535
Hej
wczoraj powodowana poczuciem obowiązku jaki towarzyszy zwierzowi popkulturalnemu niemal codziennie udałam się na jeden z ostatnich już seansów Star Trecka. Zrozumcie mnie dobrze – wcale nie chciałam tak bardzo zobaczyć tego filmu ale wiedziałam że muszę – tak jak wielbiciel sztuki idzie na najnowszą wystawę w Narodowym tak jak wielbciel opery spieszy na premierę nowej sztuki tak samo ja nie mogłabym sobie darować nie zobaczenia w kinie reaktywowanej legendy s-f.
Spieszę donieść że film przerósł moje wyobrażenia – był bardzo zabawny miał świetną akcję i przede wszystkim czuło się radosną atmosferę podniecenia kiedy Kirk pierwszy raz spotkał Spocka i kiedy Scottemu udało się dokonać teleportacji do statku poruszającego się w prędkości warp. Nie mniej jednak kiedy światła na sali zapalily się ponownie mój brat począł z iście wulkańską logiką rozkladać film na części pierwsze. I niczym Spock znalazł w nim tyle nielogicznych rozwiązań że czułam się niemal jak Kirk próbojący przekonać przyjaciela że logika nie zawsze powinna powodować naszymi działaniami. Nie zmenia to jednak faktu że gdy wróciłam do domu zaczęłam się zastanawiać. Wydaje mi się że są dwa typy widzów – jeden to widzowie tacy jak ja – są w stanie przełknąć każde niedorzeczne założenie fabuly jeśli finalny efekt dobrze się ogląda i jest zabawny, są jednak tacy widzowie jak mój brat – bezwzględnie tropiący wszelkie slabe rozwiązania fabularne doszukujący się nielogiczny rozwiązań czy pomyłek. Dla nich film żeby był dobry musi być spójnhy. Nie wiem który sposób myślenia jest lepszy, bo w sumie mnie można sprzedać każdą bzdurę a mój brat będzie krytykował każdy film ( nie ma filmu bez luk w fabule czego dowiaduje się za każdym razem kiedy idę z nim do kina). Cóż wygląda na to że trzeba wybrać kim chce się być wulkaninem czy czlowiekiem.
W każdym razie Live long and prosper mój drogi czytelniku
