Hej,
Od pewnego czasu z powodów zawodowych zajmuje się polskim kinem okresu międzywojennego. Większość z nas wychowywana jest w przekonaniu że jesli chodzi o kulturę to im starsza tym lepsza. Wszyscy wiedzą że jeśli ktoś coś napisał, namalował czy wyrzeźbił dawno to jest to więcej warte niż coś co namalowano przed wczoraj. Ta zasada nie dotyczy jednak kina. Choć wszyscy lubią narzekać że nie kręci się już takich filmów jak kiedyś to ja mogę z czystym sumieniem powiedzieć – I dobrze. Przedwojenne polskie kino opierało się na dwóch słowach – melodramat i mezalians- w wielkim skrócie starano się sprzedać Trędowatą w dziesiątkach odsłon. Poza tym mieliśmy trochę mało śmiesznych komedii i zaledwie kilka dobrych filmów. Największym i w sumie jedynym arcydziełem tego okresu jest ,,Dybuk” film jidysz zrealizowany na rynek Amerykański. Największą przyjemność sprawia jednak czytanie ówczesnych recenzji – wszyscy biadają nad poziomem polskiej kinematografii zaś większość jest całkowicie pewna – wprowadzenie takiego nowomodnego wynalazku jak dźwięk skończy epokę kina jako sztuki. Ciekawe co by powiedzieli teraz widząc jak przy pomocy komputera tworzymy niestniejące światy.
