816
Hej
Od dłuższego czasu znajomi zwierza będący w zupełnie poważnym wieku dyskutują nad jedną kwestią – czy podoba im się pomysł wprowadzenia Króla Lwa w odnowionej wersji do kin i czy się na niego wybiorą. Zwierz musi powiedzieć, że ma zdecydowanie mieszane uczucia – jego zdaniem nic i tak nie pobije tego pierwszego wrażenia widowni ( zwierz doskonale pamięta kiedy i w jakim kinie był na Królu Lewie ba nawet pamięta, ze to był jeden z niewielu filmów na których rozejrzał się po widowni bo odniósł wrażenie ze wszyscy reagują naprawdę tak samo) natomiast wielu dorosłych ludzi ( dla których Król lew był filmem dzieciństwa) może niestety dostrzec że mimo całego uroku to jednak jest film dla dzieci ( zwierz zaraz zbierze niezłe bęcki za nazywanie czegokolwiek Disneya filmem dla dzieci no ale trudno).
Nie mniej wprowadzenie ponownie filmu na ekrany to w sumie zabieg dość nowy. Kiedy za młodych lat zwierza wprowadzono do kin odnowione Gwiezdne Wojny sam pomysł wydawał się świadczyć o wadze filmu i ilości jego fanów. Dziś niemal co miesiąc można przeczytać o premierze jakiegoś odnowionego filmowego arcydzieła które wprowadza się ponownie na ekrany – nie tak dawno w kinach można było zobaczyć ” Ostatnie tango w Paryżu” zwierz pamięta też jak ponownie można było zobaczyć Hair a i Król Lew nie jest pierwszym wprowadzonym po latach filmem Disneya bo kilka lat temu w Imaxie królowała Piękna i Bestia.
Zwierz musi powiedzieć że o ile w sumie nie ma nic przeciwko wprowadzaniu filmów ponownie na ekrany ( nie rozumie tylko czemu na to czekać 20 czy 30 lat – zwierz chciałby zobaczyć kilka filmów z zeszłego sezonu) to zastanawia się co to mówi o naszej kulturze. Oczywiście pierwszy powód jaki przychodzi do głowy to chęć prostego zarobku – film ponownie wprowadzony nie potrzebuje nawet wielkiej reklamy – już samo to że dostąpił zaszczytu powrotu do kin wystarczy za reklamę. Co więcej ci którym film raz się spodobał pójdą raz jeszcze nawet jeśli posiadają w domu DVD , Kasetę Video i Blu-ray czyli wszystkie nośniki na których mogli by to obejrzeć w dobrej jakości bez wychodzenia z domu. I to właśnie zastanawia zwierza. To że dystrybutorzy chcą na nas jeszcze raz zarobić wcale zwierza nie dziwi ( gdyby nie chcieli to byłby koniec świata) ale pojawia się pytanie dlaczego my chcemy dać zarobić dystrybutorom.
Kiedyś gdy film znikał z kina można było żałować ale dziś z całą tą technologią i telewizorami wielkości połowy ściany możemy sami sobie zrobić w domu kino, nic za to nie płacąc w kasie, nawet nie opuszczając kanapy i oszczędzając na popcornie. Ale mimo wszystko wolimy pójść do kina.
Z jednej strony zwierz dostrzega w tym nasz bezustanny sentymentalizm ( jeden z najtrwalszych filarów popkultury choć wydawało by się, że nie powinna nas zachęcać do spoglądania w przeszłość) który każe nam idealizować filmy które już były i twierdzić że już się takich nie kręci. Kiedy więc jakiś trafia do kin w tym samym tygodniu co film zatytułowany ” Kowboje i Obcy” decydujemy się wybrać stare i dobre zamiast nowego a co za tym idzie z definicji gorszego. I choć w przypadku wielu tych filmów prawdą jest że biją konkurencje na głowę to prawdą jest też to że wybrano je do ponownej dystrybucji bo są najlepsze. Zwierz zapewnia was, że nikt nigdy nie wprowadzi do ponownej dystrybucji „Rogatego Rancza” mimo, że zostało narysowane jak pan bóg przykazał czyli nie komputerowo.
Ale wydaje się że w tej pogoni za przeszłością jest jakaś metoda. Tak już jest że od pewnego czasu Hollywood nie ma na siebie szczególnego pomysłu – kręcąc co raz to od nowa te same filmy które już odniosły sukces tylko że z wydania na wydanie co raz gorzej. Skoro więc kino oferuje nam same powtórki w nowych szatach to czemu po prostu jeszcze raz nie obejrzeć oryginału? Zwłaszcza, że w latach kryzysu opłaca się to praktycznie wszystkim od producentów po dystrybutorów i tracą tylko widzowie którzy płacą jeszcze raz za to co już widzieli.
Wszystkie te refleksje są dość oczywiste ale wskazują na coś jeszcze co zwierz uznaje za bardzo symptomatyczne. Mimo, że nośniki filmów są dziś równie popularne co książki ( co więcej co raz częściej w tej samej cenie) to jednak magia kina wciąż działa. Film w kinie po prostu jest inny – lepszy, bardziej wciągający i poruszający. Ponowne pokazanie filmu na ekranach kin to potwierdzenie znaczenia dzieła i reżysera. Zarezerwowane tylko dla niektórych wybitnych dzieł. A przecież wcale tak nie musi być – to my nadajemy to znaczenie kinu. I to właśnie jest paradoksalne – film wciąż musi zaistnieć w kinie by stać się ważny. Czyli jednak stara dobra X muza dobrze dba o swoje przybytki. Ciekawe tylko jak długo.
A wracając jeszcze do Króla Lwa – zwierz może i nie pójdzie do kina ale musi się z wami podzielić prześmiesznym filmikiem z „wpadek na planie” który zanimowano specjalnie na potrzeby powrotu króla na ekrany kin.
