Hej
Zdarza mi się czasem spotykać ludzi którzy słysząc tytuł najnowszego filmu wchodzącego do kin wzruszają pogardą ramionami i kwitują całe przedsięwzięcie jednym pogardliwym słowem „komercha”. Jednak czy w kinie istnieje coś co nie jest z natury komercyjne i nastawione na zysk? Ok. Weźmy ambitne filmy – może reżyserowi nie zależy na zysku ale jego producentowi i właścicielowi filmy dystrybucyjnej – zawsze należy na zysku. A to oznacza że kwestia tego ile to zarobi zawsze się pojawi. Oczywiście w przypadku filmów artystycznych nie jest to takie proste jak mogłoby się to wydawać. Filmy takie sprawiają że producent ma lepszą markę a reżyser aby zrealizować swoją pasję musi potem odpracować przy innym filme z wyższym budżetem. Poza tym abitne filmy jeżdżą na festiwale co oznacza że ich producenci mają praktycznie bezplatną reklamę zwałaszcza jeśli takie niskobudżetowe cudo zarobi pieniądze. Mechanizm zarabiania na pozostałych filmach jest zdecydowanie prostrze – ludzie chodzą do kina ludzie płacą a że film jest super hiper wysoko budżetowy to i kasy jest więcej. Czemu to wszystko piszę – cóż mam wrażenie że czasem zapomniamy – kino od początku do końca to biznes – oczywiście ma elementy sztuki ale wszędzie chodzi o to żeby zarobić. Jednak nie ma się czym przejmować – w końcu Mozart też pisal po to aby zarobić. Tak więc wszyscy chodzimy na komerchę. Pieniądze nie śmierdzą jak stwierdzili starożytni i jak zwykle mieli rację.
