming na wielu poziomach. -300 points from House Gervais.

  • Nibi

    przeogromne dzięki za ten wpis. Do tej pory czuję niesmak po wczorajszych komentarzach na Hataku.

    • Castielle

      O tak, Hatak – wylęgarnia głupoty =/ wymiękłam po dwóch stronach czytania komentarzy…
      A co do notki to dziękuję Zwierzowi za ubranie tego wszystkiego w tak rozsądne słowa.

      • Alex

        Hatak – co za chore miejsce. Zaledwie kilka osób próbowało tam walczyć, reszta była cała sobą zachwycona.

    • zpopk

      Wczoraj przeglądałam – sporo oburzających komentarzy znikło

  • W pierwszym odruchu pomyślałam tak, jak zrobiły to wczoraj setki tysięcy internautów. „Po co, do diabła, w ogóle robiły sobie takie zdjęcia?”. A potem poczytałam tekst u Pawła i doszło do mnie, że przecież on ma rację, że to naprawdę nie ich wina, bo to, czy w domowym zaciszu robimy sobie nagie zdjęcia, to wyłącznie nasza sprawa. Widzę po sobie, że naprawdę łatwo jest nam zrzucić odpowiedzialność na ofiarę. Jakoś tak nam się w głowach zakodowało – i po tekście Pawła naprawdę poczułam się podle, bo wcześniej obejrzałam kilka z wykradzionych zdjęć na Pudelku – że mamy prawo do osądzania działań ludzi znanych, przez pryzmat tego, co robią w prywatnym życiu, a o czym nie powinniśmy wiedzieć. Nikt nie popełnił przestępstwa, nikt prócz złodzieja. Jest różnica między oceną zachowania pijanej Joanny L., która mając 1,2 promila we krwi brała udział w kolizji (bo ktoś mógł zginąć, bo prowadzenie po alkoholu to przestępstwo), a między oceną faktu, że gwiazda postanowiła zrobić sobie nagie zdjęcia.

    • zpopk

      To bardzo budujące kiedy ktoś potrafi zweryfikować swoje zachowania i sądy

      • Szkoda tylko, że musiałam w ogóle je weryfikować. Powinnam była myśleć rozsądnie od początku. No ale niestety, uczę się przez całe życie, pewnie wielokrotnie przyjdzie mi jeszcze przyznawać się do błędu.

        • zpopk

          Ale serio lepiej się uczyć niż zamykać na świat. Wszyscy się uczymy całe życie

        • Marinaa

          Takie poglądy pakują nam do głowy media… Wystarczyło włączyć pierwszy lepszy kanał, by usłyszeć o aferze. Niby bezstronnie, ale między wierszami pojawiała się ocena, w dodatku na niekorzyść ofiar. Ciężko myśleć samemu we współczesnym świecie… Skoro pod nos podsuwa się nam tacę z gotową opinią, to zostajemy przy tym. Sama czasami nie jestem pewna tego, które opinie się moje, a które przykleiły się samoistnie po przeczytaniu artykuły, bloga czy obejrzeniu czegoś w telewizji.

  • Arkadiusz

    Jako gość z medium, który popełnił tekst na temat mam mieszane uczucia co do sprawy.
    Z jednej strony pełna racja z potępieniem dla gościa, który się włamał, który udostępnił te zdjęcia. Wkurza mnie zdanie: „To ich wina” rzucone jako jedyny komentarz, bo absolutnie nic nie wnosi.
    Z drugiej jednak ja się zastanawiam, jak dużo osób jest świadomych tego, że każda rzecz, którą umieszczają w necie może (choć nie musi i stanowczo nie powinna) kiedyś stać się rzeczą publicznie dostępną.
    Samo pisanie o sprawie może stanowić zimny prysznic, dla ludzi, którzy zbytnio ufają internetowi lub nie są do końca świadomi zagrożenia. Zdanie – nie byłoby zdjęć nie byłoby sprawy – choć strasznie wszystko upraszcza i narzuca rozumienie całej sprawy jest niestety prawdziwe. Nikt nigdy nie zagwarantuje, że serwis, z którego korzystamy jest bezpieczny i nikt poza nami nie ma do niego dostępu. Nie żyjemy w idealnym świecie i trzeba czasem napisać o minimalizowaniu strat. Może to bowiem ostrzec kilka osób, które świadomie nie podejmą ryzyka.
    Nie zmienia to faktu, że osoby, które podjęły decyzję o wrzuceniu czegoś do sieci nie powinny być w żaden sposób piętnowane. W łeb powinien dostać kradnący zdjęcia i programista, który przepuścił lukę.
    Boli mnie nieco więc obserwowanie dyskusji w sieci, która poza obrzucaniem się wyzwiskami w pewnych momentach bardzo się upraszcza i polaryzuje. Bo temat niestety nie jest prosty.

    • zpopk

      A tak bezpieczeństwo sieci i naszych danych to ważna sprawa, problem w tym że dotyczy nas wszystkich i nikt nie jest tu głupszy i mądrzejszy, nasze dane – prywatne i zawodowe są w chmurach i jednego dnia ktoś kradnie zdjęcia drugiego, nasze numery kont. niestety mało kto widzi, że wszyscy jesteśmy na to narażeni i to nasz wspólny problem

    • IO

      Nie przesadzajmy, one nic nie wrzuciły do sieci. To ich telefon dokonał automatycznej archiwizacji w chmurze. a) nie każdy musi mieć świadomość, że to tak działa, duża część osób nie przejmuje się technika a tylko z niej korzysta. b) powierzyły swoje dane jednej z najbardziej znanych i poważanych firm zajmujących się produkcją telefonów. Miały prawo wierzyć, że ich dane są bezpieczne. Równie dobrze ktoś mógł włamać się na ich komputer, ukraść telefon lub włamać się do domu. Gdyby nie było złodzieja nie było by kłopotu.

      • Arkadiusz

        O tym właśnie mówię – brak świadomości (który trzeba zmieniać). Takie afery, mam nadzieję pokażą, że warto poznać działanie rzeczy, z których korzystamy. Bo świat nie jest idealny i źli ludzie się zdarzają. Co więcej, nawet najbardziej poważana firma może popełnić błąd, może czegoś nie sprawdzić w milionie linii kodu.
        Uwielbiam zresztą zdanie – gdyby nie było złodzieja… – ale był, jest i zapewne będzie. Właśnie dlatego warto patrzeć na takie sytuacje i wyciągać z nich wnioski na przyszłość. I broń Buko, nie wyciągać z nich wniosków dot przeszłości, bo tej już nie zmienimy.

        • Alex

          Źli ludzie się zdarzają, a ty nie noś zbyt krótkiej spódniczki – byłabym bardziej ostrożna z takim argumentem.

          • Arkadiusz

            Kolejny argument, który uwielbiam – a może jakiś kontrargument na zdania: „zdarzają się bezmyślni kierowcy, więc nie przechodź na czerwonym świetle”? Lub z podobnej sfery – „zdarzają się dziwni ludzie w internecie, więc uważaj na znajomości zawarte w tym kanale i na pierwsze spotkanie wybierz miejsce publiczne”? -*irony mode off*
            Nikt nie zabrania ani noszenia krótkiej spódniczki, ani dzielenia się zdjęciami, ani czegokolwiek. Problem w tym, że istnieją sytuacje, które mogą skończyć się niekoniecznie tak, jak tego chcesz. Co z takim ostrzeżeniem zrobisz – twoja rzecz. Zawsze należy ci się pomoc, jeśli ktoś robi ci krzywdę. Nie zmienia to faktu, że przed niektórymi ryzykami można (i moim zdaniem trzeba) się chronić lub minimalizować potencjalne straty. Stąd mój apel o wykorzystanie tej sytuacji do zwiększania świadomości co do losów danych, umieszczanych w sieci.

          • Alex

            Czyli jednak wygłoszone z dobrego serca zalecenie by nie nosić krótkiej spódniczki, choć przecież nikt nie zabrania, ale jednak. Bo to jest nadal zwalanie winy na ofiary i próba obarczenia ich odpowiedzialnością – nie noś krótkiej spódniczki, nie wychodź z domu po zmroku, nie rób sobie nagich zdjęć, bo źli ludzie. Problem ciągle polega na tym, że zamiast zwalczać to co złe i sprawców zwalczamy ofiary, które wedle naszego widzimisię nie zachowały wystarczającej ostrożności, choć przecież wiedzą że istnieją źli ludzie. No jak mogły!

          • Arkadiusz

            Ok, mogę zalecać wszystkim wrzucanie zdjęć do sieci i noszenie krótkich spódniczek, powiedz jednak o chociaż jednym sposobie na zwalczanie sprawców – bo tego tematu jakoś nikt nie rozszerza.
            To nie jest mówienie nie rób czegoś – to jest mówienie – jeśli coś zrobisz, może zdarzyć się ktoś, kto wykorzysta to wbrew twojej woli. Do czego nie ma prawa i za co zostanie ukarany. Dopóki jednak nie znaleźliśmy sposobu na złych ludzi możesz tak i tak zminimalizować ewentualne straty.

          • Alex

            Może zacznijmy zwalczanie sprawców od unikania zdań w typie „sprawcy to źli ludzie, ale one powinny być ostrożniejsze”, ok? To naprawdę nic trudnego.

          • Arkadiusz

            Ale co to da? Nie wpłynie to ani na sprawców, bo ich potępiliśmy a zdanie o ofiarach nie ma na nich wpływu, ani na poziom bezpieczeństwa. Ofiary ataku nie są niczemu winne (ciekawe ile razy to powtórzę), ale przed potencjalnymi stratami da się często zabezpieczyć. I chyba warto to zrobić, nespa?

          • Alex

            Da tyle, że może w społeczeństwie podniesie się wreszcie choć o parę procentów świadomość, że ofiara nie jest współwinna tego co się stało, gdy się jej nie będzie jednym tchem wymieniało ze sprawcą, zarzucając jej brak ostrożności. Dlatego to właśnie warto zrobić.

          • Pomogę: niewątpliwie wiemy wszyscy, że istnieje coś takiego jak bankowość, w tym bankowość internetowa oraz ryzyko, że ktoś w ten czy inny sposób wykradnie nam kasę.

            Właściwe rady to rady w rodzaju: ustawcie dobre hasło, nie ufajcie podejrzanym mejlom itp.

            Durne rady to rady w rodzaju: nie korzystajcie z bankowości, szczególnie z internetowej, bo kasa „w chmurze” to kasa wystawiona na żer złodziei.

            Tak tak, unikanie wrzucania rzeczy w rodzaju zdjęć do „chmury” nie różni się szczególnie od unikania wrzucania pieniędzy do chmury, a tym właśnie jest współczesna bankowość, w tym bankowość internetowa.

            W rzeczywistości czas po prostu by zacząć żądać od dostawców zdalnych przestrzeni dyskowych, by zabezpieczali te dane co najmniej tak mocno jak banki nasze pieniądze, a to oznacza podwójną weryfikację dla większości operacji.

          • Ginny

            Ale noszenie nawet najkrótszej spódniczki w nawet najciemniejszej uliczce nie ma prawa być dla kogokolwiek zachętą. O to chodzi. Na to trzeba kłaść nacisk.

          • Arkadiusz

            O tym mówmy, jak najbardziej. Problemem dla mnie jednak nie są długości ubrań (bo na tym się nie znam i jedyne co umiem to wyśmiać ten argument) ale fakt, że tam gdzie da się zwiększyć poziom zabezpieczeń, tam warto to zrobić. I na to też warto położyć nacisk.

          • Alex

            Może jednak kłaść ten nacisk na podniesienie bezpieczeństwa bez wtórnej wiktymizacji ofiar? A argumnet o długości spódniczki jest klasyczmym argumentem ludzi, którzy winą ofiarę za to że została zgwałcona, bo gdyby miała dłuższą to by się na nią gwałciciel nie połakomił – naprawdę nic śmiesznego gdy widzisz ten durny argument w każdej dyskusji gwałcie.

          • Arkadiusz

            Nie wiedziałem, że rozmawiam o gwałcie… Do tej pory było o wycieku danych, a moją argumentację można metodą kopiuj-wklej twórcom „Wiedźmina”, który też wyciekł jakiś czas temu w dość podobny sposób.
            Argument o tym, że wszystko co wrzucisz do sieci, może się stać publiczne jest dla mnie argumentem z gatunku – nie przechodź na czerwonym świetle, bo ktoś może cię przejechać. Jest działanie, które może spowodować negatywne konsekwencje ze względu na działania innych osób. Działania, które trzeba potępić.

            Osoby, które zostały przejechane, też są wtórnie wiktymizowane ostrzeżeniami, a ostrzegających nazwiesz propagatorami Carmageddonu (przenosząc argumentację)? Oddzielmy może sferę bezpieczeństwa danych od kwestii seksualności, bo łączenie ich naprawdę doprowadza do dziwnych wniosków.

          • Kal

            „nie przechodź na czerwonym świetle, bo ktoś może cię przejechać”.
            Przechodzenie na czerwonym jest niezgodne z prawem, są na to paragrafy i mandaty. Wrzucanie czegokolwiek do sieci – niespodzianka – nie jest. Twoja analogia zrównuje osobę łamiącą prawo w sposób sprowadzający na siebie niebezpieczeństwo z tą, która w normalny, legalny sposób korzysta ze zwyklej usługi. Tak samo obwiniasz ludzi, którym ktoś ukradnie płaszcz z szatni?

          • Tomek

            Jeśli ktoś włamałby się do mojego mieszkania i mnie okradł, bo nie zamknąłem drzwi, to nie otrzymam odszkodowania. I nie oznacza to wcale, że policja nie będzie ścigała złodzieja, ani też, że to moja wina, że mnie okradli – po prostu zachowałem się nieostrożnie

          • Zejdźmy z seksualności na bardziej neutralny teren – nie wściekniesz się na kogoś kto ci powie „nierozsądnie jest chodzić samemu po ciemnych uliczkach z wypchanym portfelem na wierzchu”. Bo to prawda, co w żaden sposób nie usprawiedliwia złodzieja ani nie zwala winy na ofiarę ale to prawda. To smutne, niefajne, nie w porządku i nie powinno tak być, ale rozumiem, o co chodzi Arkadiuszowi i nie ma sensu na niego napadać.

          • Alex

            Nierozsądnie jest przechowywać swoje prywatne zdjęcia, we własnej, zabezpieczonej chmurze? Nierozsądnie jest trzymać biżuterię w banku, bo może być napad?

          • Arkadiusz

            No właśnie o to chodzi, że nie własnej (przeczytaj EULA usługi) i jak widać niezabezpieczonej.

          • Alex

            Bank też nie jest twój, a jego zabezpieczenia mogą podlegać dyskusji. Wybierasz ten który zdaje ci się zabezpieczony najlepiej, choć nie masz i nie możesz mieć pełnej wiedzy na ten temat, bo jesteś laikiem.

          • Tego nie powiedziałam, odniosłam się do zarzucania Arkadiuszowi przenoszenie winy na ofiarę w kwestii gwałtu (swoją drogą nie rozumiem, co ma piernik do wiatraka, ale nieważne). Nie popadajmy w paranoję, jasne, że samo posiadanie rzeczy tworzy zagrożenie, że ktoś może nas ich pozbawić, ale gdzieś je trzymać trzeba. Chodzi o to, że warto znać zagrożenia, co nie znaczy, że jak ktoś ich nie zna, to jest głupi i sam sobie winny.

          • Arkadiusz

            Dziękuję za czytanie mi w myślach :-D

          • Jak dla mnie Twoje intencje są bardzo wyraźnie widoczne w tekście :)

          • Alex

            To gwałt na prywatności, wiąże się też z traumą, w tym wypadku również dotyczącą seksualnej sfery życia ofiary. Problem dla mnie polega na tym, że widzę jak często pojawia się stwierdzenie – „sprawcy to potwory, ale ofiary powinny być bardziej ostrożne” kiedy nie zrobiły nic godnego potępienia. To chyba nie jest właściwe opisanie sprawy, gdy w jednym zdaniu obdzielasz winą sprawców i ofiary.

          • Ale tu nikt tak nie pisze… Stwierdzenie, że ofiary nijak nie zawiniły przewija się złota nicią.

          • Alex

            Powinny być świadome, powinny sobie uświadomić, powinny być ostrożne, powinny się chronić, powinny minimalizować – co za różnica?

          • Jeśli nie masz zamiaru nawet spróbować zrozumieć o co mi chodzi, to twoja sprawa. Nie będę po raz kolejny pisać tego samego.

          • Alex

            Rozumiem o co ci chodzi, ale ta kwestia „powinności ofiar” mnie wpienia. Problem polega na tym że mogę się zabezpieczać aż do upadu, ale ktoś, jeśli zechce, znajdzie lukę w moich zabezpieczeniach i wtedy i tak usłyszę „powinnaś była”. One sądziły że są bezpieczne, gdyby zrobiły te foty i umieściły w albumie który ktoś zwinął im z domu z alarmem i ochroną też usłyszałyby „powinnaś była to i tamto”.

          • Jeśli ktoś by im zwinął te foty z domu z alarmem, bo alarm był wadliwy i się nie włączył, bo kable zamokły, to ofiary powinny były wiedzieć że alarm ma wadę (może wtedy zakopałyby album w ogródku). Tylko że powinny to były wiedzieć od operatora alarmu, którego obowiązkiem jest albo zrobić perfekcyjny alarm, albo poinformować klienta o usterce. Ale nadal winny byłby ten, kto ten alarm instalował.

          • xeronegro

            winny byłby ten, kto zwinął foty

          • To jest tak oczywiste, że nawet nie pisałam, ale instalator alarmu słusznie płaciłby odszkodowanie.

          • Krystyna Kowalska

            A owszem, wścieknę się. Bo sama chodzę po ciemnych uliczkach (z wypchanym albo nie portfelem) codziennie, od października do kwietnia. To nie kwestia rozsądku lub jego braku, tylko położenia geograficznego i oświetlenia ulic. I „dobre rady” w zakresie samotności w ciemnych uliczkach są dla mnie tyle warte, co słynne dywagacje burmistrza Ursynowa nt. gwaltu w Lesie Kabackim. Najlepszą poradą dla kobiet jest żeby urodziły się mężczyznami, to naprawdę kolosalnie wpłynie na poziom ich bezpieczeństwa.

          • Arkadiusz

            Ok, ale znasz zagrożenia, które mogą cię spotkać. O to wyłącznie mi chodzi – o świadomość (dotyczącą danych, bo o tym piszę) – jeśli ją masz i w jakiś sposób wykorzystujesz to mój trud w rozmowie z Tobą skończon i mogę iść szukać złych ludzi, żeby nie zrobili ci krzywdy i do nich docierać z przekazem.
            Naprawdę, bezpieczeństwo w sieci nie zależy od płci. Niejaki Clarkson też zachował się nieostrożnie ( http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/7174760.stm ) i został oszukany. Nie zmienia to faktu, że kradzież jest zła, a nieświadomość zagrożeń dobra.

          • Krystyna Kowalska

            Tylko że trudno wyznaczyć, gdzie leży granica uświadamiania. Zakładam, że nie sądzicie, że osoby, których zdjęcia zostały wykradzione i udostępnione, zrobiły to w ramach chorej autopromocji. Czyli – pewnie – pokładały jakieś zaufanie w systemie. Nie jestem w stanie ocenić, czy mój bank, twierdząc, że ma aktualne certyfikaty, rzeczywiście odpowiednio zabezpiecza moją kasę – brak mi wiedzy informatycznej, zatem ponoszę ryzyko zaufania tej konkretnie marce, która twierdzi, że system jest dobry. Sprawa Snowdena pokazuje, że nie ma danych na tyle wrażliwych i na tyle dobrze zabezpieczonych, aby tych zabezpieczeń nie dało się obejść. Więc sprzeciw w Twoich wypowiedziach budzi nie samo „dobrze mieć świadomość, że Sieć nie jest nigdy w 100% bezpieczna”, co sugerowanie, że istnieje taki poziom zabezpieczeń, który nas uchroni (zwłaszcza nieszczęsna analogia z przejściem na czerwonym świetle). Smutna prawda jest taka, że im bardziej celebryt(k)a usiłuje chronić swoją prywatność, tym bardziej różne hieny będą na nią nastawać – nie trzeba wrzucać zdjęć w chmurę, wystarczy znakomity sprzęt foto, aparat podczepiony do drona czy przekupiona sprzątaczka, która zainstaluje w sypialni gwiazdy kamerkę.
            Dlatego byłabym za tym, żeby skupić się bezwzględnie na popełnieniu sprawcy, a akcję uświadamiającą odnośnie bezpieczeństwa w sieci prowadzić równolegle i niekoniecznie odnosząc ją do tej sprawy.

          • Arkadiusz

            Problem z zabezpieczeniami polega na tym, że im ich więcej, tym ich obejście trudniejsze i bardziej kosztowne. Powyżej określonego poziomu zabezpieczeń może (ale nie musi) się to stać nieopłacalne lub wymagające specyficznego sprzętu (p. dron czy sprzątaczka – to trochę trudniejsze niż zgadywanie haseł). Określona liczba zabezpieczeń czy ich świadome stosowanie wykluczy najprostsze formy ataku, co podniesie poziom bezpieczeństwa. I do takiej konkluzji zmierzam, zwłaszcza w sytuacji, w której można samodzielnie zwiększyć liczbę zabezpieczeń – na przykład włączając dwuskładnikowe uwierzytelnianie.
            Kontynuując analogię z ulicą – istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że ktoś będzie jechał samochodem po molo w Sopocie. Nie zmienia to faktu, że ostrzegamy się, by przechodzić przez jezdnię w wyznaczonych miejscach i robić to w określony przepisami sposób. Po prostu zmniejszamy prawdopodobieństwo, choć mamy świadomość, że nie da się żyć w pełni bezpiecznie.
            Co do nieodnoszenia akcji uświadamiającej do aktualnych wydarzeń – to tak nie zadziała. Wydarzenie, o którym się mówi powoduje, że ludzie szukają informacji na jego temat i można „przemycić” przy okazji dawkę uświadomienia. Zwłaszcza, że może ono spowodować, że ludzie zaczną się bać tego typu usług i warto pokazać, że mają one swoje dobre i złe strony.

          • Alex

            Ale serio byłoby super spróbować nie robić tego tak by ludzie wynieśli z tego uwiadamiania wrażenie podsumowujące się w zdaniu „one były głupie, ale ja nie będę”. Tak wiem, to trudne. Wysłanie człowieka w kosmos też bylo trudne. Gdzieś trzeba zacząć.

          • „Naprawdę, bezpieczeństwo w sieci nie zależy od płci. ”

            hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha

            Bo gdyby Anita Sarkeesian była mężczyzną, również musiałaby uciec z domu i dzwonić po policję, bo dostawała mnóstwo wiadomości grożących jej śmiercią i gwałtem. Bo gdybym ja była facetem, również musiałabym zrezygnować z irca na kilka lat, bo jeden były na spółę z kolegami zniszczyli mi tam życie.

          • Slivarth

            O atakach na Anitę usłyszałem na początku tego roku i prawdę mówiąc myślałem, że to już minęło. Po tym jak ją wspomniałaś, zacząłem obserwować Feminist Frequency na twitterze i to niestety nadal trwa. Groźby zaczyna dostawać także jej rodzina.

          • Arkadiusz

            Czy twoje przykłady oznaczają, że faceci nie ulegają oszustwom w sieci? Nie wydaje mi się… A tylko to miałem na myśli mówiąc o bezpieczeństwie. Każdy jest potencjalnie zagrożony i każdy powinien być tych zagrożeń świadom. Tylko to mam na myśli.

          • Napisałeś, że bezpieczeństwo w sieci nie zależy od płci. Pokazałam ci, że zależy – o ile założymy, że każdy może być potencjalnie zagrożony, o tyle dla kobiet ryzyko jest dużo większe. Wystarczy być kobietą z opinią (np. z własnym blogiem), aby być narażoną dużo bardziej, niż mężczyzna z podobną opinią. Publikowanie wykradzionych albo zrobionych ukradkiem nagich zdjęć, gróźby fizyczne itd. dużo częściej przytrafia się kobietom. W przypadku mężczyzn, groźba opublikowania nagich zdjęć zdarza się naprawdę sporadycznie i nie niesie ze sobą tak silnego ładunku zawstydzenia, upokorzenia czy przekroczenia granic, co w przypadku kobiet. Nie bez powodu nie słyszysz o tym, że Brat Pitt czy Ronaldo muszą stawać na głowie, bo ktoś opublikował ich nagie foty.

          • Guest

            Może nie zauważyłaś, jestem kobietą. Nie lubię czuć się niepewnie chodząc po ciemku, bardzo chciałabym móc się tym nie przejmować. Tylko jak ja przestanę się przejmować, to jeszcze nie sprawi, że inni przestaną kraść i gwałcić. I fakt, że niczemu nie byłabym w takiej sytuacji winna (bo nie byłabym) niewiele by zmienił, jeśli byłam okradziona i zgwałcona, a może i martwa.

          • Krystyna Kowalska

            Zauważyłam, ale co to ma do rzeczy?

          • Chodzi o to, że wiele osób nie wie, że trzymanie rzeczy w chmurze może być niepewne. Warto ich o tym poinformować, bo może niektórzy nie będę w takim razie chcieli trzymać w niej swoich danych. Inni będą, to ich sprawa. Nie staną się przez to winni temu, że ktoś te dane ukradnie, bo zadaniem firmy jest tę chmurę zabezpieczyć (mam nadzieję, że apple będzie musiał zapłacić odszkodowania). Ale będą mieli wszystkie dane potrzebne im do podjęcia decyzji, czy chcą trzymać zdjęcia w chmurze, czy na usb w foliowym woreczku zatopionym w spłuczce.

          • zpopk

            Jeśli mniej więcej rozumiem o co chodzi Ance to o coś podobnego do noszenia kasku na rowerze. Każdy może decydować czy nosi kask czy nie. Jak rozbije głowę – należy mu się opieka i współczucie i niech wszyscy milczą o tym że powinien mieć kask. Ale dobrze by było, żeby wszyscy byli świadomi że kask może zapewnić bezpieczeństwo. przy czym powiem szczerze – dla mnie to jest zawsze problem – między niechęcią do porad jak żyć i unikać gwałtów (to ciągłe pouczanie kobiet!) a moją własną świadomością gdzie nie powinnam się zapuszczać. I jedno i drugie jest rozsądne, i ja mam tu problem. Bo zgadzam się z tobą Krystyna 100% a jednocześnie sama kiedy wracam do domu późno i jest ciemno na wszelki wypadek trzymam ciężkie klucze w ręku bo nic nie wiadomo.

          • Nie ale serio, przechodząc tylko do tematu zgwałcenia i „ostrzegania” ofiar: ponad 80% ofiar gwałtu potwierdza, że sprawca był znany w ofierze. W tym wypadku jakie niby miałoby być ostrzeżenie dla kobiet? Nie ufaj żadnemu mężczyźnie, którego znasz? Nie poznawaj mężczyzn, z którymi nie chcesz nawiązać kontaktu seksualnego?
            Wszyscy wiemy o ciemnych alejkach i ulicach nocą i wbrew pozorom ciemne alejki dla każdego są niebezpieczne, czy dla kobiety, czy mężczyzny. Uczy nas się od małego ostrożności, dlatego ostrzeganie kobiet przed tak oczywistymi rzeczami jest dla mnie kuriozalne i głównie zwala winę na ofiarę.
            Nie ma żadnego dobrego ostrzeżenia przed gwałtem.
            Zwierzu, to tak pod Twoim komentarzem, ale nie odnosi się konkretnie do niego.
            Co do sytuacji ze zdjęciami: zgadzam się całym sercem ze Zwierzem.

          • Sakurako

            „Nie ma prawa”, a jest faktem – niestety.
            Rozwiazaniem pewnie powinna być, z jednej strony, edukacja po fakcie (np. wpisy typu zwierzowego) i wyprzedzająca (rodzice, szkoła, media) oraz szybkie, sprawne działanie, nawet w przypadku drobnych spraw (taki technologiczny Giuliani;-)

    • shalick

      Tylko, że luki, którą miałby przepuścić programista nie było. „Zawinił” system odzyskiwania haseł, typu pytanie- odpowiedź (generalnie dobrą praktyką jest wpisywanie bzdetów jako odpowiedzi na pytanie pomocnicze. Czyli na pytanie „jak miała na imię twoja pierwsza miłość?” nie piszesz „Ania” tylko „Józef Stalin”).

      • Arkadiusz

        To akurat błąd projektanta systemu (dałoby się to pewnie rozwiązać mądrzej, albo dorzucić jakiś składnik do uwierzytelnienia) – przepraszam programistę :-)
        Zresztą nieważne czyj był błąd – ważne, że taki błąd może się pojawić i że najprawdopodobniej będzie trzeba się przed nim chronić

  • Paweł

    Zwierzu, dzisiaj trafiłem na Twojego bloga i jestem zachwycony! Niecierpliwie czekam na wpis o filmie mojego ulubionego reżysera – Allena. Bądź łaskawa ;)

  • Alex

    Ludzie, którzy to ukradli to zboczone dranie, ludzie którzy to oglądają znając pochodzenie zdjęć to zboczone hieny. Tak, wiem że ostro ale nie mam zamiaru owijać w bawełnę w tym wypadku.

  • Kayleigh90

    Nie rozumiem właśnie wielkiego oburzenia na te gwiazdy. Mogły sobie robić zdjęcia dla siebie, dla swoich partnerów, z różnych powodów tak naprawdę. Często też się robi różne głupoty i liczy się na to, że nikt niepowołany tego nie zobaczy. A tutaj wyszło, że nawet chmura Apple nie jest bezpieczna. Wstydzić powinien się haker i basta. A już kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy udostępniają te zdjęcia na tumblrze.

  • Fuzukat

    Bardziej się ze Zwierzem nie mogę zgodzić. Od siebie dodam tylko tweet Emmy Watson, bo jak zwykle trafiła w sedno.

  • Mju

    Zwierz i Samurai, takie mądre blogi! <3 Tu kolejny tweet, który mógłby być we wpisie Zwierza https://twitter.com/lenadunham

  • pani_m

    U „Pochodnych Kofeiny” znalezione, podzielę się i tutaj, bo moim zdaniem i trafne, i zasługuje na szerzenie.

    http://www.theverge.com/2014/9/1/6092769/creeps

    • Kayleigh90

      Właśnie ta hipokryzja mnie wręcz przeraża. Szpiegowanie nie, ale jak coś wycieknie, to twoja wina! W takim razie… Przeciwko czemu oni protestują?

  • Kasia

    zwierzu, jestes strasznie madry. bardzo Ci dziekuje bo naprawde czasem przywracasz mi wiare w ludzi.

  • Croyance

    Mysle, ze przez to, ze polozono akcent na ‚nagie’ zdjecia, zagubila sie wlasnie istota sprawy – ja sobie np. rownie nie zycze, zeby publikowano moje zdjecia z wakacji, na ktorych spaceruje z mama po plazy. Nie ma znaczenia, CO jest na tych zdjeciach, to jest w ogole drugorzedna sprawa.

    • Saga

      O to to. Nie jest ważne co, zdjęcia, pamiętnik czy lista zakupów, ważne, że prywatne i nikt niepowołany nie ma prawa oglądać. Współczuję ofiarom tej kradzieży. Bardzo dobry wpis, Zwierzu. Dzięki.

  • Magdalaena

    „Niestety ta umowa jest przez nas wszystkich (łącznie ze zwierzem)
    powszechnie ignorowana. Zaczynamy patrzeć na aktorów intensywniej,
    chcemy dowiedzieć się wszystkiego o ich życiu prywatnym, korzystając z
    faktu, że nie mogą się schować oglądamy ich zdjęcia – zarówno te
    oficjalne jak i nie, dopytujemy się o życie prywatne.”

    No właśnie nie wszyscy. Mnie interesuje i porusza bohater, czy to literacki czy filmowy. A aktor czy autor – jest jednym z twórców dzieła, ale jego życie prywatne interesuje mnie tak samo, jak życie np. oświetleniowca czy kamerzysty.

    • zpopk

      No OK choć jak czytasz zwierza to pewnie też chcąc nie chcąc zdarza ci się przeczytać o życiu prywatnym gwiazd

  • Żyję w jakiejś bańce mydlanej, bo pomimo krążenia wczoraj po Internecie o niczym nie wiedziałam. A teraz odczuwam po prostu wstręt do tych ludzi, bo jak można nie widzieć obrzydliwości w obwinianiu ofiary?!

  • spirit

    sprawa jest prosta – kradzież to kradzież, wszystko co następuje po niej świadczy tylko o ludziach, którzy chcą brać w tym udział… linkujesz – ok, komentujesz bez sensu – ok, dajesz jasny sygnał jak cię postrzegać… myślę, że bardzo wiele osób robi sobie takie zdjęcia w przeświadczeniu, że zostaną one prywatne – każda ich kradzież i upublicznienie jest po prostu złe… nie trzeba być celebrytą żebym móc sobie wyobrazić, jak bym się czuł, gdyby moje prywatne zdjęcia wyciekły do sieci… czy aż tak trudno to pojąć? (wpis zwierza i innych blogerów, sugeruje, że tak)

  • Kuoka

    Czesc Zwierzu i fandomie Zwierza, podczytuje od dluzszego czasu, ale odzywam sie po raz pierwszy.

    Sprawa wycieku nagich zdjęć jest, moim zdaniem, analogiczna do sprawy filmiku z egzekucja amerykańskiego dziennikarza sprzed kilku tygodni. Gdyby nie fakt, ze temat podchwycily wszystkie media, to pies z kulawa noga nie wiedziałby ani o egzekucji, ani o biustach. Oczywiście, nie powinno się klikac ani na jedno, ani na drugie przez szacunek dla osob których materialy dotycza, ale zboczeńcy (lub ciekawscy) znajda się wszędzie. Z tym ze dzięki mediom tych ciekawskich jest X milionow razy więcej. A poza tym… Dookoła wojna na Ukrainie, zmiany na szczycie UE, Bliski Wschod w rozsypce, a ty cycki sobie będziesz, pismaku, linkowal?

  • xeronegro

    „Tymczasem prawda jest taka, że jeśli świat ma być dla kogoś torem przeszkód to dla tych, którzy łamią prawo.” bardzo, bardzo mądre zdanie!

  • Szpro

    Jak rzadko komentuję, tak masz buziaka ode mnie.

  • Wszyscy powinniśmy być świadomi, co się dzieje z naszymi danymi po tym jak wrzucimy je do Sieci, oraz które z nich trafiają do Sieci (bo część osób nie wie, że smartphone’y automatycznie ładują zdjęcia do chmury). Tak jak powinniśmy wiedzieć jak działają inne rzeczy, których używamy (pralka, lodówka itp.).

    That being said, winien jest złodziej. I firma, która miała dziurę w zabezpieczeniu. Osoby, których dane zostały skradzione są niewinnymi ofiarami. Nawet jeśli uprawiają publiczny zawód, nie mają obowiązku dzielić się ze światem całym swoim życiem. Ani cenzurować tego życia w obawie przed takimi sytuacjami. I nie mają obowiązku „wiedzieć lepiej” ani „wiedzieć więcej” od zwykłych ludzi, tylko dlatego że mają taki zawód. Nie bardzo rozumiem, jak można twierdzić inaczej.

  • nieśmiałek

    Zwierzu, dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Wczoraj przeczytałam mnóstwo koszmarnych i wręcz obrzydliwych komentarzy na temat całej sprawy i przyznam, że naprawdę podupadłam na duchu. Twoja wypowiedź (i komentarze do niej) przypomniały mi, iż nie powinnam wchodzić na serwisy do których redaktorów i czytelników nie mam zaufania, a Zwierz moje zaufanie ma. Także, hm, przepraszam jeśli trochę mi to nieskładnie wyszło, ale jestem naprawdę wdzięczna za tak piękne i mądre podejście do tej sprawy.

  • Już to pisałam pod wpisem Z górnej półki – polecam tekst, ale się powtórzę i zacytuję Rihanne, której słowa po wycieku jej zdjęć zapadły mi w pamięć: jeśli nie wysyłasz swojemu chłopakowi swoich nagich zdjęć to mu współczuję. Nie można się wstydzić takich rzeczy bo tu nie ma powodu do wstydu. Robienie sobie nagich zdjęć jest naturalne, nagość to nie przestępstwo! Zwłaszcza jeśli nie jest wystawiana na widok publiczny. A ta na pewno nie była. To nie wizerunek Lawrence czy Dunst tu ucierpi, a Apple, który okazał się mieć słabe zabezpieczenia.

    • Slivarth

      Apple się wypiera i też w ich wypowiedzi pobrzmiewają tony obwiniania ofiar. Wszystkie w sumie firmy związane z IT lubią zwalać ostateczną odpowiedzialność na end usera. Jednocześnie obiecując virtualny Fort Knox dla przechowywanych przez siebie danych.

  • Shetani

    Serio ktoś jeszcze w dzisiejszych czasach ma jakiś problem z nagim ciałem? Wygooglałam, widziałam, ładna dziewczyna – tyle. Ani to specjalny skandal ani nic ciekawego (w domyśle, że są duuużo fajniejsze/ciekawsze nagie zdjęcia).
    Nie wiem po co wszyscy ślą komentarze że jedna z druga to głupsza i niemyśląca (jakby świat się składał z samych mądrych ludzi…), no wyciekło, trudno, jest nad czym rozdzierać szaty przez internautów, nagiej kobiety nigdy nie widzieli? Jakoś tak… Bez sensu to dla mnie.
    Albo mam jakieś wyjątkowo swobodne podejście do nagiego ciała, bo ‚skandal’ mnie nie zelektryzował.

    Dziewczyny to mi raczej szkoda, bo teraz zdaje się jej twarz przyklejają każdej aktorce porno w dziwnych pozach, to już nie jest za fajne (aczkolwiek nagie zdjęcia do tego akurat nie są potrzebne).

    A kradzież danych jest kradzieżą danych, cóż, zdarza się, mimo że nie powinno. Teraz za to się chyba wszyscy rzucą sprawdzać co oni w chmurze mają.

    • aHa

      Tu nie chodzi o nagie ciało. Nie mam (o ile wiem ;-) żadnych nagich zdjęć choćby robionych polaroidem, ale mam zdjęcia z dzieciństwa na których wyglądam jak szympans, mam zdjęcia z okresu nastoletniego, gdy miałam sporą ilość zbędnych kilogramów, mam wreszcie zdjęcia na których jestem przebrana za wampira albo Michała Wiśniewskiego (bo akurat z koleżankami przyszło nam pomysł zrobić imprezę tematyczną). Gdyby ktoś ukradł te zdjęcia – z chmury czy z mojej szuflady – i wykorzystał je przeciwko mnie, to czułabym się strasznie. Bo tu problemem jest nie to czy zdjęcia były nagie – pewnie jeszcze nie raz zobaczymy Jennifer i resztę bez ubrania na ekranie – tylko chodzi o utratę kontroli nad własnym życiem i prywatnością. O poczucie zagrożenia, które taka sytuacja wywołuje.

      Ale zgadzam się że sytuacja ta ma pewien aspekt edukacyjny – podejrzewam że sporo osób nawet nie wiedziało, że istnieje coś takiego jak chmura a teraz będą uważniej sprawdzać, co tam się pojawia.

  • Można było spodziewać się wielkiej dyskusji – bo temat nośny. Mój komentarz do całej sprawy pod linkiem.
    http://zureklukasz.com/afera-zdjeciowa/

  • Aleksandra Palczewska

    Prawda jest taka, że ludzie uwielbiają wytykać innym błędy. Gdyby większość z nich znalazła się na miejscu Jen lubi innej z tych kobiet zaczęłyby się awantury, były by zbulwersowane, no bo jakim prawem narusza się ich prywatność? Ale kiedy człowiek siedzi sobie spokojnie za komputerem, w pełni przekonany, że jego to po porostu nie dotyczy zaczyna sobie kpić z innych, czerpiąc największą satysfakcję z tego, że może komuś wypomnieć błędy.
    Szkoda mi tych kobiet. Osobiście bardzo szanuje Jennifer jako aktorkę, zawsze podobało mi się jej luźne podejście do życia, do tego co robi, tego jak świetny kontakt miała z fanami. Teraz jestem niemal na sto procent pewna, że to się zmieni. Zresztą, nic w tym dziwnego. Po tym jak ludzie ją zawiedli dlaczego by nadal miała się starać robić coś dla innych? Mam jedynie nadzieję, że cała ta afera szybko się zakończy, a ona i reszta będzie mieć wreszcie święty spokój.
    A hakerowi zdecydowanie należy się kara. Im surowsza tym lepiej, może w końcu ludzie nauczą się, że gwiazdy to też ludzie i, że na równi z nami mają prawo do prywatności…

    • Addi

      Przecież ta cała stylówka „luźnej” Lawrence to był zwykły PR… Nie wierzcie we wszystko co zobaczycie w telewizji…

  • bela03

    Oczywiście, Zwierz ma rację i nie powinniśmy obwiniać gwiazd tylko złodzieja.
    Ale czytam też w komentarzu poniżej o winie programisty, z czym trudno mi się zgodzić, wiedząc jak się w tym zawodzie pracuje. Pracodawca przesuwa deadline i testy bezpieczeństwa to jest to co się najczęściej obcina.
    Zastanawia mnie jednak to, czy wnioskiem z historii nie powinna być mniejsza ufność do firm typu Apple, Microsoft itp. Ludzie kupują Kinnecta, bez świadomości, że nagrany online materiał należy do producenta, kupują telefony Appla i nie wiedzą co się dalej dzieje z ich zdjęciami(Czytam tu, że to automatyczna archiwizacja, nie wiem, iphona nie mam). Czy nie powinniśmy zacząć forsować na wielkich firmach większej prywatności, przejrzystości działań? Nikt nie powie mi, że te zdjęcia nie mogły pozostać offline, że nasze wyszukania przeglądarki muszą być analizowane gdzieś za oceanem.
    Życie było łatwiejsze gdy nagie fotki robiło się aparatem i trzymało się na płytach/kartach pamięci, ale niestety, już nie wrócą.

    • Arkadiusz

      Powinna :-)
      Generalnie to jest problem internetu (pisał o tym chyba Paweł Tkaczyk kiedyś, więc jeśli powtórzę go to wiedzcie, że nie ja to wymyśliłem, a powtarzam bo się zgadzam) – wszystko, co wrzucasz do internetu jest z automatu publiczne/należące do firmy, której powierzasz dane i trzeba poświęcić czas i energię, żeby stały się one prywatne. To trochę wina firm, trochę wina technologii (bo skoro chcę mieć dostęp do danych z każdego miejsca i do tego najlepiej bez żadnych haseł to jasne, że łatwiej jest to tak rozwiązać). Z drugiej strony w realnym życiu wszystko co mówimy i robimy jest generalnie nasze prywatne i trzeba poświęcić czas i energię, żeby to upublicznić. Stąd na styku tych dwóch światów – technologicznego i realnego konieczne jest ustanowienie jakichś praw, nie wiem czego – żeby każdy nowowchodzący w sieć nie miał tego dysonansu poznawczego.

      • bela03

        O ile można skojarzyć wrzucanie na chmurę z internetowym niebezpieczeństwem, to robienie zdjęć komórką nie kojarzy się z czymś takim. Jeśli jest tak jak tu w komentarzach czytam, że jest to automatyczna usługa, o której, nie oszukujmy się, wiedzą tylko informatycy, to na miejscu okradzionych gwiazd rządałabym od Appla odszkodowania. Wiadomym jest, że nikt nie czyta regulaminów i instrukcji telefonów, więc Apple nie może się wykręcić przed użytkownikami drobnym druczkiem. Nie jest to też pierwsza afera związana ze zdjęciami z iPhonów, niedawno przecież było o ludziach, którzy publikowali w sieci swoje zdjęcia nie wiedząc o tym, że zawierają ich współrzędne geograficzne.
        Nie można wymagać od użytkowników żeby czytali drobny druczek przed zrobieniem zdjęcia bo przy takiej ilości sprzętu jaką teraz mamy nigdy nie wygrzebiemy się spod instrukcji. Oczywiście, problem jest skomplikowany, ale to jest wg mnie ważniejszy wniosek do wyciągnięcia z afery niż to, że ludzie to świnie, bo to wiemy od zawsze.

        • Shetani

          „Wiadomym jest, że nikt nie czyta regulaminów i instrukcji telefonów,
          więc Apple nie może się wykręcić przed użytkownikami drobnym druczkiem.”
          No sorry, ale to że ktoś wybrał nieprzeczytanie regulaminu/specyfikacji nie jest winą producenta.
          A zgodność z prawem rozpatruje sąd, a nie argument ‚nikt nie czyta’ (spróbuj tak z bankiem kredyt negocjować ‚panie, pan myśli, że przeczytałem kiedyś tę umowę co podpisywałem?’ i zobaczymy jak się to obroni przed sądem).
          Zależnie od tego co Apple sobie poumieszczał w specyfikacjach/umowach/drukach i innych takich będzie to jego winą, albo nie (jeśli się zabezpieczył i jego warunki nie są niezgodne z prawem, ale napisane drobnym drukiem to powodzenia).

          Fakt, że Apple wrzuca wszystko w chmurę jeśli ma tylko dostęp do neta jest chyba dość powszechną wiedzą. Kwestia tego, że odpowiednio to zabezpieczył, a jeśli nie, to dlaczego.
          To oczywiście dalej nie jest winą ofiar, że je okradziono, ale argumentacja jest co najmniej wątpliwa.

          • bela03

            Argument o drobnym druczku nie jest argumentem prawnym (chociaż jakoś obronił się w sądzie w sprawie Pobieraczka, ale tu były też inne fakty), natomiast jest argumentem w rozmowie apple – konsumenci. Może mu zrobić niezłą antyreklamę w sieci. Oczywiście, wiadomo że większość klientów Appla nawet się o tym nie dowie, tak jak o toksyczności ich fabryk, samobójstwach w nich czy wybuchających bateriach. Tylko, że tym razem mamy aferę, o ktorej mówią media a nie kilka portali geekowskich. Możnaby to wykorzystać ale nie łudzę się, tak nie będzie.
            Nie, to że Apple wrzuca wszystko do chmury nie jest rzeczą wiadomą. Przeciętny użytkownik smartphona nie wie nawet kiedy mu się telefon z siecią łączy a co dopiero co wtedy robi, nie wie też czym jest chmura i jak wyglądają jej zabezpieczenia.

            (Bank nie jest tu odpowiednią analogią bo nie jest to umowa zawierana na odległość, a zakładanie konta w chmurze już taka jest)

          • Gypsy Danger

            niestety, ale uważam, że brak świadomości, że coś się kopiuje w chmurze, to wciąż żaden argument. w czasach zdominowanych przez nowe media i smartfony nie żyjemy od wczoraj, i korzystanie z tego całego arsenału wymaga minimum świadomości jak on działa.

          • Shetani

            Pobieraczek się nie obronił w sądzie ponieważ miał w regulaminie zapisy niezgodne z prawem. Takie zapisy, nawet jeśli je ktoś ‚podpisze’ zakładając konto są nieważne (w zwykłej umowie też).

            ” Przeciętny użytkownik smartphone’a nie wie nawet kiedy mu się telefon z
            siecią łączy a co dopiero co wtedy robi, nie wie też czym jest chmura i
            jak wyglądają jej zabezpieczenia.”
            To, że ktoś jest idiotą nie jest argumentem. Tak samo jak nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania.
            Ja tam jestem zupełnie przeciętnym użytkownikiem smartphone’a (i nawet nie mam iPhone’a), a wiem że przy każdej okazji wysyła on dane na chmurę. Znaczy informacja ta nie jest specjalnie tajna, strzeżona i przy minimum chęci można się dowiedzieć (albo nawet i bez chęci), że dane są wysyłane.

            Jedynym argumentem są w tym wypadku jak się niektórzy mogli przekonać słabe/wadliwe zabezpieczenia danych. Co najwyżej o to się można spierać.

  • Hiena

    Nie są winne, są tylko nieodpowiedzialne. O wrażliwe i cenne dane się
    dba. Zastanawiam się czy byłby też taki ruch obrony i solidarności gdyby
    te fotki wyciekły np. z komputera chłopaka, którejś z dziewczyn – nie z
    jego winy. Ciekawa czy jakby do którejś z dziewczyn podszedł i
    powiedział, shackowali mi pocztę, nagie fotki od Ciebie uciekły w sieć
    byłaby taka tolerancyjna.

    • Alex

      O co zakład, że narracja ataku byłaby identyczna w stylu „Po co sobie głupia robiła zdjęcia i dała chłopkaowi , teraz ma za swoje”? Obrona więc nie różniłaby się wiele o tego co jest dzisiaj, z dodatkiem paru komentów na temat „głupiego faceta”.

  • Pingback: Linkomyśl-odsiewnia: wrzesień 2014 (#1) | Myśli wolno płynące()

  • Pingback: Dzień pełen emocjonujących wrażeń | Dyrdymały()

  • Pingback: Dzień pełen emocjonujących wrażeń | Dyrdymały()