Hej
Jak dobrze że co miesiąc wychodzi nowy ,, Film” mam dzięki temu przynajmniej przez jeden dzień ciśnienie na odpowiednim poziomie ( zazwyczaj jest ono zdecydowanie za niskie). Co dziś sprawiło że zaczęłam zgrzytać zębami – a no artykuł o gadżetach filmowych. Po pierwsze tekst napisany z właściwym dla dziennikarzy filmu profesjonalizmem. Pisząc o gadżetach filmowych piszą o Transformersach i G.I Joe – przepraszam bardzo ale w przypadku tych zabawek to film jest gadżetem a nie produkowana od dobrych dwudziestu lat zabawka. Zamiast jednak pociągnąć wątek dość ciekawego zjawiska ,, ekranizowania” zabawki autor wolał stwierdzić że masowa produkcja gadżetów filmowych to wynik tęsknoty za dzieciństwem i masowego zdziecinnienia. Cóż nie dostrzegł autor zjawiska zupełnie innego i chyba zdecydowanie bardziej skomplikowanego. Dziś film nie jest końcem opowieści ale dopiero początkiem. Nie wiem czy rozpieściły nas seriale czy ludzie po prostu nie lubią zamkniętych opowieści ale powiedzmy sobie szczerze – większość z nas chce wiedzieć co było dalej – tak było z Gwiezdnymi Wojnami tak jest ze Star trekiem tak jest nawet z Władcą pierścieni – ludzie kupują gadżety żeby uzupełnić świat znany z ekranu , żeby mieć coś co zbliży ich do świata który nie istnieje. Dziecinne? Ale powiedzcie czym to się różni od zwiedzania Dublina śladami Ulissesa? Chodzenie za człowiekiem którego tam nigdy nie było jest dowodem na wyższą kulturę chęć posiadania repliki pierścienia władzy jest dziecinadą. Prawda jest taka że wszyscy chcemy mieć na własność choć odrobinę świata który nie istnieje. I co w tym złego?
