Home SerialeWszystkie drogi prowadzą do Adamczychy czyli „1670” sezon 3

Wszystkie drogi prowadzą do Adamczychy czyli „1670” sezon 3

autor Zwierz

Jak to jest być szlachcicem, dobrze? Takim pytaniem można byłoby rozpocząć refleksję nad trzecim sezonem „1670”, który pojawił się tak szybko, że część widzów chyba nie zauważyła, że już jest dostępny w całości na Netflixie. Sezon trzeci, pokazuje nam Jana Pawła i jego rodzinę w kryzysie, bo może się okazać, że całe to szlachectwo, które nadaje im tożsamość i miejsce w społeczeństwie wyczerpie się nim nastanie nowy sezon. Zaś twórcy muszą sobie zadać pytanie, w którym kierunku chcą prowadzić swój serial. Bo wyraźnie coraz im ciaśniej w przyjętych ramach.

 

Kiedy kończył się sezon drugi byłam święcie przekonana, że pomysł twórców na strukturę opowieści opiera się o kolejne pory roku. Po wczesnej wiośnie, nastała pełnia lata, spodziewałam się więc jesieni. Tymczasem wracamy do Adamczychy po kilku miesiącach, znów jest pięknie i ciepło. Jak się okazało, decyzje podyktowane przez warunki produkcyjne nijak się miały do szerszej koncepcji serialu. Trochę szkoda, bo podobała mi się wizja, czterech pór roku polskiego szlachcica. Najwyraźniej jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie chce kręcić serialu w zimie czy deszczową jesienią, więc być może w Adamczysze zawsze będzie już lato.

 

zdj.J. Sosiński
Copyright
Netflix

 

Pod koniec sezonu drugiego członkowie rodziny Adamczewskich rozjechali się po świecie. Jakub pojechał robić karierę do Warszawy, Aniela ruszyła na poszukiwanie Macieja, Maciej udał się na poszukiwanie szczęścia, a Stanisław po prostu zwiał. Los Bogdana był zaś niewiadomy. Teraz w sezonie trzecim, twórcy powoli ściągają wszystkich z powrotem, bo jednak to Adamczycha powinna stanowić centrum narracji. Pierwsza wraca Aniela, która po nieudanych poszukiwaniach Macieja postanawia założyć szkołę dla chłopów. Niedługo po niej do Adamczychy chcąc nie chcąc będzie musiał zawitać Jakub, zaś los Macieja i Bogdana szybko się skrzyżuje. Tylko na Stanisława będzie trzeba długo czekać (ale to bohater niemal zawsze nie do końca nieobecny).

 

To zawracanie bohaterów z drogi w świat ku Adamczysze chyba najbardziej ciąży całej narracji, bo patrzymy na nich wiedząc, że ostatecznie muszą skończyć w okolicach dworku Jana Pawła. Cokolwiek im się po drodze przydarzy – musi prowadzić do domu. Co oznacza, że np. przygody Jakuba w stolicy niestety nie zostają za bardzo rozwinięte na co miałam olbrzymią nadzieję, a podróże Macieja szybko stają się takim wydłużaniem jego drogi do jednego właściwego miejsca. Jasne, ten sezon nieco poszerza świat przedstawiony (zwłaszcza Warszawa staje się tu przestrzenią dość często odwiedzaną) ale ostatecznie – nie może wypuścić bohaterów zbyt daleko. To jest problem, kiedy oglądając serial wyczuwa się, jak prowadzone są narracyjne nitki i jak twórcy układają scenariuszowe zabiegi tak by doprowadzić do jedynej oczywistej kulminacji.

 

Jednocześnie – próba odzyskania przez Jana Pawła szlachectwa, połączona właśnie z tym ściąganiem bohaterów do domu i nadawaniem im nowych celów w życiu, sprawia, że całość jest dużo bardziej wypełniona spójną akcją. Jest tu trochę momentów skeczowych czy anegdotycznych (moim ulubionym nowym bohaterem jest szwedzki chłop) ale z konieczności może ich być bez porównania mniej, bo jednak trzeba iść dalej z fabułą. Dlatego też serial ma w sobie dużo mniej sitcomu czy nawet slapsticku na rzecz dowcipnej opowieści o zmaganiach bohaterów. Mamy też momenty zupełnie na serio, albo nawet bardziej niż serio. Wątek Anieli i Macieja jest w tym sezonie zagrany już na najwyższej melodramatycznej nucie, która jest tylko o krok by nieco zgrzytnąć zębem.

 

zdj.J. Sosiński
Copyright
Netflix

 

Zresztą przyznam, że choć lubię ten wątek bardzo (jestem fanką chłopa Macieja od pierwszych odcinków) to trochę miałam pod koniec sezonu wrażenie, że coś mi się nie spina. TU musi nastąpić spoiler.  Bo jeśli relacja szlachcianki i chłopa, w sumie nikomu nie przeszkadza, to gdzie cała afera, gdzie cały problem, gdzie cały melodramat rysowany od dwóch sezonów. Więcej, gdzie cała struktura społeczna tej opowieści (która jest przecież przedmiotem największego komizmu i krytyki). Jeśli szlachcianka i chłop po prostu mogą razem być a ojciec wzrusza ramionami, to czemu bohaterowie się trzy sezony tak męczyli? Ja rozumiem, że jesteśmy w konwencji komediowej, ale skoro już rozgrywamy melodramat to nie możemy pod koniec wzruszyć ramionami i powiedzieć – „w sumie to ojcu nie przeszkadza”. Jeśli nie przeszkadza to nam się cały świat przedstawiony rozpada.  Śmianie się z arbitralności podziałów klasowych wypada dobrze, ale musi się jednak rozgrywać w świecie, gdzie owa arbitralność jest nieprzekraczalna.

 

Przy czym mam wrażenie, że pewne decyzje w trzecim sezonie są pokłosiem tego jak my jako widzowie odnosiliśmy się do sezonów poprzednich. Wiele było głosów za tym by fabuła była bardziej spójna. Nikt nie chciał rozstać się z Bogdanem, nawet jeśli wyraźnie nie ma dla niego za bardzo miejsca w fabule. Nie przyjęliśmy jakoś szczególnie dobrze rozjechania się po świecie rodziny Adamczewskich. To wszystko nakłada na twórców presję by opowiedzieli nam coś tak jak już było, ale jeszcze trochę inaczej i koniecznie nie pozwolili bohaterom za bardzo się zmienić, bo już ich pokochaliśmy takimi jakimi są. A i jeszcze, żeby uwzględnili nasze interpretacje tego czego nam o bohaterach nie powiedzieli. Misja trudniejsza niż wysłanie chłopa na księżyc.

 

Na całe szczęście jedno się nie zmienia, to znaczy – to jest wciąż znakomicie zagrany serial. Mam wrażenie, że niezależnie czym by nie rzucano w aktorów są się w tym wstanie odnaleźć. Każdy ma tu zresztą takie swoje doskonałe momenty. Odcinek, w którym Jan Paweł dochodzi do wniosku, że jest Panną to chyba najlepszy odcinek Bartłomieja Topy w tym sezonie. Katarzyna Herman, z kolei powraca w jednym odcinku jako wychowująca surowo córki Zofia i też jest to fantastyczne. Nie łatwe zadanie ma Michał Sikorski, bo grany przez niego Jakub stał się postacią najbardziej „memiczną” ze wszystkich a tu musimy spojrzeć na niego jako na bohatera, który posiada jakieś marzenia, pragnienia i życie wewnętrzne niezależne od tego, co już o nim wiemy.

Z kolei Dobromir Dymecki właściwie gra w tym sezonie zupełnie nową postać i musi na nowo kupić sobie sympatię widzów. Choć nie ukrywam, trochę żal mi było dawnego Bogdana, bo tak mu przypominał moich kolegów ze studiów historycznych. Natomiast Kirył Pietruczuk właściwie nie ma w tym sezonie żadnej komedii do grania. Maciej to niemal od A do Z bohater liryczny- romantyczny. Łatwe to nie jest, nieść swoje złamane serce przez cały serial komediowy, ale aktorsko wychodzi zdecydowanie dobrze. Plus jak rzekła moja znajoma recenzentka półszeptem po emisji trzech odcinków „ależ się wylaszczył”. Istotnie – może to kwestia grzywki, może kostiumu, może złamanego serca, ale przybyło atrakcyjności chłopowi Maciejowi w tym sezonie.  Natomiast jeśli mogę mieć jaką uwagę aktorską, to w sumie to że Martyna Byczkowska dostała do grania Anielę chyba nieco za bardzo z sezonu pierwszego. Miałam wrażenie jakby wszyscy dookoła szli do przodu a Aniela zrobiła krok w tył.

 

zdjJ. Sosiński
Copyright
Netflix

 

Ponownie – jest „1670” realizacyjnie na wysokim poziomie. Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek szansę zobaczyć z bliska kostiumy stworzone na potrzeby serialu, to bardzo zachęcam, bo są wybitne. Co więcej, stworzone tak, że zgadzają się w nich nawet najmniejsze szczegóły, niezależnie od tego czy je zauważymy na ekranie czy nie. Dobrze udaje się też nakryć szerszy świat niewielkim kocykiem budżetu. Zwłaszcza grające Warszawę przestrzenie (na pewno były tam sceny kręcone na zamku w Brzegu i chyba na zamku w Roztoce, ale wydaje mi się, że nie tylko) udało się odpowiednio ucharakteryzować, tak, że pasują do estetyki serialu. Mam wrażenie, że pod względem przestrzeni poza Adamczychą ten sezon wypadł nawet lepiej niż poprzedni (gdzie Lublin nie był w pełni w stanie przekonać mnie, że jest Krakowem).  To jest pod względem myślenia o szczegółach, czy ciekawej aranżacji scen, wciąż jeden z ciekawiej kręconych seriali w Polsce. Nie tylko komediowych.

 

Z „1670” jest tak, że nawet jeśli coś mi się nie podoba, jeśli mam wrażenie, że może bym podprowadziła coś inaczej, to wciąż chce więcej. Trochę dlatego, że co pewien czas pada w tym serialu jakiś cudowny historyczny żart i czuję się dostrzeżona jako odbiorczyni.  Trochę dlatego, że wciąż doceniam wartość śmiania się z samych siebie i naszej historii. Zwłaszcza ostatnio, kiedy serca i fakty historyczne nam twardnieją w jedynej słusznej narracji. Trochę dlatego, że lubię Jana Pawła (mimo wszystko) i całą jego rodzinę i chciałabym wiedzieć, co tam dalej w Adamczysze. I czy dotrwa cały ten świat do roku pańskiego 1671. Dlatego, proszę nie traktować moich uwag zbyt poważnie i natychmiast dać zielone światło sezonowi czwartemu.

 

Ps: Niewielki rzut oka na oceny na Filmwebie wskazują, że dla wielu osób ten sezon jest lepszy od poprzedniego, bo właśnie mniej abstrakcyjny i bardziej spójny. Co moim zdaniem sugeruje, że Polakom po prostu nigdy dogodzić nie można i w sumie być może dążąc do sukcesu nie należy się starać.

Ps2:  Czy możemy już nakręcić nowy „Potop” i w roli Kmicica obsadzić Jędrzej Hycnara? Pytam dla koleżanki. W sumie dla koleżanek.

Powiązane wpisy