Nie masz gwiazd bez mroku czyli zwierz czyta Mroczne Serce Hollywood

22/10/2014

Trust me I’m almost a Doctor czyli o sławach i doktoratach

22/10/2014

Plebs do domu czyli Maciej Nowak nie ustrzegł się pogardy

22/10/2014
empty image
empty image

Hej

Nie tak dawno ktoś zapytał zwierza jaki to jest ten świat snobistyczny przeciw któremu zwierz tak strasznie się buntuje. Zwierz miał spory problem z tym by odpowiedzieć na pytanie. Wydało się, że co raz trudniej wskazać przejawy czystego snobizmu w mediach. Na całe szczęście zawsze można liczyć na Gazetę Wyborczą i Macieja Nowaka. Ci pokazali zwierzowi dokładnie to co zwierz nazwał zakładając bloga „światem snobistycznym”. Cały felieton tutaj.

Większość wpisu napisana jest w pierwszej osobie, co pokazuje emocjonalny stosunek zwierza do sprawy

Lubię kiedy w „Hamlecie” bohater poucza aktorów jak powinni zachowywać się na scenie. Ileż w tych słowach frustracji dramatopisarza, który musi pokazywać swoje sztuki przed publicznością złożoną z niewyrobionych widzów. Nie chodzi o same rady (do których powinien nawet dziś każdy aktor) ale o to co z tego wynika – teatr czasów Szekspira jest rozrywką dla widza zarówno wyrobionego jak i tego którego uwiodą najprostsze gesty. Szekspir nie prosi aktora by wyrzucił plebs z teatru. Prosi go tylko by grał nie tylko pod ich emocje. Maciej Nowak nie ma takich problemów jak Szekspir. Jego świat jest zupełnie inny. Sztuka ma być wysoka. Teatr nie ma być dla plebsu i prostaczków. Ma być dla tych których stać na bilety za kilkadziesiąt złotych, ma być dla tych którzy mieszkają w dużych miastach, dla tych którzy wieczorem ubiorą się w wieczorową suknię i garnitur i udadzą się do jednego ze stołecznych teatrów. „Daliśmy sobie wmówić, że galerie nie służą prezentacji dzieł sztuki, lecz – sprzedaży gaci i szmat”. Grzmi Maciej Nowak którego przejmuje sama myśl, że w tym samym budynku mogłaby się jednocześnie zmieścić sztuka i spodnie. Wszak sztuka winna mieć zawsze własny budynek. Najlepiej tak jak kościół oddalony ma być od monopolowego tak teatr czy miejsce prezentacji sztuki winno być odpowiednio oddalone od miejsc zakupów.

Oburzenie idzie dalej „Kina zamieniliśmy na blaszaki wypełnione smrodem popcornu. Przystaliśmy, że książki sprzedaje się w supermarketach, wysypywane do pojemników niczym buraki i cebule. Oddaliśmy gazety reklamodawcom i mediaplanerom, a telewizje – w ręce właścicieli sprawdzonych formatów.” Jakież w tym cierpienie. Kino które zaczęło się w budzie (pierwsze warszawskie kino to buda przy Jerozolimskich, pierwsze lata kina to rozrywka w sali obok restauracji) winno być zawsze w budynku wolno stojącym. Popcorn obecny w kinach od końca lat 20 (zastąpił on kiełbaski) winien zostać wyprowadzony. Wszak niedopuszczalnym jest by istniała jakakolwiek tradycja otaczająca kino. Nowak nie broni tu zresztą kina jako takiego ale pewnej aberracji w historii pokazów kinowych jakim były czasy komunistyczne. Tak wtedy nie było hipermakretów, multikin i popcornu. Filmów też za bardzo w kinach nie było ale była kultura. Prawdziwa. Nie dla plebsu. Ubolewania jak widzicie idą jeszcze dalej – książka w hipermarkecie. Jakże to by ledwie kilkadziesiąt metrów przestrzeni handlowej oddzielało książkę od warzyw. Jakiż to dyshonor dla książki, która w tym momencie natychmiast zmienia treść by dostosować się do warzyw, jaki to dyshonor dla cebuli która znajduje się w tym samym sklepie co proza Michalak. Ale przede wszystkim co to za pomysł by ten plebs co kupuje cebulę i buraki mógł sobie jeszcze kupić książkę. Upadek kultury, która powinna zawsze docierać do czytelnika, widza czy słuchacza wyrobionego i nigdy nie powinna stać się elementem codzienności. Ale w ogóle Nowak pokazuje nam upadek kultury straszliwy – ta rządzona formatem telewizja – której nie można przełączyć na oryginalny program, ta straszna prasa oddana w ręce reklamodawcom. Tu się akurat zgodzę, gazety winny uważniej współpracować z agencjami reklamowymi. Taka Gazeta Wyborcza zastępująca pierwszą stronę treściami reklamowymi też mnie trochę rusza.

Naturalną konsekwencją tego kulturalnego pandemonium są pokazy w ramach National Theatre Live „Teraz pojawia się krok następny w optymalizacji kosztów i uelastycznianiu warunków prezentacji: przeistoczenie spektaklu teatralnego w transmisję w wielosalowej kinowej budzie. I to mnie już przestaje interesować. Przestaje bawić i zobowiązywać do przestrzegania zasad grzeczności. No fucking way! No pasaran! I jeszcze stalinowskie: Niet!”. Och jakież to straszne. Owa kinowa buda – jedno z najstarszych w Polsce kin czyli Atlantic, kina studyjne w całej Polsce – Krakowskie kino Mikro – jedno z tych które jest chyba najlepszym przykładem jak działać powinno kino. Ale nie kinowa buda brzmi lepiej, zresztą należy może jak wspomniałam uznać to określenie za wyróżnik. Kino budy nigdy się nie bało. I z tej budy zabierało widza daleko, wypuszczało zmienionego, pokazując że nie chodzi o miejsce ale o jakość emocji. Ale przecież nie o budę chodzi, chodzi o ten pomysł by w tej budzie pokazać transmisje z przedstawienia. Cóż to za wizja – w miejscu gdzie rządziło kino, pokazać spektakl. Spektakl z Londynu, z największych teatrów, z najwybitniejszymi aktorami. Jakiż to paskudny pomysł by sztuka zamiast do skromnego grona widzów teatralnych dotarła do tysięcy ludzi na całym świecie. Jasnym jest, że ludzie natychmiast zrezygnują z teatru. Bo przecież chcą iść na łatwiznę. Tak samo jak ja szłam na łatwiznę jadąc do Pragi do kina studyjnego by zobaczyć retransmisję Makbeta z Manchesteru. Chciałam kupić bilety na spektakl w Manchesterze ale rozeszły się w osiem minut. Poszłam więc na łatwiznę. Zamiast jechać do Manchesteru pojechałam do Pragi. Jak mniemam jestem typowym przykładem osoby idącej niezaangażowanej. Mogłam przecież iść do teatru w Warszawie. Co prawda nie grali wtedy Makbeta i nie był on wystawiony przez Kennetha Branagha, jednego z najważniejszych współczesnych aktorów szekspirowskich, ale nie powinno to robić mi różnicy. Wszak jestem przedstawicielką plebsu. Mi nie zależy, chce tylko teatru między kupowaniem buraków i spodni.

A jako plebs nie powinnam przecież pchać się na spektakle stąd wściekłość Nowaka.„Ryk wściekłości kieruję nie tylko do agencji eventowej, która podjęła się organizacji transmisji na Ursynowie, ale również do dyrekcji National Theatre w Londynie. A cóż to za neokolonialne, imperialne gesty!? Co to za demolowanie lokalnego rynku teatralnego za pośrednictwem kinowych transmisji?! Przyjedźcie z gościnnymi występami, zmierzcie się z polskimi interpretacjami Williamsa, a nie epatujcie filmowymi buziami aktorów, pokazywanymi w osiedlowym kinie w aurze wielkiego wydarzenia teatralnego.” No bo jakże to tak – żeby Teatr Narodowy o w Londynie wpadł na pomysł, że nie wszyscy mają okazję zobaczyć spektakl w teatrze na żywo. Co to za imperialny pomysł by pokazywać swoje najlepsze spektakle na całym świecie. Wszak widz Polski jest zobowiązany do oglądania spektakli Polskich. To widz teatrów krajowych i niech nie rozgląda się po świecie, wszak wszyscy mamy być przywiązani do kultury krajowej. Zwłaszcza tej teatralnej Cóż z tego że gorsze, mniej ciekawe, czy widza nie interesujące. Ma być krajowo, cóż to za podła globalizacja, cóż to za moda by pokazywać ludziom których nie stać na bilet do Londynu spektakle ze stolicy Anglii. I to jeszcze jakie! Bezczelnie pchać się do ludzi z tym imperialistycznym Szekspirem! Williamsem! Jakiż to paskudny pomysł by ściągać ludzi na spektakl Eurypidesa (ewidentnie tylko dla widzów greckich). Przecież wiadomo, że ci ludzie nigdy nie zainteresują się już tradycyjnym teatrem, nie kupią biletów, nie pójdą na spektakl na żywo. Tu pojawia się co prawda pewien problem bo przecież w tych kinach siedzi plebs, którego Nowak nie lubi. Ale skoro już plebs ma komuś płacić to Nowak wolałby aby warszawskim teatrom a nie za pośrednictwem dystrybutora do National Theatre. Może gardzić ale pieniądze nie śmierdzą. Z pogardą przyjmie pieniądze, byle by szły do kas krajowych.

Ale to nie koniec, paskudy jedne prezentują w swoich spektaklach aktorów filmowych. Jakże to tak by widz przyszedł na spektakl przyciągnięty nazwiskiem aktora. Żeby ten aktor pojawiał się w filmie i teatrze. Cóż z wykształcenia teatralnego brytyjskich aktorów, cóż po ich teatralnych karierach często ciekawszych niż kinowych. Paskudny pomysł by widz znał wcześniej odtwórców głównych ról. Hiddleston jako Koriolan to tani chwyt, bo wszak ten absolwent RADA przewijał się przez popularne produkcje, Branagh jako Makbet budzi niechęć, Helen McCrory z olbrzymią karierą teatralną sprzedała duszę bo widzieliśmy ją w serialu. Co budzi pytanie – kiedy powinnam wyjść z teatru współczesnego – wtedy kiedy grający Hamleta Borys Szyc pojawił się na scenie w głównej roli? A z Teatru Narodowego ? Wtedy kiedy pojawił się Żmijewski. Największy problem mam z Aniołami w Ameryce – wychodzić jak wchodzi Chyra czy jak wchodzi Cielecka? Bo w sumie ją bardziej kojarzę z kina ale on wchodzi na scenę pierwszy? To są dylematy które ten felieton we mnie obudził. Nowak ma jednak rozwiązanie – zamiast plebejskich pokazów niech przyjadą ze spektaklami. Och oczywiście doskonały pomysł. Oczywiście spektakli Makbet było tylko osiem i twórcy pojechali grać dalej – obecnie grają na Broadwayu, z Koriolanem będzie trudniej bo po krótkiej obecności w teatrach aktor grający główną rolę pojechał grać w filmach (plebejsko!).  Ale dobrze załóżmy, że uda się na trasę zebrać aktorów choć wszak wiadomo. że Cumebrbatch który w Frankensteinie grał trzy lata temu znajdzie na to czas. A potem nie zapomnijmy zawinszować odpowiedniej ceny za bilety. Bo wszak oglądać dobrego aktora za 45 czy 30 zł to rzecz obrzydliwa, bilet nie kosztuje tyle ile powinien. Koło 200 zł. Jak wtedy kiedy do polski przyjeżdżali Filharmonicy Berlińscy. Jak widać skoro budynek teatralny nie jest już w stanie odrzucić plebsu skorzystajmy z tego najstarszego wytrychu. Ceny. Niech ich w końcu znów nie będzie stać by iść do teatru na Szekspira czy pojechać do Londynu. Wszystko wróci do normy. Znów będzie teatr teatrem a kino kinem. Plebs zaś będzie tam gdzie powinien z dala od teatralnych przeżyć. I nie zdarzy się nie daj Boże tak by zachęcony tym przeżyciem sięgnął po dramat, książkę czy bilet na spektakl w swoim mieście.

Widzicie uważam że można dyskutować o pomyśle prezentacji spektakli teatralnych w kinie. Wiem że to jest coś zupełnie innego niż wizyta w teatrze. Mogę rozmawiać o tym ile zmienia możliwość zrobienia zbliżenia, prowadzenie kamery, dystans do aktora. Jestem całym sercem za tym by zastanawiać się nad tym czy ma sens pokazywać spektakle operowe w kinach gdzie nie jesteśmy  w stanie przekazać emocji jakie daje słuchanie muzyki na żywo. Choć jak myślę o mojej przyjaciółce z Łodzi która miałaby do wyboru chodzić do opery łódzkiej albo słuchać wykonań z Metropolitan to więcej emocji widzę w transmisji. Dyskusja o nowych formach docierania ze spektaklami do szerokiej widowni powinna być prowadzona. Można się zastanawiać czy to szansa czy zagrożenie dla lokalnych scen. Ale Nowak nie rozmawia. Patrzy z wyższością i obrzydzeniem. I wiecie co, jak rozumiem – być może człowiek naprawdę nie chce myśleć o takim pomyśle na teatr. Ale nie to mnie najbardziej denerwuje. Denerwuje mnie pogarda. Najbardziej obrzydliwe uczucie jakie znam. Pogarda wobec ludzi, wobec ich sposobu życia, wobec tego jak decydują się spotykać z kulturą. Człowieka kulturalnego od nie kulturalnego nie rozróżnia to gdzie i czy ogląda spektakle teatralne. Człowieka kulturalnego wyróżnia to jak podchodzi się do innych ludzi. I w takim rozliczeniu Maciej Nowak okazuje się człowiekiem bardzo niekulturalnym. I nawet się cieszę że nie będzie mi nigdy dane w jego obecności cieszyć się transmisją spektaklu.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • noida

    Och, ostatnio namnożyło się podobnych wybryków, chyba aż popełnię z tego wszystkiego własny, snobistyczny wpis :)

    A w ogóle to zwierz ma jak zwykle rację. Również w pierwszej osobie.

    • Kalutka

      Heh, ja wlasnie przez napisanie tekstu wyjatkowo w pierwszej osobie czasami sie gubilam gdzie jest polemika, a gdzie slowa narratora :P
      Mimo wszystko, brawo Zwierzaku! Pogardzie I wywyzszaniu sie mowimy NIE!

  • Arkadiusz

    Moment, skoro ludzie płacą za bilety na teatr, to znaczy że mają potrzebę oglądania teatru, a wręcz tej konkretnej sztuki. A skoro tak – to to jest fajne zjawisko – jeśli pomimo całej masy innych „źródeł kultury”, ktoś wciąż chce chodzić na przedstawienie teatralne, a bilety rozchodzą się w kilka chwil to może warto poszukać przyczyn skąd to się bierze? Jak zmienić (w znaczeniu improve, uciekło mi słowo) nasze teatry, by publiczność przychodziła na nasze przedstawienia. Ale po co, przecież wystarczy popłakać jak to w teatrach źle się dzieje a nikt nie ma ochoty na kontakt z wyższą kulturą. Tylko że nie.
    Swoją drogą coraz więcej tekstów pojawia się na temat: prawdziwy odbiorca danej formy kulturalnej. Mamy prawdziwego gracza (a nie jakiegoś tam casuala), prawdziwego widza teatralnego, zaraz będzie prawdziwy czytelnik (co czyta w papierze a nie na ebookach, cham ostatni). Ciekawe w którą stronę to pójdzie (kto jeszcze będzie musiał udowadniać swą prawdziwość) i jak się zakończy wojna (że pojadę gierkową nomenklaturą) hardkorów i casuali.

    • Mju

      Udoskonalić/polepszyć ? :)
      Taki z nas niewyedukowany plebs, nawet języka ojczystego dobrze nie znamy! (90% treści, które ostatnio czytam – czy to książek czy artykułów w internecie – jest po angielsku i przez to też miewam takie „Wiesz, to jest empowering…” „Huh?” „Takie, no takie…aaa, muszę otworzyć słownik”. Plebs nawet dwóch języków na raz nie umie ogarnąć, za dużo dla ograniczonego plebejskiego umysłu).

      • Arkadiusz

        Dzięki – tak to jest – człowiek zamiast czytać wybitne polskie dzieła siada do tej obrzydliwej angielszczyzny, a potem mu się na mózg rzuca. Jak będę u władzy jak nic zakażę. Albo jak Orban opodatkuję internet. Wtedy będziemy musieli obcować z kulturą nam bliską, a wręcz ojczystą.

        • Łukasz Pilarski

          Heh, akurat to o „prawdziwym czytelniku” w sumie już widać. Może nie zostało nazwane wprost, ale mentalność „papier lepszy od cyfry” istnieje, więc tylko wyglądać ukucia stosownego terminu.

          • lily

            Paweł Opydo pisał o Kaziku i jego niechęci do ebooków http://www.zombiesamurai.pl/2013/06/kazik-staszewski-ebooki/

          • Ale to jak dyskusja o wyższości jajek na twardo nad jajkami na miękko (albo na odwrót) ;).

          • Łukasz Pilarski

            A o czym najczęściej dyskutuje się w internetach? :P

          • O rzeczach znacznie mniej życiowych i ciekawych niż problem jajek ;).

          • Anna Tess Gołębiowska

            „Prawdziwy czytelnik” istnieje jak najbardziej, nie tylko w kategorii papier vs. ebooki. Ale prawdziwy to taki, co do śniadania czyta Dostojewskiego, a w kiblu Joyce’a, a nie jakąś Grocholę.

    • undula

      ale to nawet nie jest to, że teatry świecą pustkami. W Krakowie na prawie każdym przedstawieniu sala jest pełna (i nie piszę tu tylko o wydarzeniach w stylu festiwal Boska Komedia, gdzie chętnych zawsze jest więcej niż biletów). Bilety do opery trzeba rezerwować z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. W dużych miastach widownia na poziomie 90-ciu procent to ponoć utrzymujący się trend. Więc plebs jednak w teatrach bywa, a i do opery zajrzy (chociaż bilety są tak tanie, że to wręcz urąga kulturze wysokiej jako takiej, która przecież winna być elitarna, a więc droga). Psucie rynku polegałoby więc na tym, że plebs dowie się, że spektakle można zrobić inaczej. I – w większości przypadków – dużo lepiej. A nie wiedziałby o tym plebs, gdyby nie te nieszczęsne imperialistyczne angielskie spektakle.

  • Ginny

    Ludzie walący drzwiami i oknami do kina, by zobaczyć londyńskiego „Koriolana” – źle. Cyrk z występami zwierząt – dobrze. Logika Nowaka taka nieogarnialna.

    • No bo cyrk jest uświęcony wielowiekową tradycją, a transmisja nie.

      • Starfish

        Właśnie! W cyrku jest tradycyjnie miejsce plebsu, którego to plebsu jakiś tam Koriolan w ogóle nie powinien obchodzić. Chociaż to transmisja to pewnie nie jest „prawdziwy” Koriolan…

        • Tak strasznie nieprawdziwy, że plebejski, więc tylko plebs ogląda. Bo w tym Koriolanie to nie dość, że jedna buzia z telewizji (Gatiss), to druga ładna i z kina (Hiddlestone).

          • Starfish

            Otóż to! Szopkę sobie plebs z „Koriolana” uczynił! Skandal i granda!

  • Niezadziwiona w ogole

    A czego sie spodziewać po tłustym pedale

    • Castielle

      Komentujmy, ale z klasą…

    • Krystyna Kowalska

      O, gratuluję. Mam bardzo dużo zastrzeżeń co do poziomu felietonu Nowaka, ale komentarz niezdziwionej przebił go w chamstwie i prymitywizmie wielokrotnie.

    • Magenta

      Wielu rzeczy. Na przykład bycia świetnym aktorem i komikiem (Stephen Fry). Nie mówiąc już o tym, czego można się spodziewać po tych szczupłych (by wspomnieć tylko Dereka Jacobiego, pozostając w kategorii aktorów, którzy mieli okazję grać u Branagha).

    • Ponura

      Niezadziwiona, nie zrozumiałaś przesłania. Ale w sumie miało ono więcej niż trzy sylaby. Tutaj nie traktujemy nikogo z pogardą i nie dyskryminujemy z żadnego powodu. Precz.

  • vesper
  • Świeczek

    Chciałam tylko powiedzieć, że zachwyca mnie subtelne nawiązanie w tytule <3

  • Castielle

    Jak mi się żal zrobiło tego pan krytyka przy czytaniu tego jego ‚felieonu’… Ale po przypomnieniu sobie wszystkich cudownych spektakli, które udało mi się zobaczyć dzięki NT Live poprawił mi się humor :) a wszystko zaczęło się od niewinnego pójścia do kina na Frankensteina z Benedictem i JLM, o którym to btw. dowiedziałam się ze zwierzowego bloga. Nigdy nie przestanę być wdzięczna za to iż Zwierz pisze o tylu wspaniałościach kulturowych, o których sama pewnie nigdy bym nie znalazła informacji, a których miałam mimo wszystko przyjemność doświadczyć. Pan Nowak nie odbierze mi przyjemności z uczestniczenia w tych cudownych wydarzeniach swoimi prostackimi porównaniami…

    Dziękuję Zwierzu za wpis :)

  • undula

    Pan Nowak widać nie bardzo wie, o czym pisze. Bo te straszne spektakle, które pokazuje NT z tymi strasznymi znanymi aktorami w rolach głównych są przeważnie wystawiane bardzo krótko. Nie da się z tym zrobić objazdu, cała ekipa (liczymy przecież i znanych reżyserów, jak choćby Sam Mendes) ma z pewnością grafiki napięte do granic możliwości. Pozostaje kwestia przygotowania napisów na żywo w języku każdego kraju, gdzie taki spektakl ma być wystawiony. Oczywiście, to da się zrobić, pytanie tylko po co, skoro można prościej.
    Nie bardzo też rozumiem, z czym ekipa NT miałaby się mierzyć jeżeli chodzi o nasze współczesne wystawienia Szekspira. Mieszkam w Krakowie i widziałam ich kilka: były złe albo bardzo złe. No ale nasze, polskie.
    Pan Nowak zachowuje się tak, jakby nie wiedział, że większość dużych teatrów i tak stara się schlebiać najgorszym gustom publiki. I wyciska się z niej wymuszony śmiech żartami o poziomie prawie rynsztokowym, epatuje golizną w zasadzie bez przerwy (nie mam nic przeciwko nagości w teatrze czy filmie, wymagam jedynie, żeby była to nagość uzasadniona), idzie się w stronę tępej dosłowności nie zostawiając dla widza pola do interpretacji. Podobno Klata w Ubu Królu zaczyna spektakl od wylania na głównego bohatera potoku sztucznych ekskrementów. I to tyle w kwestii zastanawiania się nad wybraniem na to przedstawienie. Oczywiście, to tylko generalizacja i jako taka jest dla niektórych twórców krzywdząca, ale coraz trudniej jest, przynajmniej w Krakowie, trafić na spektakl, po którym wychodzi się bez poczucia zażenowania. Do tej pory byłam na trzech projekcjach spektakli NT. Po Coriolanusie i Learze wyszłam zachwycona. Tramwaj podobał mi się mniej, ale nie żałowałam czasu spędzonego na sali. I z chęcią zobaczyłabym je jeszcze raz, czego nie mogę powiedzieć o większości spektakli oglądanych przeze mnie w teatrze.
    Pozostaje też do rozstrzygnięcia kwestia spektakli wydawanych na dvd no i – oczywiście – teatru telewizji. Bo jeżeli teatr w kinie jest zły, to ten w telewizji to już zbrodnia.

  • Gin

    Jestem przerażona felietonem pana Nowaka, naprawdę. Ta ignorancja i pogarda są straszne. Czy on naprawdę tak myśli, czy to tylko tania próba zszokowania skrajną opinią?

    • aHa

      Najlepsze dla pana Nowaka byłoby pominięcie tego kuriozum milczeniem. Niestety Gazeta lubi tak walnąć na pierwszą stronę taki felietonik albo „list od oburzonej czytelniczki”. Kiedyś był to kuriozalny artykuł o przeszkadzających jakiemuś smutnemu panu paniach z wózkami, ostatnio wspomniany przeze mnie tekst o ludziach którzy ośmielają się rozmawiać ze zwierzętami, a teraz to coś. Wszystko po to, żeby za chwilę pojawił się kolejny artykuł typu „Internauci mieszają Nowaka z błotem” a za chwilę „Nowak odpowiada internautom”. Potem będzie „Nie milkną echa felietonu Nowaka”. Ale do cholery jak tu nie skomentować i milczeć jak człowieka krew zalewa???

      • Arkadiusz

        Witaj w realnym świecie, jak powiedział Morfeusz włączając białoruską telewizję państwową.

        Klika się? Klika. Szeruje, szeruje. Reklama idzie? Idzie. Hajs się zgadza? Zgadza.

        A tak serio – ja wbrew pozorom cenię takie teksty. Pomimo ogólnego wydźwięku na minus i puszczenia się peronu pokazują one, jak bardzo ważne są tematy w nich poruszane. Przeszkadzają panie z wózkami – to wstęp do rozmowy, co zrobić żeby nie przeszkadzały (np. wymiana autobusów na takie, gdzie wózek się mieści :-) ). Tak samo tutaj – dzięki temu tekstowi parę osób uświadomiło sobie że taka forma obcowania ze sztuką jest dla nich ważna. Bez tego mogłoby to przejść obok nich obojętnie.

        • aHa

          Ha! Może trafiłeś w sedno! Może ten tekst to tak naprawdę reklama NT Live, za którą Multikino zapłaciło grube miliony, bo nikt nie klikał w tradycyjne reklamy. Podziwiam przebiegłość ich senior brand managera ;-)

          • Kalutka

            „tekst o ludziach którzy ośmielają się rozmawiać ze zwierzętami”, SERIO??? Jak oni smieja? :P Ktos ma naprawde z tym problem? Kurcze, ja mojego pieska traktuje jak dziecko, czyli to by znaczylo, ze jestem aspoleczna I nienormalna. A, zapomnialam dodac, ze z plebsu ;)

  • „Z pogardą pryzmie pieniądze” – piękne i poetyckie ;-) do kolekcji litrówek, poproszę.

    Obawiam się, że ta pogarda w stosunku do powszechnego dostępu do kultury, ma swoje korzenie w micie o pieniądzach, którymi można się chwalić dopiero jak przeleżą na stercie w skarbcu przez cztery pokolenia.

  • Mju

    Ja tylko chciałam pokazać, że Pan Nowak to tak ze wszystkim
    http://polska.newsweek.pl/maciek-nowak-ofiary-modnego-jedzenia-newsweek-pl,artykuly,277726,1.html

    (pomijając kwestię „winobarów”, gdzie tenże Pan chce wyglądać swojsko i dolewa COLI DO WINA [sic!] to śmieszy mnie to co mówi o polskich produktach na targach. W wakacje 2 miesiące dorabiałam sobie na krakowskim targu, miałam kontakt zarówno z rolnikami sprzedającymi swoje produkty, jak i sprzedawcami, którzy jak jeden mąż kupowali produkty na Rybitwach. Cóż za jakość z tych Rybitw, jak z Hiszpanii! Och… Bo w sumie sporo produktów stamtąd jest. Ew. ziemniaki, włoszczyzna i te nieszczęsne buraki z Węgier, ale wiadomo, do sprzedaży zatrudni się „babunię” lub „swojskiego chopa”, warzywa wrzuci się do byle jakich kartonów i sprzedaje jako „moje, z Polski, spod Krakowa!” Co, ceny i wygląd produktów podobny do tych swojskich, a jeden na drugiego nie będzie klientom donosić, tylko sami sprzedawcy są wtajemniczeni. Różnica w sumie jest taka, że rukola czy sałata lodowa od mojej koleżanki – tam poznanej -z ogródka długo nie poleży, a zapakowane tak samo jak ta hiszpańska, bo inaczej ludzie nie kupią. Tylko, że na te hiszpańskie produkty to nawet jej kury nie chciały spojrzeć ;) Ale niech Pan Nowak gada zdrów, on taki specjalista od wszystkiego, a my biedne kobiety, dodatkowo z plebsu, tylko do garów w domu, bo przecież nie poradziłabym sobie z termometrami i innymi bajerami, on za to na pewno tak! ) Ja przepraszam, że tak o jedzeniu, ale ten Pan mnie wyjątkowo irytuje, z każdej strony. Idę o ja niedołęga upiec Tartine country bread, w swojej kuchni, dla mężczyzny mego, ale może powinnam poczekać, bo nie wiem czy sobie z piekarnikiem poradzę, niech on mi go włączy?

    Ale może przynajmniej na Medeę jestem uprawniona, by iść? Pół roku na fil. klasycznej i pół roku na filozofii (łacina przyprawia mnie o mdłości, niestety, a i na jednym i drugim kierunku nie dało się od niej uciec). Medeę czytałam kilka razy, ba, nawet od prof. Komorowskiej dostałam 5 w indeksie, bo tak ładnie jej zrelacjonowałam co się w Medei działo! Zresztą, chodziłam na zajęcia do dr Klęczar. To wystarczy, by być uprawnionym do wszystkiego co starożytne, bo te dwie Panie to jak zaginione we współczesności greckie boginie! :)

    • Krystyna Kowalska

      Aleksandra Klęczar jako grecka bogini, TAK! <3

      • Mju

        Prof. Komorowska mnie od początku kojarzyła się Herą! Nogi do nieba, głos donośny, spojrzenie srogie i ten błysk w oku… <3 Kraków tęskni za nią codziennie!
        Slivarth – ale Medea to dramat grecki? ;) Już się tłumaczyłam w komentarzach pod wpisem na temat Tramwaju, że akurat wojny peloponeskie trwały i Wizzair za dużo liczył sobie za bilet jak Eurypides Medeę wystawiał :(

        • Grecki ;-) jakoś zobaczyłem ‚fil. klasyczną’ i mi źle sparsowało końcówkę tekstu. To pewnie przez nadmierne osadzenie w kulturze niskiej.

      • Alexandra – patronka ogniska blogowego.

        • Aleksandra Klęczar

          Dobra, frunę sobie na Olimp radośnie…. offtopowo dziękuję!

          • Elka17

            Jaki Olimp? U nas zostań!

    • Nie, nie jak się chce oglądać rzymskie komedie to tylko z Doktorem na oryginalnego Plauta się wybrać. Inaczej to jakiś warzywniak jest…

    • Hannah

      Mnie to też uderzyło. Ach w świecie gadżetów lepiej orientują się faceci. Ten człowiek sprawia wrażenie, że nie tylko nie wie na jakim świecie żyje, ale nie chce się nawet spróbować dowiedzieć i to już trochę przeraża a trochę śmieszy.

  • aHa

    Ostatnio na Foch.pl był artykuł o uczłowieczaniu zwierząt – http://foch.pl/foch/1,132040,16821290,Przeciwko_uczlowieczaniu_zwierzat.html#TRNajCzytSST, w którym autorka osiągnęła taki poziom absurdu i mistrzostwa w stwarzaniu fikcyjnych problemów, że myślałam że długo nikt jej nie przeskoczy. Myliłam się, niestety. Cały czas chcę wierzyć że to jednak była ironia, tylko ja (i reszta świata) nie zrozumiałam artykułu pana Nowaka. Bo jeśli autor naprawdę tak myśli, to jakieś takie naprawdę… smutne.

  • ” jaki to dyshonor dla cebuli która znajduje się w tym samym sklepie co proza Michalak”- made my day :D.

    No to jestem plebejskim, wcinającym popcorn na transmisji w multipleksie widzem. Ale za to widziałam Helen Mirren w Audiencji. I Cumberbatcha i Millera we Frankensteinie. I Hiddlestone’a i Gatissa w Koriolanie. I nikt mi moich przeżyć nie zabierze.

    • Ginny

      Krótko a pięknie, plebsie jeden :)

    • Mju

      U Zwierza zawsze znajdzie się jakieś złote myśli! Chyba zacznę robić jakiś album z wycinkami, gdzie zawrę cytaty Zwierzowe (wymieszane ze zdjęciami mopsów, świnek i Zwierza w wiankach… ok, ogórek, ekhm, znaczy Benedict też się tam znajdzie).

    • To tak jak ja! Dokładnie te same trzy przedstawienia NT Live w multipleksie! Przybij piątunie, jak plebs plebsowi! :)

  • zofronija

    Ostatnio w supermarkecie między ważeniem cukinii a szukaniem masła zajrzałam do kosza z książkami i wyciągnęłam zręcznie napisaną powieść historyczną za niespełna trzy złote, zgrzeszyłam. :(

  • Elka17

    Zgadzam się z komentarzem Zwierza, nawet w pierwszej osobie. Felieton Nowaka podniósł mi ciśnienie. Dobrze, że nie tylko mi.

  • Ponura

    Jestem bardzo niezadowolona zachowaniem Zwierza. Zwierz pokazał mi link, kiedy akurat jadłam, wobec czego czytałam wypociny p. Nowaka w trakcie posiłku. Dostałam niestrawności. Winię Zwierza. Powinnam co prawda winić Nowaka, ale od tej pory usuwam jego istnienie z mojej świadomości.

  • lily

    No i co teraz? Z bloga Zwierza (blee… Internet, tania rozrywka dla mas!) dowiedziałam się o NTLive (wow, kultura wysoka) i dotychczas byłam w kinie na 3 spektaklach (kino! zło…). 2:1 dla pana Nowaka?

  • Śledź

    Nic dodać, nic ująć – zgadzam się ze zwierzowym tekstem w 100%. Ale co ja mogę powiedzieć, skoro podjarałam się ładna buzka Hiddlestona na ekranie w jakiejś budzie, zaciekawiona spektaklem probowalam przebrnąć przez tekst w oryginale, potem szczęśliwie znalazłam wersję polską, okoliczne kino i zelki zamiast popcornu. Kultura taka niska, niewow, brak uszanowanka dla NTL

  • Zenek

    Zwierzu, chyba zbuduję ci ołtarzyk i będę cię czcił. Bardzo wspaniały tekst.

  • Nina Wum

    Zwierzu, touche.

  • Łukasz Pilarski

    Do którego kręgu Piekła idzie się za kupienie w Biedronce książek Jerzego Pilcha?

    • Arkadiusz

      Do tego samego co za oglądanie przedstawień teatralnych w kinie, casualowe granie w gry i czytanie ebooków. Jako że pewnie się tam spotkamy, możemy podzielić się rzeczami, które zabieramy na tę wycieczkę :-)

  • Kocham przedstawienia z National Theatre. Każdy. Bez względu co będzie serwowane, mogę iść i być pewną, że będę się dobrze bawić. Nie mam jednak możliwości pojechać sobie do Londynu i kupić bilet na taki performance. Dlatego bardzo cieszy mnie możliwość, że zapłacę 20zł (co czasami też jest trudne do zdobycia dla studenta) i mogę obejrzeć przedstawienie. Oczywiście wolałabym na żywo, ale lepsze w kinie niż w ogóle. Moim zdaniem, rozprzestrzenianie tego typu przedstawień przez kina tylko rozpala apetyt na inne tego typu rozrywki. A to, że jest to zagraniczny teatr to chyba już zależy od gustu. Polak nie koniecznie musi oglądać polskie przedstawienia, bo również nie muszę słuchać polskiej muzyki a mogę posłuchać np. Beethovena.
    Sharllot

  • Alex

    Przeczytałam sobie ten felieton. Nigdy w życiu nie czułam, że zmarnowałam tak beznadziejnie i ostatecznie 15 minut mojego cennego życia. Zmarnowałam je na coś co jest miałkie, bzdurne, chamskie a autor uznał że ludzie i tak są za głupi by coś wiedzieć lub sprawdzić, więc straszy niewiedzą o zjawisku które opisuje praktycznie w każdym akapicie. Ten człowiek pisze o kulturze? Zawodowo? Bo ja nie mam wrażenia, że on wie co to jest kultura.

  • Basia D.

    Nie ważne w jaki sposób i gdzie mamy okazję oglądać wartościowe przedstawienia lub nie. Każdy kontakt ze sztuką wzbogaca, a zawsze są osoby, które pójdą tylko do polskiego tradycyjnego teatru z ach i och oraz inni, którzy chodzą i tu i tu i tam też ;) jedno nie wyklucza drugiego. Pan Nowak zapomina, ile wynoszą u nas pensje, wykupienie karnetu w teatrze jest raczej wydatkiem 1/3 pensji, więc bardzo dobrze, że istnieją tańsze alternatywy.

  • Cathia

    Bardzo dobry wpis, Zwierzu!!!!

  • Kamila

    teraz trochę lipa, bo w zasadzie Mickiewicz sobie życzył żeby jego utwory trafiły pod strzechy, a teraz Nowak mu powiedział, że tak nie można no i Adam wyszedł na głupka, przekichane

  • ana

    „jaki to dyshonor dla cebuli która znajduje się w tym samym sklepie co proza Michalak” – it’s official: kocham Zwierza :D

  • Wiesz co, Zwierzu, nie zawsze się z Tobą zgadzam, ale, damn, całkowicie rozumiem to oburzenie, nawet mimo że nie jestem fanem teatru.
    A taki sympatyczny mi się ten cały Nowak wydawał na billboardach reklamujących telewizyjny format, w którym występował. Chyba jednak nie przepada za własnymi widzami~

    • Dzidka

      Nowak nigdy nie był sympatyczny, jest zwykłym bucem, co miałam nieprzyjemność zauważyć czytając kilka jego recenzji kulinarnych. jak to moja kumpela powiedziała, to taki kuchenny Jacyków.

  • Michał Zemełka

    A mnie się zdaje, że to trolling. Znaczy oczywiście nie wpis Zwierza, tylko imć Nowaka.

  • Zagotowało się w nas po przeczytaniu artykułu na gazecie, zaczęłyśmy pisać własną notkę… po czym przeczytałyśmy ten wpis i notka skończyła się na linkach. Podpisujemy się wszystkimi czterema rękami.

  • DoNnErJaCk

    Artykuł pana Nowaka rzeczywiście nieciekawy – nasz teatr telewizji pokazał że się da.
    Z pewnymi Zwierzowymi opiniami się jednak nie zgodzę:
    – popcorn w kinie – malskanie, smrodek i siorpanie – mało przyjemne. Rozumiem że w teatrze też już można przyjść się najeść. Nie wiem w jakich kinach był popcorn od lat 20-tych, ale chyba nie w naszych – coś bym pamiętał. Musimy wszystko kopiować tak bezkrytycznie? No i jak ładnie wygląda sala kinowa po seansie.
    – książki w koszach w markecie – mam zbyt osobisty stosunek do książek wiec jest mi po prostu żal jak na to patrzę.

    • zpopk

      Nie pamiętasz ponieważ komunizm wprowadził w Polsce aberrację jaką są kina bez jedzenia. Na całym świecie chrupano wtedy popcorn. Popcron jest w kinie dłużej niż dźwięk. I to nie jest kopia tylko standard. Takie jest kino.
      Książka to produkt ważne by dotarł do czytelnika. Ważne jest co w niej napisano a nie gdzie się ją prezentuje. Półka w hipermarkecie nie urąga książce bo nie zmienia jej treści.

      • DoNnErJaCk

        Ok, tylko to jest argument typu jedz g.., miliardy much nie mogą się mylić.
        Serio nie przeszkadza Ci widok sali kinowej po seansie?
        Nie zapominamy też przypadkiem po co popcorn trafił do kin we wspomnianych latach 20-tych i w Polsce po pojawieniu się Multipleksów? Pieniążki, ach kochane pieniążki.

        • Ginny

          Zgroza. Prywatne przedsiębiorstwo chce zarabiać. Świat tego jeszcze nie widział.
          A widok sali kinowej po seansie to kwestia kultury jedzących, a nie jedzenia w kinie jako takiego.

          • Mju

            Na niektórych seansach w Kinie pod Baranami trzęsę się z nerwów, bo co rusz słyszę papierki po batonikach, chipsach itp., a na innych nikt nic nie je, ew. piją wodę i innego rodzaju napoje. Za to nigdy nie spotkałam się z brudną salą (popcornu nie sprzedają, tylko wyżej wymienione przekąski). Z popcornem jest tak, że w multipleksach sypią go bardzo dużo i paskudztwo potrafi spaść na ziemię, dlatego lepiej zjeść trochę przed seansem. Z dwojga złego już popcorn lepszy, bo przynajmniej nie szeleści. Ja sama muszę coś „chrupać” podczas filmu, bo mimo drobnej postury to jestem obżartuchem i po 2 godzinach niejedzenia mój brzuch głośno się jego domaga, co zrobić ;)

        • Zwierz

          Nie przeszkadza mi widok sali kinowej po seansie. Po prostu. Są ludzie którzy sprzątają. plus – to nie wina kina że ludzie kruszą tylko samych widzów. Nie winię kin. Plus – nie to nie jest argument tego typu – to jest proste zrozumienie że pewnym rozrywkom towarzyszy pewien rytuał. Jak wielu rzeczom w naszej kulturze. Jeśli ci się to nie podoba nie idź do Multipleksu. Ale wiesz że teraz mamy w kinach bez porównania więcej filmów które możemy zobaczyć, nie ma problemu z kolejkami po bilety czy seansami które nam przepadły? I że dźwięk i jakość jest zdecydowanie lepsza. Popcorn trafił do kin dlatego, że ludzie chcieli jeść i oglądać filmy jednocześnie. I tak kino to przedsiębiorstwo. Tym było od zawsze, podobnie jak przedsiębiorstwami były teatry. Nie były przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk tylko w okresie komunizmu. Moim zdaniem nie jest to system do którego warto wracać z tęsknotą.

          • DoNnErJaCk

            Tak na zakończenie, bo już po dobranocce:
            – Potwierdzam że wiem jaką rolę odgrywa żarcie w kinie, tą tradycyjną i tą biznesową.
            – Nie, nie zapłacił bym więcej za bilet do kina gdyby to gwarantowało bezpopcornową publiczność – taki hipokryta ze mnie.
            – Cieszą się że większość dopłaca do mojego biletu – takie zadośćuczynienie za mlaskanie.
            – Proszę o trochę zrozumienia – każdy ma jakieś natręctwa – dla mnie popcorn w kinie jest pewnym dyskomfortem – ale pogodziłem się i z wiatrakami walczyć nie będę.
            – No i chyba najważniejsze, to że coś jest tradycją to nie znaczy że każdy musi się z tym pogodzić.

    • verdana

      Jeśli chodziłeś do kina w latach dwudziestych, to ja sie nie dziwię, że już nie pamiętasz. To wiek. Bywa.

  • Tores-

    „Eurypides. Tylko dla widzów greckich.’ Łkam. Wszystko prawda i brawo dla Zwierza.

  • emi

    muszę przyznać się, że kiedyś wygrzebałam z kosza z książkami w Realu na Połczyńskiej Pasję życia Irvinga Stone’a, i co ja teraz, nieboga, mam począć, wyrzucić? spalić? nie daj boże, przeczytać?

  • Dzidka

    Dodajmy to, co wkurzyło mnie najbardziej – Nowak w życiu nie był na pokazie NT Live, on nawet nie wiedział, że takowe się odbywają. Jego do napisania tego czegoś skłoniło otrzymanie zaproszenia na pokaz…

  • Maja Białkowska

    Ergo – jestem plebsem. I jestem z tego dumna. Snobistycznie wręcz. I – o horrendum , wdzięczna za umożliwienie oglądania spektakli, których w innej, niźli kinowa wersji nigdy nie byłabym w stanie zobaczyć. Ba – gdyby w centrum handlowym je puszczali, czy też w kościele, sali parafialnej, tudzież na boisku – również bym podreptała. I mam się teraz samobiczować, posypywać głowę popiołem, i leżeć krzyżem, oraz inne formy pokuty za to, iż dałam się złapać na nie-nowakową formę opium dla mas? Niedoczekanie!

  • Miałam dotychczas złe zdanie o dokonaniach naszych krytyków teatralnych. Od wczoraj mam jeszcze gorsze. Oglądanie spektakli w kinach można lubić albo nie, ale ten tekst jest popisem tak przykrego snobizmu, że szkoda gadać. Fragment o neokolonializmie niewart komentarza.
    Przypomniał mi ten tekst niedawnego focha blogerek modowych na to, że Wittchen śmie swoje torebki w Lidlu oferować. Ta sama retoryka dokładnie, tylko w tym przypadku osnuta mgiełką lansu na bywalca instytucji kulturalnych.

  • Dzidka

    Jeszcze o popcornie, bo tam na dole w drzewku to nikt nie przeczyta :-P (lans&snobizm)
    Nie przepadam za zapachem popcornu w kinie, ale godzę się na to do kina idąc. No trudno, taki lajf. Chcę obejrzeć coś na dużym ekranie dzień po premierze, przyjmuję do wiadomości, że będzie popcorn. Popcorn metaforyczny ;)
    Znacznie bardziej, uwaga, wpienił mnie jeden pan, który w kluczowym, decydującym, najważniejszym momencie pewnego filmu, na który wszyscy czekali w napięciu (na moment, nie na film), wstał i zwrócił się dość głośno do towarzyszki: „przesiądźmy się kochanie, bo ten popcorn strasznie śmierdzi”.
    Zgadnijcie, kogo chciałam udusić – tego, kto jadł popcorn, czy tego pana?
    Oraz znacznie bardziej niż odgłosy gastronomiczne wkurzają mnie ludzie, którzy:
    a/ uważają, że jeśli akurat na ekranie nikt nic nie mówi, to mają obowiązek ten drobiazg naprawić
    b/ nie mogą wytrzymać dwóch godzin bez sprawdzania maila/smsa w telefonie.

  • kromkadlaziomka

    Myślę, że Pan Maciej najchętniej wróciłby też do czasu Indeksu Ksiąg Zakazanych. Bo przecież to Elita (w tej roli oczywiście On Sam) powinna decydować, jakie książki plebs powinien czytać i w jakim formacie. Nie dla psa Turgieniew w twardej oprawie. A jeśli już, to za grube tysiące. I pod żadnym pozorem NIE TYKAĆ ebooków!

  • Normalnie czytam i nie wierzę własnym oczom jak można być aż tak chamskim (niestety, ale dla mnie ktoś kto żywi tak oczywistą niechęć i pogardę jest chamski) i jak to trafnie ujęłaś Zwierzu „niekulturalnym” człowiekiem zwłaszcza pracując w mediach.

    No nic wychodzi na to, że wg pana Nowaka jestem strasznym człowiekiem, który nic nie robi sobie z teatralnej powagi i artyzmu i sprowadza transmisje londyńskich spektakli do zapyziałego kina w 15-tysięcznym miasteczku tylko po to, żeby ucieszyć prowincjonalny plebs i to za mniejszą cenę niż to w innych miastach bywa tylko po to, aby jeszcze bardziej zachęcić tych biednych ludzi ze wsi. Ale dopóki będą przychodzić do mnie ci ludzie z plebsu i mówić, że to fantastyczne przedsięwzięcie, że mają na wyciągnięcie ręki adaptacje najwspanialszych dzieł literatury w wykonaniu najlepszych brytyjskich aktorów i reżyserów dopóty będę tym strasznym człowiekiem działającym „na szkodę” całemu światu teatralnemu i kulturowemu. Amen!

    • Elka17

      Ślę masę pozytywnej energii w Twoim kierunku, kimkolwiek jesteś :D

  • nieoczywiste

    Chapeau bas, Zwierzu!

  • Pingback: Snobizm kulturalny | szprotest()

  • Pingback: Miejsca godne i niegodne, czyli o NT Live z małą domieszką MET Live in HD | Ysabell's Weblog()

  • melka

    Cumebrbatch do poprawy, bo oczy bolą!

  • Pingback: Snobizm kulturalny | szprotest()