Wszyscy mamy TARDIS czyli o przenoszeniu się w czasie (z pomocą kultury)

23/03/2015

Miło. Dla odmiany czyli trzeci Internetowy Dzień Życzliwości (zwierza)

23/03/2015

Nie ma ładnych kobiet czyli zwierz pochyla się nad brzydkimi kaczątkami

23/03/2015

Mówią, że nie ma brzydkich kobiet. W całym świecie to tylko powiedzenie. W Hollywood – niebezpieczna norma. Problem pojawia się wtedy kiedy scenariusz wymaga brzydkiej kobiety. A przynajmniej takiej którą brzydką można nazwać.

the-duff

Zwierz nie krytykuje samego filmu The Duff który ma nawet niezłe recenzje. chodzi o pewne zastingowe rozwiązania które irytują zwierza

Niedawno miał premierę film The DUFF. Ów skrót oznacza Designated Ugly Fat Friend. Wedle logiki przedstawionej w filmie, każda grupa znajomych ma jednego nieatrakcyjnego kolegę lub koleżankę. Jego obecność w grupie ma sprawić, że inni będą wyglądać na tym tle lepiej. Film jest bardzo luźną adaptacją książki, napisanej przez nastolatkę która w szkole cały czas czuła się gorsza – i określenie nie tyle jej narzucono co wynikało ono z jej własnej samooceny. W filmie dziewczynę która się dowiaduje, że jest tą grubą i brzydką jest Mae Whitman. I tak film (niezależnie od jego treści bo nie o nią tu chodzi) dołącza do grona licznych produkcji, próbujących nas przekonać, że śliczna aktorka, może przez kogokolwiek zostać potraktowana jako brzydka czy nieatrakcyjna (nawet jeśli potem film zdecydowanie temu zaprzecza).  Coś co od lat stanowi w Hollywood standard. I choć film tłumaczy nam, że wszyscy możemy być brzydcy w porównaniu, to jednak sam pomysł obsadowy budzi przynajmniej u zwierza irytację.

tumblr_m6nu2dAI2O1qgwqw9o1_500

Jeden z objawów filmowej brzydoty – kręcone włosy

Ładna dziewczyna  obsadzona w roli brzydkiej nie jest nowością. Mistrzynią tej roli jest Anne Hathaway która miała okazję aż dwa razy przeżyć w filmie metamorfozę. Na początku w Pamiętniku Księżniczki, potem w Diabeł Ubiera się u Prady. O ile jeszcze można zrozumieć, że Diabeł Ubiera się u Prady ma przedstawić obraz wygórowanych wymagań stawianych kobietom (nazywanie Anne Hathaway grubą można odczytać tylko komediowo inaczej świat nie ma sensu), o tyle w Pamiętniku Księżniczki najstraszniejszą rzeczą jaka przydarzyła się naszej bohaterce był fakt, że nie miała wyprostowanych włosów tylko loki oraz oczywiście okulary. Jak sami rozumiecie okulary są elementem absolutnie niezbędnym żeby przekonać nas że dziewczyna jest brzydka. Przy czym ogólnie do takiej „brzydoty” dodaje się jeszcze oczywiście to życiowe nieogarnięcie – to zawsze bohaterki albo bardzo skupione na nauce albo mające jakąś dziwną i w domyśle nieatrakcyjną pasję. Nie chodzi nawet o to, że ta pasja jest sama z siebie nieatrakcyjna – bo czasem może przyciągnąć męskiego bohatera (należy pamiętać że to kluczowy element narracji) ale zwykle nie pasuje do pewnego obrazu fajnej dziewczyny.

devilwearsprada

W Diabeł Ubiera się u Prady motyw mniej drażni, choć bohaterka lepiej wygląda w swetrze

Dokładnie z tej samej metody korzystał zresztą film Króliczek ( o wyrzuconej z domu Playboya dziewczynie, która zaczyna mieszkać na uniwersytecie) gdzie przekonywano nas, że brzydka jest Emma Stone. Jak przekonać widzów, że śliczna dziewczyna o wyjątkowo sympatycznej twarzy jest brzydka? A właściwie nawet nie tyle brzydka co nieatrakcyjna? Którą obowiązkowo trzeba poddać metamorfozie?  Jak zgadliście moi drodzy – Emma występuje w filmie w okularach, które jak wiadomo są znakiem, że dziewczyna jest nieatrakcyjna. Do tego nosi duże koszulki (to łączy ją też z wieloma „brzydkimi”) dziewczynami i kobietami. Co ciekawe kilka lat później Emma Stone zagrała w Easy A gdzie z kolei, zanim zdecydowała się na prowokacyjną metamorfozę grała postać, która nie tyle była nieatrakcyjna co nie budziła zainteresowania. Zwierz bardzo lubi Easy A ale zawsze ma wrażenie, że logika filmów o niedostrzeganych dziewczynach pada kiedy się na nie spojrzy (nie żeby ładni ludzie zawsze byli ciekawi ale rzadko są ignorowani). Przy czym w jakiś sposób filmy próbują przekonać nas że stoją po stronie tych outsiderów i ludzi przeciętnych. Jednocześnie obsadzając te role zawsze bardzo ładnymi ludźmi.

tumblr_inline_miyg52XuiD1qz4rgp

Okulary i kucyk. Szary T-shirt. Jaka nieatrakcyjna ta Emma Stone

Jednak honorowe miejsce zajmuje film She is all That – gdzie bohater zakłada się, że przerobi brzydką kujonkę na dziewczynę godna zainteresowania. Problem w tym, że mimo okularów, brzydkich strojów i w ogóle całej nieatrakcyjnej otoczki (zwykle oznaczającej że dziewczyna myśli i lubi się uczyć) nie sposób nie dostrzec, że to niesłychanie ładna atrakcyjna dziewczyna – nawet jeśli ma nieładne okulary. Zwierz wielokrotnie czytał irytację widzów, którzy choć uwielbiają gatunek (motyw brzydkiego kaczątka napędzał nie jeden film od Sabriny po Miss Agent) to jednak chcieliby mieć gdziekolwiek potwierdzenie, że z nieatrakcyjnej osoby da się zrobić piękność. Tymczasem jedyne co dostają to kolejne pokolenia niezbyt dobrze ubranych dziewczyn (albo inaczej – dziewczyn ubranych wedle własnego gustu), które oczywiście mają okulary i nawet po wielu zabiegach zbrzydzających nadal są śliczne (jak Brzydka Betty w Ugly Betty). Tym samym te opowieści zamiast jakkolwiek podnosić na duchu czy przynosić czystą radość stają się przyczynkiem do pogłębiającej się wizji, że brzydota to tylko lekkie odstawanie od normy. Okulary, luźne ciuchy, niewyprostowane włosy, niższy wzrost czy gorsza figura.

RqYW5rYTqfJ3Eybmr_8__6DCvyrhpNnF_640x360_54042179983

Okulary. T-shirt. Boże jaka brzydka dziewczyna

Oczywiście nie jest to nowość – niech najlepszym przykładem będzie fakt, że swoje metamorfozy – nie raz i nie dwa przechodziła np. Audrey Hepburn której nigdy ani brzydką ani nieatrakcyjną nie można było nazwać. Zresztą w ogóle wydaje się, że ta zmiana – po której  nasza bohaterka nareszcie jest na tyle ładna by móc zdecydować że jest sobą (bohaterka może wrócić do stanu wyjściowego ale powinna poznać stan piękna – coś jak w Miss Agent) jest w jakiś sposób satysfakcjonująca. Wydaje się bliska pewnemu marzeniu, że tak naprawdę wystarczy zmienić wygląd a całkiem sporo problemów się rozwiąże. Dodatkowo to po prostu jest wizualnie ciekawe kiedy widzimy odpowiedni montaż, zmianę fryzury i ciuchów i na końcu okazuje się – jak w Never Been Kissed że Drew Barrymore od samego początku była ładna. No w życiu byśmy sie nie domyślili.  Takie zaskoczenie. Zupełnie jak wtedy kiedy Lindasy Lohan w Mean Girls zmienia garderobę i nagle okazuje się, że jednak jest strasznie ładna, tylko nie wiedziała, że nie wolno nosić wygodnych ciuchów i pokazywać się w szkole bez makijażu.

631

Zwróćcie uwagę na te nieuczesane włosy. Choć tu też motyw jest wykorzystany w nieco mniej irytujący sposób

Niezależnie od tego jak satysfakcjonujące są te historie, jest coś koszmarnie frustrującego w zwyczaju Hollywood jakim jest pokazywanie nam pięknych kobiet a potem opowiadaniu o tym jakie są brzydkie, nieatrakcyjne i nie chciane. Zwłaszcza wtedy kiedy nieatrakcyjność wiąże się z okularami czy z t-shirtem ukochanego zespołu.  Nie chodzi nawet o samą wizję kobiety jako istoty która powinna dążyć do osiągnięcia stanu w którym przede wszystkim będzie eksponować urodę (nie jest to w sumie obowiązkowe – można nie brać tego pod uwagę przy wyborze stroju czy stylu). Chodzi o pewne dość niebezpieczne zjawisko nazywania brzydotą czegoś co nią nie jest czy nigdy nie było. Prowadzi to do – jak to już zwierz kiedyś określił – swoistego estetycznego kuku. Zaczynamy – chociaż na czas trwania filmu – podążać za tokiem rozumowania twórców i nagle te wszystkie ładne i atrakcyjne aktorki mają stać się w naszych oczach brzydkie czy odrzucające. Tymczasem rzecz jasna zawsze były ładne i żadna ilość okularów i peruk tego nie zmieni. Co więcej sprowadza to problem wyglądu i problemów z akceptacją siebie do tzw. „problemów pierwszego świata”. Wszelkie uczucia bohaterek są  traktowane z dystansem bo trudno się wczuć w brak pewności siebie dziewczyny o której na pierwszy rzut oka widzimy, że zaraz stanie się pięknością.

sabrinamakeover

Kombo – okulary i włosy (nowa wersja Sabriny)

Fakt, że aktorzy nie wyglądają jak ludzie na ulicy zwykło się w Hollywood traktować jako coś normalnego. O ile dopuszcza się aktorów o oryginalnej urodzie to dla aktorek okno jest bardzo wąskie. Da się przebić ale nigdy za wiele i nigdy na dobrą sprawę najprostszą drogą. Problem w tym, że właściwie nie musi to być norma. Jak pięknie pokazuje brytyjska kultura popularna – spokojnie można odrzucić kryterium wyglądu (nie całkowicie ale dużo bardziej niż w przypadku produkcji z US) i doskonale prosperować. Tym samym historie które w amerykańskim kinie często powodują zdziwione uniesienie brwi w przypadku brytyjskiej rozrywki staje się prawdziwe – niekiedy nawet za bardzo. Kiedy bohaterka sitcomu Miranda niemal rujnuje własne szczęście bo nie jest w stanie uwierzyć, że zakochał się w niej przystojny przyjaciel to jest w tym jakaś psychologiczna prawda. Patrząc na wysoką, daleką od klasycznej urody aktorkę nie trudno nam zrozumieć, że takiej bohaterce pewnie na tyle długo wkładano do głowy, że nie odpowiada normom urody, że teraz odbija się to na jej postrzeganiu samej siebie. Zresztą podobny motyw znajdziemy w doskonałym My Fat Diary – ponownie – nie chodzi o przemianę zewnętrzną ale o zaakceptowanie wizji że ktoś może pokochać osobę, odstającą od tego powszechnego kanonu urody. Co z kolei jest dużo trudniejsze niż zmiana ciuchów czy zrzucanie kilogramów. Niemal żadna z tych przechodzących metamorfozy amerykańskich bohaterek nie zostaje ze swoim brakiem poczucia własnej wartości skrytym pod cudownymi ciuchami i makijażem. Trzeba zresztą się zastanowić (może w innym wpisie) skąd to dojmujące przekonanie, że aktorki muszą być piękne. Wszak uroda nie oznacza talentu.  Jasne to świat ładniejszy i wypolerowany. Ale jednak ułomny. Nie umiejący pokazać nam postaci brzydkiej i odpowiednio jej reprezentować (uroda czy jej brak też jest kwestią reprezentacji)

12afb5e830e07676ffcd2c7d5932f226

Bo wiecie ona ma za duży T-shirt by być atrakcyjna

Zwierz zdaje sobie sprawę, że w naszej kulturze w ogóle rozmowa o urodzie kobiet i o postrzeganiu zarówno tego co piękne jak i tego co brzydkie trwa non stop – zwykle prowadząc nas do podobnych wniosków. Że uroda nie za bardzo powinna mieś znaczenie a każdy winien móc wyglądać jak chce. Zdaniem zwierza jednak nie chodzi o samą kwestię urody i jej percepcji w społeczeństwie. Jasne to istotna sprawa i można wiele napisać (oraz się pokłócić) do jakiego stopnia ciągłe wystawianie na te „brzydkie”/piękne kobiety wpływa na dziewczyny, zaniżając im samoocenę. Zresztą w ogóle cała metamorfoza wydaje się być elementem co raz ważniejszym w naszym społeczeństwie (przerabiamy już nie tylko siebie, ale też domy, restauracje, hotele) – jakbyśmy próbowali sobie udowodnić, że wszędzie ale to naprawdę wszędzie jest nieodkryte piękno, które z cudzą pomocą i kasą można wydobyć. Zwłaszcza kasą bo metamorfoza jest często potwierdzeniem, że z odpowiednim budżetem z każdego da się wyciągnąć piękno. Nie stać nas na lepszy świat ale możemy poprawić ten który już mamy. Co stoi trochę w sprzeczności z powiedzeniem, że nie ma kobiet brzydkich tylko leniwe. Nie ma kobiet brzydkich – są tylko te których nie stać na zabiegi pielęgnacyjne.

600full-clueless-screenshot

Przemiana która nie wychodzi na dobre – to w sumie rzadki motyw

W produkcjach młodzieżowych (czy też dla dorosłych) kiedy widz od razu widzi, że przemiana bohaterów tak naprawdę nie pokaże nam niczego drastycznie nowego (bo i tak są piękni czy atrakcyjni) wszystko co widzimy na ekranie przestaje być prawdziwe. Stajemy się  bardziej obserwatorami realizacji kolejnych klisz niż zaangażowanymi widzami. Dlaczego? Po pierwsze wysiada nam zawieszenie niewiary czy wiary. Prawdę powiedziawszy czasem łatwiej uwierzyć w wielkie mechy pojedynkujące się potworami morskimi niż w te wszystkie brzydkie, nieciekawe bohaterki. Przynajmniej takie są doświadczenia zwierza, który  ma wrażenie, że przy takim castingu widz natychmiast zostaje wyrzucony ze świata przedstawianego. Chociażby dlatego, że filmy upierają się przy takiej wizji rzeczywistości, która jest trudna do zaakceptowania (ewentualnie jej zaakceptowanie oznacza, że musimy gorzej pomyśleć o sobie).  Film uparcie nazywa kogoś brzydkim a widz nawet nie musi się za bardzo intelektualnie starać by dostrzec że śladów brzydoty nie stwierdzono. Tym trudniej się wczuć w późniejszą metamorfozę. Dylematy bohaterów – nawet jeśli prawdziwe – wydają się niedostosowane do sytuacji w jakiej się znaleźli. Oczywiście te filmy nie chcą być bardzo realistyczne, ale gdzieś po drodze tracą swój cel. Bo tak metamorfoza ma przekonać że zmiana z brzydkiego na piękne jest możliwe. Ale dostajemy tylko z ładnego na ładne.

duff-overalls

Ogrodniczki – obowiązkowy atrybut mało atrakcyjnej dziewczyny

Filmy rzecz jasna są opresyjne tylko pozornie. Większość metamorfoz nie wystarcza. Albo inaczej – okazuje się, że jednak chłopak (bo to zawsze jest chłopak) zakochał się w tej brzydkiej zanim jeszcze została ładna. Dostrzegł jej wewnętrzne piękno. Z pewnością pomógł mu w tym fakt, że dziewczyna nigdy brzydka nie była, tylko miała okulary.  Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż zamieniamy ładne na ładniejsze, trzymając się z daleka od wszelkiej brzydoty i nazywając brzydkim coś co nie jest wyróżniające się. Zwierza to denerwuje, zwłaszcza dlatego, że brzydota jest zjawiskiem istniejącym. Nie dotyka zbyt wielu osób, ale może im popsuć życie, obniżyć samoocenę, znacznie wpłynąć na to jak postrzegają ich inni (ludzkość jest płytka straszliwie). Więcej czasem uczucie że jest się brzydkim zostaje z człowiekiem na całe życie, nawet jeśli już dawno mogą się poszczycić urodą. Zresztą uczucie, że nie jest się wystarczająco atrakcyjnym dotyka co raz więcej osób. A potem  w sumie bogu ducha winnym ludziom podsuwa się pod nos śliczną aktorkę i przekonuje się, że ona brzydko wygląda. I tak możemy powiedzieć, że nie ma ładnych kobiet. Są tylko te których Hollywood jeszcze nie przekonało, że są brzydkie.

Ps: Zwierz wie, że osobnym zagadnieniem są brzydcy i mało atrakcyjni mężczyźni. Ale jakby oni w kulturze funkcjonują w nieco innej kliszy gdzie bardziej od urody liczy się życiowe ogarnięcie – którego brak, rzecz jasna czyni mężczyznę nieatrakcyjnym. Ale to temat na inny wpis. Który zwierz napisze.

PS2: Z terminów ładny i brzydki zawsze korzysta się bardzo luźno bo za cholerę nie sposób powiedzieć kto jest ładny a kto brzydki w sposób całkowicie obiektywny, nie mniej można się bez trudu zgodzić, że amerykańskie aktorki zwykle są ładne, bo to jest kryterium przyjmowania do zawodu. Co do brzydoty to wydaje się, że co raz łatwiej być brzydkim, ale jednoznacznej definicji rzecz jasna nie ma.a

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ewa Jodkowska

    „Mean Girls” wydaje mi się akurat innym przypadkiem. Od początku wiemy, że Lindsey Lohan jest śliczna („You’re, like, really pretty”. „Thanks”. „So you agree that you’re really pretty?”), a kiedy w końcu ogarnia te plastikowe ciuchy, makijaż i sprzedaje za nie dusze oraz afrykańskie bransoletki od mamy, to wręcz traci na urodzie tak dla widza, jak i dla wymarzonego chłopaka. Zyskuje za to posłuch, bo mogła być śliczna, ale nie wolno jej było być naturalną. W każdym razie ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że w Mean Girls ktoś twierdzi, że Lohan przechodzi przemianę z brzydkiego kaczątka, wręcz przeciwnie, Mean Girls jest imo satyrą także i na zjawisko, które w tym poście opisujesz.

    • zpopk

      MOgę się zgodzić.

  • Karolina Ancerowicz

    To samo myślałam na początku Glee. Jak ktoś może nie widzieć że Lea Michele jest prześliczna i szczuplutka???!!! :)

    • m.

      yyy bo nie jest śliczna? w sensie na poczatku glee. z grzywką i falowanymi włosami wygląda ładnie, ale bez makijażu, z prostymi włosami wygląda jak typowa, szara myszka.

      • zpopk

        Serio? Szara Myszka? Dziewczyna ma doskonałą telewizyjną prezencję. Idealną cerę i włosy. To jest dokładnie ten typ spojrzenia na urodę.

        • Karolina Ancerowicz

          lepiej jej z grzywką i fryzura na pocżatku glee jej nie służyła, ale i tak była śliczna i miała do tego figurę niegorszą niż cheerleaderki w serialu ;)

        • m.

          ale na początku glee wygląda bardzo zwyczajnie. ja jej nie znałam, i była dla mnie zwykłą brunetką z dużym nosem (btw cudny odcinek był o tym nosie!). Jak ją zobaczyłam jako Leę, to oczywiście zmieniłam zdanie, ale Rachel Berry z szczególnie 1 sezonu, nieumalowana itd wygląda zwyczajnie.

          • zpopk

            No ale nie jak typowa szara myszka. Plus co jest złego w dużym nosie jeśli pasuje do twarzy? (a ten pasuje)

          • m.

            pasuje do Lei z grzywką bez dwóch zdań, bez grzywki wydaje się większy. powtarzam: nie znałam Lei wcześniej, wydawąła mi sie zwyczajna. Teraz uważam, że jest ładna, ale Karolina napisała, że jest śliczna, więc z tym się nie zgadzam :P

      • Joanna

        Szara myszkaa???o matkobosko- ja cię błagam!Przy takich myszkach” to ja jestem chyba dzdzownica? :))

        • Ev

          Hahahahaha, dobre…
          Przypomina mi się, jak kiedyś pokłóciłam się z przyjaciółką o to, czy Penelope Cruz jest ładna (ja, że ładna, przyjaciółka, że beznadziejna)… To jest wyższy poziom abstrakcji po prostu.

          • Joanna

            ;-) I ja też miałam kiedyś dyskusję o Penelope!:) -Moim zdaniem jest zjawiskowa<3

    • Charism

      O gustach się dyskutuje, wbrew idiotycznemu popularnemu powiedzeniu. Jednak jest jedna kwestia w której argumentować się nie da – upodobania dotyczace ‚ładnosci’ ludzi. Lea Michelle jest brzydka. Nigdy nie wygladała ładnie. I nie jest szczuplutka. I co? I nic, to tylko moja opinia. Mam zupełnie inny gust i inny kanon ‚szczupłości’. Nie chce się wdawać w dyskusję nad Leą (czy Drew, Lindsday, Mae i innymi aktorkami wymienionymi w tekście, a które mi się zdecydowanie nie podobają), tylko nad podstawowym założeniem – nie ma obiektywnej ładności. Dla jednego coś jest ładne, dla innego brzydkie. Uroda ludzka to nie sztuka, którą można by oceniać prawie obiektywnie.

      • Karolina Ancerowicz

        uroda jak uroda, ale uwagą o figurze to mnie zagięłaś/eś :P

        • zpopk

          Bo to jest wpływ właśnie takiego kulturowego wbijania ludziom do głowy niesłychanie wyśrubowanych standardów. I nagle szczupła dziewczyna okazuje się gruba albo obdarzona brzydką figurą.

          • Karolina Ancerowicz

            komuś się może mniej lub bardziej podobać czyjś nos i oczy, ale twierdzenie że ktoś o idelanym (czyli pewnie sporo poniżej normy dla całej populacji) bmi nie jest „szczupły”, to już trochę groźne.

          • Charism

            Czy idealne bmi to szczupłość? Nope. To tylko ‚norma’, idealne bmi. Szcuplość to ponizej. Dalej już chudość, a potem juz tylko stan anorektyczny. :P Wszystko zależy od tego jakie nazewnictwo przyjmiesz.

          • Ola

            Ok, niech nie będzie szczupła – ale pomiędzy ‚nie jest szczupła’ a ‚jest gruba’, jak najwyraźniej wynika z filmu, mieści się bardzo dużo stadiów pomiędzy. Nazywanie grubą osoby o takiej posturze jest absurdem, którego nie potrafię pojąć.

          • Karolina Ancerowicz

            napisalam, ze (prawdopodobnie, ja tam nie wazylam) sporo ponizej normy dla populacji.

          • turzyca

            Kryterium diagnostyczne dla anoreksji wedlug DSM-5 to BMI ponizej 18. Za norme uwaza sie BMI od 18,5 (by WHO). Czyli szczuplosc i chudosc mieszcza sie w obrebie 0,5 punktu BMI. Fascynujace.

      • zpopk

        Ale to nie chodzi o to czy ci się podoba.

      • zpopk

        Co do obiektywności ładności – może ci się podobać każdy, ale regularne rysy twarzy, brak widocznych problemów z cerą, biale proste zęby, duże oczy, prosty nos, lśniące włosy ito. to wszystko uznaje się za ładne- brak tych cech przyczynia się do percepcji jako brzydkie. Żadna z tych aktorek w żadnym momencie nie ma żadnej z tych cech.

      • ves

        Sztuki również nie ocenia się obiektywnie. ja na przykład nie cierpię współczesnego malarstwa w stylu trzech maźnięć pędzlem po białym tle, a krytyków zachwyca niesłychanie cudowna kreska i głęboki przekaz dzieła. „Ładny” jest niesłychanie relatywnym i subiektywnym pojęciem. Nie ma tu obiektywnych opinii.

      • Lena Kozłowicz

        Ja też na początku Glee pomyślałam: „O, super! Wreszcie brzydka dziewczyna”. Dla mnie Lea jest brzydka (męska twarz) i jakaś taka… hm, nieforemna, a w kolejnych sezonach dodatkowo mocno i nienaturalnie przestylizowana. I nie rozumiem, dlaczego to coś złego i skoro jej się udało, to musimy się teraz wszyscy zgadzać, że jednak jest ładna…

  • Agnieszka Hałas

    Nic dodać, nic ująć. Fantastyczny wpis!

  • Spriggana

    Przy motywie straszliwych okularów zawsze przypomina mi się ta scena z Bones: https://bonestheory.wordpress.com/2011/07/07/scene-study-the-passenger-in-the-oven/

  • Karolina Krzeszewska

    Mam wrażenie, że w „Diable u Prady” nie chodziło o zrobienie z bohaterki brzydkiej – ładnej, tylko z niemodnej – modną. W parze szedł oczywiście makijaż, fryz itp., ale nie podejrzewam, aby Miranda zatrudniła brzydką asystentkę (nawet po hollywoodzku umownie brzydkiej by nie zatrudniła). I dlatego motyw mniej drażni. Inaczej świat naprawdę nie ma sensu :/

    • zpopk

      Ale ja o tym piszę :)

  • Castielle

    Och, zobaczyłam wczoraj w kinie zwiastun tego filmu i aż oczami przewróciłam o.O ileż można wciskać ludziom, że te śliczne i zgrabne aktorki są nieatrakcyjne i nikt ich nigdy nie pokocha? =/

    A co do metamorfozy Anne Hathaway to przychodzi mi na myśl jeszcze jej rola w filmie One Day gdzie na początku gra oczywiście nieatrakcyjną dziewczynę w okularach i z niesfornymi kręconymi włosami by potem zrzucić obciachowe ubrania i zacząć nosić modną fryzurę. Nie jest to może motyw przewodni filmu ale trochę mnie mierziło…

    • zofronija

      I pozbywa się przerażających martensów w kwiatki na rzecz szpilek! Wygodne buty to wynalazek szatana i zbrodnia na kobiecości!

  • Joanna

    Dzięki Zwierzu.
    Zwierz madry jest. A ten temat jest tak dziwny..ja tak mysle, ze on dotyka czegos wiecej i moze tego narcyzmu o kt czasem sie mowi?

    Mysle, ze to jest skomplikowane. Ale tak jakos to widze, ze tu chodzi nie tyle o ta urode kt aktorki chyba zawsze mają, ile o ten narcyzm wewnetrzny. Stad tez to zaklamywanie swiata. Moze sie myle?
    Co do oszpecajacych” kreconych wlosów.: a nie mowilam?w komencie o kreconych wlosach ciemnoskorych? tez to zawazyl;am. (na sobie:)) Nie kojarze obecnie zadnej- zadnej aktorki kt mialaby krecone swoje wlosy.zadnej. Wszystkie maja gladkie. Krecone wlsoy sa bbee”. Chyba ze lekko falowane;
    a okularowy fetysz- jest przezabawny w sumie. Okulary sa seksi moim zdaniem:)
    ps- przepraszam za błędy.

    • magnolia

      czy nie ma żadnej aktorki o kręconych włosach? polemizowałabym, chociaż mogę się zgodzić, że obecnie jest raczej moda na proste włosy i ktoś o naturalnych kręconych włosach wygładza je. przypomina mi się casus Julii Roberts, której znakiem rozpoznawczym na początku kariery była właśnie burza loków („Pretty Woman”) – teraz ma raczej proste, do których nie zawsze mogę się przyzwyczaić (np. w „August in Osage County”). w Polsce? Joanna Liszowska?

      • Joanna

        Tak. Joanna Liszowska. Symbol kiczowatego wizerunku rodem z lat 80-tych.. Niestety. Nie mówię o p. Joannie jako osobie czy aktorce, – tylko o estetyce.
        Więc co z tą polemiką?Wnosi coś? ;-)

  • stokrotka

    Bardzo prawdziwe, chociaż przykłady nie do końca trafne… Audrey Hepburn nie przechodziła przemiany z brzydkiego kaczątka w piękność. Wtedy jeszcze Hollywood wiedziało, że nikt w to nie uwierzy (albo inaczej, przejmowało się tym. Jej metamorfozy dotyczyły dojrzewania, stawania się kobiet. W Mean Girls wszyscy wiedzą że ludzie Lindsay jest śliczna, ale tytułowe trio nie pozwala jej na to. Film pokazuje jak opinia innych wpływa na sposób postrzegania.

    • zpopk

      Jak to nie przechodziła przemiany brzydkiego kaczątka w piękność. To co się dzieje w Sabrinie ? Jasne było że to niepozorne dziewczę ze złą fryzurą nagle rozkwita. I chodziło też o aspekt urody – dla mnie to dość jasne. Czy Hollywood było wtedy mądrzejsze? Nie przypuszczam. Plus Mean Girls nie występuje tu jako główny przykład (w ogóle prawie nei występuje jako przykład)

  • Małgosia

    Piękny temat, jak mnie to zawsze irytowało….wyjątkowo drażniące traktowanie widza jak idioty. (I o co chodzi z tymi włosami, zawsze myślałam że kręcone włosy, burza loków to wręcz marzenie każdej dziewczyny.) Dlatego od razu pokochałam My Mad Fat Diary, za bohaterkę która faktycznie jest nieatrakcyjna. Co ciekawe im lepiej ją poznajemy tym mniej zwracamy uwagę na jej wygląd, słowem jak w życiu.
    Z drugiej strony jest w tym ziarno prawdy, że czasem i ładna osoba może być uważana za nieatrakcyjną jeśli nie ma odpowiedniej oprawy. Np. naturalny kolor włosów i brak makijażu to atrybuty „szarej myszki”, taka osoba uchodzi za niezadbaną.

    • zpopk

      Och jestem niezadbana bo mam naturalny kolor włosów !

      • Małgosia

        Ja też :) Podobno w moim wieku to już nie wypada, i w ogóle jak to w takim mysim kolorze, a fuj :P

    • Arkadiusz

      A z włosami to nie jest tak, że zawsze ma być na odwrót? Czyli panie z prostymi włosami kręcą, a z kręconymi prostują?

      • Małgosia

        Możliwe, być może najważniejsze jest by nie były naturalne. Wszak chodząc z włosami jakie natura dała nie napędzamy gospodarki.

  • spirit

    uważam, że wpis powinna jeszcze sponsorować fotka Melissy McCarthy :)

    • zpopk

      W jakim kontekście? Bo Melissa jest super ale jej bohaterki niemal zawsze są komediowe (szkoda bo to doskonała aktorka), jakby to była jedyna nisza w której kobieta o innym wyglądzie może się realizować. Uwielbiam ją zresztą – doskonała aktorka z nie jest (i w sumie bardzo ładna)

      • spirit

        jakoś tak mi się skojarzyło, że to taka ładna i fajna (utalentowana!) aktorka, a zawsze ją jakoś tak dziwnie przedstawiają… :)

      • Aerien

        Wszystkie takie ładne…ciekawa jestem jakie aktorki Zwierz uważa za odpowiednie do grania roli osób ‚brzydkich’. :)

        • zpopk

          Wydaje mi się, że dałam przykłady w tekście. W angielskim kinie sporo jest aktorem bez klasycznej urody, doskonale się do tego nadających. Plus na tym polega problem – w Hollywood prawie nie ma aktorek nie pasujących do pewnego wzoru piękna. Wybacz mi jeśli nie będę stosowała szalonych kryteriów urody wobec kobiet.

          • Aerien

            Miranda, My Mad Fat Dairy… Tyle przykładów. A przecież aktorka z My Mad… nie jest brzydka, jest tylko otyła. Jak Melissa, o której napisałaś, że jest ładna.

          • Spriggana

            Co do brytyjskich aktorek to pamiętam że nie poznałam Sophie Okonedo w „Mayday” – i to wiedząc, że gra w serialu. Choć jak próbuję wymyślić co ją tak zmieniło i odatrakcyjniło, to wychodzi mi że to głównie kwestia gry.

          • zpopk

            Wygląda zupełnie nie jak ona.

  • Małgosia

    Dyskusja o Lea Michelle przypomniała mi o komentarzach jakie czytałam o „Girls”, że jak taka gruba dziewczyna jak Lena Dunham śmie ciągle pokazywać swój tłusty tyłek na ekranie. Tyle że ona wcale nie jest gruba! Nie jest wychudzona, i może ma małą oponkę, ale wygląda jak zwyczajna dziewczyna.

    • Shetani

      „Tyle że ona wcale nie jest gruba! Nie jest wychudzona, i może ma małą oponkę, ale wygląda jak zwyczajna dziewczyna.”
      Akurat w postaci, którą gra Lena tusza mi najmniej przeszkadza, no ale sorry, ona jest gruba. Nie to, że nie jest szczupła, jest gruba, nie wiem dlaczego wszyscy się tak strasznie boją to powiedzieć. Przy czym to, że taka jest, cóż, ani mnie to ziębi ani grzeje.

      • zpopk

        Nie jest gruba. Nie jest szczupła. Istnieje wiele stanów pośrednich. Dla mnie to dziewczyna o średniej sylwetce ale grubą bym jej nie nazwała.

        • Shetani

          Co ma wspólnego Lena z Leą i tym zdjęciem?

          No tak, zapomniałam, że w dobie powszechnej poprawności nie można o kimś powiedzieć, że jest gruby choćby był, a Lena jest, no przykro mi, ale jest.
          http://media1.popsugar-assets.com/files/2013/05/01/668/n/1922398/8ef25e1f5f03d1a5_95475PCN_Lena02_wm.xxxlarge/i/Lena-Dunham-Kissing-Adam-Driver-Girls-Season-3-Set.jpg

          Przy czym znowu, jej waga jest jaka jest i tyle. Nikt nie urządza krucjat.

          • zpopk

            Nie jest poprawnością stwierdzenie, że czyjeś niekorzystne zdjęcie świadczy o tym że jest gruby. Ogólnie sporo zależy od percepcji tego co uznamy za grube. percepcji strasznie wyśrubowanej. I wiesz to, że ty kogoś uznasz za grubego nie czyni z tego od razu faktu.

          • Shetani

            To nie jest niekorzystne zdjęcie, bo ona na wszystkich tak wygląda, plus tutaj bym powiedziała, że nawet wygląda na bardziej proporcjonalną niż na innych.
            A zaklinanie rzeczywistości nic nie da, w obecnych czasach jest gruba. Może i byłaby muzą Rubensa, ale nie żyjemy w jego czasach.

            Ale po raz kolejny, to ile waży to zasadniczo jej sprawa, nikt nad nią nie będzie z batem stał i wymagał, żeby zrobiła to czy tamto, albo wyglądała tak czy inaczej, jeśli sama nie chce.

          • Małgosia

            Widziałam tylko pierwsze dwa sezony Girls i z pewnością nie wyglądała tam jak na tym zdjęciu, a pisałam o serialu i komentarzach do niego .

            https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/03/6c/93/036c93d6ba0168765cf032f1f5d62512.jpg

          • Hannah

            Nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. Owszem nie zyjemy w czasach Rubensa. Czy to znaczy ze mamy pokornie zaakceptowac fakt narzucania wysrubowanych norm szczuplosci? Bo takie teraz czasy, sorry? Jesli kwestionowanie krzywdzacych uogolnien jest zaklinaniem rzeczywistosci to wlasnie to powinnismy robic. Uznawanie Leny za gruba jest krzywdzace imo. To normalnie zbudowana, zwyczajna dziewczyna. Na tym zdjeciu trudno ocenic jej wzrost, ale nie wyglada jakby miala nadwage.

          • turzyca

            Dzieki za wypowiedz.
            No wlasnie Lena jest normalna. Po prostu. Bo jesli nazwiemy Lene gruba, to jak okreslimy Kirstie Alley czy Oprah Winfrey, szczegolnie w ich ciezszych wersjach? Arethe Franklin, Denise Borino?
            Rzucam tylko nazwiska ze swiata szolbiznesu, ktore mozna sobie wygooglac, a co z raczej anonimowymi ludzmi z BMI rzedu 40 czy 50? Jak ich nazwac? Bo ci naprawde monstrualnie otyli maja BMI trzycyfrowe. Ci z BMI 40 normalnie chodza po ulicach, niektorzy nawet calkiem szybko.

          • Shetani

            One są dość znacznie otyłe.

            BMI >40 to otyłość (otyłość, nie nadwaga) skrajnego stopnia. Co w tym ładnego i do podziwiania to nie wiem, ale ponoć, że ktoś jest gruby powiedzieć nie można to powiem, że jest to też bardzo, bardzo niezdrowe dla całego organizmu.
            Serio, nie wiem po co zaklinać BMI, to jest wskaźnik (jeśli odejmiemy skrajne przypadki naprawdę wyczynowych sportowców) raczej dość obrazowo wskazujący stan ciała.

            Przy czym znowu, dlaczego niby nie można powiedzieć, że ktoś jest otyły chociaż jest to prawdą? Czemu ma służyć wmawianie wszystkim dookoła, że jak laska 1,60 w kapeluszu waży 80kg to jest szczupła? Nie jest. (To już nie o Lenie, rzucam przykład).

          • Scarlet Dragon

            Dlatego, że z wyjątkiem kilku dość specyficznych chorób związanych z zaburzeniami łaknienia, ludzie są generalnie świadomi jak wyglądają i słuchanie o tym od osób postronnych w niczym nie pomaga, za to może zaszkodzić i to bardzo, bo to otyłe ciało, o którym tak koniecznie chcesz gadać ma w środku człowieka z czasem dość już potrzaskaną psychiką, na następnej diecie, zbierającego się na odwagę by pójść na siłownię, gdzie pewnie usłyszy kilka następnych nieprzyjemnych uwag. Być może nigdy nie uda mu się zwalczyć zbędnych kilogramów, ty tylko go utwierdzasz w przekonaniu że jest do niczego, bo mając czasem rozmiar 50, żyje w świecie gdzie kobieta o rozmiarze 42 uważana jest za grubą. Ba! jeśli chce, może być gruby – większość szczupłych ludzi też olewa ćwiczenia i zdrowe odżywanie i jakoś nikt na nich nie wsiada z tego powodu, choć szczupłość nie chroni ani przez zawałem, ani przed udarem, ani przed cukrzycą. BMI jest bardzo niedokładnym wskaźnikiem i opieranie się na nim może skończyć się źle. Szczupłość nie jest tożsama ze zdrowiem, nadwaga nie jest tożsama z chorobą.

          • Shetani

            Wiesz, mi to akurat lotto jak ktoś wygląda i czy jest bardziej czy mniej gruby, ale obecnie wszyscy się dają zwariować w dwie strony, że ktoś wyglądający w miarę normalnie jest uznawany za grubego oraz, że o kimś naprawdę grubym nie można powiedzieć, że taki jest i się to ubiera w jakieś dziwne półsłówka.

            Przy czym nie wiem, co w wadze takiej czy innej jest do niczego (poza zagrożeniami zdrowotnymi, i też nie zaklinaj rzeczywistości, że takowych nie ma). Ktoś może być gruby (czy tam mało ładny bez związku z tuszą) i być wspaniałym człowiekiem, wygląd tego nie odbiera.

            Bardzo otyli ludzie nie powinni chodzić na siłownię (no chyba, że wyjątkowo nie lubią swoich stawów i chcą im porządnie dokopać), a na basen.

            „choć szczupłość nie chroni ani przez zawałem, ani przed udarem, ani przed cukrzycą.”
            Bo cukrzyca dietozależna to jakieś ufo zapewne, ah, głupi ci lekarze.

          • Zwierz

            Shetani już ci to pisałam. Twoje komentarze i sposób ich formułowania nie są mile widziane na tym blogu.

          • Scarlet Dragon

            Jasne, gdyż niezdrowa dieta zawsze prowadzi do nadwagi. Tylko że nie. Gdyż na basen ludzie ci nie usłyszą uwag pod swoim adresem, nie, wcale. Ja napisałam o nastawieniu psychicznym osoby z nadwagą do głosicieli prawdy objawionej o jej wyglądzie a nie o zaklinaniu rzeczywistości. Chcesz powiedzieć grubemu, że jest gruby to licz się z konsekwancjami jakie to może mieć dla tej osoby, która zapewne ma w domu i lustro i wagę, więc nie potrzebuje wujków dobra rada na każdym zakręcie. Btw. zdecyduj się czy czyjaś waga ci nie przeszkadza, czy chcesz walić prawdę o niej międyz oczy delikwenta, bo nie jesteś konsekwentna w tej kwestii.

          • Shetani

            Mnie to raczej przeszkadzają opowieści dziwnej treści w ramach ‚poprawności politycznej’ jak to osoby z ewidentną nadwagą są szczupłe. No nie są, przykro mi ale nie są. Podobnie jak nie wszyscy są szczupli, nie wszyscy są ładni, nie wszyscy są inteligentni itd. Nie wiem po co twierdzić, że wszyscy są. I że nie są też jest ok. Dopóki ktoś nie próbuje wykrzywiać tego w jakieś dziwne kształty, że jednak są. Nie widzę sensu, celu i w ogóle niczego dobrego we wmawianiu komukolwiek, że oto ktoś otyły jest szczupły, kiedy jest to ewidentne kłamstwo.

            Podobnie jak nie uważam, że jak ktoś jest gruby to nie ma prawa być w TV czy gdzie tam jeszcze. Niech sobie będzie, na zdrowie, ale zaraz powstaje jakaś niezdrowa histeria z dwóch stron, gdzie jedna twierdzi, że gruby to niech siedzi w domu i się nie pokazuje, a druga uparcie innym wmawia, że ten ktoś wcale gruby nie jest , a w zasadzie to jest szczupły.

            Nie widzę też sensu teatralnego szeptania za plecami jakichś uwag odnośnie czyjejś osoby, bo nie ma ku temu powodów, albo ktoś mówi jak jest, albo niech przemilczy. Zresztą uważam, że jak ktoś otyły chodzi na ten basen, żeby trochę o siebie zadbać i się poruszać to jest akurat super.

            „Jasne, gdyż niezdrowa dieta zawsze prowadzi do nadwagi.”
            Niezdrowa dieta prowadzi do chorób dietozależnych, to jest fakt. A rodzajów tej niezdrowej diety to może być od metra i trochę.

          • turzyca

            Aha, czyli omawiamy zdjecia slubne i mowimy „tamta znacznie otyla kobieta w niebieskiej sukni”? Realne?
            Ale co zrobic z stojaca obok niej kobieta w zielonej sukni, ktora ma BMI 65? Jak ja opiszesz?

            Serio, nie wiem po co zaklinać BMI, to jest wskaźnik (jeśli odejmiemy skrajne przypadki naprawdę wyczynowych sportowców) raczej dość obrazowo wskazujący stan ciała.

            Serio nie, nawet bez naprawde wyczynowych sportowcow. BMI nie mowi nic o stylu zycia, o sposobie zywienia, o aktywnosciach sportowych, a co za tym idzie o np. otluszczeniu narzadow czy chorobach metabolicznych. Jest sporo ludzi z BMI w normie ale utrzymywanym w nierozsadny sposob, ktorzy starannie pracuja na rozne choroby metaboliczne. Styl zycia jest znacznie wazniejszy od wagi. A nie u wszystkich zdrowy styl zycia przeklada sie na redukcje wagi do normy. A z punktu widzenia zdrowia lepiej zeby ludzie sie koncetrowali na swoich pieciu porcjach warzyw i 20 godzinach ruchu niz na kilku kilogramach nadwagi.

  • Dzidka

    A najśmieszniejsze jest to, że kiedy już gdzieś gra jakaś nieładna aktorka – są takie – to nigdy, przenigdy nie gra roli osoby zdefiniowanej scenariuszem jako nieładna.

  • W sumie to ciekawe, że wyglądanie w czymś dobrze=bycie ładnym. Bo Lea Michelle niezależnie od fryzury jest ładna (aczkolwiek nie urodą typu idealna symetria i włosy blond). Tak samo inne wymienione w tekście aktorki. A bardzo często jeśli ktoś dobrze w czymś wygląda (idealny krój, kolor itp.) jest raczony komplementem „jesteś ładny/ładna”. Czyli co, ta sama osoba bez ubrania jest nieładna?

    Myślę, że poza obiektywnymi kryteriami, jak regularne rysy, proporcjonalna sylwetka, zdrowe zęby i cera (ich zasadność jest oczywiście dyskutowalna, ale osoby o takich cechach nie są odbierane jak obrzydkie), są jeszcze kryteria subiektywne. Osoba o nieregularnych rysach może mieć taki uśmiech, że wszyscy uznają ją za ładną, chociaż prawą kość policzkową ma dwa milimetry wyżej niż lewą.

    • zpopk

      Stąd PS o braku super obiektywnych kryteriów. Bo nie ma.

  • andie

    dobry temat na tekst :) dzięki, Zwierzu. jak czytałam o Emmie Stone, to przypomniało mi się, że w „Służących” też miała rolę takiej jeszcze-nie-ładnej – oczywiście z obowiązkowymi atrybutami, czyli okulary i kręcone włosy. Tyle, że to jednak nie jest film młodzieżowy, jak wspomniane w tekście.

    • scripty

      Ale w „Służących” problemem bohaterki Emmy nie był brak urody, tylko inteligencja i chęć rozwoju zawodowego. I fakt, że niekoniecznie paliła się do jak najszybszego zamążpójścia i rodzenia dzieci. Owszem, jest scena, w której nikt jej nie zaprosił na szkolną potańcówkę, ale a) rzeczywiście nie wyglądała wtedy szałowo, ładnie, ale od jej koleżanek biła pewnie większa pewność siebie, b) znowu problemem chyba nie tyle był wygląd, co fakt, że Skeeter niezupełnie pasowała do stawianych wówczas dziewczętom wymagań (w sensie zachowania, nie wyglądu).

      • zpopk

        Tzn. są filmy gdzie bohaterki przechodzą przemiany ale nie opowiadają one o metamorfozie brzyduli. Choć rzeczywiście te kręcone włosy i okulary są takie strasznie schematyczne

  • asloska

    Od nastolęctwa mam problem z motywem metamorfozy w filmach, serialach. Bo – no cóż – zawsze wyobrażałam sobie siebie w takich sytuacjach – że ktoś z ukochanych ogrodniczek, z wygodnej bluzy i dziurawego tiszertu mnie wyciąga i ładuje w mini i dwunastocentymetrowe szpile. I już nawet samo to wyobrażenie powodowało dyskomfort i poczucie, że to nie ja, do diaska.
    Dlatego te metamorfozy zawsze są dla mnie niewiarygodne: przecież gdyby takie bohaterki chciały, gdyby im było w tym wygodnie, gdyby czuły, że to dla nich, to by to robiły. Ludzie nie są głupi. I że jeśli ktoś je pakuje w nowe kiecki, funduje makijaże i nowe fryzury, a one traktują to jak nagłe olśnienie, bez jednego skrzywienia, to to jest nieprawdopodobne dla mnie.
    (Taką samą niechęcią zresztą traktuję reality shows w typie Trinny i Susannah.)

  • Nie wiem, czy to już się nie pojawiło, ale wydaje mi się, że dobrze tutaj rozróżnić piękno i atrakcyjność, bo to pierwsze jest jednak trochę bardziej obiektywne od drugiego. Rzeczywiście piękno wydaje się bazować w dużej mierze na symetrii czy oznakach zdrowia (plus pewnie coś tam jeszcze się znajdzie), ale o atrakcyjności wręcz świadczy prawie wszystko – od samej budowy twarzy i ciała, zadbania, cech charakteru, postawy, głosu (!!), sposobu mówienia, sposobów gestykulowania, przeżywanych emocji… A przede wszystkim od kryteriów oceniającego. Praktycznie wszystko pod to można podciągnąć (mężczyźni i kobiety z książkami w ręce – czy kosami – automatycznie stają się bardziej atrakcyjni). W takim kontekście mogłabym np. uznać Emmę Stone za nieatrakcyjną, gdyby powiedzmy grała postać wiecznie przygarbioną, bojącą się praktycznie wszystkiego i niemającą zbyt wiele do powiedzenia, pomimo tego, że technicznie nadal jest ładna/piękna (innych opcji nie ma i basta). Zresztą bohaterki tych wszystkich filmów mogłyby być nieatrakcyjne dla swojego bardzo wybrednego najwyraźniej otoczenia, nawet jeśli byłyby ładne. Problem w tym, że w filmach się właśnie mówi w kontekście brzydoty/piękna zamiast bardziej subiektywnych kryteriów.
    Ale tak generalnie to się ze Zwierzem zgadzam. Brakuje mi bohaterek brzydszych i ich metamorfoz lub ich braku w teen movies.

    • azosiolek

      Zgadzam się absolutnie – tu nie chodzi o brzydotę czy urodę, tylko o atrakcyjność, wg określonych kanonów: modne ciuchy, najlepiej eksponujące szczupłą figurę i długie nogi, szpilki, makijaż, wypracowana fryzura, pewność siebie, błyskotliwość i tupet. W mitologii Hollywood tylko taka atrakcyjność zapewnia szczęście i powodzenie. Co ciekawe, wystarczy jeden dzień w USA żeby zwątpić w ten mit – wg niego przeciętna Amerykanka nie miałaby szans na jakikolwiek sukces w życiu i powinna do końca życia pozostać starą panną.

  • Wazon

    Bardzo interesujący wpis. Pamiętam, że strasznie mnie irytował film ( serial ?) „Brzydula”, gdzie od początku było widać jak na dłoni, że dziewczyna jest śliczna. A wmawianie ludziom nieładnym, że mogą być przepiękni jest nie fair. Bo jedni mogą, a drudzy wcale nie. Kiedyś nie było operacji plastycznych i kobiety plus minus musiały godzić się z tym, co mają i eksponować to, co mają najładniejszego. Poza tym kryterium piękna w różnych kulturach i stronach świata, a także w rożnych czasach- vide postacie Rubensa- jest bardzo rożne. Dla Aborygena pewnie wyglądamy jak małpy. Poza tym istnieje przysłowie, że ” każda potwora znajdzie swego amatora”, co w moim przypadku się potwierdziło.No, może prawie potwierdziło, bo miałam ładne oczy. Poza tym warto też pamiętać, że każdy okres życia zmienia kobiecą urodę. Wg mnie dłuuugo na plus, a potem nagle na minus. UUU…

    • martylek

      Pamiętam do dziś swoje święte oburzenie, kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcia polskiej
      Brzyduli – jeśli „oszpecona” Julia Kamińska jest wciąż dziesięć razy
      piękniejsza ode mnie, to kim ja (przeciętniak z dolnej średniej) jestem, potworem? Zwłaszcza, że w oryginalnej wersji jakoś zdołali skutecznie ubrzydzić ładną dziewczynę. Ta tłusta grzyweczka :))

  • Zastanawia mnie jak w ten schemat wpasowuje sie film „Head Over Heals” – rom-kom w którym Monica Potter (och, jak ja się w niej kocham) gra zwyczajną, ale ładną dziewczynę, która zamieszkuje z grupą modelek, które następnie robią jej makeover według ‚swoich’ standardów urody. Oczywiście mamy tu faceta (Freddie Prince Jr., król rom-komów) który zakochuje się w dziewczynie „sprzed przemiany” i film dość szybko podkreśla, że sztuczne poprawianie swojego wyglądu według wyśrubowanych standardów jest niekoniecznie słuszne, niemniej to dość specyficzny, komediowy przypadek. To co mi się zawsze w filmie podobało to to, że zarówno „zwyczajna” dziewczyna jak i modelki uczą się ze sobą koegzystować i się lubić, a nie tylko oceniać na podstawie wyglądu (poniekąd podobny motyw mamy w „Miss Agent”).
    Zastanawiam się nad tym, bo nie wiem, Zwierzu, czy kojarzysz film i wiesz co mam na myśli.

  • Z niedawnych wpisów zwierza ten jest zdecydowanie najlepszy (ostatni, który mnie aż tak zaciekawił, to chyba ten o afrykańskich włosach był), także czekam niecierpliwie na edycję o brzydkich facetach. :p

  • Magdalaena

    A czy są w ogóle jakieś filmy czy książki, gdzie bohaterka przechodzi przemianę i uznaje, że jest szczęśliwa MIMO BRAKU UKOCHANEGO?

    • Azzza

      chyba Wild z Reese Witherspoon takie jest

    • Daria Nan

      Co ciekawe, na myśl przychodzą mi filmy Disneya, kojarzone raczej ze stereotypami: Merida Waleczna (ach, co za burza rudych loków, marzenie, pewnie dlatego ten film specjalnie się nie przebił) oraz Elza z Krainy Lodu (kończy jako potężna, samodzielna i szczęśliwa królowa).

  • Hannah

    Pamietam jak Joe Wright w swoim komentarzu do Dumy i uprzedzenia opowiadal o aktorce grajacej Charlotte Lucas, jak ja generalnie przepraszal bo – mowil – to naprawde sliczna dziewczyna a mysmy z niej musieli szara myszke zrobic. Aktorka dodala wlasnie swoje elementy, poruszala sie inaczej itp. Dlatego moim zdaniem jest bardzo mozliwe, ze naprawde sliczna dziewczyna – przekonana o wlasnej brzydocie – bedzie wygladala na nieatrakcyjna i bedzie tak odbierana przez otoczenie. Z tym nie mam problemu. Co we mnie budzi zlosc i opory to fakt, ze ta przemiana z kaczatka w ksiezniczke w tego typu filmach skupia sie w zasadzie wylacznie na przemianie zewnetrznej, jakby makijaz i konsultacja stylistyczna i nagla adoracja otoczenia byly gwarancja pelnej samoakceptacji, stuprocentowym lekarstwem na przyklad na niesmialosc, niskie poczucie wlasnej wartosci, poczucie ogolnej niegramotnosci itp.

    • m.

      Kolejna anegdota z DiP: Joe Wright nie chciał Keiry zatrudnić do Dumy, bo stwierdził, że jest za ładna, Keira stawiła się na przesłuchanie i Joe zmienił zdanie ^^

    • Blay

      Właśnie

      • Hannah

        Jesli o okulary chodzi to moja perspektywa jest troche inna, bo pracuje w srodowisku w ktorym slowo „nerd” jest komplementem, wielu ludzi okulary nosi i uwaza sie to w ogole za bardzo fajne. Kiedy rozeslalam do znajomych te scenke z Brennan i Boothem, ktora ktos tu linkowal u zwierza to byla fala usmiechow w ogole. Mam wrazenie zreszta ze stosunek do okularow i okularnikow sie zmienia i w kreskowkach to zaczyna byc widoczne. Byla chyba taka scena w Cloudy with a chance of meatballs, a w Big Hero 6 jest postac Honey Lemon.

        No ale nie da sie ukryc, ze w dziecinstwie sie nasluchalam roznych rzeczy i musialam podrosnac zeby mowic z podniesionym czolem, ze tylko inteligentni mezczyzni nie boja sie kobiet w okularach…

  • Mika

    O to to! Świetny wpis. :) Zawsze mnie strasznie denerwowało to stawianie znaku równości pomiędzy okularami i brzydotą. Niby mała rzecz, ale to się gdzieś utrwala społecznie i w szkołach okularnice są brzydkie. Koszmar. I tak, noszą okulary i kiedy byłam młodsza, w gimnazjum czy liceum, zawsze czułam się z tego powodu… bo ja wiem? Może nie od razu gorsza czy brzydsza, ale mniej pewna. Teraz już mam to w nosie. Ale nadal jak widzę taki głupi zabieg i forsowanie takiego stereotypu w filmach/serialach, to myślę o tych dziewczynach w szkołach wpychanych w stereotyp brzydszej i gorszej. Bardzo to niesmaczne.

    • Aneczek

      Ha! A ja sobie przypominam film „Jak poślubić milionera” , gdzie bohaterka grana przez Marilyn Monroe miała problem ze wzrokiem i uparcie nie nosiła okularów bo uważała, że źle w nich wygląda i żadnemu facetowi się nie spodoba. W końcu poznała faceta, który jej powiedział, że lepiej jest jej w okularach. Co prawda facet nie był najatrakcyjniejszym samcem w filmie ale finalnie bohaterka nosiła okulary na stałe :)

  • wlw

    Bardzo nie lubię tych filmów. Jedyny wniosek, który nasuwa mi się po obejrzeniu ich brzmi mniej więcej: „aby osiągnąć szczęście, wystarczy być ładnym”. Nieważne, czy masz coś w głowie, jeśli masz ładną twarz, jesteś KIMŚ. Całkiem smutny wniosek.

  • Mju

    Kręcone włosy – obecne, szara koszulka (z Batmanem <3) – obecna, bonus w postaci przebarwień potrądzikowych – obecny; cholera, ale jestem brzydka. To teraz muszę zacząć czuć się brzydko. Nie będzie łatwo, ale dla Hollywood warto się poświęcić.
    Gorzej będzie z przemianą, bo ja naprawdę nieciekawie w prostych włosach wyglądam. Przynajmniej szarą koszulkę mogę zastąpić sukienkami, których i tak w szafie pełno… Ale Batman może się obrazić… Przebarwieniami już się zajmuję, więc przynajmniej jeden punkt z przemiany w łabędzia będę mogła odhaczyć. Z pozostałymi punktami – chyba wolę być hollywoodzko brzydka.

    Cudny wpis Zwierzu, wiele razy zaśmiewałam się do bólu patrząc na ładne dziewczę w filmie, które powinnam uważać za brzydkie.

    • Musisz mieć sukienkę z Batmanem! Polecam! :D

  • Agnes

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! Noszę okulary!!! :D Zwierz ma całkowitą rację, podpisuję się obiema łapkami

  • Marmozeta

    Zastanawiam się, jak do magicznej mocy okularów czynienia ze ślicznotek brzydul ma się fakt, że wśród pracownic seksualnych w amsterdamskiej dzielnicy czerwonych latarni jest zdecydowana nadreprezentacja okularnic w stos. do reszty społeczeństwa.

  • Gin

    Ja wiem, ze brzydki/ładny to kwestia subiektywna, ale nawet nie próbując się silić na specjalny obiektywizm, to tych aktorek grających brzydkie za brzydkie uznać się nie da. Szkoda, ze nie pojawiają się aktorki, które nie przystają do hollywoodzkich wymogów i wymiarów. Brakuje takiej reprezentacji.

    No ale… Przynajmniej nie jesteśmy jeszcze tak zwichnięci jak w Korei, gdzie operację plastyczną, która pomoże ci dopasować się do wymogów społecznych rodzice fundują ci na osiemnastkę, a każdy, kogo nie stać na luksus poprawienia sobie twarzy, jest na starcie skazany na porażkę w pracy, w miłości, w życiu…

  • Noszę okulary, a moja szafa składa się głównie z za dużych T-shirtów. Mam dwie opcje: nieświadomie gram w Holiłódzkiej komedii romantycznej lub jestem kryptobrzydulą :)

    Na podobnej zasadzie działają programy o metamorfozach. Tam nigdy nie bierze się kobiet brzydkich. Czasami trafiają się takie „plus size”, ale nigdy nie byłoby nikogo, z którego za pomocą materiałów od sponsora, gaci ściągających i dużej ilości makijażu nie dałoby się przerobić na Lachona.
    Jest tak jak napisałaś:

    metamorfoza jest często potwierdzeniem, że z odpowiednim budżetem z każdego da się wyciągnąć piękno

    • magnolia

      co moim zdaniem nie jest złym przesłaniem takich programów, ale dużo zależy od nastawienia prowadzącego/prowadzących i ogólnego wydźwięku/klimatu(?) danego show. tzn. dostrzegam to, że gdy się pomaluję czy ubiorę dopasowane stroje do figury to potrafi się to przełożyć na poziom pewności siebie czy nastrój (sama tak mam) i nie należy tego krytykować. gorzej, że sporo osób ma „wbudowane”, że bez mejkapu, ułożonych włosów, wydepilowanych wszystkich wskazanych części ciała, świetnie dopasowanych ciuchów (i zgodnych z aktualną modą) ani rusz. chociaż też nie chciałabym tak odgórnie krytykować tych osób (nie znając ich osobiście, być może mają jakieś problemy z cerą, dlatego codziennie się malują, ale to jedno, a np. zupełnie zgolenie brwi i malowanie zupełnie innych, czy ewidentne nadmiar makijażu i sukcesywne niszczenie włosów poprzez ciągłe farbowanie, prostowanie, lakierowanie itp. to coś, co mi się nie podoba i podejrzewam taką osobę o zwyczajny brak umiaru i gustu – czy słusznie, nie wiem). natomiast w kwestii ubioru nadal czasem walczę w sobie pomiędzy akceptacją takich decyzji ubraniowych u różnych osób obserwowanych w różnych miejscach a chęcią może nie tyle „zjechania” tej osoby za kompletny brak gustu, bo może faktycznie ma problem ze znalezieniem „właściwych” ciuchów, co zwróceniem uwagi, że można o wiele lepiej wyglądać z innym zestawem ubraniowym.

      • asloska

        Naprawdę WALCZYSZ ze sobą, żeby komuś nie powiedzieć, że może by jednak zaczął się inaczej ubierać, bo w tym jej/jemu nie do twarzy?..
        OMG…. słowa mnie zawiodły.

        • magnolia

          słowo „walka” to faktycznie za mocne słowo. absolutnie nie jestem typem, który chętnie głośno komentuje na ulicy czy gdziekolwiek, chyba że ktoś (ale to już znajomi czy krewni) mnie poprosi o komentarz. chodzi raczej o wewnętrzną (w głowie) dyskusję pomiędzy różnymi nastawieniami do ludzi – tak mam i sądzę, że wiele osób tak miewa. chodzi o pierwsze mimowolne wrażenia i analizowanie ich. jeśli Cię uraziłam, przepraszam.

  • Ooo, zwierz jakby mi w głowie siedzi! W sobotę w kinie widziałam zwiastun The DUFF i moje pytanie z miejsca brzmiało – dlaczego grubą i nieatrakcyjną dziewczynę gra niczego sobie aktorka? :D

  • Guest

    Hepburn nie można nazwać brzydką? Ja bym się tam nie zakładała.
    http://segritta.pl/kobiety-ktore-cos-sobie-maja-choc-nie-sa-piekne/ – tekst, który akurat w weekend ubawił mnie niezmiernie.

  • Beryl Autumnramble

    Hepburn nie można nazwać brzydką? Ja bym się tam nie zakładała.
    http://segritta.pl/kobiety-kto… – tekst, który akurat w weekend ubawił mnie niezmiernie.

  • kasia

    W produkcjach z UK wiele aktorek nie jest przykładem ‚klasycznej piękności” i łatwo można się z nimi utożsamiać. Takie kobiety z krwi i kości. Dlatego lubię produkcje z wysp.

  • A jednak coś jest w tych wzorcach. Sama mam okropne, kręcone włosy, które gdybym chciała ułożyć, zajmowałoby mi to ze 2 godziny codziennie. OK. Czasem je układam. Wtedy co najwyżej nasłucham się komplementów od dziadków po pięćdziesiątce (i moich Rodziców, którzy są jeszcze starsi). Malować oczu też mi się nie chce, bo potem mnie bolą i szybciej mi się chce spać. Ale kiedy wyprostuję włosy i zrobię makeup (naprawdę delikatny, żadnego przyczerniania brwi, bronzera, regulacji twarzy podkładem czy tych innych rzeczy o których nie wiedziałam że istnieją, póki nie dotarłam na koniec Youtube) to faceci się na mnie gapią w klubach i na ulicy, i jest to bardzo zauważalne. Niebo a ziemia powiedziałabym wręcz. Pewnie jakaś strasznie brzydka nie jestem, ale jednak kręcone włosy to nie to :) Pozdrawiam. Fajny blog, będę tu zaglądać :)

  • Sugar

    Zwierz wspomniał o okularach i kucyku jako elemencie oszpecania bohaterki i motywie magicznej metamorfozy która przemienia brzydką dziewczynę w ładną a zaraz potem wspomniał o filmie „Cała ona”. Od razu skojarzył mi się film „To nie jest kolejna komedia dla kretynów” . Film co prawda niskich lotów ale jest parodią komedii romantycznych o nastolatkach, a głównym filmem który jest parodiowany jest właśnie „Cała ona”. Główna bohaterka filmu „To nie jest kolejna komedia dla kretynów” to brzydula i dziwaczka nosząca okulary i spodnie ogrodniczki i jest zawsze uczesana w kucyk. Później przechodzi super przemianę poprzez… zdjęcie okularów i rozpuszczenie kucyka. No kto by pomyślał!

  • alicja

    Mam wrażenie, że osoby które na siłę wciskają sobie i innym, że ewidentnie nie bardzo atrakcyjne według popularnych standardów aktorki (takie jak Lena Dunham) są „śliczne i szczupłe”, tak naprawdę dodatkowo fetyszyzują kategorię „ładności” nie gorzej od producentów Hollywood zatrudniających w roli brzydactwa Anne Hathaway. Tak jakby nie można było powiedzieć: „Lena jest gruba/ma nieporporcjonalną, nalaną twarz, ktora nie jest ładna” bo to właściwie największa obraza ze wszystkich. I CO Z TEGO? A przecież uroda nie jest jej (i wielu innych nieładnych aktorek) cechą najważniejszą! W d…pie mam urodę Dunham (nienajlepszą) i myślę, że ona też. Jest utalentowana, inteligentna, ma świetne poczucie humoru, reżyseruje superowy serial i jest brzydka. Wciskanie na silę, że jest ładna sprawia, że fetyszyzujemy tę ładność ponad miarę, jakby nie można było powiedzieć „brzydka” i przejść nad tym do porządku dziennego, a nie silić się na siłę na okrągłe słówka o „oponkach”. Serio.

    • Małgosia

      Stwórz chochoła i bij w niego. Nikt nie pisał o Lenie że jest „śliczna” i „szczupła”, tylko że w Girls wygląda normalnie. Ja wiem że dla niektórych wszystko powyżej rozmiaru 36 równa się spasione prosię, ale to nie znaczy że muszę temu przyklasnąć. Co do jej urody, to jesteś w stanie uwierzyć że nie wszyscy ją za brzydką uważają? Nie jest piękna wg standardów Hollywood, oczywiście….podobnie jak 99% ludzi. A jej inteligencja i inne przymioty osobowości nie zmieniają faktu że kanon piękna w filmach jest niemożliwie wręcz wyśrubowany, aż do granic absurdu (o czym chyba jest ten wpis Zwierza, no ale może źle odczytałam myśl przewodnią).

      • Shetani

        alicja, no właśnie o coś takiego mi chodzi. W dzisiejszych czasach nie można o nikim powiedzieć, że jest gruby (choćby ważył 200kg), albo brzydki (choćby był). Nie każdy musi być szczupły i ładny, ale zaklinanie rzeczywistości, że brzydka/gruba osoba jest szczupła i piękna to jakaś schizofrenia dzisiejszych czasów do spółki z tym mitycznym rozmiarem 0.
        Tym bardziej, że uroda (bądź jej brak) nie odbiera przecież nikomu inteligencji czy ciekawego charakteru. I myślę, że każdy zna taką osobę, która urodą nie grzeszy, a jest powszechnie lubiana, jest ciekawa, fajna, ma super partnera (zazwyczaj bardzo ładnego) itd.

        „Nie jest piękna wg standardów Hollywood, oczywiście….podobnie jak 99% ludzi.”
        Ja tam na ulicach widuję bardzo dużo ładnych ludzi, takich szczupłych i mniej szczupłych więc Holywood mnie jakoś szczególnie nie spaczyło, ale krucjata, że każdy jest ładny choćby nie był jest dość śmieszna.

        • Małgosia

          ” krucjata, że każdy jest ładny choćby nie był jest dość śmieszna.” wymyśliłaś sobie tezę i piszesz pod nią non stop. Tylko czemu pod moim postem, kiedy ja zupełnie nie o tym?:)

          „W dzisiejszych czasach nie można o nikim powiedzieć, że jest gruby (choćby ważył 200kg)”. Raczej tendencja jest by o osobach powyżej 55 kg pisać „grubasy”.

          • Shetani

            Tak, tak, na pewno. Waga jest związana również ze wzrostem, jak ktoś jest wysoki to jak będzie ważył nawet dużo więcej to będzie wyglądał bardzo dobrze (nie wspominając o sportowcach, którzy mają masę mięśniową i są ciężcy, a wyglądają szałowo).
            No ale nie ma bata, jak ktoś jest niziutki, nie ćwiczy, to przy 55kg nie będzie wyglądał specjalnie szczupło.

  • Paula Mackiewicz

    A ja bym chętnie przeczytała wpis o tych brytyjskich aktorkach o niestandardowej urodzie, Zwierzu.

  • Lilith

    A ja bym chciała zobaczyć film, w którym taką spaloną słońcem solarium, wyprostowaną i umalowaną dziewczynę ktoś odkrywa – właśnie przekonując się, że pod tą twarzą z magazynu kryje się naprawdę piękna, wyjątkowa dziewczyna. Spędzam wakacje pracując na obozie dla skautek, gdzie panuje zakaz używania makijażu i widzę tam mnóstwo pięknych dziewczyn, a potem dostaję zaproszenia na fejsie i nie jestem w stanie ich rozpoznać, bo połowa na zdjęciach wygląda tak samo – z mocnym makijażem i wyprostowanymi / ufarbowanymi włosami. Jakby na pięć osób przypadała jedna twarz. Nie rozumiem idei chowania swojej urody za szablonem.

  • Barbara Pióro

    No cóż, analizujesz tylko filmy amerykańskie, a nie od dziś wiadomo, że w Stanach potoczne pojęcie urody wiąże się nieodmniennie z pewnego rodzaju perfekcjonistycznym dbaniem o własny wygląd, nie znoszącym wyskoków w stylu swobodnie puszczone włosy, luźny t-shirt czy okulary (od czego soczewki!). Sprawa zupełnie inaczej wyglądałaby choćby w Europie czy Ameryce Łacińskiej, może warto by porównać?

  • Mam falowane włosy i noszę okulary, a w dodatku wszystkie moje zainteresowania są nerdowskie, tyle przegrać! : D : D

  • „Jestem brzydka” nabrało dziś nowego znaczenia :D

  • Czajownica

    Noszę okulary, mam kręcone, rude(!) włosy i byle jakie ciuchy na sobie w tej chwili. Brak energii, prawie chandra, no i wyglądam jak lump. Przypadkiem tu trafiłam. Ten post zmobilizował mnie zeby sie ogarnąć. Dzięki za kopa w tyłek :)

  • Lena Kozłowicz

    Ale to fakt, że w prostych włosach każdy lepiej wygląda. Mówię to ja, zwana w szkole Hermioną (zgadnijcie dlaczego). Spędziłam większą część życia, nienawidząc kręconych włosów, a kiedy się z nimi nieco pogodziłam, przeczytałam w jakimś cudownym poradniku, że przed rozmową kwalifikacyjną warto wyprostować włosy, bo naturalne loki świadczą o… braku profesjonalizmu i niestabilnej osobowości. Ewidentnie coś z tymi lokami jest nie tak

  • Magda Ch

    A to nie chodziło o to, że ona w sumie nie jest taka zła, tylko ubiera się po męsku i generalnie jest niezadbana, a nie brzydka? Inaczej to musialaby mieć operacje plastyczną.

  • Ewa Wysocka

    Ale czy w tych filmach naprawdę chodzi o operowanie kategoriami „ładny” i „brzydki”. Zawsze miałam wrażenie że nigdy nie chodziło o to by przekonać ze Anne Hathaway czy Emma Stone są brzydkie ale o to że odstaja od pewnego kanonu. Zwłaszcza było to widoczne w „Diable”, bohaterka nie obrywala tam za brzydote tylko za to że nie ogarnia się w regułach wizerunkowych świata high fashion. W „króliczku” chciano myślę pokazać że główna bohaterka i ta grana przez Emme Stone to dwie różne bajki. Ale nie chodziło ze Emma Stone jest brzydka tylko że jest z innej bajki. Główna bohaterka też jest tam na swój sposób brzydka- operuje w końcu bardzo wulgarnym seksapilem. Nie widziałam The Duff ale jestem w stanie uwierzyć że też w gruncie rzeczy nie chodzi tam o brzydote co o to ze defacto każda paczka ma kogoś kto odstaje od jej reguł- czy to wizerunkowych czy intelektualnych po to by w jakiś określony sposób przedstawić siebie na tym tle.